In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

Homilia wygłoszona podczas

VII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja,

6 września 2012, przez Księdza Biskupa Wiesława Lechowicza,

biskupa pomocniczego diecezji tarnowskiej

Wśród różnych określeń kierowanych pod adresem św. Józefa bardzo podoba mi się określenie go mianem Cień Ojca. To tytuł jednej z najbardziej chyba popularnych książek poświęconych św. Józefowi, Oblubieńcowi Najświętszej Maryi Panny i ziemskiemu Opiekunowi Pana Jezusa. Tak, św. Józef był cieniem Ojca, Boga Ojca. Był jego dyskretnym i cichym obrazem. Niczym cień Boga Ojca osłaniał Jezusa, przyjmując Go jako swojego Syna, wychowując w pocie czoła, biorąc za Niego odpowiedzialność. Otaczał Jezusa całą delikatną czułością i naturalną troskliwością, z jaką go było stać, właściwą prawdziwej miłości ojcowskiej. I przy boku Józefa Jezus uczył się życia, można powiedzieć, że się nauczył. Jak bowiem czytamy na kartach Ewangelii Jezus wzrastał nie tylko w latach ale również i w mądrości u Boga i u ludzi.

W jednym z filmów poświęconych Panu Jezusowi znajduje się poruszająca scena ukazująca śmierć św. Józefa. Stojący przy łóżku swojego ojca mały Jezus słyszy słowa testamentu ziemskiego ojca: Synu, oto matka Twoja. Umierający Józef wskazuje oczami i placem na Maryję. Reżyser w ten sposób sugeruje widzom, że Jezus wypowiadając po latach na krzyżu te same słowa, tyle że w odniesieniu do Maryi Apostoła Jana, nauczył się takiej właśnie postawy od umierającego ojca, Józefa. Oczywiście to jest pewna inwencja reżysera, ale nie można wykluczyć, że tak w istocie było. Dziecko przecież jest uważnym obserwatorem i pojętnym uczniem swoich rodziców. Dla syna nie powinno być większego autorytetu, niż własny ojciec. Dlatego wyobraźnia artystyczna reżysera idzie jak najbardziej po linii teologicznych i psychologicznych intuicji.

Św. Józef otaczał troską całe życie Jezusa. Otaczał najpierw troską jego życie fizyczne, posłuszny wizjom i natchnieniom płynącym od Ojca niebieskiego udał się z Maryją w poszukiwanie miejsca na narodziny Syna Bożego, a następnie do Egiptu w obawie przed zamachem na życie Niemowlęcia. Skolei później znów wrócił w swoje rodzinne strony, do Nazaretu, i tam zapewne czujnym, ojcowskim wzrokiem spoglądał na swojego Syna, by ten mógł rosnąć prawidłowo i dojrzewać do czekającej Go misji głoszenia Dobrej Nowiny. Przykładem troski o życie fizyczne Jezusa było również poszukiwanie Go z bólem serca, bo Jezus został w tym, co należało do Boga Ojca i dlatego wraz ze swoją małżonką, Maryją, Józef Go poszukiwał, aż znalazł.

Św. Józef zapewne troszczył się także o życie duchowe i religijne Jezusa, choć to może wydawać się dziwne, że trzeba było troszczyć się o wychowanie religijne i duchowe Syna Bożego. Ale czyż nie świadczy o tym choćby udawanie się zgodnie z tradycją żydowską do miejsc świętych, do sanktuariów, do świątyni, aby pielgrzymować i oddawać tam cześć Bogu? Wzmianka również o tym, ze Jezus wzrastał w mądrości u Boga świadczy o tym, ze rzeczywiście w rodzinie, której głową był Józef, panowała wyjątkowa atmosfera przepełniona wiarą i miłością do Boga, atmosfera, która pozawalała również duchowo wzrastać Jezusowi, będącemu nie tylko Bogiem, ale również i człowiekiem.

Oddając dziś cześć św. Józefowi i chyląc czoła przed jego ojcowską troską o życie Jezusa powierzamy mu w sposób szczególny naszą troskę o życie, licząc że sami potrafimy go naśladować i innym będziemy w tym pomagać. A wśród niepokojących współczesnych zjawisk zagrażających życiu należy wymienić praktykę zapłodnienia pozaustrojowego, o której dziś mówimy. Nasza wiara opiera się również na rozumie i jeżeli podejmujemy różnego rodzaju inicjatywy w obecnie życia, to opieramy się w nich nie tylko i nie przede wszystkim na argumentach natury religijnej, co raczej na argumentach o charakterze racjonalnym, naukowym, medycznym.

Częstym argumentem, poruszanym w debacie politycznej czy medialnej, jest tak zwane prawo do szczęścia, w tym również prawo do dziecka. W pewnym sensie można o takim prawie mówić, ale również te prawa podlegają pewnym warunkom i ograniczeniom. Chodzi bowiem nie tylko o dobra osobowe samych rodziców, ale także o dobro innych osób oraz samego dziecka i jego dalszego życia. Bóg pragnie, aby każdy człowiek był szczęśliwy, ale pragnie szczęścia przeżywanego w sposób dojrzały, dostrzegając dobro zarówno nas jak i innych oraz nie tylko nasze, ale i innych niezbywalne prawa. Dlatego szczęście pojmowane w sposób prawidłowy nigdy nie może łączyć się z samowolą, nie może nie zważać na konsekwencje, nie może zamykać oczu na to, co dobre i godziwe. Odnaleźć szczęście oznacza tak na prawdę odkryć prawdę o sobie i o własnym życiu, ale niekoniecznie zgodnie z własną wolą i z własnymi przewidywaniami. Natomiast koniecznie w świetle Bożego objawienia. Takim właśnie szczęśliwym, spełnionym człowiekiem był św. Józef, który również na pewnym etapie swojego życia musiał stanąć wobec wyboru i podjął decyzję, której do końca nie rozumiał, która go wiele kosztowała, ponieważ szła w poprzek jego dotychczasowego myślenia. I jeśli patrzymy na całość życia św. Józefa, to przekonujemy się, że realizacja tylko własnych życiowych projektów niesie w sobie niebezpieczeństwo wynikające z człowieczej niedoskonałości i ograniczoności. Żeby być prawdziwie szczęśliwym, trzeba wzorem św. Józefa otworzyć się na wolę Boga, naszego Stwórcy i Pana.

Oczywiście, z tym może wiązać się także cierpienie. Niewątpliwie źródłem cierpienia dla małżonków jest bezdzietność. I jeśli Kościół sprzeciwia się metodzie in vitro, to nie dlatego, żeby nie współczuł i nie rozumiał tego bólu. Sprzeciwia się tej metodzie, gdyż nosi ona znamiona produkcji i selekcji ludzi. W trakcie bowiem sztucznego zapłodnienia tworzą się ludzkie zarodki, z których część jest wszczepiana do organizmu kobiety, a reszta niszczona, wykorzystywana w różnych eksperymentach lub zamrażana na czas nieokreślony. Z moralnego punktu widzenia jest to proces niedopuszczalny.

Niektórzy mówią, że zarodek nie jest istotą ludzką. Takie opinie również, nie tylko z punktu widzenia religijnego, ale i etycznego, wręcz medycznego są nieuzasadnione, są wyrazem ideologii odmawiającej człowiekowi prawa do życia od momentu poczęcia.

Dlatego mówimy metodzie In vitro NIE, a życiu z całą stanowczością TAK. Dążenie do posiadania potomstwa jest naturalną konsekwencją miłości, jaką obdarzają się małżonkowie. Jednak nie każda droga służąca spełnieniu nawet dobrego pragnienia jest dobra. Poczęcie dziecka metodą in vitro łączy się z przekroczeniem praw Boskich i ludzkich, i dlatego też nie może być akceptowana przez Kościół, przez tych, którzy jak św. Józef chcą żyć sprawiedliwie, to znaczy zgodnie z Bożym prawem.

Aby zrozumieć stanowisko Kościoła w tak delikatnych sprawach, jak kwestie bioetyczne, aby podejmować z godne z prawem Bożym działania konieczna jest sprawiedliwość, którą odznaczał się św. Józef, a więc wrażliwość na prawo Boże i postępowanie zgodne z tym prawem. A więc potrzebne jest otwieranie się wciąż na nowo na Słowo Boże i patrzenie przez Słowo Boże na nasze życie, na nasze problemy, w świetle tego Słowa Bożego rozwiązywanie różnych trudnych sytuacji życiowych, odpowiadanie na różne rodzące się w nas i wokół nas pytania. I w tym przypadku św. Józef pozostaje dla nas wzorem. Wystarczy przypomnieć sobie, jak  zawsze dawał w swoim życiu pierwszeństwo Bożemu Słowu, Bożej woli, które docierało do niego na różnych drogach, na różne sposoby, poprzez różne znaki, jak też i poprzez innych ludzi. Nic dziwnego, że Ojciec Święty bł. Jan Paweł II nazwał św. Józefa powiernikiem tajemnicy. My też, czciciele św. Józefa, miejmy taką ambicję być powiernikami tajemnicy, tajemnicy Bożej miłości względem człowieka, w tym również i tajemnicy ludzkiego życia, bo życie jest darem otrzymanym od Boga, który nas kocha i któremu na niczym innym tak bardzo nie zależy jak na naszym dobru i szczęściu.

Kończąc tę refleksję poświęconą św. Józefowi, będącemu Cieniem Boga Ojca, troszczącego się o życie Jezusa i zapraszającego nas do troski o każde człowiecze życie jeszcze wróćmy na chwile do odczytanej dziś Ewangelii. Znamy dobrze tę scenę cudownego połowu ryb. Rozpoczyna się ta scena od jednej uwagi: Zdarzyło się raz jeden. To fakt historyczny, niepowtarzalny. Raz jeden rzeczywiście się zdarzyło, że apostołowie pod wpływem słów Jezusa wypłyń na głębię, nie bój się uczynili to i złowili sieć pełną ryb. Ale nie tylko raz, nieskończoną ilość razy się zdarza się cud wtedy, kiedy człowiek słucha Pana Jezusa, również tych słów, które niegdyś wypowiedział nad Jeziorem Galilejskim: Wypłyń na głębię, nie bój się.

Proszę was zatem, abyście mieli w sobie tę mądrość, którą mieli apostołowie, którą miał św. Józef. Wypływajcie na głębię, tak jak dotychczas. Nie zatrzymujcie się tylko na powierzchni obiegowych poglądów, nie bójcie się! Z odwagą bądźcie powiernikami i orędownikami również tajemnicy życia. A wtedy nie raz, nie dwa, ale na pewno wiele razy, chociaż nawet nie będziemy może zdawać sobie z tego sprawę, dokonywać się będzie w nas i wokół nas cud porównywalny z tym cudem, jakiego Jezus dokonał Jeszcze większy cud, bo związany z troską o poczęte i rodzące się życie. Z tą nadzieją zawierzamy się tobie św. Józefie, ku prośbom naszym się skłoń, do Ciebie wznosimy dłonie, opieką swoją nas broń. Amen.