In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. Mariusz Pohl
Opiekun nr 43

Małżeństwo Józefa:
szaleństwo czy wyzwanie?

Józef, chociaż żył przed dwoma tysiącami lat, miał dokładnie takie same problemy jak my dzisiaj! Był człowiekiem rozterek, pytań, wątpliwości, wahań, trudnych wyborów, kryzysów; może nawet się buntował, gdy nie rozumiał i nie radził sobie z sytuacją.

Nam się wydaje, że jak ktoś jest święty, to nie ma problemów, albo tylko takie pozorne problemiki, np. żeby aureola nad głową odpowiednio się błyszczała. To nieprawda: święci także mają problemy, i to nieraz większe niż my! Ale potrafią je przezwyciężać; potrafią, bo ufają Bogu i są gotowi przyjąć Boże rozwiązanie. Trudności trzeba przezwyciężać z Bogiem, a nie poddawać się im lub uciekać od nich, w poczuciu opuszczenia i samotności.

Św. Józef nie rozumiał swego zadania i powołania - i to był jego pierwszy problem. Cios przyszedł, gdy z niewypowiedzianym bólem dostrzegł oznaki macierzyństwa swej małżonki. Zobaczył, że Maryja będzie matką, ale on nie jest ojcem. Nie rozumiał wtedy nic. W pierwszej chwili chciał uciec, chciał się usunąć: jakby zdruzgotany faktem, że zostało zawiedzione jego zaufanie i urażone poczucie prawości. Ale zaufał Bogu, posłuchał Go i został. Przezwyciężył pierwszą trudność.

Ale nie ostatnią. Druga trudność to problem i pytanie na całe życie: co mam teraz robić i jak żyć z poślubioną sobie Maryją? Gdyby dzisiaj sformułować go we współczesnym języku, trzeba by zapytać: co z seksem w moim małżeństwie z Maryją? Przecież Józef był mężem najpiękniejszej kobiety świata, był młodym, zdrowym mężczyzną, spragnionym miłości i zawartego w niej seksu. Szukał więc kształtu swojej miłości. Jak ma ona teraz wyglądać? Jak ją budować?

To są także nasze pytania, które w różnej formie stają przed człowiekiem na różnych etapach życia. Młodzież pyta na razie o sympatię, przyjaźń, chodzenie ze sobą, zmaga się z natarczywym naciskiem seksualizmu, bada i nieraz kwestionuje zasadność czystości. Ostatecznie celem tego zmagania jest jedyna i nierozerwalna miłość w małżeństwie, ale wielu młodych ludzi nie doświadczyło w swojej rodzinie co to naprawdę znaczy. Dlatego też nie rozumie postawy Józefa i jego Małżonki.

Czy trzeba ich dosłownie naśladować? Blady strach padłby na nas, gdyby pomyśleć, że nigdy nie miałoby się w naszym życiu spełnić to, co normalnie dokonuje się w małżeństwie. A więc nie chodzi o powielenie ich wzoru, lecz o wyciągnięcie wniosków dotyczących istoty miłości. Otóż w małżeństwie Józefa i Maryi panował bezwzględny prymat miłości rozumianej jako duchowa więź między osobami, nad miłością rozumianą tylko jako więź fizyczna, seksualna.

Dziś wszystko postawiono na głowie: wmówiono, że w małżeństwie najważniejszy jest seks, że jest on wartością autonomiczną i samodzielną, że można go oddzielić od miłości, moralności, przekazywania życia, wierności, że to przede wszystkim sprawa odpowiedniej techniki.

Tymczasem prawdziwa miłość, taka, która jest zdolna starczyć i dawać szczęście przez całe życie, zasadza się przede wszystkim na więzi duchowej i dopiero na niej buduje się więź i porozumienie na poziomie cielesnym. Nie chodzi więc wcale o eliminowanie seksu z małżeństwa; wręcz przeciwnie - o jego spotęgowanie! Seks dopiero wtedy staje się źródłem pełnego szczęścia, jeżeli będzie budowany na fundamencie duchowej więzi między mężem a żoną. To budowanie, uczenie się budowania takich więzi, trzeba zaczynać już na etapie koleżeństwa, sympatii, przyjaźni, narzeczeństwa. Więzi te polegają na wzajemnym poznaniu się, zrozumieniu, zaufaniu, potem czułości i dopiero jako owoc tego wszystkiego, zrodzi się ścisła więź cielesna w małżeństwie.

Musimy zdemaskować kłamstwo i złudzenia, szeroko i atrakcyjne propagowane, że sam czysty seks jest dla człowieka najważniejszy. Nie! Dopiero miłość budowana na duchowym fundamencie zaspokaja aspiracje i pragnienia człowieka. A dowód? Właśnie Józef i Maryja. W ich małżeństwie seks wyrażał się jedynie poprzez czułość i czystość, przez pełną bliskość i zaufanie, przez wspólnotę życia, ale bez łoża. I to wystarczyło! Przecież nie można powiedzieć, że Józef i Maryja byli małżeństwem nieszczęśliwym. Ale dla nich źródło szczęścia biło głębiej i było tak obfite, że pozwoliło im obyć się bez tych źródeł powierzchniowych, że potrafiło zaspokoić wszystkie ich potrzeby.

Tymczasem dziś tysiące par gasi pragnienie miłości jakby wodą z kałuży: buduje swój związek tylko na seksie i szybko rozpada się, bo okazuje się, że to nie wystarcza. trzeba więc zrewidować swoją wizję miłości i małżeństwa. Droga do takiej miłości na całe życie nie jest prosta ani krótka, łatwo na niej pobłądzić i popełnić błędy. Ale tym bardziej wymaga to gruntownych, szczerych przemyśleń, uwzględnienia konsekwencji, a przede wszystkim powstrzymania się od pochopnych decyzji, albo raczej braku decyzji i bezkrytycznego zdania się na fałszywe schematy i napór pożądliwości.