In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia ks. bpa Jana Zajacą wygłoszona 5. czerwca 2014 r. w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Kochani moi,
oto jesteśmy w Wieczerniku. Spełnia się Ostatnia Wieczerza i tak jak przed wiekami, tak teraz, podczas tej Ostatniej Wieczerzy, Pan Jezus poleca Ojcu nie tylko obecnych w Wieczerniku Apostołów prosząc, by stanowili jedną Bożą rodzinę, ale spogląda ku przyszłości i z troską myśli też o tych, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć. I tak dzieje się poprzez wieki. Kolejne pokolenia przekazują skarb wiary swoim dzieciom, młodzieży, dorosłym, czasem głęboko zagubionym duchowo, wątpiącym, którzy dochodzą do wiary dzięki wiarygodnym wyznawcom Chrystusa. Dlatego w przekazie tego skarbu ważne są nie tylko słowa, ale jeszcze ważniejsze jest świadectwo życia, autentyzm i odwaga w podążaniu za światłem Ewangelii. Wraz ze św. Józefem idźmy drogami zbawienia i dostrzegajmy świadków wiary, świadków miłosierdzia. Niełatwą próbę wiary przechodził sam św. Józef, Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny, a zarazem troskliwy opiekun i wychowawca Jezusa. Ten, który w tym Wieczerniku takiej doznaje czci, który w tym Wieczerniku tak obficie wyprasza Boże dary dla tych, którzy tutaj do niego przychodzą. Jego rodzina, Święta Rodzina niemal od samego początku skazana na tułaczkę, zagrożona gniewem i obawą Heroda o swoją władzę, narażona również na złośliwe komentarze, kiedy Maryja stała się brzemienną jeszcze przed faktem zamieszkania razem. Jakże głęboka i ufna musiała być wiara Józefa, który potrafił zaufać słowom Bożego posłańca, by nie bał się brać Maryi do siebie, bo Bóg ma także wobec niego niezwykłe plany. Nie znajdziemy w Ewangelii ani jednego słowa Józefa, ale świadectwo jego szlachetnego życia, pracowitości, wierności głosowi prawego sumienia oraz pełnienia Bożej woli nawet wówczas, gdy jeszcze jej w pełni nie rozumiał, zdumiewa nas poprzez całe stulecia. Św. Józef świadectwem wiary i miłości uczy nas troski o rodzinę, troski o bezbronne dziecko, ale także odważnego myślenia o przyszłości narodu i Kościoła, którego jest wspaniałym patronem i opiekunem. Idźmy zatem dalej za natchnieniem Ducha Świętego i patrzmy na świadków wiary i świadków miłosierdzia. O tym mógłby nam sporo powiedzieć patron dnia dzisiejszego św. Bonifacy, biskup i męczennik. Choć pochodził z Anglii zasłynął na ziemiach niemieckich, gdzie w VIII w. zorganizował normalną organizację kościelną podejmując trud ewangelizowania pogan. Kiedy dotarł do jednego z miast we Fryzji,został napadnięty przez pogan i zamordowany wraz z 52 towarzyszami wyprawy misyjnej w dniu 5 czerwca 754 r. Jego męczeńska krew stała się posiewem nowych nawróceń, a samo imię dzisiejszego patrona Bonifacego, a więc dobrze czyniącego, i nas wzywa do odwagi w wyznawaniu wiary nie tylko ustami lecz postawą życia i czynami miłosierdzia, które są najpiękniejszym owocem dojrzałej wiary. Dzięki odważnym misjonarzom kolejne kraje Europy, w tym również i Polska, wchodziły przez przyjęcie wiary oraz chrzest święty do wielkiej rodziny narodów chrześcijańskich budujących swoją cywilizację, wielkość i kulturę na fundamencie Ewangelii.

Drodzy moi,takiego myślenia o przyszłości Europy, Kościoła i świata uczą nas również nasi święci rodacy, którzy w minionym stuleciu dali się poznać jako ludzie żyjący na co dzień mądrością Ewangelii. Staje przed nami, wspomniana już dziś, nie może być inaczej, Helenka Kowalska, córka wsi mazowieckiej. Ona cieszyła się licznym rodzeństwem i łaską ufnej wiary swoich rodziców. Jakże wymowne jest świadectwo o swoim domu rodzinnym w Głogowcu, do którego dotarła po wielu latach nieobecności ze względu na podjęcie życia zakonnego, by spotkać się jeszcze z ciężko chorą mamą. Na kartach Dzienniczka wspomina: „Co za radość była dla rodziców, całej rodziny, trudno o tym pisać, matce się trochę polepszyło zdrowie, jednak lekarz nie robił żadnej nadziei zupełnego wyzdrowienia. Po przywitaniu zaraz upadliśmy wszyscy na kolana, by złożyć Bogu dziękczynienie za łaskę, że mogliśmy się wszyscy jeszcze raz w życiu zobaczyć” i snuje dalej osobistą refleksję: „Kiedy widziałam jak ojciec się modlił, zawstydziłam się bardzo, że ja po tylu latach w zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić. Toteż nieustannie składam Bogu dzięki za takich rodziców”. I my, Siostry i Bracia, gromadząc się dzisiaj w tym Sanktuarium dziękujemy Bogu za każdą rodzinę, w której jest należne miejsce dla Boga, gdzie wspólna modlitwa rodzinna staje się chlebem powszednim, a udział w niedzielnej czy świątecznej Eucharystii jest nie tylko obowiązkiem lecz wielkim pragnieniem serca.

Patrzmy na kolejnego świadka wiary i świadka miłosierdzia bo w podobnej atmosferze życia religijnego, jak to było w życiu św. s. Faustyny, wzrastał na wadowickiej ziemi Karol Wojtyła, który jak wiemy stracił mamę jeszcze przed pierwszą Komunią Św. Później stracił brata Edmunda, który jako lekarz zaraził się od chorych, ale na widok modlącego się ojca pozostał w jego umyśle i sercu obraz na długie lata. I pisze: „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a gdy owdowiał stało się jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy, kiedy zastawałem mojego ojca na kolanach, to jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym. Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium”. Drodzy moi, szczęśliwy syn czy córka, którzy na co dzień mogą wzrastać w takiej atmosferze bo przecież to rodzice są pierwszymi najważniejszymi katechetami dla swoich dzieci. Ich słowo oraz świadectwo wiary i modlitwy najgłębiej zapada w pamięci dziecka i jest punktem odniesienia na kolejne lata. Warto zauważyć, że ani Helenka Kowalska, późniejsza s. Faustyna, ani Karol Wojtyła, późniejszy święty Jan Paweł II, nie wynieśli z domu żadnego posagu czy bogactwa, ale poszli dalej w dorosłe samodzielne życie, niełatwe przecież, z tym, co najcenniejsze, skarbem żywej wiary, umiłowania Pana Boga oraz głębokim przekonaniem, że pełnienie Jego woli winno być zawsze na pierwszym miejscu. Św. Jan Paweł II został słusznie nazwany podczas kanonizacji papieżem rodziny.

Drodzy moi, wczoraj wspominaliśmy, jak przed 25 laty nasza ojczyzna przeżyła pierwsze wolne wybory po latach komunistycznego zniewolenia. Wydawało się nam, że teraz może być już tylko lepiej i w wielu dziedzinach życia religijno-społecznego rzeczywiście tak się stało, ale wraz z nową przestrzenią wolności weszły nowe zagrożenia w dziedzinie duchowej, które dotykają poszczególnych osób, ale nade wszystko naszych rodzin. Kryzys duchowy podcina same fundamenty zdrowej rodziny, budzi niepokój o przyszłość, lansuje się groźny w skutkach relatywizm moralny. Jednym z jego przejawów jest fakt, że w ostatnich dniach Parlament Europejski odrzucił inicjatywę „Jeden z nas” podpisaną przez ponad 2 miliony obywateli, obrońców życia z Polski oraz 28 krajów Unii Europejskiej. Odrzucił nie ze względu na to, że nie ma takich możliwości prawnych lecz ze względu na to, że nie widzi nawet potrzeby, by zajmować się tym problemem. I takie są bolesne konsekwencje duchowego zaślepienia oraz lekceważenia Bożego prawa i prawego sumienia.

Podobną reakcję obserwujemy wokół tzw. Deklaracji wiary. Dzieło zainspirowane przez kobietę lekarza jako odpowiedź na dar kanonizacji Jana Pawła II. Wanda Półtawska sama przeszła przez obóz wRavensbrück i była jak wiele innych młodych kobiet królikiem doświadczalnym. Opisała to w przejmującej książce I boję się snów. Jak wiemy, wspomnianą Deklarację wiary podpisało już ok. 3 tysięcy szlachetnych i bardzo odważnych osób związanych ze służbą zdrowia. Podpisy były zbierane przez Internet, jak również w czasie dawnego spotkania pracowników służby zdrowia na Jasnej Górze, w którym udział wzięli lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, rehabilitanci, farmaceuci, a także dyrektorzy szpitali. Nasuwa się więc pytanie: skąd taka obawa i totalna krytyka niektórych środowisk? Czyżby lekarz broniący bezbronnego dziecka w zgodzie z prawym sumieniem miał komukolwiek zagrażać? Jeśli mamy się kogoś bać to jedynie ludzi bez sumienia. Pan Jezus mówi do swoich uczniów: „Kto się do Mnie przyzna przed ludźmi, do tego Ja przyznam się wobec mojego Ojca”.

W czasie ostatniej pielgrzymki do Ziemi Świętej Ojciec Święty Franciszek przy żłóbku w Betlejem mówił: „Kiedy dzieci są przyjmowane, kochane, strzeżone, chronione rodzina jest zdrowa, społeczeństwo staje się lepsze, świat bardziej ludzki”. I te słowa przywołuję przedstawiając kolejnego świadka wiary, świadka miłosierdzia. Bo to przed kilku dniami w Krakowie pożegnaliśmy skromną kobietę, siostrę Herubinę, nazaretankę, która od 1974 roku na prośbę kard. Karola Wojtyły prowadziła pierwszy w Polsce dom dla samotnych matek. Podczas długiej, bardzo dyskretnej posługi miłosierdzia uratowała przed zabiciem ponad półtora tysiąca  bezbronnych dzieci. Poprzez podanie ręki oraz danie schronienia kobietom, które znalazły się w trudnej sytuacji uratowała także ich sumienia przed dramatem pozbawienia życia swego bezbronnego dziecka. Przywróciła ich sercom nadzieję i sens życia. Pan Jezus zapewnia każdego z nas: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Zatrzymajmy się chwilę w naszej refleksji, bo oto kończy się rok szkolny i katechetyczny. Jest to sposobny czas do podsumowań, refleksji, planów na przyszłość, ale także dobra okazja, aby w tak bardzo rodzinnym sanktuarium, tutaj wyrazić wdzięczność wobec każdej rodziny za trud przekazywania życia i wychowania dzieci w duchu prawdy, wzajemnej miłości, szacunku wobec Bożych przykazań. Dlatego i dzisiaj modlitwą ogarniamy wszystkich nauczycieli, wychowawców, katechetów, kapłanów którzy nie szczędzą trudu i poświęcenia, aby przez słowo i czytelne świadectwo życia kształtować młode pokolenie w duchu prawdy, wzajemnej pomocy, uczciwości i wierności prawemu sumieniu. Mimo trudności z nadzieją jednak patrzymy ku przyszłości bo jest z nami przy wspólnym ołtarzu Jezus Miłosierny, który nas zapewnia: „Nie zostawię was sierotami” i obiecuje nam zesłać Ducha Świętego, również i dzisiaj w czasie tej Eucharystii. Dlatego zanim pójdziemy do ołtarza ofiary naszego Zbawiciela, zanim przystąpimy do stołu uczty Eucharystycznej wróćmy jeszcze do pierwszego czytania z dzisiejszej liturgii słowa. Kiedy Paweł Apostoł został oskarżony w Jerozolimie za to, że odważył się głosić prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa, następnej nocy usłyszał słowa Pana pełne nadziei: „Odwagi, trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie świadczył o Mnie tak, jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie”. Siostry i Bracia, Jezus dzisiaj tu w tym Wieczerniku woła do nas: Odwagi, polski Narodzie, trzeba bowiem, byś dawał o Mnie świadectwo wobec świata tak, jak to czynił przez lata św. Jan Paweł II, jak to czyniła dyskretnie św. s. Faustyna i tak wielu, wielu ludzi wielkiego ducha, którzy dają świadectwo nie tylko ustami lecz gestami miłosierdzia i konkretnymi czynami miłości, bo dzisiaj Jezus wzywa nas do odwagi, ale też nad nami, nad naszymi sercami modli się: „Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś byli ze mną tam, gdzie Ja jestem. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś w nich była i Ja w nich”. Kochani moi, niech ta Boża miłość, przez wstawiennictwo św. Józefa, dyskretnego opiekuna całego Kościoła i św. Jana Pawła II papieża rodziny, zagości w każdej rodzinie i w sercu każdego z nas. Amen