In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

https://www.swietyjozef.kalisz.pl/main/dachau.gif

Bł. ks. Franciszek Drzewiecki (1908-1942)

Kapłan pochodzący ze Zdun (k. Łowicza), zamordowany w obozie koncentracyjnym w Dachau (Niemcy) 13 września 1942 r., w wieku 34 lat, miał 11 lat profesji zakonnej i 6 lat kapłaństwa. Franciszek, urodzony 26.02.1908 r. w Zdunach, wstąpił w młodym wieku do Seminarium Zgromadzenia Księży Orionistów w Zduńskiej Woli. Pierwsze lata swego życia spędził Franciszek w środowisku rodzinnej miejscowości pod czujnym okiem kochających rodziców Rozalii i Jana, w dobrym towarzystwie jedenaściorga rodzeństwa.

Bł. ks. Franciszek DrzewieckiPo ukończeniu liceum i przebytych studiach filozoficznych, w 1931 r. wyjeżdża do Włoch, do Tortony, aby odbyć nowicjat i studiować teologię. Cztery święcenia niższe otrzymał Franciszek w Tortonie w 1935r. Tam też Franciszek przyjął diakonat 17 marca 1936r. i prezbiterat 6 czerwca 1936r. z rąk biskupa Melchiori w Tortonie. Ks. Franciszek odprawił swą Mszę Prymicyjną w Małym Kottolengo w Genui-Castagna, w instytucie dla ciężko chorych, gdzie jednocześnie był formatorem tzw. "dorosłych powołań". Powracając do Polski w grudniu 1937 roku, Ks. Franciszek kontynuował swoją działalność jako wychowawca w gimnazjum w Zduńskiej Woli.

Latem 1939 r. został wysłany do Parafii we Włocławku. Tutaj zastały go okrucieństwa wojny, które rozpoczęły się inwazją Niemiec w dniu 1 września 1939r. Okupacja faszystowska przekształciła się szybko w prześladowanie religijne. 7 listopada 1939r. Ks. Drzewiecki wraz z całym duchowieństwem Diecezji Włocławskiej, łącznie z klerykami i Biskupem Michałem Kozalem, zostali aresztowani i umieszczeni w więzieniu. Rozpoczęła się długa "Droga Krzyżowa" upokorzeń i cierpień. Włocławek, Ląd, Szczyglin, Sachsenhausen i w końcu Dachau. Współtowarzysze obozowi wspominają go jako "człowieka, który budował swą uprzejmością i troskliwością", jak to mówił o nim Ks. F. Korszyński.

Internowany w Dachau 14 grudnia 1940r., Ks. Franciszek Drzewiecki, po dwóch latach wyrzeczeń, poświęceń i ciężkich prac obozowych, zostaje przeznaczony, wraz z "transportem inwalidów" w dniu 10 sierpnia 1942r. do komory gazowej w Zamku Hartheim, w pobliżu Linz. Zginął 13 września 1942r. "Był świadomy, że idzie na śmierć. Kiedy go zabierano, jeszcze zapukał do okna mojej izby. Zsunąłem się z piętrowego łóżka i zobaczyłem ks. Drzewieckiego. Powiedział do mnie: "Józiu, żegnaj! Odjeżdżamy". Z wrażenia zachwiałem się. Widząc to, odezwał się: "Nie miej żalu. My dziś, jutro ty. To wszystko za Kościół i za Ojczyznę" (ks. Józef Kubicki).

Jest w gronie 108 męczenników, nazistowskiego terroru, zamordowanych przez niemieckiego okupanta podczas II wojny światowej. Zostali oni beatyfikowani przez Jana Pawła II w Warszawie w dniu 13 czerwca 1999r.

Ks. Franciszek Drzewiecki:
Nr 22666, człowiek, który w obozie koncentracyjnym w Dachau, budową swoją postawą

Wspomnienia jednego ze świadków, Ks. Józefa Kubickiego, orionisty.

Z obozem koncentracyjnym w Dachau jest związana jedna z najbardziej tragicznych a zarazem chwalebnych stron kleru polskiego. Osadzono tam bowiem ponad 1780 duchownych, z których 868 poniosło śmierć. Aby dać tym licznym ofiarom chwalebną koronę męczeństwa, Kościół wszczął proces informacyjny, zmierzający do ich beatyfikacji. (…)

Spośród tych męczenników pragniemy przybliżyć polskiemu czytelnikowi męczeństwo Ks. Franciszka Drzewieckiego, orionisty. Liczne są świadectwa szlachetności i świętości życia ks. Drzewieckiego. Najbardziej wzruszające z nich jest świadectwo ks. Józefa Kubickiego, również orionisty. Wraz z ks. Franciszkiem znalazł się w Dachau jako 24-letni kleryk. Posłuchajmy jego świadectwa.

„Zaraz po przybyciu do obozu zostaliśmy zaprowadzeni do łaźni. Tutaj zabrano nam wszystkie nasze rzeczy a dano nam pasiaki z numerami. Ks. Drzewiecki starał się trzymać mnie blisko siebie, dlatego, gdy ja otrzymałem numer 22665 jemu przypadł następny, a więc nr 22666.

W obozie pracowałem jako stolarz. Tymczasem ks. Drzewiecki został wyznaczony do pracy na plantacjach. Musiał więc wraz z innymi współwięźniami pokonywać długie i wyczerpujące marsze, aby dojść do pracy. Pracowano bez względu na warunki klimatyczne, pod palącym słońcem, na deszczu i wietrze. Pamiętam jak pewnego dnia ks. Drzewiecki przyniósł mi jakieś “rośliny”, których nie znałem. Podając mi je, mówił: “Jedz Józiu. We Włoszech te rośliny się jada i dobrze robią”.

Ciągle wypatrywaliśmy siebie w tłumie więźniów. Ks. Franciszek pragnął przekazać mi wiele wiadomości, zwłaszcza o Włoszech, gdzie przebywał przez 6 lat: o Ks. Orione i o życiu rozwijającego się prężnie nowego Zgromadzenia zakonnego. Często zachęcał mnie, abym pozostał wierny powołaniu, wytrwał i myślał o mojej przyszłości”.

Nadszedł jednak czas, kiedy ks. Drzewiecki, pracując na plantacjach tak wyczerpał swoje siły, że się ciężko rozchorował a całe jego ciało opuchło. Ponieważ nie mógł chodzić, umieszczono go na “rewirze”, tzn. na sali chorych. Właśnie w tym czasie przybyła tam specjalna komisja i wszystkich, którzy nie byli już w stanie powrócić do pracy likwidowano za pomocą gazu albo w inny sposób. Ks. Drzewiecki został przeznaczony do oddzielnego bloku i wpisany na listę do transportu “inwalidów”. Te transporty kończyły się w piecu krematoryjnym. Również Ks. Drzewieckiego wywieziono takim transportem 10 sierpnia 1942 r. i zagazowano w Zamku w Hartheim, w pobliżu Linzu.

„Był wczesny ranek” - wspomina ks. Kubicki - zakończyłem swoją nocną zmianę pracy. Główną ulicą obozu prowadzono tzw. “inwalidów”, aby przygotowała dla nich transport. Ks. Drzewiecki, choć wiedział, że ryzykuje, zdobył się resztkami sił na przejście przez drogę, aby mnie pożegnać. Zapukał do okna. Zerwałem się z posłania, podbiegiem do okna i usłyszałem:

„Józiu, żegnaj! Odjeżdżamy!”. Byłem tak przestraszony, że nie umiałem wypowiedzieć ani jednego słowa żalu. Tymczasem ks. Drzewiecki kontynuował: „Józiu, nie miej żalu. My, dziś, jutro Ty...”. Z wielkim spokojem powiedział jeszcze:
”My odchodzimy... lecz jako Polacy ofiarujemy nasze życie Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie” Były to jego ostatnie słowa”.

Ks. Drzewiecki ukazał w tym najważniejszym i dramatycznym momencie, że jest dobrym pasterzem gotowym “oddać życie za swoje owce” (J 10,11), co wyraził w świadomej i dobrowolnej ofierze ze swego życia, które - w świetle faktów - zostało mu niesłusznie odebrane. Mógłby powtórzyć za Jezusem: “Ja życie moje oddaję, aby je (potem) znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz ja od siebie je oddaję.” (J 10,17-18).

Dla Ks. Drzewieckiego, powierzenie się Chrystusowi, Ofierze i Panu śmierci, zanim wejdzie do konwoju “invalidentransport”, osiąga swój szczyt w tym pozdrowieniu: “Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie”. Ks. Inf. Władysław Sarnik, również więzień obozu w Dachau, wspomina ks. Drzewieckiego jako “człowieka - entuzjastę, dobrego kapłana, człowieka pobożnego w ścisłym tego słowa znaczeniu, zatroskanego przyjaciela, pogodnego, pokornego (lecz w pokorze ukrywał swoją wielkość, człowieka, który nigdy nie narzekał, który w upokorzeniach zachowywał się jak bohater i który nigdy nie wyrażał się negatywnie o prześladowcach”. “Jest to prawdziwy męczennik”, określił ks. Drzewieckiego ks. Arcybiskup Bronisław Dąbrowski.

Jest to wspomnienie wprost zobowiązujące. Kościół i społeczeństwo przede wszystkim budują święci.