In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. Rafał Lubryka

Konferencja 1.
Dlaczego św. Józef nie urodził się Indianinem bądź Chińczykiem a Żydem, czyli co to znaczy być wybranym jak Izrael?

Hm, jak tu zacząć? Pielgrzymi zwracają się często do siebie bez zbędnych ceregieli i usztywnień. Prosto i pięknie: Bracie! Siostro! A zatem tak chciałbym rozpocząć pierwszą refleksję tej pielgrzymki. Siostro, która mnie teraz słuchasz i Bracie, o już mam nadzieję, że też zasłuchany! Serdecznie was witam i zapraszam do wędrówki w głąb krainy tajemniczych wydarzeń i nieprawdopodobnych zwrotów akcji! Chcę was zafascynować historią człowieka, który według świata był nikim a w oczach Boga stał się niezastąpionym.

Wcale nie jest to historia z amerykańskiego snu: czyli "od czyścibuta do prezydenta". Choć mogłaby takie pozory stwarzać. Historia, którą wspólnie przez najbliższe dni odkryjemy nie dzieje się w Ameryce i nie jest snem, a poza tym rzeczywistość okazała się znacznie ciekawsza. O wiele, wiele bardziej niż najcudowniejszy sen! O kim będzie mowa? O jakich wydarzeniach? Czyżbyście mieli więcej pytań? Uchylmy więc rąbka tajemnicy: osobą, z którą wyruszamy na pielgrzymi szlak jest św. Józef, Oblubieniec Maryi i Opiekun samego Jezusa. O nim będziemy tutaj rozmawiać.

Niestety Biblia nie pozostawiła nam zbyt wielu fragmentów mówiących o tym niezwykłym człowieku, którego życie było tak mocno związane z Jezusem i Maryją. Imię Józefa na kartach Biblii zostało wymienione tylko 14 razy. Nie znajdziemy w niej natomiast ani jednego zdania, ba nawet słowa wypowiedzianego przez Józefa. On niczego o sobie i swych przeżyciach towarzyszenia Jezusowi w narodzinach i wzrastaniu nie napisał. Nie mamy bezpośredniej relacji najważniejszego świadka najważniejszych wydarzeń w dziejach świata. Jak więc pisać i mówić o kimś tak dyskretnym? Powiem szczerze: nie wiem, ale spróbuję. Dlatego też w naszym pierwszym spotkaniu nie tylko nad św. Józefem chcę się zadumać, ale i nad tym wszystkim, co w Jego życiu jest do wzięcia. Jak to czym żył św. Józef, przełożyć z polskiego na nasze?? Jak to wykorzystać współcześnie, wobec problemów i wyzwań, przed którymi dzisiaj stajesz? To jest jedno z wielu pytań, do których stawiania będziemy was chcieli prowokować. Dlatego mówię: będziemy, ponieważ, podobnie, jak w roku ubiegłym, towarzyszyć wam będzie dwugłos podczas tych rozważań. Wraz ze mną ojcem duchownym pielgrzymki jest bowiem ks. Piotr Woźniak, pomysłodawca tegorocznych tematów konferencji. Przyznam, że mnie spodobały się one bardzo, mam nadzieję, że z upływem kolejnych dni i wam przypadną one coraz bardziej do gustu! Pora więc na pierwszy temat i pierwsze pytania:

Dlaczego św. Józef nie urodził się Indianinem bądź Chińczykiem a Żydem, czyli co to znaczy być wybranym jak Izrael?

Nie mówcie, że nigdy nie postawiliście sobie lub komuś tego pytania? Naprawdę? To ja stawiam je pierwszy? Niesamowite! W takim razie tym bardziej pozwólcie się poprowadzić pytaniami do odpowiedzi, jakie znajdziemy w Bożym Słowie i w swoich ścieżkach życia. W dobie wszechobecnych w internecie propozycji odnalezienia swych przodków, uczynienia drzewa genealogicznego, czy po prostu znalezienia znajomych z naszej szkoły i klasy, warto chyba przyjrzeć się tym, którzy poprzedzili Józefa w drodze do Nazaretu i Betlejem. Kim byli przodkowie Józefa?

W Ewangelii według św. Mateusza i Łukasza odnajdujemy wzmiankę, iż Józef pochodził z królewskiego rodu Dawida. U Mateusza czytamy: Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama, Jakub, był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. I dalej u Mateusza: anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. U Łukasza natomiast czytamy: W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. W innym miejscu: Udał się także Józef z Galilei, z miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida.

Część z tych fragmentów biblijnych dobrze znamy i kojarzymy słusznie z opisami narodzin Jezusa. Znajomość nie oznacza jednak od razu poznania. Spróbujmy więc troszkę dłużej zatrzymać się przy fragmentach przed chwilą odczytanych. Przynależność Józefa do Narodu Wybranego przez Boga sięga praprzodka Abrama, który potem stał się Abrahamem. Zmiana imienia Abram na Abraham nie jest bez znaczenia przy spoglądaniu na potomka czyli Józefa. Imię Abram oznacza bowiem ?wielki ze względu na swego ojca. Nosił je Abram w ciągłym odwoływaniu się do zasług swego ojca, Teracha. Po jego śmierci otrzymał od Boga misję, obietnicę posiadania ziemi i licznego potomstwa a wraz z tym wszystkim nowe imię i nowe życie w nim zapisane: Abraham znaczy bowiem ojciec mnóstwa. Wśród tego mnóstwa potomstwa są kolejne pokolenia a w nich osoba Józefa, męża Maryi. On także poprzez Jezusa stanie się ojcem mnóstwa. Wszystkich tych, którzy będąc uczniami Jezusa, Jego braćmi i siostrami, pozostawać będą dziećmi Józefa jego duchowym potomstwem. Teraz więc troszkę lepiej możecie rozumieć pielgrzymkowy zwrot: bracie, siostro. To prawda, jesteśmy chrześcijańskim rodzeństwem! Wróćmy jednak do Józefa. Poprzez Abrahama Józef włączony został do Ludu Wybranego. Znak obrzezania stanowi potwierdzenie tego wybraństwa i związku z Bogiem.

Czym jest obrzezanie? Z hebrajskiego Brit Mila czyli obrzezanie jest znakiem Przymierza, wierności podjętym przed Bogiem zobowiązaniom i znakiem dla potomnych, iż przynależy się do Narodu Izraela. Nazywane było także przelaniem krwi Przymierza, co kieruje nasze myśli ku Mojżeszowi. Przypominamy sobie najważniejszą część historii biblijnej Izraela i najważniejsze dla Żydów święto Paschę. Wówczas właśnie krew baranka ocaliła pierworodnych spośród Izraela. Wystarczyło nią pomazać drzwi domów, by anioł śmierci je ominął i poszedł dalej. Nie tylko jednak w wydarzeniu Paschy w Egipcie i ocalającej Żydów krwi baranka paschalnego mamy szukać tego odniesienia obrzezania do przelewania krwi przymierza. Sam Mojżesz również został ocalony przez krew obrzezanego dziecka, którą dotknięto mu nóg. Gdyby tego nie uczyniono Mojżeszowi groziła śmierć.

Obrzezanie dokonywane jest na noworodku, osiem dni po narodzeniu i towarzyszy mu nadanie imienia. Obrzęd ten jest formalnym włączeniem do Narodu i dlatego w zewnętrznym przejawie przypomina nasz chrzest jako wejście do Rodziny Wspólnoty Kościoła. W obu przypadkach decyzja o włączeniu dziecka spoczywa na rodzicach a nie samym, nieświadomym jeszcze dziecku. Może stawialiście sobie kiedyś pytanie: jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie był ochrzczony? Kim byłbym dzisiaj, gdybym nie był chrześcijaninem?? Stąd podobne pytania, które wkładamy w umysł św. Józefa: dlaczego nie urodziłem się kimś innym, tylko właśnie Izraelitą ? członkiem Narodu Wybranego?? Nie żeby to wywoływało jakiś dyskomfort, ale stanowić może początek dyskusji nad moim tu i teraz. Jak to jest, że jestem tym, kim jestem i żyję tu, gdzie żyję? Czy aby na pewno wszystko jest takie oczywiste i tak po prostu musi być? Pytania są specjalnością maluchów, które ledwo sięgają do stołu, a chcą sięgać gdzie wzrok nie sięga. Pytają zatem i pytają bez końca. A skoro, jak mawiają niektórzy, kto pyta nie wielbłądzi, no to pytajmy i my!

Powiecie: analogicznie jak my urodziliśmy się chrześcijanami, tak i Józef urodził się Żydem. No cóż, tak i nie! Niezupełnie urodziliśmy się chrześcijanami, jak i niezupełnie Józef urodził się Żydem. To, co nas określa na płaszczyźnie najgłębszej tożsamości. To kim jesteśmy naprawdę wewnątrz siebie i w relacji do Boga, jest poddane naszej wolności i zaangażowaniu w wierze. Przecież my nie rodzimy się chrześcijanami, ale się nimi stajemy. Podobnie i Józef stawał się Żydem stopniowo: zarówno poprzez poszczególne obrzędy wprowadzające go od początku w społeczność Izraela, jak i poprzez osobistą pielgrzymkę wiary wgłąb siebie i do wnętrza historii biblijnej Narodu Wybranego. Bycie Żydem, jak i bycie chrześcijaninem daleko więcej znaczy niż tylko urodzić się wśród Żydów, czy urodzić się wśród chrześcijan.

Ważne w tym wszystkim jest osobiste doświadczenie. Kroczenie tylko po czyichś śladach po pewnym czasie wymaga decyzji i pracy na własny rachunek. Pielgrzymka przeżywana zza pleców sąsiada rodzi też wiele pytań. Najczęstszym chyba jednak jest to nieśmiertelne, nasycone napięciem i oczekiwaniem na satysfakcjonującą, czyli przeczącą odpowiedź na pytanie: daleko jeszcze?!? W wędrówce duchowej odpowiedź jest jednak zawsze twierdząca: Daleko! Ciągle przed sobą mamy cel pielgrzymowania. Któż z nas bowiem może powiedzieć, że w wierze osiągnął już wszystko Wcale jednak nie musi to być nużąca i nudna marszruta, jak i pielgrzymka nie jest przecież na siłę nikt cię na szlak nie zaciągnął za karę! Długi czas może się stawać dobrodziejstwem stopniowego przeżywania i smakowania wiary na co dzień.

Wiele razy słyszałem z ust młodych ludzi: czy nie byłoby lepiej przyjąć chrzest w wieku dorosłym, zamiast zanosić do chrztu nieświadome niczego dzieci?? Jest w tym pytaniu zawarta troska o świadome i zaangażowane życie z wiary, o taką postawę, która nie tyle dziedziczy spuściznę przodków, ile pozwala spełniać osobiste marzenia o odkryciu, zdobyciu i pomnożeniu tego co jest skarbem wiary. Albo raczej Tego, który jest źródłem i celem wiary samego Boga. Od kogoś jednak ten zaczyn otrzymujemy, czyjaś troska i świadectwo wiary stanęły u początku naszej wędrówki. Jak i tu, na pielgrzymce dzięki komuś się na niej znaleźliśmy: ktoś nas zachęcił, przyprowadził, o niej opowiedział i ktoś też naszą grupę pielgrzymkową zawiązał. Samodzielna decyzja i wybór mają u swych początków jakieś wcześniejsze impulsy tak w Narodzie Wybranym, jak i w Kościele wspólnocie pielgrzymującej.

To, że Józef urodził się Żydem już wiemy, ale nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie dlaczego? Dlaczego właśnie Żydem a nie Indianinem, bądź Chińczykiem?

Stało się to, aby się wypełniły zapowiedzi prorockie dotyczące przyjścia Mesjasza. Zbawiciel świata miał się narodzić z pokolenia Dawida, z dziewicy, w Betlejem i wzrastać w Nazarecie. Bóg wszystko to stopniowo odsłania przed Józefem i przygotowuje go krok po kroku do podjęcia najważniejszej misji jego życia: stania się ojcem Zbawiciela świata, Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Józef będzie mógł mówić o Nim: to jest mój Syn, ponieważ Bóg wybrał go na ojca Jezusa i męża Maryi. Mimo, że poczęcie dokonuje się za sprawą Ducha Świętego, Józef nie jest tylko biernym wykonawcą woli Bożej. Dzieje się w jego życiu dokładnie to, co w życiu Abrahama. Wtedy, gdy nie ma po ludzku szans na potomstwo i wydaje się, że to koniec, Bóg błogosławi z tak niezwykła obfitością i w sposób przerastający najśmielsze oczekiwania! W oczach Maryi i świata a przede wszystkim w Bożych oczach Jezusa, Józef jest pełnoprawnym ojcem. On się opiekuje Jezusem, wychowuje Go i uczy swego zawodu, jak to było wówczas w zwyczaju.

Kiedy więc myślimy czasem, że Bóg coś czyni za nas, bądź chrzest dokonał się poza naszą świadomością i nic już nie możemy od siebie uczynić, popatrzmy na Józefa.

Nikt bardziej niż on nie zasmakował prawdy o stawaniu oko w oko z wyzwaniami i samodzielnym, całkowicie wolnym decydowaniu o tym, co dalej ze swym życiem robić. Jego przygoda wiary jest fascynująca i może stanowić tło nie tylko sensacyjnego filmu ale wręcz wielu seriali. Każdy przeżywa lub przeżywał trud wychodzenia z czyjegoś cienia. Czasem są to rodzice z nieodłącznie drażniącym: za moich czasów to czy tamto, czasem jest to starszy brat lub siostra w tej samej szkole i uwagi nauczycieli z cyklu: a twoja siostra to czy tamto lub jak chodził do tej szkoły twój brat to?? Wychodzenie na pierwszy plan swojego życia wydaje się czymś upragnionym, ale niekiedy spotykają nas psikusy, których zaistnienia nie podejrzewaliśmy.

Ot i św. Józef urodzony w pokoleniu Dawida, dynastycznym rodzie o wspaniałych tradycjach. Niesie ze sobą przez życie wszystko to, do czego może się odwoływać i porównywać. Genealogia Józefa sięga praojca Abrahama, idzie przez historię życia Mojżesza i króla Dawida, by objawić się nam w skromnym cieśli z Nazaretu. Można by powiedzieć, że gdyby nie plany Boga wobec niego samego, to jego plany na życie pozostawiłyby Józefa w ukryciu przed nami i naszą świadomością. Ale Pan Bóg jest zadziwiający w swych pomysłach. Tego właśnie tak mocno doświadczył Jozef!

Przywykliśmy chyba w swym życiu do ciągłego pragnienia decydowania o wszystkim. Zwłaszcza młody człowiek chce wreszcie być na swoim i móc samodzielnie układać swe życie. To, co jednak jest naturalnym dążeniem do dorosłości i wolności, nie musi być wcale w konflikcie z oczekiwaniem bycia wybranym. Wręcz przeciwnie: wybranie mnie przez kogoś domaga się akceptacji, przyzwolenia z mojej strony inaczej jest formą zniewolenia. Nikt nie chce być zniewolony, każdy chce być wolnym!

Jednym z przykładów bycia wybranym przez kogoś jest zakochanie. Wybieram cię, jako osobę, ku której biegną moje myśli, pragnienia, moja czułość i tęsknota. Józef przez całe swe życie mocno tego doświadczał. Zarówno na płaszczyźnie czysto ludzkiej w swym dążeniu do miłości i szczęścia, jak i w aspekcie relacji z Bogiem, który wyniósł pragnienia Józefa na niebotyczny poziom. Bóg nadał Józefowi jakby nowe imię, z którym związane jest nowe powołanie. Nowe dla samego Józefa, który je odkrywa lecz odwiecznie planowane przez samego Boga.

Bóg kochał Józefa od zawsze a intensywność miłości Boga dociera do Józefa stopniowo, wraz z nowymi zadaniami, jakim ma sprostać. Musi przyjść i w życiu Józefa czas samodzielności i dojrzałości. Tak ważne jest zobaczyć siebie jako ukochanego przez Boga. Wybranie oznacza doświadczenie tego umiłowania i własnej niepowtarzalności. Jestem jedyny i niezastąpiony w planach Boga On wzywa mnie do czegoś szczególnego i specjalnie dla mnie. Tak to odkrywał też i Józef.

Przypomina mi się na marginesie pewna historia z kazania dla dzieci. Podczas mszy mianowicie ksiądz opowiadając o dziele stworzenia świata i kolejnych dniach, zapytał: Jak myślicie, pośród tych wszystkich cudów, który się Panu Bogu najbardziej udał?? Na co mała dziewczynka z rozbrajającą szczerością odpowiedziała: Chyba ja!

Tak to właśnie ma być: zobaczyć jak Józef, że Bóg ma dla mnie niezwykły plan miłości na dziś, na jutro i na całe me życie! Doświadczyć, że ja się Bogu naprawdę udałem! Kroczenie po Bożych drogowskazach pozwala natomiast odnajdywać odpowiedzi na kolejne niewiadome. W jakimś sensie nigdy nie będziemy na tyle mądrzy i dojrzali, by nie stawiać pytań i uważać się za wszystko wiedzących. Dziecięctwo Boże zaś to sposób na sięganie o wiele wyżej niż wspominany wcześniej najwyższy nawet stół. Dziecięctwo Boże to sięganie samego nieba: jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Bożego. Patrząc na Józefa odkrywamy drogę na szczyt, drogę do Królestwa. Jest nią pokora i posłuszeństwo wobec Boga. On zna mnie najlepiej i wie, w jaki sposób moje dążenie do szczęścia już tu na ziemi może być realizowane. Wrażliwość serca na głos Boga pozwoli usłyszeć odpowiedzi, jak słyszał je podczas nocnych wizji św. Józef. Zawsze Bogu ufał i dlatego nigdy się nie zawiódł.