In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia ks. bpa Jana Wątroby wygłoszona 7. sierpnia 2014 r. w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Najdostojniejsi i czcigodni Współbracia w biskupim, kapłańskim i diakońskim posługiwaniu,
Drodzy Ojcowie Redemptoryści z Ojcem Dyrektorem Tadeuszem na czele,
Kochane Siostry zakonne, zwłaszcza Siostry Służebniczki NMP Niepokalanej, Osoby życia konsekrowanego,
Droga Rodzino Radia Maryja, umiłowani Pielgrzymi i Wszyscy, którzy łączycie się z nami drogą radiową i dzięki Telewizji Trwam.

Pierwszy czwartek miesiąca to tu, w kaliskim sanktuarium św. Józefa od wielu lat dzień modlitwy w intencji rodzin, w intencji małżeństw, ale także wielkiej modlitwy w obronie dzieci nienarodzonych, w obronie życia człowieka. Dzisiaj, w ten pierwszy czwartek miesiąca sierpnia, w siódmym dniu tego miesiąca, jak to już zostało wiele razy przypomniane, przypada liturgiczne wspomnienie bł. Edmunda Bojanowskiego. To dzień jego narodzin dla nieba w tym roku zbiegający się z dwusetną rocznicą jego urodzin na ziemi 14 listopada 1814 roku. Te podwójne narodziny są wystarczającym motywem, abyśmy tę naszą comiesięczną modlitwę w Kaliszu podjęli niejako pod przewodnictwem bł. Edmunda, który rodzinom, zwłaszcza wiejskim, najuboższym oraz dzieciom poświęcił całe swoje życie. Wszystko zaczęło się w domu rodzinnym, w wielkopolskiej wiosce Grabonóg koło Gostynia. Jego rodzice, Walenty i Teresa byli ludźmi głębokiej wiary, ludźmi głęboko religijnymi. W tej rodzinie pielęgnowano polskie tradycje patriotyczne i cześć dla bohaterów narodowych oraz miłość do podzielonej przez zaborców Polski. Jego ojciec Walenty był uczestnikiem Powstania Listopadowego i za to został ukarany przez rząd konfiskatą rodowego majątku. Edmund od dzieciństwa wzrastał w atmosferze umiłowania ojczyzny, jej języka, historii, tradycji, kultury. Oglądał tragedie upadku obydwu powstań: listopadowego i styczniowego. Cierpiał z germanizowanym narodem, z patriotami wywożonymi na zsyłkę, z banitami, którzy musieli uciekać z własnego kraju. Rodzice chcieli zapewnić Edmundowi gruntowne wykształcenie. Początkowo pobierał prywatne lekcje w domu. Jako osiemnastolatek rozpoczął studia na Uniwersytecie Wrocławskim, by je kontynuować w Berlinie. Niestety poważna choroba płuc zmusiła go do przerwania studiów i powrotu w rodzinne strony. Dom rodzinny był dla Edmunda nie tylko szkołą umiłowania wiedzy i miłości ojczyzny, był nade wszystko środowiskiem wzrastania w wierze i w miłości do Boga i do ludzi. To przykład wierzących i praktykujących rodziców, ich życie sakramentalne, ich maryjna pobożność stanowiły fundament, na którym Edmund będzie mógł budować gmach osobistej pobożności i wzrastać ku chrześcijańskiej pełni. Wydarzeniem z dzieciństwa, do którego często nawiązywał, o którym wspominał w swoim Dzienniku była wielka łaska wysłuchania gorącej modlitwy jego matki zanoszonej o zdrowie dla dziecka przed pietą w Bazylice oo. Filipinów na Świętej Górze w Gostyniu, kiedy to lekarze nie dawali mu szans wyleczenia z ciężkiej choroby. Pamiątką tamtego zawierzenia i ufnej modlitwy matki jest srebrne wotum w Sanktuarium. To w domu rodzinnym, od matki, czcicielki Maryi Niepokalanej, uczył się miłości do niej, do Matki niebieskiej. Z domu rodzinnego wyniósł bł. Edmund Bojanowski szczególną wrażliwość na ludzką biedę. Dostatek rodzinnego, ziemiańskiego domu, status panicza nie zamknął jego serca na potrzeby ludzi biednych. To właśnie ta wyobraźnia miłosierdzia wyniesiona z domu rodzinnego będzie najbardziej charakterystyczną cechą jego duchowości widoczną w realizowanych dziełach i kontynuowaną w życiu i posłudze Sióstr Służebniczek.

Tak więc dom rodzinny, przykład rodziców, wiara i wzajemna miłość inspirowana Ewangelią to jest niezawodny fundament i najlepsza szkoła, z której wychodzą święci i błogosławieni. Doświadczenie domu rodzinnego, ale też i osobiste problemy i przeżywane trudności, powracająca choroba, uczyniły Edmunda szczególnie wrażliwym na los biednych, wiejskich rodzin, a szczególnie dzieci. Nie dawały mu spokoju Jezusowe słowa, które i my dzisiaj słyszeliśmy: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie. Do takich bowiem należy Królestwo Niebieskie. Kto by jedno takie dziecko przyjął w imię Moje, Mnie przyjmuje”. I brzmiały w uszach Edmunda Jezusowe słowa przynaglenia: „Niech Mnie naśladuje”. Ujrzał potrzebę wśród dzieci wiejskich, poszedł do nich z Jezusem, założył Zgromadzenie Sióstr Służebniczek i posłał je do dzieci, by zakładały kolejne ochronki. Dzieci trzeba uczyć o Bogu, o ojczyźnie. Dzieci trzeba bronić przed złem, przed zgorszeniem. Dzieci trzeba rozmodlić. Wszystkie dzieci, te z miasta, z ciasnych uliczek i te z wiosek, te brudne i te czyste, te niewinne i te już zgorszone. Więc pisze Edmund do ludzi w całej Polsce, puka do drzwi ludzi bogatych, gromadzi każdy grosz i nie żałuje go dzieciom. Zakłada ochronki, sierocińce, przytuliska, rozgrzewa serca dobrych sióstr, które idą do wszystkich zaborów. Ani granice zaborów, ani nieprzychylność zaborców nie mogą powstrzymać zapału, jaki rozbudził w założonym przez siebie Zgromadzeniu Sióstr. Siostry wiedzą podobnie jak ich założyciel, że kto przyjmuje jedno małe dziecko w imię Jezusa, ten samego Jezusa przyjmuje. Bł. Edmund nie założył własnej rodziny jednakże powołaniem jego życia w stanie świeckim było ojcostwo w znaczeniu duchowym, tak wobec sierot pozbawionych własnych rodziców, jak też wobec innych dzieci wywodzących się ze sfer ubogich, wobec ludzi chorych, wreszcie wobec nowego zgromadzenia zakonnego. Jednym z najważniejszych zadań ojca jest miłość wobec najbliższych. Wraz z miłością stwarzana jest odpowiednia atmosfera sprzyjająca rozwojowi nowego życia pochodzącego od Boga jako źródła wszelkiego ojcostwa. Pozostając w stanie wolnym Bojanowski nie stłumił w sobie ojcowskich uczuć. Dla wszystkich dzieci starał się być otwarty i serdeczny, a dzieci w zamian traktowały go jak własnego ojca. Ojcowska troska o nieszczęśliwe dzieci kazała Edmundowi sprowadzić do Gostynia siostry, które mogłyby się nimi zająć. Cały swój zmysł organizacyjny poświęcił dobru dziecka uwzględniając współczesną kulturę jak i rodzime elementy rozwoju. Jak dobry ojciec i wychowawca spędzał wiele czasu z sierotami przybliżając im jednocześnie podstawowe prawdy zawarte w Chrystusowej Ewangelii. Korzystał też z okazji różnych świąt kościelnych i narodowych z pełnym poświęceniem i oddaniem świadcząc swym podopiecznym miłość. Bł. Edmund wyzbył się odziedziczonych po rodzicach sprzętów, aby tylko zaradzić ich potrzebom. Był przekonany, że dzieci należy uczyć nie tyle dobrym słowem, co przede wszystkim przykładem własnego życia. Słyszał nieustannie Jezusowe słowa: „Byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pić, byłem chory, a odwiedziliście mnie”. Więc szedł do biednych i chorych sam i nie bał się epidemii cholery, nosił lekarstwa, sprowadzał kapłana, przynosił jedzenie.

Pod datą 8 sierpnia 1853 roku zapisał w swoim Dzienniku: „Doniesiono mi o chorej kobiecie, muszę się wcześniej o niej dowiedzieć. W nędznej komórce wynędzniała kobieta z dzieckiem w najokropniejszym opuszczeniu leżała. Mieszkańcy domu tego skoro do polnej pracy odejdą, nie ma nikogo co by jej kubek wody podał, a tym mniej łyżkę strawy”. Sam nie podołał, posłał do chorych, biednych i opuszczonych swoje siostry. Skąd bł. Edmund czerpał natchnienie i siły do realizacji tak wielu zadań? Przecież nie był mocarzem fizycznym, schorowany, umiera w 57 roku życia. Skąd ta siła nadzwyczajna, ten zapał, ten żar wewnętrzny? Można wskazać kilka niezawodnych źródeł owej siły. Nade wszystko Edmund był człowiekiem modlitwy. Dzięki coraz bardziej dojrzałej modlitwie sam Bóg swobodnie działał w jego wnętrzu i przemieniał je. Uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem była dla niego świątynia oddalona od jego miejsca zamieszkania, ale coraz bardziej też przyswajał sobie umiejętność jednoczenia się z Bogiem poza kościołem w czasie codziennych zajęć. Modlił się z innymi, a także w samotności. Modlitwę rozumiał jako źródło chrześcijańskiego dynamizmu wiary i życia. W jego spotkaniu z Bogiem wiele miejsca zajmowało dziękczynienie. Dziennik jest tego świadectwem. Za wszystko dziękował, Bogu przedstawiał modlitwę dziękczynienia za ludzi i ich dobroć, ale też umiał prosić i nie bał się przedstawiać Bogu różnych intencji, prosił też o modlitwę w swojej intencji. Jego pobożność była na wskroś ewangeliczna, prosta, autentyczna, nie na pozór, zawsze zharmonizowana z życiem, nacechowana roztropnością. Za szczyt modlitwy uważał Eucharystię. Msza Św. była dla Edmunda najważniejszym wydarzeniem dnia. Dzień bez Mszy Św. uważał za stracony. Doceniał wartość Mszy Św. i bardzo chciał, by inni także to doceniali. Cieszył się ilekroć zamawiał intencje Mszy Św., a czynił to często przy różnych okazjach, bardzo często jako najbardziej wartościowy dar, prezent na czyjeś imieniny, w dowód pamięci, wdzięczności, w dowód współczucia w cierpieniu. Ta jego pobożność eucharystyczna była także pobożnością na wskroś maryjną. Wyniósł tę pobożność z domu, od swojej matki się tego nauczył. Całym życiem wyśpiewywał Maryi pieśń wdzięczności za wspomnianą już łaskę odzyskania zdrowia. Zawsze traktował Maryję jako swoją Panią, Doradczynię i Matkę. Niepokalanej oddał wszystkie swe dążenia i plany, do niej przychodził w każdym smutku. Aby godnie uczcić Maryję bł. Edmund rozważał tajemnice jej życia, odprawiał nowenny przed jej świętami, o żadnym nie zapomniał, a w same święta maryjne długo pozostawał w kościele na modlitwie. Możemy sobie wyobrazić jaką radość przeżywał w roku 1854 gdy papież Pius IX ogłaszał dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP. Jej wizerunek szanował tak, jak się szanuje fotografię matki. Wpatrując się w nią sam chciał być do niej podobny i szerzył nabożeństwo do Matki Bożej, rozdawał medaliki, obrazki, książeczki, pragnął, by nad każdą ochronką królowała Maryja z Jasnej Góry. Rozpowszechniał nabożeństwa majowe, bardzo je kochał i bardzo się cieszył, że dzieci w ochronkach razem z siostrami śpiewają litanię do Matki Bożej. Komunię Św.po raz ostatni na tej ziemi przyjął w święto Matki Bożej Śnieżnej 5 sierpnia. To ona zaprowadziła go na spotkanie ze swoim Synem.

Oto źródła jego świętości, oto źródła siły, z którą bł. Edmund podejmował coraz to nowe zadania. Blisko półtora wieku dzieli nas od śmierci bł. Edmunda Bojanowskiego, a my czujemy niezwykłą aktualność jego świadectwa, jego przykładu, stylu życia i apostolskiego zaangażowania. Nasz świat, nasza ojczyzna, Kościół, wspólnoty i rodziny niezmiennie potrzebują takich wzorów i takich patronów jak bł. Edmund. On nam przypomina, że najważniejszą szkołą charakteru jest rodzina. To w rodzinnym środowisku kształtuje się nasza wrażliwość na drugiego człowieka, nasza akceptacja dla jego inności, nasza gotowość spieszenia z pomocą, udział w jego radościach i smutkach. Bł. Edmund kształtował swoją wrażliwość wobec najbiedniejszych właśnie w rodzinie i tam uczył się, że nie wolno być obojętnym wobec bliźniego. Jest on też ciągle aktualnym wzorem mężczyzny pochylającego się nad dzieckiem, stającego w obronie dziecka, zwłaszcza tego najbardziej bezbronnego, jeszcze nienarodzonego. Jest wzorem mężczyzny gwarantującego poczucie bezpieczeństwa, troszczącego się o potrzeby materialne, ale i duchowe, mężczyzny opiekuńczego, wyrozumiałego, ale i sprawiedliwego, broniącego przed wpływami zła, przed zgorszeniem i przed zepsuciem. Bardzo są dziś potrzebni tacy ludzie wśród rządzących, wśród stanowiących prawa, pośród członków różnych komisji, którzy przygotowują ustawy gwarantujące prawdziwe dobro rodziny, a zwłaszcza dobro i bezpieczeństwo dziecka, ludzie przygotowującyprogramy szkolne i podręczniki. Bardzo potrzebni są dziś serdecznie dobrzy ludzie, którzy jak bł. Edmund z dłonią na sercu i z sercem na dłoni pochylą się nad każdym, kto potrzebuje dobrego słowa, pomocy konkretnej, obrony przed zagrożeniem, którzy potrzebują pozytywnej wizji przyszłości, ale i duchowego wsparcia. Jest bł. Edmund wzorem szczerego patrioty, dla którego miłość ojczyzny nie jest pustym frazesem w politycznych zapasach, ale serdeczną troską o narodowe dziedzictwo, o piękno języka, o znajomość historii, kultury, tradycji, a gdy zajdzie taka potrzeba ta miłość staje się gotowością do ofiary i poświęcenia dla dobra wspólnego. Jest wreszcie bł. Edmund przypomnieniem prawdy, że świętość jest dostępna dla każdego, duchownych i świeckich, samotnych i małżonków, prostych i wykształconych, bogatych i biednych. Jest nasz Błogosławiony wymownym przykładem skutecznego apostolstwa świeckich, którzy swym dynamizmem i aktywnością wnoszą znaczący wkład w budowanie cywilizacji miłości. Całym swym życiem udowodnił, że również mężczyzna może w szkole Maryi przez życie modlitewne i sakramentalne osiągnąć tę dojrzałość chrześcijańską, która innych zachwyci i ubogaci, a jego samego zaprowadzi na ołtarze. Amen