In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

 

Homilia ks. infułata Józefa Patera

wygłoszona 6 czerwca 2013 r. do przewodników turystycznych w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Kto jest twoim przewodnikiem?

 

Potem znów przemówił do nich Jezus w te słowa: Ja jestem światłem dla świata. Kto idzie za Mną, nigdy nie będzie chodził w ciemnościach, lecz będzie miał światło życia (J 8, 12).

Ekscelencje, Najdostojniejsi Księża Biskupi, Czcigodni Bracia Kapłani wszystkich stopni i godności, Neoprezbiterzy i Osoby Konsekrowane, Drodzy Czciciele św. Józefa, a zwłaszcza Wy, Drodzy Przewodnicy Miejscy, Terenowi i Górscy z różnych towarzystw turystycznych, Drodzy Słuchacze Radia Rodzina, Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Zgodnie z wieloletnią już tradycją, z hasłem "Pierwsze czwartki u św. Józefa", gromadzimy się tu, w kaliskim sanktuarium, by oddać cześć Wszechmogącemu Bogu i za przyczyną św. Józefa prosić naszego Stwórcę i Pana o potrzebne nam i naszym bliskim dary i łaski. Święty Józef, człowiek głębokiej wiary, został przez Boga obdarzony wyjątkową łaską i zaufaniem. Jako głowie Świętej Rodziny Bóg powierzył jego opiece Maryję i Jezusa – Syna Bożego.

W związku z tym Kościół katolicki uważa go za postać wyjątkową, godną kultu i naśladowania. Co więcej, nasz rodak Papież bł. Jan Paweł II 4 czerwca 1997 roku tutaj, w Kaliszu, zawierzył św. Józefowi wszystkie polskie rodziny oraz sprawę ochrony życia nienarodzonych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Stąd czcimy go dziś jako opiekuna Kościoła powszechnego, wszystkich chrześcijańskich rodzin, małżonków, ojców, dzieci, a zwłaszcza sierot. Czcimy go też jako patrona ludzi pracy, różnych grup społecznych i zawodowych, licznych stowarzyszeń, bractw i osób prywatnych – w myśl kościelnej pieśni: „Szczęśliwy, kto sobie patrona, Józefa ma za opiekuna. Niechaj się niczego nie boi, bo święty Józef przy nim stoi, nie zginie”. Z kolei inna pieśń kościelna głosi: „Józefie, Ciebie Bóg wysłucha, za nami swoją prośbę wznieś. W synach Kościoła ożyw ducha: wiarę, nadzieję w sercach wskrześ. Ratuj nas biednych wśród niedoli, Jezusa Maryi miłość daj, a nawet w nędzy co tak boli, biednym pielgrzymom błyśnie raj”.

Nic dziwnego, że mając takie zapewnienie, dziesiątki tysięcy, a nawet setki tysięcy pielgrzymów przybywało tu od XVII w. i przybywa nadal, prosząc św. Józefa o pomoc i wstawiennictwo w sprawach trudnych, a nawet zdawać by się mogło w tzw. beznadziejnych. To właśnie w latach drugiej wojny światowej księża więźniowie obozu koncentracyjnego w Dachau za wstawiennictwem św. Józefa wyprosili sobie cudowne ocalenie, wyrazem czego jest ufundowana tu przez nich Kaplica Męczeństwa i Wdzięczności.

Dziś na zaproszenie księdza biskupa ordynariusza Edwarda Janiaka przybyli tu przewodnicy turystyczni z całego kraju, by wzorem innych grup społecznych i zawodowych, za przyczyną św. Józefa powierzyć Panu Bogu wszystkie sprawy polskiej turystyki i turystów. Wprawdzie polscy przewodnicy dorocznym zwyczajem od blisko trzydziestu lat na początku sezonu turystycznego udają się do Częstochowy, by na Jasnej Górze, w narodowym sanktuarium Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski i najlepszej Przewodniczki, przeżywać swoje chrześcijaństwo i podjętą misję polskiego przewodnika.

Czynią to przez udział w rekolekcjach, we Mszach Świętych, w wykładach programowych i Drodze Krzyżowej na wałach jasnogórskich. Co roku też odnawiają Jasnogórskie Ślubowanie Przewodników, w którym podkreślone jest życie według świętej wiary, troska o godność i postawę moralną polskiego przewodnika, rzetelność w ukazywaniu historii Narodu Polskiego i piękna ojczystej ziemi oraz opieka nad pomnikami polskiej kultury, a zwłaszcza opieka nad braćmi potrzebującymi pomocy i wsparcia. Jest też mowa o kultywowaniu pielgrzymek do miejsc świętych i tworzeniu turystyki o charakterze religijnym. Ślubowanie to jest piękne i wzniosłe, wyrażone również w „Hymnie przewodnickim”, ale zobowiązania też są wielkie i trudne. Bo jak to uczynić, by to ślubowanie nie było tylko bezduszną deklaracją, często niewiele znaczącą, ale prawdziwym zobowiązaniem, uszlachetniającym zarówno nas samych, jak i nasze posługiwanie. Być może brzmi to patetycznie i górnolotnie, ale nie możemy zapominać, że być przewodnikiem z prawdziwego zdarzenia, z powołania, a nie z przypadku, to naprawdę wielkie zobowiązanie.

Zwłaszcza teraz, gdy wzmocnione są ataki na Kościół katolicki i jego pasterzy; kiedy przeciwstawia się prawu Bożemu, czyli naturalnemu, prawo stanowione; kiedy dzień święty – czyli niedzielę chce się zamienić na lepiej opłacany dzień roboczy; kiedy chce się ograniczyć misję Kościoła do przysłowiowej zakrystii; kiedy krytykuje się większość społeczną katolików za to, że z powodu ich przekonań Polska postrzegana jest rzekomo jako państwo wyznaniowe; że na rynku pojawiły się zdaniem liberałów tzw. obrzydliwie prawicowe pisma katolickie; że Kościół broni życia od poczęcia po naturalną śmierć; że przeciwstawia się seksualnemu wychowaniu przedszkolaków i wiele innych tym podobnych zarzutów.

Ktoś może zapytać, co to ma wspólnego z przewodnikami turystycznymi i ich posługą. Otóż należy pamiętać, że przewodnik to ten, który prowadzi, i to nie tylko po szlakach turystycznych, lecz także duchowych. Odkrywa przecież przed zainteresowanymi piękno, dobro i prawdę, zarówno w pięknie stworzenia, a więc w pięknie przyrody, dziełach natury, jak też w pięknie ludzkich dzieł kulturowych, stworzonych najczęściej z wiary i miłości do Pana Boga. Stąd można porównać misję przewodnika z misją kapłana.

Tak jak kapłan, ukazując Najwyższe Dobro, prowadzi powierzonych sobie ludzi do Boga, który jest nieskończoną Miłością, tak każdy obiektywny przewodnik, ukazując Piękno, nie zatrzymuje się tylko na płaszczyźnie materialnej, ale winien prowadzić zgrupowanych wokół siebie ludzi do Autora tego piękna, czyli do Stwórcy. Nie chodzi tu o narzucanie komuś swoich poglądów religijnych, ale o obiektywizm. Prawdziwy przewodnik nie może poprzestawać tylko na tym, co małe, pospolite, zabawne i śmieszne, a tym bardziej na tym, co poniżające i urągające godności człowieka. Ma on odkrywać i ukazywać przede wszystkim to, co jest naprawdę piękne, wzniosłe i budujące. A zatem musi pamiętać, że obok wszystkich cennych wartości turystyki, takich jak: rekreacja fizyczna, poznawanie piękna świata materialnego, ludzkiej historii i kultury, zawieranie międzyludzkich przyjaźni, są jeszcze inne wartości, znacznie głębsze i trwalsze – wartości duchowe, które znajdują swoje ukoronowanie w Bogu, a więc w Tym, który dał człowiekowi życie, siły, rozum, inteligencję i wolną wolę. To dzięki tym duchowym wartościom człowiek tworzy kulturę, a codzienne życie czyni bardziej ludzkim. Zanim to nastąpi, przewodnik musi zdobyć najpierw odpowiednie kwalifikacje zarówno umysłowe, jak i osobowe. Bo nie może ślepy prowadzić ślepego – mówi Chrystus, gdyż wtedy obaj wpadną w rów (Łk 6, 39).

Żeby innych informować i uczyć, trzeba najpierw samemu znać zasadnicze prawdy, o które nas pytają. Tu nie może być partactwa, cwaniactwa czy igraszki. Doskonale wiemy, jak bolesne jest wszelkie oszustwo, wprowadzanie w błąd, lekceważenie słuchacza. Pamiętajmy, że drugi człowiek też ma swoją godność i wrażliwość, że na przekazywane wiadomości reaguje tak samo jak my. A zatem każdego słuchacza należy traktować poważnie i z szacunkiem.

Pamiętamy bł. Jana Pawła II, jak wielkim cieszył się autorytetem i uznaniem nie tylko chrześcijan, lecz także wśród przedstawicieli innych religii, a nawet i wśród niewierzących. Dlaczego? Bo on nigdy nikogo nie lekceważył, nie naruszał ludzkiej godności, traktował po ludzku, słuchał z uwagą. Był bardzo ludzki, i to w pełnym tego słowa znaczeniu.

Swego czasu znana polska pisarka Zofia Nałkowska, opisując w swojej książce zatytułowanej „Medaliony” okropność II wojny światowej, obozów koncentracyjnych i upodlenie wielu ludzi, zaznaczyła jednak: „Jak piękny jest człowiek, kiedy jest człowiekiem”, zwłaszcza człowiek dostrzegający piękno życia ludzkiego i ratujący życie. Stąd pytamy często: Jak to uczynić, by być prawdziwym i pięknym człowiekiem, a tym samym dobrym przewodnikiem? Zanim znajdziemy odpowiedź na to niezwykle ważne pytanie, może najpierw przytoczę bolesny obrazek związany z dyskusją nad prawem naturalnym i stanowionym, czyli z duchową formacją człowieka.

Pamiętam z lat szkolnych film z procesu w Norymberdze. Oto w listopadzie 1945 r. postawiono przed międzynarodowym trybunałem sądowym 21 zbrodniarzy hitlerowskich, którzy w czasie II wojny światowej dopuścili się straszliwej zbrodni ludobójstwa, ogromnych krzywd wobec niewinnych ludzi oraz wyjątkowych zniszczeń i strat materialnych niemal w całej Europie i nie tylko. Kiedy pytano ich w czasie rozprawy, czy przyznają się do winy, butnie odpowiadali, że są niewinni, gdyż wykonywali rozkazy swoich przełożonych. W pewnym momencie wśród członków trybunału sędziowskiego pojawiła się dziwna konsternacja, gdyż znane było prawo wojenne, że za niewykonanie rozkazu grozi sąd polowy i najczęściej kara śmierci. Wówczas sędzia radziecki postawił pytanie zbrodniarzom, czy nie wiedzieli, że ponad rozkazem jest jeszcze wyższe prawo. Pytaniem tym zaskoczył nie tylko oskarżonych, lecz także pozostałych sędziów, wyczekujących na dalsze wyjaśnienie, o jakie to prawo chodzi. Sędzia radziecki wyjaśnił wówczas, że chodzi tu o prawo natury, które jest ponad wszelkim innym prawem. A jest to właśnie prawo Boże wpisane w ludzką naturę.

Cechami konstytutywnymi prawa naturalnego są: jego powszechność, niezmienność, wieczność, obowiązywalność moralna i powszechna poznawalność. Pierwszym i najbardziej powszechnym jego nakazem jest: „Czyń to, co jest dobre, a unikaj tego, co jest złe”. Inaczej mówiąc: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Kolejne nakazy prawa naturalnego to: „Oddaj każdemu, co mu się należy” oraz „Za wyrządzone zło należy się kara”. Niestety, dla zbrodniarzy hitlerowskich, i nie tylko, ważniejszy był rozkaz, czyli prawo stanowione, ważniejszy niż prawo naturalne, czyli prawo Boże, i stąd dopuścili się tak ogromnego zła. Tak jest zawsze. Człowiek, który nie liczy się z Bogiem, nie będzie też liczył się z drugim człowiekiem. Czy zostały wówczas wyciągnięte właściwe wnioski?

Niestety, starsi na pewno pamiętają obowiązującą w naszej powojennej rzeczywistości lekturę Majakowskiego, ze słynnym wierszem „Jednostka niczym, jednostka zerem”, a liczyć się miała tylko ludzka masa, czyli klasa robotnicza, zwana po prostu proletariatem. I co wtedy zrobiono z turystyką i z przewodnictwem? Po prostu miała to być jeszcze jedna tuba propagandowa, jednej z wielu nieludzkich ideologii, odrzucających Boga, a ubóstwiających człowieka, a właściwie poniżających go.

Na przykład we Wrocławiu zabraniano w tamtym czasie przewodnikom prowadzić wycieczki na Ostrów Tumski do katedry i innych kościołów, a kazano pokazywać zakłady produkcyjne takie jak Pafawag czy Polar, gdzie bito rekordy, akordy i normy nawet w niedziele. I pytam: Czego dorobiliśmy się? Niczego. Św. Jan Vianey powiedział, że zna dwa sposoby dojścia do nędzy: to kradzież i łamanie dnia świętego. Złodziej się nigdy nie dorobi i ten, kto łamie dzień święty.

Nie była to rzecz nowa, gdyż z historii wiemy, że wielu panujących polityków czy wodzów uważało siebie za „nadludzi”, jeżeli nie za półbogów, którzy tworzyli na swój użytek odpowiednie prawa i narzucali je podwładnym. Takich uczonych i władców ostro skrytykował Pan Jezus: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą (Mt 23, 1-34). Niestety, nie brak i dziś takich ponowoczesnych ideologów, którzy uznając się za „nadludzi”, manipulują ludzkim życiem, zarówno w chwili poczęcia, jak i w chwili starości. Próbują więc oceniać i decydować, kto może żyć i jak długo, kto może odpoczywać i kiedy, nie widząc zwykle sensu cierpienia i potrzeby duchowej odnowy. A prawo Boże brzmi jednoznacznie: „Nie zabijaj”, „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”.

Tu, w tym miejscu pragnę z naciskiem podkreślić, że inicjatorzy ogólnopolskich pielgrzymek jasnogórskich dla przewodników turystycznych mieli doskonałe wyczucie, i to właśnie blisko trzydzieści lat temu, w warunkach komunistycznego totalitaryzmu, szeroko pojętego materializmu i degradacji człowieka. Otóż postanowili oni, że na Jasnej Górze trzeba kształtować osobowość prawdziwego przewodnika, zarówno jako człowieka, jak i jako chrześcijanina. Właśnie w tej polskiej Kanie Galilejskiej, w której Matka Boża – Królowa Narodu Polskiego powtarza nam stale: Wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn – to czyńcie (J 2, 3).

A wiemy, że On przeszedł ziemię, dobrze czyniąc (Dz 10,38 ). Jako Bóg-Człowiek podziwiał również piękno stworzonego świata i wielokrotnie zwracał na nie uwagę swoich uczniów: Spójrzcie na ptaki niebieskie (…), spójrzcie na lilie polne (Mt 6, 19-34), o które troszczy się Ojciec niebieski. (…) Podnieście oczy wasze i spójrzcie na pola, że już bieleją i czas żniwa już bliski (J 4, 35), spójrzcie też na drzewo figowe (Łk 21, 29), od którego wiele można się nauczyć. Podziwiał także dzieła rąk ludzkich, między innymi monumentalność i piękno świątyni jerozolimskiej, jak też samej Jerozolimy, nad którą niestety zapłakał, znając jej bliską tragedię: nadejdzie czas, że nie zostanie z tego kamień na kamieniu (Łk 21, 5).

Chrystus wrażliwy na piękno świata jeszcze bardziej zwracał uwagę na człowieka i na jego piękno duchowe, i to na każdego człowieka – nawet na tego przekreślonego przez ludzką społeczność, a więc chorego, trędowatego i grzesznego, jak też na zagubionego jak zabłąkana owca. W związku z tym uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, odpuszczał grzechy grzesznikom, wzywał do pokuty i nawrócenia, nawoływał do wzajemnej miłości, posuniętej aż do miłości nieprzyjaciół.

I tu znowu z całą mocą pragnę podkreślić, że w żadnej religii ani w żadnym systemie nie ma takiego przykazania, tylko w chrześcijaństwie: A ja wam powiadam, miłujcie nawet nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy wam złorzeczą (Mt 5, 38-48). Sam dał temu wyraz, gdy modlił się na krzyżu za swoich prześladowców mówiąc: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). Pytano Go nieraz, które przykazanie jest najważniejsze, więc odpowiadał, że miłość Boga ponad wszystko i miłość bliźniego jak siebie samego. Na tym opiera się całe prawo i prorocy.

Powtórzmy za Zofią Nałkowską: "Jak piękny jest człowiek, kiedy jest człowiekiem", który zna swoje miejsce w świecie, swoje prawa i obowiązki oraz cel, do którego zmierza. A tego uczy nas właśnie Chrystus i Jego Kościół. Dlatego przychodzicie tu, drodzy przewodnicy, drodzy czciciele św. Józefa, by wsłuchać się w naukę Kościoła, głoszącego Słowo Boże podczas sprawowanej Eucharystii. Czynicie to zwłaszcza w tym roku, Roku Wiary, z wiodącym hasłem: "Być solą ziemi", zwłaszcza dla tych, którym mamy przewodzić w odkrywaniu Piękna, a wraz z nim Dobra i Prawdy. Jeszcze raz powtarzam, że nie jest to zadanie łatwe. Ale sam Chrystus zapewnił nas, że nie jesteśmy sami, zdani tylko na własne siły. Zapewnił nas: A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). Ufajcie, Jam zwyciężył świat (J 16, 33). Stąd św. Paweł, ten niestrudzony apostoł narodów, pyta: Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 13). A w Liście do Filipian napisał: Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie Jezusie Panu naszym (Flp 4, 13).

Bóg nigdy nie żąda od nas rzeczy niemożliwych i przekraczających nasze siły. Jak wiemy z Objawienia, Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne ( J 3, 16). Przedtem jednak powiedział o Jezusie podczas chrztu w Jordanie, a następnie na Górze Przemienienia: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie (Mt 17,1-9). Dlaczego mamy Go słuchać? Bo jak sam powiedział: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem, kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemności (J 8, 12). Chrystus nikogo nie zawiódł i nie zawiedzie. Wierzymy i ufamy, że nas też nie zawiedzie. Stąd na pytanie: Kto jest twoim przewodnikiem?, możemy odpowiedzieć jednoznacznie, że oprócz ludzi do tego powołanych, jest nim przede wszystkim Jezus Chrystus, Ten, którym opiekował się św. Józef, Ten, z którym możemy dojść na pewno do wyznaczonego nam celu.

Amen.