In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia ks. bpa Łukasza Buzuna wygłoszona podczas Sumy Odpustowej w Uroczystość Św. Józefa Oblubieńca NMP, 19 marca 2015 r.

Drodzy Kapłani, na czele z Kustoszem Sanktuarium, Ks. Jackiem.

Kochani, którzy zgromadziliście się tutaj, szczególnie Klerycy, którzy dzisiaj obchodzą swoje święto patronalne. Św. Józef jest patronem Seminarium Diecezji, jest patronem miasta Kalisza i ku niemu zwracamy dzisiaj nasz wzrok.

Członkowie Bractwa Kurkowego, Członkowie Bractwa Św. Józefa, Siostry zakonne, Wszyscy zgromadzeni.

Obchodzimy dzisiaj uroczystość św. Józefa, Oblubieńca NMP i Opiekuna Kościoła, patrona naszej Diecezji. Wpatrujemy się zatem w jego osobę, a niewiele zapisano o nim na kartach Ewangelii.Mówią o nim Ewangeliści, a później milkną. Właściwie Ewangelista Łukasz i Mateusz tylko w związku z dzieciństwem Jezusa mówią o św. Józefie, o tych wydarzeniach, które szczególnie dotyczą jego decyzji, jego zmagania się wewnętrznego itroski o Świętą Rodzinę, o całej sytuacji związanej z poślubieniem Maryi, z tym, że została ona brzemienna. Cały wewnętrzny proces, cała gama można powiedzieć, uczuć i myśli jest związana z jego osobą. Św. Józef całe swoje życie koncentruje na swojej misji, na tym, do czego został powołany, na swoim zadaniu jakie otrzymał w Bożym planie Opatrzności. Jest cały skoncentrowanyna służbie Jezusowi. Należy do Narodu Wybranego, pochodzi z pokolenia, z rodu Dawida choć właściwie po tym rodzie zostały jedynie genealogie. Jednocześnie należy do ubogich anawim(anawim - ubogi i pokorny,uniżony, pokorny przed Bogiem, przyp. red.), do ludzi ubogich gdyż był robotnikiem, człowiekiem pracy, który zmagał się z rzeczywistością go otaczającą. Jest prawnie przybranym ojcem Jezusa, Jego opiekunem. Właściwie w Prawie Mojżeszowym jest kimś nawet więcej niż ojcem naturalnym, ma duże prawo do Jezusa. Jednocześnie św. Józef wpisuje się,dojrzewając do tego wewnętrznie, w szereg Patriarchów. Słyszymy dzisiaj słowa dotyczące Abrahama, ojca całego potomstwa, wielu narodów. Ojciec, samo to słowo, które dotyczy Abrahama, odnosi się też w jakiś sposób do Józefa. Jan Dobraczyński, polski pisarz religijny, napisał piękną książkę o Józefie, do której warto sięgnąć: „Cień ojca”.

Tym jest św. Józef, w takiej postawie wpisuje się w wielkość Dawida, w proroctwa mesjańskie. Nie śniło mu się na pewno, że będzie włączony w tą ogromną realizację, w ten ogromny wymiar Bożych obietnic. Ubogi robotnik z Nazaretu, tak możemy pomyśleć o św. Józefie. Z jednej strony cechuje go zwykłość, prostota, a z drugiej strony, przez zamiar Boży, przez ten Boży zamysł, ukazuje się jakaś ogromna wielkość, szerokość tego człowieka. To wszystko odnosi się do niego. Św. Józef, tak jak wspomnieliśmy, jako człowiek, który był zaangażowany w swoje powołanie, ciągle je odkrywał. Z jednej strony, jak powiedział pięknie św. Augustyn,to powołanie powoli obejmowało całe jego życie bo widzimy, że staje przed konkretnymi faktami, przed rzeczami, które go zaskakują, które go przekraczają, których nie mógłby sobie wyobrazić, nie mógł ich przewidzieć, a także robi wszystko, co może, a więc w ten Boży zamysł angażuje się, angażuje swoją wolę, inteligencję, uczucia, całą jego osobowość, pomysłowość, pracowitość, zapobiegliwość. Myśli, co zrobić. Wprzypadku Maryi chce ją opuścić.Żeby nie doszło do zniesławienia, chce odejść. To jest jego pomysł, tyle się napracował, byśmy powiedzieli w tych sytuacjach, a z drugiej strony przychodzi wreszcie Boże światło, jest ten udział człowieka. On nie czeka, aż Pan Bóg wszystko rozwiąże, nie przeciąga sytuacji, ale działa i w tym wszystkim jest cały trud zawierzenia: cierpienie, zawierzenie, wreszcie radość. Ma ogromną radość ze swojego życia, które jest związane z Bożym zamiarem: ucieczka do Egiptu, obcy kraj, nie ma tej bezpiecznej atmosfery swojej ojczyzny, nie ma osób bliskich, środowiska, które może wesprzeć, kogoś, do kogo może się zwrócić. Osoby, które wyjeżdżają za granicę są tego świadome. Zmiana sytuacji to czasem dla nich jakaś sprawa traumatyczna, która dosięga człowieka.

Dzisiaj, w tej krótkiej Ewangelii widzimy, że wraz z Maryją, Matką Bożą szukają zakłopotani Jezusa. Byli na uroczystościach w Jerozolimie, wspólnie przemierzyli tyle drogi wraz z osobami ze swojej miejscowości, taka swego rodzaju pielgrzymka, gdzie jest wspólnota, gdzie dużo ludzi wędruje do Sanktuarium.Później uczestniczyli w uroczystościach świątecznych i stracili z oczu Jezusa. Myśleli, że na pewno jest z krewnymi, a później okazuje się, że Go nie ma. Z zatroskaniem szukają swojego Syna. To też jest obraz naszego życia, my też jesteśmy w drodze, nasze życie jest pielgrzymowaniem. Jest też naznaczone gubieniem Jezusa i jest naznaczone odnajdywaniem Go na drogach naszego życia. Jest ciągłym przemierzaniem, byśmy powiedzieli, naznaczonym niepewnością. Nie można mieć Pana Boga na własność w naszym życiu. Nie ma tak, że Pan Bóg jest jakoś gotowy, możemy sobie Go wziąć, jakoś wymarzyć, zatrzymać, mieć dla siebie, przywłaszczyć, żeby On nam nie uciekł, nie zginął. Tak nie można dlatego też życie chrześcijanina, człowieka wiary, tak jak życie św. Józefa jest nieustannym procesem. Bóg jest Miłością, jak mówi Ewangelia i zawsze ten sam, ani mniejszy, ani większy jest obecny w życiu człowieka. Nie możemy Mu niczego dodać, ani też ująć. To nie jest tak, że będzie Go więcej lub mniej w naszym życiu, będzie bliżej czy dalej, będzie mocniejszy czy słabszy. Tak nie jest. On jest zawsze pierwszy, przy nas jest obecny. Ta obecność jest tej samej miary, ale My jako ludzie wchodzimy w nią, otwieramy się na nią albo zamykamy. Ściskamy swoje serce, jak swoją dłoń nieraz wobec drugiego człowieka. Zamykamy swój umysł na moc wiary bo ona nas łączy z Bogiem i na łaskę Ducha Świętego.

To jest nasze najważniejsze zadanie, tak jak Józef i Maryja, szukać Jezusa. To jest też powołanie, które nam się objawia.Możemy sobie tutaj jeszcze raz przywołać św. Augustyna: objawia się ono jakimś dynamizmem, niezgodą, niepokojem serca. To serce jest niespokojne, my jesteśmy niespokojni w sposób dobry bo chcemy Boga mieć przy sobie, chcemy być z Nim w relacji. Ten niepokój nas prowadzi, to jest właściwy kierunek. Pan jest zawsze ten sam, w tym samym miejscu, to my Go czasem gubimy. Nierzadko jest to niedbałość o swój rozwój, o wiarę, o brak współpracy z łaską. Wtedy człowiek zdany jest na jakąś swoją miernotę i gdy za bardzo czuje tę swoją słabośćzostaje sam. To jest obraz naszego życia, ono jest sinusoidalne, raz jesteśmy na górze, raz na dole. Jesteśmy na górze, gdy wszystko jest piękne, ale przychodzi czas, kiedy schodzimy do dołu i wtedy pojawia się ciemność, niewiele widzimy, czujemy jakoś tą swoją stratę. Dlatego w Wielkim Poście, w którym znajdujemy się w tym czasie, który jest momentem naszej wędrówki, czujemywezwanie do nawrócenia czyli do zaprowadzenia porządku w swoim życiu, do ustawiania tych podstawowych spraw w naszym życiu wewnętrznym.

Może na pierwszym miejscu jest to sprawa sakramentu pokuty. Jest tyle lęków, obaw w życiu człowieka, słabości, które trzeba oddać Bogu, trzeba ze szczerością otworzyć swoje serce, trzeba z wiarą przede wszystkim podejść do sakramentu pokuty, nie tylko z ludzkimi uprzedzeniami, nastawieniami, jakimiś intelektualnymi czy też uczuciowymi. Trzeba ze szczerością serca, z wiarą oddać się Panu Bogu przez człowieka, przez kapłana. To jest dla nas lekarstwo. To jest też najgłębsza terapia dla człowieka współczesnego. Sięga tam, gdzie człowiek sięgnąć nie może, w głębiny ludzkiej duszy wiążąc człowieka z Bogiem, oczyszczając, rozświetlając ludzkie człowieczeństwo. Daje poczucie radości i szczęścia, satysfakcji, że Bóg wkroczył w nasze życie. To On jest sensem i radością życia każdego z nas. Nie jest łatwo stanąć w prawdzie tak, jak św. Józef stawał przed Bogiem, który udzielał mu wskazówek. To Bóg pouczał go, co ma robić ze swoim życiem, jak działać. Łatwo też przychodzi człowiekowi zniechęcenie. Podnoszą głowy stare nasze wady, byśmy powiedzieli stare demony, które nie chcą się usunąć.To jednak jest nasz wkład. Bóg za nas tego nie zrobi, nie przyprowadzi nas za rękę do konfesjonału. On pociąga nas, ale nie załatwi wszystkiego. Trzeba tego ludzkiego wysiłku, zaangażowania woli, oddania Mu wszystkiego: własnych ograniczeń, zranień. To jest też nasz krzyż i prosić możemy Go nie tyle o święty spokój, ale przede wszystkim o siłę i chęć do tego, aby stawiać czoło tym własnym słabościom i ograniczeniom.

Św. Józef jest też mężem dialogu. Widzimy, że on rozmawia z Bogiem, kontaktuje się przez anioła. Nie jest człowiekiem, który jest zamknięty w sobie. Nie liczy na siebie, ale żyje Bogiem na co dzień. To jest też dla nas przykład, że mam żyć Bogiem na co dzień: w pracy, w domu, na ulicy, w sklepie. Wszędzie, gdzie się znajduję Bóg pociąga mnie do modlitwy, czasami w gwałtowny sposób, czasami delikatnie pukając do mojego serca. Jednak najlepszym miejscem modlitwy jest dla nas świątynia. To jest miejsce oczyszczone, uprzywilejowane, to jest miejsce, gdzie Maryja i Józef odnajdują Jezusa i każdy z nas w świątyni odnajduje Jezusa, a wraz z Nim odnajduje sens i światło w swoim życiu. To miejsce służy temu, by odnaleźć Jezusa. Spotykając Go, jesteśmy też zdziwieni. To zdziwienie dotyka nas tak, jak dotykało uczonych w Piśmie kiedy słuchali Jezusa, młodego Chłopaka, który przemawiał do nich w sposób prosty, a przez to i mądry. Maryja i Józef czynią wyrzuty Jezusowi: czemuś nam to uczynił? My nie zawsze tak mówimy w sposób głośny, ale niejednokrotnie w sercu budzi się wyrzut skierowany do Boga: czemuś mi to uczynił? Czemu moje życie wygląda tak, a nie inaczej? Czemu mnie to spotkało? Bóg niejako ukrywa się w tych trudnych sytuacjach, w naszym doświadczeniu. Ma jednak też prawo poddawać nas próbom, na ile jesteśmy gotowi Go przyjąć takim, jaki przychodzi. Żeby Go zaakceptować, trzeba być gotowym. Bądźmy gotowi, bądźmy czujni. Po to jest Wielki Post, żeby wzmocnić naszą wiarę, żebyśmy przez wiarę stawali się ludźmi o mocnym sercu i umyśle, o głębokim przekonaniu, żebyśmy związali się z Bogiem. Często po tym trudnym doświadczeniu przychodzi radość, przychodzi zdziwienie, że przecież Bóg jest tak blisko. To co utraciliśmy w naszym przekonaniu, to wraca ubogacone. Przede wszystkim jednak budzi się w nas pewność, że najważniejsza jest chwała Boża w świecie, w rodzinie, w moim życiu.

Dzisiaj prosimy o wstawiennictwo św. Józefa, kierujemy ku niemu swój wzrok, aby nauczył nas fascynacji sprawami Bożymi. Przecież jesteśmy zaślubieni z Jezusem w chrzcie świętym, w sakramencie bierzmowania. Światło Jezusa pada ciągle na Józefa i Maryję. Św. Józef z tą samą wiernością przecież służy dalej Kościołowi, a więc służy każdemu z nas. Dlatego tak mu ufamy i uczymy się od niego i prosimy, by opiekował się nadal Jezusem żyjącym w ludziach czyli w Kościele. Dlatego polecamy mu trudne sprawy, żeby swoim wypróbowanym sercem, sercem wypróbowanym w ogniu zawierzenia uprosił nam potrzebne siły, abyśmy wszyscy mogli tak, jak on służyć i miłować. Amen