In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. Tomasz Górecki MSF
www.nazaret.opoka.net

Katecheza 2:
Istota ojcostwa

Na czym polega istota ojcostwa w odróżnieniu od macieżyństwa, jeśli chodzi o rolę wychowawczą? W czym mężczyzna jest lepszy, jakie są cechy męskie, które powodują, że styl wychowawczy zmienia się i uzupełnia. Często jest tak, że na kobiety spada odpowiedzialność za wychowanie dzieci. Jeśli tak się dzieje, wtedy dzieci tracą bardzo dużo, ponieważ zupełnie inaczej myśli mężczyzna, inaczej kobieta.

Niejednokrotnie jest tak, że mama mówi nawet w stosunku do starszych czy dorosłych już dzieci: „Zobacz, co oni robią, jak ona się zachowuje, jak postępuje, mogłaby zrobić to czy tamto”. Wtedy mężczyzna, dzisiaj może już dziadek, mówi: „Zostaw, odpuść sobie, dzieci nasze mają swoje życie, swoje rodziny, niech robią tak jak uważają”. I uspokaja żonę, żeby się nie denerwowała, nie przejmowała tyle. Podobnie w sytuacjach z małych dziećmi, gdy biega za szybko, wchodzi na drzewo, mama stoi z boku, krzyczy: „Uważaj, nie spadnij”, a tata stoi z boku i cieszy się w duchu, że syn taki odważny, taki sprytny, że potrafi wejść na drzewo.

Czy rzeczywiście istnieje ojcowski styl wychowawczy, czy męska wrażliwość wychowawcza różni się od kobiecej, czy męski sposób rozumienia wychowania dzieci jest pożyteczny dla ich rozwoju?

Ostatnio dużo mówi się o roli ojca w rodzinie, mówi się często o braku ojca w rodzinie, o braku jakiegoś stylu wychowawczego. Wydaje się, że nasza kultura redukując różne wpływy modeli wychowawczych, zainspirowanych wyłącznie wrażliwością kobiecą, we właściwy sposób doceniła cechy wyróżniające męską wrażliwość edukacyjną. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy ojcowie uświadomili sobie pozytywny charakter swojego wkładu w wychowanie, nie deprecjonując jednocześnie stylu kobiecego w tym wychowaniu. By wszyscy mężczyźni stali się gotowi na dopełnienie tego stylu kobiecego, wrażliwego. Będzie to zależało w dużej mierze od wzajemnego szacunku między płciami, między mężczyzną i kobietą. Ważny jest powrót ojca do wychowania, by każdy ojciec mógł zająć i docenić swoją rolę w wychowaniu dzieci. Najcenniejszym dobrem rodziny jest takie zgranie, stworzenie takiej wspólnoty małżeńskiej, w której małżonkowie rozmawiają ze sobą, uzupełniają się nawzajem.

Jaki ma być ojciec w rodzinie? Jaka jest istota ojcostwa? Dzisiaj obserwujemy dwie skrajności. Z jednej strony sytuacja, gdy mężczyzna jest nieobecny zupełnie w rodzinie, poprzez to, że pracuje, albo przerzucił swoją rolę na kobietę, nie interesuje się tym, jest mu z tym dobrze. Albo drugi styl, druga skrajność, kiedy mężczyzna przejmuje role kobiece, które kobieta chce mu na siłę wcisnąć: „Ty też masz prasować, prać pieluchy, sprzątać”, czyli wykonywać różne czynności, które z natury należą do wrażliwości kobiecej. Mężczyzna powinien pozostać sobą, być sobą, tym kim jest, odkryć tę swoją rolę, przy pomocy oczywiście kobiety. Nie jest korzystna ani potrzebna zamiana ojców w „mamusiów”, aby w ten sposób mogli się oni czuć bardziej kompetentni i adekwatni jako wychowawcy. Inna jest rola kobiety w wychowaniu dziecka, inna jest rola mężczyzny. Styl wychowawczy, który nie inspiruje się jednocześnie oboma kodeksami, matczynym i ojcowskim, jest skazany na wywołanie poważnych negatywnych skutków w kształtowaniu emocjonalności dziecka. Nie wszyscy ojcowie są tacy sami, nie ma na świecie dwóch takich samych ojców i matek, które by się między sobą nie różniły.

Każdy rodzic ma wyjątkową i oryginalną zdolność do tworzenia relacji wychowawczej. Zauważyliśmy z pewnością i psychologia też nam to podpowiada, że cechy męskie i kobiece nie są wyłącznie cechami psychologicznymi, związanymi z płcią biologiczną. W każdej kobiecie są te cechy męskie, w mężczyźnie są również cechy kobiece; obecność pierwiastka męskiego czy żeńskiego. To jest oczywiście związane z pewnym sposobem bycia typowym dla męskości i kobiecości. Dobry rodzic to taki, w którym występują cechy obojga, z przewagą cech typowo męskich lub kobiecych. Ważna jest też kultura osobista mężczyzny, czyli to, co wyniósł z domu. Wiele żon żali się, że mężowie zajmują się dziećmi na zasadzie: „Wyświadczam Ci przysługę, ja pracuję, mam swoje zajęcia, swoje zadania”. Mąż przyzwyczaił się do tego, że bardzo wielką część obowiązków wychowawczych przejęła żona (oczywiście dzieje się to z wielu powodów), nie tylko w związku z wychowaniem, ale też obowiązków życiowych, codziennych. Często wystarczy, że mężczyzna raz nie wkręci żarówki albo kosząc trawę wjedzie w grządki żony, kobieta stwierdzi, że on nawet nie potrafi żarówki wkręcić lub wykosić porządnie trawy. Gdy mężczyzna to widzi, cieszy się w duchu, „następny obowiązek mniej”. Zwłaszcza gdy w rodzinie jest taka przepychanka obowiązków, „ty zrób to, ja zrobię to”, aż się nie ustali, co każdy ma robić. Dlatego mężczyzna zaczyna z czasem tak myśleć: „Będę zajmować się dziećmi po powrocie z pracy tylko na tej zasadzie, by ci wyświadczyć przysługę, to do moich obowiązków nie należy”.

Również pewne doświadczenia emocjonalne mężczyzny, które wynosi z własnej rodziny mają wpływ na jego stosunek do wychowania dzieci. Z jednej strony stara się nie popełniać tych samych błędów co jego rodzice, stara się nie zachowywać w ten sam sposób, jakiego nienawidził jako dziecko. Okazuje się potem, że mimo że zdaje sobie z tego sprawę, w różnych sytuacjach, trudnych, nagłych, zachowuje się według tych starych schematów, czyli zachowuje się dokładnie tak, jak jego rodzice w stosunku do niego, bo to tkwi bardzo głęboko w człowieku i ciężko jest to zmienić.

Ojciec musi sobie też postawić pytanie, co jest dla mnie najważniejsze w życiu, co stanowi dla mnie wartość. Niektóre żony mówią, że „mój mąż ożenił się nie ze mną, ale z firmą, pracą”. To jest jego żona i rodzina. Często tak się staje, mimo że mężczyzna wcale tego nie chce, usprawiedliwia się, że robi to dla rodziny, dla swoich dzieci.

W jaki sposób mężczyzna może uzupełnić rolę wychowawczą kobiety, w jaki sposób różni się ta rola wychowawcza mężczyzny od roli wychowawczej kobiety? Z natury jest tak, że matka jest bardzo mocno emocjonalnie związana ze swoim dzieckiem przez sam fakt, że to właśnie w jej ciele to dziecko się znajduje. Matka nauczyła się przeżywać dziecko jako cząstkę siebie, przez co ma naturalną zdolność do wczuwania się w to, czego dziecko potrzebuje. Kiedy dziecko płacze, matka o wiele lepiej wie, jaką dziecko ma w tym momencie potrzebę niż jej mąż, który w naturalny sposób nie odczuwa dziecka tak jak ona. I wcale nie jest konieczne, żeby tak odczuwał - to jest rola matki. Matka bardziej niż ojciec odczuwa kruchość dziecka do tego stopnia, że przeżywa w sobie niepojętą chęć zastąpienia syna czy córki w przeżywaniu cierpienia. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że jest to pragnienie niemożliwe do zrealizowania w rzeczywistości. Ale jednak matka tak to odczuwa. I po to właśnie jest mężczyzna: „Uspokój się, to jest ich życie, muszą sobie poradzić”.

Z jednej strony ta więź jest wartością, a z drugiej stanowi ograniczenie kobiety. To czego mężczyzna nie ma, o co można powiedzieć mężczyzna wyżej stoi poprzez to, że nie jest tak połączony z dzieckiem uczuciowo jak matka. Dlatego, że matka będzie potem ciągle to dziecko chroniła, powodowała, żeby ono żyło nierealnie, co może się potem na nim bardzo negatywnie odbić. Ojciec z konieczności od samego początku zachowuje pewien dystans w stosunku do dziecka. On jest zawsze na zewnątrz. Poza tym, ojciec dysponuje mniejszą gotowością emocjonalną do zajmowania się problemami dzieci. W większym stopniu mężczyzna ma tendencję do zachowania spokoju, do tego, żeby, jak twierdzi wiele żon, nie stwarzać sobie dodatkowych problemów. Ale to jest rozsądne podejście, narzucenie sobie pewnych granic własnego zaangażowania emocjonalnego.

O tym uczy nas również Biblia: „Stają się jednym ciałem” nasze dzieci. Czym bardziej jesteśmy związani z dzieckiem, tym trudniej nam zostawić je, by mogło stworzyć swoją rodzinę. Stąd później te wszystkie problemy z teściami, to nieodcięcie pępowiny, synek zostaje synkiem mamusi, mimo że ma 60 lat i już ze smoczka na pewno nie korzysta, ale tak jest niestety i o tym dobrze wiemy. Mężczyzna ma skłonność do pozostawania na drugim planie, jakby sobie mówił: „Teraz jest mama, teraz jest moja żona i ona może zająć się dzieckiem, trzeba jej na to pozwolić, a ja może wtedy, gdy rzeczywiście będę potrzebny”. I nieraz kobiety też tę zasadę wykorzystują, dają sobie radę, rozmawiają, mają całe rozeznanie, co się dzieje w domu. Kiedy nie potrafią sobie poradzić, a mężczyzna wraca z pracy, wtedy krótko, bez żadnego rozeznania „Musisz powiedzieć to czy tamto, bo ona zachowywała się tak czy inaczej”. Dzieci czują się wtedy potraktowane niesprawiedliwie, bo tata wierzy bardziej mamie niż im, reaguje na życzenie żony.

Jakie są pozytywne strony wrażliwości ojcowskiej? Nie zawsze ten kto płacze, ma rację, przez sam fakt, że płacze. Ojciec jest bardziej skłonny do bolesnego konfrontowania dziecka z rzeczywistością. Gdy słucha wersji wydarzeń dziecka, jego logika, zasady moralne nie przestają funkcjonować. Nawet jeśli to oznacza, że dziecko będzie doznawało przykrości lub trudności. Z kobietą jest inaczej. Ilustruje to poniższy przykład: Córka przychodzi z płaczem po zabawie z przyjaciółkami, mówiąc, że one nie zaprosiły jej do siebie do domu, bo pewnie nie chcą się z nią już bawić, wykluczają ją z ich grona. Dla tego dziecka jest to jakieś cierpienie, które bardzo przeżywa. Matka próbuje uspokoić córkę, mówi: „Nie, pewnie mają jakichś gości, byłoby was za dużo. One cię bardzo lubią, jesteś miła.” W ten sposób uspokaja dziecko, czyli jakby mama zmierza do zminimalizowania przykrości odczuwanych przez córkę. Taki stan sprawia, że dziecko zaczyna żyć w świecie iluzji, myśli, że może się bezwarunkowo wszystkim podobać, że jej obecność jest zawsze wszędzie pożądana, jak to ma miejsce w relacji z mamą, że mama zawsze ją kocha, a rzeczywistość jest inna. Natomiast inaczej przyjmie takie opowiadanie ojciec. Rozumie on smutek córki, ale wie, że w tym przypadku nie da się nic zrobić i mówi: „Jest tak jak jest, nic nie możemy zrobić, musisz sobie poszukać innych przyjaciółek”. Z całą delikatnością tata pomaga córce zaakceptować to, że jej obecność nie zawsze będzie mile widziana we wszystkich kręgach, że nie zawsze będzie traktowana jak najpiękniejsza i bezwarunkowo kochana i akceptowana tak jak w rodzinie. Reakcja ojca jest zupełnie inna niż matki, a nie zaprzeczycie, że bardzo ważna. Ile jest takich przykrych sytuacji w szkole (np. przezywanie), kiedy mama reaguje szybko dzwoniąc z interwencją do nauczycielki lub rodziców koleżanki. Słowem, reaguje nieadekwatnie do danego zdarzenia, trochę przesadza. Tata wytłumaczy, że też mu jest przykro, że jego dziecko zostało przezwane, ale pokazuje inne pozytywne cechy, zalety dziecka, tak, by nie czuło się gorsze w stosunku do innych dzieci. Ojcowskie przesłanie brzmi: „Nawet jeśli nie jesteś zbyt przystojny, nie rób z tego dramatu, bo przecież masz inne zalety, by czuć się zadowolonym z siebie”. Ojciec wskazuje drogę czasem bolesnej akceptacji rzeczywistości, a jego słowa delikatne i wyważone zmierzają do tego, aby syn przekroczył swoje ograniczenia. Zachęca do akceptowania rzeczywistości, do przeżywania życia w danych okolicznościach, do ufności, do spokoju. Nie jest korzystne dla dziecka utrzymywanie go w świecie iluzji czy pozwalanie mu na życie bez końca z nierealistycznym i idealnym obrazem samego siebie, jaki otrzymać może dzięki filtrowi dobrotliwych kłamstw mamy i taty.

Dobro wychowawcze dzieci wymaga również tego, by umieć odmówić im pomocy, pozwalając na samodzielność i rozwijanie poczucia dumy z siebie, zdolności do wykonania zadania, np. dziecko odrabia lekcje i wie, że mama jest w kuchni, woła: „Mama, co znaczy to słówko po angielsku?”. Mama gotowa jest od razu odpowiedzieć. A tata, który też jest akurat w kuchni, mówi: „Synu, weź z półki słownik i sprawdź”. Albo inna sytuacja, wieczorny spacer. Mama woła: „Franuś, chodź, nałóż sweterek, bo jest chłodno”. A Franuś wcale nie chce, ucieka przed mamą, która goni go ze sweterkiem w ręce. Wszystko, co mogłoby sprawić dziecku przykrość lub problem, jest przedmiotem nieustannej podświadomej uwagi matki. To rodzi też potem konflikty w domu, bo kobieta chciałaby, by mąż to samo myślał, to samo czuł. Pewien humorysta przedstawił to następująco: „Sweterek jest to rzecz wykonana z dzianiny, która mama zakłada dziecku, kiedy jej jest zimno”.

Mężczyzna traktuje dziecko jako niezależną osobę, pozwala identyfikować się dziecku z tym, kim ono jest. Mężczyzna zapyta po prostu: „Czy jest ci zimno?”. Nie utożsamia się z dzieckiem tak głęboko, ale to jest właśnie ta największa rola ojca i cel wychowania, by dziecko uświadomiło sobie swoje potrzeby i wyrażało je. Stwarza w ten sposób warunki, by ono stało się świadome swoich potrzeb, w tym przypadku ma zrozumieć, czy jest mu zimno czy ciepło i nauczyło się samo podejmować decyzje. Dojrzałość polega na podejmowaniu swoich decyzji, a nie narzuconych przez mamę czy ojca. W tych przypadkach ojciec wdraża dziecko do samodzielnego myślenia. Rodzic nie walczy z dzieckiem, ale walczy z jego zachciankami, z nieuporządkowanymi uczuciami.

Mamy kochać nasze dziecko nie za to, kim ono jest dzisiaj, ale za to kim może się stać w przyszłości. I na to jest właśnie potrzebna wspólnota małżeńska, żeby razem realizować ten cel, jakim jest wychowanie.