In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. dr Andrzej Latoń -  Konferencja: "Kto uwierzy i przyjmie chrzest będzie zbawiony” Mk 16, 16, wygłoszona w I czwartek 4 XII 2013 r.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ten program, który nam oferują nasi Pasterze, nasi Biskupi, jest przepiękny.Tak naprawdę mówi o istocie naszego życia. Ta duchowość chrzcielna to zanurzenie się w Chrystusa, życie Chrystusem, Chrystus we mnie. Cały program jest skonstruowany na wzór katechumenatu przygotowującego do chrztu. Ten katechumenat starożytnego Kościoła trwał około trzech lat. Być ochrzczonym to właściwie znaczy pozwolić żyć Chrystusowi we mnie. Jak mówi św. Paweł: „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Dlatego pierwszy rok naszego programu będziemy przeżywać pod hasłem: „Wierzę w Syna Bożego”. Dla nas będzie to swoista kontynuacja Roku Wiary, ale tym razem akcent położymy na kerygmat. Już padły takie dwa słowa greckie: katechumenat i kerygmat. Zazwyczaj używamy takich słów wtedy, gdy mamy do czynienia z rzeczywistością, która jest bardzo trudna do przetłumaczenia na nasze języki i dlatego trzeba wyjaśniać.

Potem spróbuję to zrobić, ale najpierw krótki wstęp, bo jesteśmy u św. Józefa, w jego domu. To jest polski Nazaret – mówimy. Jest rzeczą ciekawą, że w Nazarecie, w Ziemi Świętej, w domu św. Józefa archeolodzy odkryli sadzawkę chrzcielną, chrzcielnicę, w podłodze.Można ją oglądać, jest dobrze zachowana. Ma siedem stopni schodzących w dół. To jest głęboka symbolika, bo przed chrztem najpierw trzeba poznać dobrze siebie, trzeba zejść w dół, trzeba zobaczyć swoją sytuację, to, że się jest grzesznikiem i potem utopić razem z Chrystusem tego starego człowieka i stać się nowym stworzeniem, zmartwychwstać razem z Chrystusem. Tam, gdzie wzrastał Jezus pod opieką Maryi i Józefa, tam gromadził się Kościół, Ciało Chrystusa, bo chrzcielnica, ta sadzawka chrzcielna wyraża właśnie łono Kościoła. W niej rodzą się nowi chrześcijanie, dzieci Kościoła, są włączanido wspólnoty Kościoła, do rodziny, w której wzrastają. Św. Józef, nasz patron, ten, który był ojcem ziemskim Jezusa jest dla nas, dla Kościoła ojcem, ojcem Kościoła powszechnego, patronem Kościoła powszechnego. To tam właśnie, w tym domu, Józef przeżył swoje zwiastowanie, usłyszał: „Nie bój się wziąć do siebie Maryję” (por. Mt 1, 20). Maryja jest figurą Kościoła. Każdy z nas powinien to usłyszeć: nie bój się przyjąć żywego Kościoła, nie bój się stać się Kościołem, żyć Kościołem. Dlatego w Kościele pierwotnym przed chrztem był katechumenat, zwiastowanie słowa Bożego. Tak, to tak jak anioł zwiastował Maryi: Maryjo, staniesz się Matką Syna Bożego (por. Łk 1 30, 33). Ale jak to się stanie? Tak my słyszymy, my chrześcijanie, my, których powołuje Chrystus. W Tobie narodzi się Chrystus, staniesz się Jego przestrzenią, świątynią. Nie bój się. Pytamy: jak to się stanie? Czy to możliwe? Ja z moimi grzechami, z moim egoizmem? I to samo nam Duch Święty odpowiada: Nie bój się, to nie twoją mocą. Nie ty, to Duch Święty w Tobie. Tak się rodzi chrześcijanin, ale najpierw właśnie to zwiastowanie. Trzeba być katechumenem. Katechumen to słowo pochodzące od greckiego czasownika „katecheo”’ i oznacza „rozbrzmiewać”, „brzmieć w uszach”, „uczyć żywym głosem”. Chodziło zatem o czas, w którym pobudzony do wiary człowiek przebywał z Kościołem i słuchał jego słowa, słuchał głosu Matki. W katechumenacie nie chodziło o odbycie jakiegoś szkolenia, ale o danie czasu koniecznego do umocnienia w wierze i w obyczajach chrześcijańskich. Ostateczną miarą nadejścia odpowiedniego momentu do chrztu było posiadanie dobrych obyczajów, pełnienie uczynków życia wiecznego, które Bóg z góry przewidział dla nas. Św. Jan Chryzostom kiedyś zwracał się do katechumenów, którzy trochę dłużej musieli ten katechumenat przeżywać i którzy prosili: wreszcie chcemy przystąpić do chrztu, a on im powiedział: jak długo mam wam powtarzać, że najpierw musicie zmienić życie, musicie spontanicznie potrafić kochać tak, jak Chrystus, potrafić kochać nieprzyjaciół, kochać drugiego człowieka w wymiarze krzyża, bo wiara jest darem darmo danym. Czas katechumenatu miał za zadanie otworzyć serce katechumena i czynić je gotowym do przyjęcia daru Ducha Świętego, do przyjęcia nowego życia, które płynie z krzyża Jezusa Chrystusa. Chrzest oznacza zanurzenie w Chrystusie, zjednoczenie z Nim i napełnienie Duchem Świętym. My otrzymaliśmy najpierw chrzest jako prezent, dlatego ten prezent trzeba rozpakować, trzeba nim żyć. To jest nasz problem. Mamy ogromny skarb złożony przez rodziców i jednocześnie cierpimy strasznie w życiu, bo z niego nie korzystamy, nie żyjemy chrztem, nie mamy tej duchowości. Papież Paweł VI, ale także papież Jan Paweł II mówili tak: nie ważne czy katechumenat przeżywa się przed chrztem, czy po chrzcie. Ważne jest, aby go przeżyć. W tym kontekście mówimy dzisiaj dużo o potrzebie nowej ewangelizacji. Czy to znaczy, że to, co do tej pory robiliśmy było złe? Absolutnie nie. Tylko zauważyliśmy, że Kościół utracił swoją pierwotną siłę przyciągania do Chrystusa, przyciągania niewierzących, dlatego papież Franciszek pisze w adhortacji, że trzeba przesunąć akcenty, bo my, używa takiego słowa, sakramentalizujemy bez ugruntowanej wiary.Dlatego trzeba ewangelizować, trzeba głosić słowo, które umacnia wiarę, bo obserwujemy rozdźwięk między życiem, a wiarą. Dzisiaj żyjemy tak, jak żyje się w religiach naturalnych: co innego sacrum, co innego profanum, a przecież Chrystus zniósł tę granicę. Wszystko jest sacrum, wszystko jest święte, my, którzy jesteśmy świątynią. Słuchamy słowa, ale szybko jesteśmy okradani, traktujemy bycie chrześcijaninem jako dodatek do egzystencji pośród wielu dodatków. Tymczasem to ma być nowe stworzenie, chrześcijanin to nowa tożsamość. Trzeba więc w centrum życia Kościoła umieścić pierwsze przepowiadanie, pisze papież Franciszek.

Pierwsze przepowiadanie czyli kerygmat. To orędzie jest pierwsze, to znaczy trzeba do niego nieustannie powracać i słuchać na różne sposoby i które trzeba głosić nieustannie. Nic nie zastąpi tego głoszenia, pierwszego głoszenia, kerygmatu. Codziennie ma być obecne przy nas to orędzie. Ale znowu trudne słowo, jak wyjaśnić to słowo: kerygmat? Przepowiadanie zbawienia, zbawienie w Chrystusie. Głoszone staje się rzeczywistością. Kościół zawsze wierzył, że w momencie, gdy głosi się kerygmat, sam Chrystus przychodzi ze swoją łaską, aby ci, którzy słuchają z otwartym sercem mogli doświadczyć Jego zbawczej miłości i otrzymać dar wiary, dar żywej wiary. Dlatego zamiast podawania definicji i analiz lepiej, gdy usłyszymy to Słowo. Chrześcijaństwo jest Dobrą Nowiną, wydarzeniem historycznym, które wchodzi w nasze życie, w naszą sytuację zmieniając ją radykalnie. Jest to nowina, która całkowicie przemienia życie człowieka, tego, który przyjmuje ją. Na tę Dobrą Nowinę czekają wszyscy ludzie, nawet ci, którzy dzisiaj walczą z Kościołem, w swoich głębinach są głodni tego słowa. Właśnie czasem są bardzo agresywni dlatego, że są głodni tego słowa i nie chcą korzystać, nie chcą się karmić,  nie potrafią. Dlaczego cały świat czeka na to słowo? W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On, Jezus Chrystus, także bez żadnej różnicy, stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli (Hbr 2, 14 – 15). Pismo Św. mówi, że człowiek ma jeden prawdziwy problem, prawdziwe cierpienie. Jest to niewola, paraliż z lęku przed śmiercią. Ale nie chodzi tu tylko o śmierć fizyczną. Tym, co sprawia nam cierpienie jest to wszystko, co nas niszczy, co nas zabija. To mogą być wady bliskiej ci osoby (męża, żony, dzieci), to może być choroba, której się nie spodziewałeś, brak pracy albo brak pieniędzy. Tym, co sprawia nam cierpienie jest wszystko to, co w jakiś sposób zagraża naszemu życiu, to, co w jakiś sposób niszczy i zabija, co idzie wbrew naszym planom życiowym, naszym marzeniom. To jest ten paraliż z lęku przed umieraniem, przed traceniem siebie, przed tą śmiercią ontologiczną, jak mówią filozofowie, śmiercią bytu. Bo jaką wartość ma nasze życie, jeśli jest takie kruche, niepewne, krótkie?Jak to się stało, że ludzie doszli do takiej sytuacji, w której nie mogą się nasycić niczym, w której nie mogą być szczęśliwi? Dlaczego ludzie nie zadowalają się płytkim szczęściem, proponowanym przez ten świat? Dlaczego człowiek nie jest szczęśliwy nawet wtedy, gdy posiada wspaniały dom, fantastyczną rodzinę, dużo pieniędzy? Bo każdy w sobie ma wyryte prawo naturalne,prawo od Boga i wie, że zrealizuje się jako osoba tylko wtedy, gdy kocha, poprzez miłość ku drugiemu człowiekowi. Człowiek próbuje to robić,ale, gdy trzeba na serio tracić życie,nie daje rady, nie chce umierać.Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze: „Nie rozumiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7, 15; 19 – 20; 24).Tylko Chrystus, Syn Boży, przychodzi wybawić człowieka z tej sytuacji. On zwycięża śmierć.

Marksizm mówił, że człowiek cierpi, ponieważ niszczy go społeczeństwo ze swoimi niesprawiedliwymi strukturami. Dzisiaj mamy do czynienia z neo-marksizmem walczącym o tak zwaną równość. Oni myślą, że wystarczy zmienić struktury, ale tak zaczynały się wszystkie rewolucje, wszystkie totalitaryzmy, które jeszcze bardziej niszczyły człowieka. Myśmy już tego doświadczyli. Psychologia mówi, że człowiek cierpi, bo winne są temu jego kompleksy, ale to wszystko jest bardzo powierzchowne. Całą prawdę o nas objawia jedynie Chrystus, Syn Boży. „On istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 6).Z miłości do nas, do ciebie i do mnie, przyjął hańbę krzyża, aby przekonać nas o naszej sytuacji, o grzechu. Ale nie po to, aby nas potępić, ale aby nas zbawić. Bo Bóg powołał nas do życia z miłości. My nie jesteśmy dziełem przypadku.Człowiek cierpi, bo odłączył się od Boga. Bez Ojca stał się bezsilnym, bez prawdziwego życia. Apostołowiepoczątkowo myśleli, że są w stanie pójść za Jezusem Chrystusem w cierpieniu, ale byli opanowani przez strach przed śmiercią.Ale właśnie w tę sytuację śmierci wszedł Bóg. On, który jest Życiem, wszedł w śmierć, w najdalsze głębiny ludzkiej egzystencji, w nasze cierpienie i pokonał śmierć. Wziął nasze grzechy na siebie i przybił je do Krzyża. Zmartwychwstał dla nas, aby dać nam tego samego Ducha. Chrześcijanin to ten, który ma w sobie Ducha Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego.Gdy Apostołowie w Wieczerniku otrzymali Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, przestali się lękać, wyszli na ulice i głosili Chrystusa. Mówili: Zmartwychwstał, pokonał śmierć, my jesteśmy tego świadkami (por. Dz 3, 15). To znaczy: świadectwem było to, co się z nimi stało, z ludzi sparaliżowanych lękiem przed mocami tego świata, stali się ludźmi wolnymi, dziećmi Bożymi. Bez lęku głosili właśnie kerygmat, orędzie zbawienia, najważniejszą wiadomość dla wszechświata. Czytamy w Dziejach Apostolskich: Piotr przemówił: „Mężowie izraelscy! Tego Jezusa, któregoprzybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście Bóg wskrzesił z martwych i uczynił Panem” (por. Dz 22 – 24). To znaczy przebaczył wam i chce z was uczynić nowe stworzenie, abyście nie musieli już więcej zabijać.Jak mogli w to uwierzyć Żydzi? Ten Bóg, który się objawiał na Syjonie, wśród piorunów i błyskawic, ten Bóg to był Ten, którego widzieliśmy na naszych ulicach zakrwawionego, nie podobnego do ludzi, który wisiał na krzyżu. Jak mogli w to uwierzyć? Dlatego Piotr, gdy zobaczył sparaliżowanego człowieka w bramie mówi: W imię Chrystusa, mówię ci, wstań (por. Dz 3, 6). I ten wstał i zaczął chodzić. Pokazał wszystkim, że Chrystus żyje i mówił dalej: „Dlaczego dziwicie się temu i patrzycie na nas jakbyśmy własną mocą sprawili, że on chodzi? Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bóg naszych ojców, uwielbił swego Sługę Jezusa, którego wyście wydali i zaparli się przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy, zabiliście natomiast Dawcę Życia!” (por. Dz 12 – 15)Ten zabójca to Barabasz.Barabasz był człowiekiem, który walczył o sprawiedliwość i wolność dla swojego ludu, który był okupowany przez Rzymian. On był powstańcem. W czasie jakiejś rewolty zabił kogoś i został aresztowany.Piłat więc zapytał: Kogo chcecie? (por. Mt 27, 17) To pytanie jest także ciągle kierowane do nas, także teraz, w tym momencie: Kogo chcecie uwolnić, Jezusa z Nazaretu czy Barabasza?Barabasz był przekonany, że człowiek na ziemi musi walczyć przeciw niesprawiedliwościom, że trzeba uwolnić swój naród posługując się przemocą.Jezus natomiast uczynił rzecz zadziwiającą: pozwolił, żeby niesprawiedliwość dotarła aż do Jego Ciała i żeby przybiła Go do krzyża.Jezus Chrystus, jak owca na rzeź prowadzona, pozwolił się zabić, nie opierał się złu, nie opierał się egoizmowi, polityce. Św. Piotr chciał Go bronić mieczem, ale Jezus powiedział: „Schowaj swój miecz. Czy sądzisz, że gdyby mój Ojciec chciał mnie bronić, nie mógłby posłać mi aniołów, by mnie wybawić? Schowaj miecz, bo kto wojuje mieczem, od miecza zginie” (por. Mt 26, 52 – 53).Kogo więc wybieramy, gdy codziennie walczymy o swoje, zawsze musimy mieć rację,stosujemy przemoc psychiczną, ciche dni? Sprawiedliwośćmusi być po naszej stronie. Kto z nas zatrzymuje grzechy drugiego na sobie, jak Chrystus? Nadstawia drugi policzek, nie odpłaca złem za zło? Przecież to Kazanie na Górze, konstytucja chrześcijanina. Ale dlaczego tak mamy czynić? Po prostu dlatego, że Bóg tak właśnie postąpił ze mną i z tobą. Bóg ukochał nas, kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami – pisze św. Paweł (por. Rz 5, 8).Krzyż pokazuje nam to, do czego jesteśmy zdolni, ale jednocześnie ten Krzyż objawia nam miłość Boga do nas,szaleństwo Krzyża. Tak Bóg kocha człowieka! Zawsze, gdy głosimy to Słowo, gdy głosimy chwalebny Krzyż Jezusa Chrystusa, On nas szuka. Chrystus nas szuka teraz i chce nam powiedzieć jedną rzecz: że nas kocha, że się nami nie gorszy, że chce dać nam nowe życie, nowego Ducha, Ducha Świętego i uczynić z nas jedno ciało.Duch Święty daje nam wiarę w Syna Bożego, daje nam moc, aby z Nim umrzeć dla świata poprzez chrzest, moc, aby żyć w tym świecie pomimo cierpienia, prześladowań. Ten Duch stwarza z nas Kościół.Kościół jest widzialnym Ciałem Zmartwychwstałego Chrystusa. Jest sakramentem Zbawienia dla świata. Kto widzi Kościół – powinien widzieć Chrystusa. Ale czy tak jest? Dlatego papież Franciszek pisze, że Kościół przede wszystkim powinien być misyjny, powinien innych przyciągać do Chrystusa – jedynego Zbawiciela.Przed swoim odejściem z tego świata Chrystus prosił Uczniów: Miłujcie się tak, jak Ja was umiłowałem (por. J 13, 34), a więc w wymiarze krzyża, kochajcie się. Modlił się do Ojca: „Aby byli jedno” (J 17, 21), aby inni widząc Kościół, uwierzyli w Boga, który jest Miłością. Nie dajmy się okraść z tej radości bycia Kościołem, choć jesteśmy grzesznikami, bo kto mówi: Kościół „nie” – tak naprawdę mówi do człowieka: człowiek „nie”, bo to nas ratuje Kościół, Matka nasza. Dlatego realizacja tego programu, który dają nam nasi Biskupi, pięknego programu, życie takim Kościołem,bycie takim Kościołem jest naprawdę wielką szansą dla nas wszystkich, wielką szansą dla Polski, szansą także dla Europy, bo Polska może być światłem, zaczynem, może być solą w tej Europie. Cieszmy się tym programem i prośmy św. Józefa, by pomógł nam realizować go w życiu.