In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Wtorek XV tygodnia Okresu Zwykłego
Iz 7,1-9; Mt 11,20-24
Czwartek, 2 Czerwca 2011

ks. Łukasz Przybyła

Czerwcowa modlitwa w intencji rodzin
i obrony poczętego życia

Czerwcowe spotkanie modlitewne w intencji rodzin i obrony poczętego życia z Bazyliki św. Józefa jest 85 spotkaniem modlitewnym transmitowanym przez Radio Maryja i Telewizję Trwam. Przed siedmioma laty zainicjowało je wprowadzenie do Sanktuarium relikwii św. Joanny Beretty Molli z udziałem jej córki, Laury. Dziś, 2 czerwca, po siedmiu latach druga córka Świętej, pani Gianna Emmanuela Molla przybyła do św. Józefa, by zaświadczyć o świętości swojej matki i modlić się z przybyłymi pielgrzymami w intencji rodzin na całym świecie oraz w obronie życia.

Galeria

O godzinie 17.00 licznie zgromadzonych wiernych przywitał Kustosz Sanktuarium, Ksiądz Prałat Jacek Plota. Wprowadził jednocześnie zgromadzonych w charakter i tematykę spotkania: „Dzisiejsze spotkanie modlitewne przypada w szczególnym czasie. W najbliższą sobotę, 4 czerwca, przypada 14 rocznica wizyty w Sanktuarium Św. Józefa i w naszym mieście Ojca Św. Jana Pawła II, dziś już Błogosławionego. To tutaj Ojciec Święty wskazał na św. Józefa jako pierwszego, wielkiego obrońcę życia i zawierzył św. Józefowi obronę poczętego życia w Polsce i na świecie oraz wszystkie rodziny w naszej Ojczyźnie. Zostawił nam swoisty testament: Obowiązek służby życiu spoczywa na wszystkich i na każdym z nas, ale ta odpowiedzialność w szczególny sposób spoczywa na rodzinie, która jest wspólnotą życia i miłości. Bracia i siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wspólnotą jest rodzina.

Wierni temu przesłaniu przychodzimy od 7 lat tu do Polskiego Nazaretu, aby przez wstawiennictwo Św. Józefa modlić się w intencji obrony życia i rodzin szczególnie tych, którym jest ciężko.

Podczas pierwszego spotkania modlitewnego, 3 czerwca 2004 r. do naszego Sanktuarium zostały wprowadzone relikwie św. Joanny Beretta Molla, współczesnej obrończyni życia, żony, matki, lekarki, która poświęciła życie, ratując życie swojej córki, obecnej właśnie dziś wśród nas, Gianny Emanueli Molla, którą bardzo serdecznie witamy.

Temat dzisiejszego spotkania brzmi: „Była kobietą kochającą życie: kochała rodzinę, kochała pracę, kochała dom! O Świętej Joannie Beretta Molla opowie córka Świętej Gianna Emanuela Molla”.”

 

Konferencję – świadectwo „Moja Święta Matka” wygłosiła pani Gianna Emanuela Molla, najmłodsza córka Świętej Joanny Beretta Molla, której towarzyszyli pani dr Krystyna Zając i o. Piotr Chyła – wiceprowincjał Ojców Redemptorystów.

Córkę Świętej Joanny owacjami na stojąco powitali wszyscy zgromadzeni w Sanktuarium. Na początku spotkania z Panią Gianną, uratowaną przez Świętą Matkę córką, przytoczony został fragment z homilii beatyfikacyjnej Joanny Beratty Molli, wygłoszonej przez Jana Pawła II na Placu św. Piotra w Rzymie, 24 kwietnia 1994.

 

Następnie pani Gianna wygłosiła świadectwo. Oto jego treść:

Nie byłabym dziś tutaj, gdybym nie była bardzo ukochana przez moją mamę. Mamy obowiązek, by dar życia chronić i czcić, szanować i go bronić. (...)

Moja mama była w sposób szczególny ukochana przez Pana Boga. Jestem przekonana, że Bóg ją ukochał bardzo, a ona potrafiła na tę miłość w sposób pełny odpowiedzieć. Pan Bóg wybrał ją z spośród wielu świętych matek, które znajdują się w niebie. Zawsze sprawia mi ogromną radość, mogąc wspomnieć o tych wielu świętych matkach, które są w niebie. Pan Bóg wybrał moja mamę, by była nie tylko przykładem dla matek, ale i dla młodych, dla narzeczonych, dla małżonków, dla rodzin, lekarzy, i aby była przykładem również dla zakonnic, zakonników i kapłanów. Mówię to dlatego, ze w południowych Włoszech jest rodzina zakonna, która nosi imię mojej mamy. Również wielu seminarzystów pisze do mnie, gdy są w jakiejś potrzebie, gdy przeżywają trudności w powołaniu, i piszą, że ona sprawia, że Pan Bóg wysłuchuje ich próśb.

Pan Bóg wybrał moją mamę, by sprawiła wiele dobra w świecie. A ja nie wiem, jak Bogu za to dziękować. Szczególnie za dar tego, że dał mi mamę świętą. Zawsze się wzruszam, kiedy dowiaduję się o rozlicznych łaskach uzyskanych od Boga przez ludzi, którzy wzywali wstawiennictwa mojej mamy.

Błogosławiony Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował moją mamę jako matkę rodziny. I zdefiniował życie mojej mamy jako „pieśń dla życia”. I to jest prawda. Całe życie mojej mamy było prawdziwym hymnem dla życia, hymnem radości, hymnem miłości do Matki Bożej i do Pana Boga. To był hymn radości dla rodziny, dla bliźniego, dla tych, których leczyła, dla ludzi chorych.  To był również hymn radości dla jej ukochanego męża i był to hymn radości w kierunku jej dzieci.

Moja mama ukoronowała swoje życie, które i tak było życiem bardzo przykładnym, ukoronowała je oddaniem własnego życia, abym ja mogła zobaczyć ten piękny świat. A więc stała się świętą przede wszystkim poprzez przykład jej życia, o wiele bardziej, niż przykład tego, jak umarła. A był to również sposób przykładny – odejście z tego świata.

Świętość, którą ukazuje moja mama, jest świętością codzienną, szarą, zwykłą, dostępną dla nas wszystkich. Moja mama stała się świętą przez narzędzia, które są dla nas wszystkich dostępne. Przede wszystkim uczestniczyła w życiu parafialnym. Korzenie zaś jej świętości są w rodzinie. Moja mama, poza darem życia, które otrzymała, otrzymała bardzo dobrych i wierzących rodziców. Była dziesiątym z trzynaściorga dzieci. Troje z tych dzieci potem oddało się całkowicie na służbę Bogu. Od dziecka przyjęła dar wiary. Potem nauczyła się mówić o życiu jako o cudownym darze, którego Bóg użyczył człowiekowi. Miała bezgraniczną ufność w Bożą Opatrzność. Rozumiała również, jak skuteczną i ważną jest modlitwa. Jej rodzice byli dla niej pierwszymi i najważniejszymi katechetami. Nauczyli ją tego, co w życiu jest najważniejsze. Mama posiadała również czułość i wrażliwość względem osób ubogich.

Kiedy miała 5,5 roku przyjęła I Komunię Świętą. A przygotowała ją do tego jej mama. To był dzień szczególny w jej życiu. Odtąd Eucharystia stała się dla niej pokarmem, bez którego nie potrafiła żyć, a Bóg stał się centrum jej całego życia. Rosła w sposób radosny, zawsze wyczulona na miłość do swojego rodzeństwa. Kochała wszystko to, co piękne. Muzykę - grała na fortepianie, nauczyła się tego od własnej mamy. Malowała - kochała sztukę. Kochała góry. Miała wielką radość dla życia. W cudownościach natury widziała odbicie Bożej Miłości.

Ale jak w życiu każdego za nas, również w jej nie brakowało cierpienia. Ale że była silna duchowo, potrafiła przez to cierpienie przejść i nie wpadała w depresję i nie upadała. Doświadczyła śmierci starszej siostry, która miała 26 lat, podczas gdy ona sama miała wtedy 15 lat. Gdy miała 20 lat, straciła na przełomie kilku miesięcy oboje rodziców. W wieku 15 lat przeżyła coś szczególnego, co było kluczowe w jej życiu. Uczestniczyła w kursie, w rekolekcja duchowych. Podczas tych rekolekcji doświadczyła tego, jak bardzo Bóg ją kocha. Również zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo Bóg ją obdarował. W darze życia łaski Bożej przypominała sobie własny chrzest, codziennie przyjmowała Komunię Świętą.

Miała świętych rodziców. I miała wiele rodzeństwa, i kochali się wzajemnie. Jej serce wypełniało się radością i wdzięcznością dla Pana Boga. Szybko zrozumiała, że nie może tej radości zatrzymać dla siebie, ale musi nią dzielić się z innymi, by Bóg był jeszcze bardziej poznany. I napisała prośbę, by mogła być katechetką. Angażuje się w działalność Akcji Katolickiej. Po śmierci rodziców, w wieku 20 lat, rozpoczyna studia medycyny. I nie stało się to dlatego, że była to jakaś tradycja rodzinna, gdyż już troje z jej rodzeństwa weszło na tę drogę, ale dlatego, że czuła, że chce świadczyć dobro i pomoc innym ludziom. Uważała misję lekarza za jeden ze środków, najbardziej efektywnych, apostolatu. Ten zawód pozwalał jej zbliżyć się do człowieka cierpiącego. W chorym widziała Jezusa.

Podczas studiów medycznych przekazała tą swoją wielką wiarę poprzez zaangażowanie się hojnie w apostolat na rzecz młodych ludzi w Akcji Katolickiej. Również angażowała się w czyny miłości wobec opuszczonych i biednych. Była także członkiem bractwa św. Wincentego a Paulo.

Punkty, które wyznaczyła swoim podopiecznym młodym dziewczynom, sama przeżywała w swoim sercu. Nie mówiła: Módlcie się. Ale ona sama modliła się. Uczestniczyła w życiu swoich podopiecznych, organizowała dla nich chwile skupienia, ale i radości, i odpoczynku.

Po studiach rozpoczęła specjalizację w zakresie pediatrii, ale zaczęło się w niej pojawiać pytanie o powołanie, jako odkrycie Bożego daru. Chciała zrozumieć dokładnie, jaka jest wola Boża wobec niej, by służyć jak najlepiej Panu Bogu. Najpierw pomyślała, że będzie misjonarką świecką w Brazylii, gdzie już pracował jej brat kapucyn, o. Albert. Ale okazało się, że jej zdrowie i gorący klimat nie pozwalały na to. Jej kierownik duchowy przekonywał ją jednak, że Bóg chce od niej czegoś innego. Kiedy zrozumiała, że jej powołaniem jest bycie matką i żoną, objęła to powołanie w sposób całkowity. W wieku 32 lat udała się do Lourdes, by prosić Matkę Najświętszą, by spotkała jak najszybciej swojego męża, którego Bóg przygotował dla niej od wieczności. W ten sposób spotyka mojego tatę.

Jeśli jestem tu dziś z wami, to dlatego, że on jest już w niebie. Kilka słów o nim. Umarł rok temu w wieku 98 lat w Wielką Sobotę. Na pewno był godny swej świętej małżonki. W 2003 roku ze względu na opiekę nad tatą zostawiłam mój zawód i był to dla mnie przywilej, że przez te lata mogłam być przy nim cały czas. Pan Bóg uczynił ze mnie narzędzie, bym jako lekarz pomogła mu w tych ostatnich latach życia. Jego umysł był ostry, jasny, klarowny, czysty do końca życia. I jedynie to, że teraz jest w niebie z moją mamą i siostrą, daje mi pocieszenie, kiedy wspominam, że rok temu umarł.

To, co wiem o mojej mamie, wiem od niego. Zawsze mówił mi o niej. Kiedy spotkał moją mamę, miał 42 lata. Był człowiekiem wielkiej wiary. Myślę, że to była wielka łaska, że oboje się spotkali i kiedy zrozumieli, że ich życie jest dla nich na wzajem. Wciąż dziękowali Bogu za ten dar. W listach które do siebie pisali, jest zawsze passus, w którym oboje dziękują Opatrzności Bożej i Matce Bożej za ich miłość. Po kilku miesiącach już byli małżeństwem. Zawsze przeżywali swą miłość w świetle wiary. A Bóg wysłuchał ich prośby szybko, by mogli cieszyć się potomstwem. Tata zawsze mówił, że mama potrafiła wyważać różne sprawy, obowiązki jako matki, żony, lekarza. A wiara była kryterium jej decyzji i wyborów. Od dzieciństwa uczestniczyła w Mszy Świętej, codziennie przyjmowała Komunię Świętą, odmawiała różaniec, nawiedzała Najświętszy Sakrament. To były chwile jej medytacji.

Chciała, by jej syn, Pierre Luigi miał brata. Chociaż wiedziała, że chwile oczekiwania na dzieci były dla niej trudne ze względów fizycznych. Zawsze w tym czasie, kiedy oczekiwała na potomstwo, modliła się i prosiła innych o modlitwę, i Pan Bóg wysłuchał tej jej prośby. Niestety, w drugim miesiącu pojawiły się problemy. Włókniak macicy pojawił się w jej ciele, był to rak. To ten włókniak był powodem komplikacji podczas oczekiwania na dziecko. Lekarze przedstawili przed nią trzy możliwości. Dwa zabezpieczały jej własne życie. Dwie z nich mogły sprawić, że mogła żyć sto lat. Ale ona wybrała tę trzecią możliwość. Zaryzykowała własne życie, bym ja mogła oglądać świat. Bo w tej szczególne chwili tylko ona mogła mi pomóc. Tylko ona była narzędziem Bożej Opatrzności, bym ja mogła się urodzić. Gdyby jej nie było dla mojego rodzeństwa, byłby mój tata. Ale dla mnie tylko ona była narzędziem Bożej Opatrzności. Nie wystarczy, że dziecko jest poczęte, jeśli potem nie może zobaczyć tego pięknego świata.  I mój tata poczuł obowiązek, by uszanować jej wybór. Znał jej ofiarną miłość, wiedział, że ona z ogromnym szacunkiem odnosiła się do życia, wiedział, że była wierna ideałom, wartościom. Była gotowa oddać swe życie dla mnie i miała nadzieję, że wszystko się uda, że będzie dobrze. I mogło się tak stać. Niestety inaczej się stało. Po tym, jak się urodziłam, pojawiły się komplikacje, sepsa. Moja mama przeżyła tydzień Kalwarii, a to działo się podczas Wielkiego Tygodnia. I w agonii powtarzała: Jezu kocham Ciebie, Jezu kocham Ciebie. Poszła do raju, do nieba, bo taka była wola Boża. Pan Bóg miał dla niej jeszcze większy plan, niż ona sama mywała. Mój tata bardzo cierpiał, błagał Boga, by ocalił jego żonę. Kiedy jego żona a moja mama została beatyfikowana i kanonizowana, wtedy zrozumiał, co Bóg miał w zamyśle w tamtej chwili.

Kończę słowami taty, kiedy moja mama odeszła. Mój wujek, brat mojej mamy, o. Alberto pisywał często listy z Brazylii, a mój tata nie miał odwagi, siły, by odpowiadać. Ale odpowiedział w końcu po miesiącach długim listem, pięknym, kończąc go modlitwą: Drogi o. Albercie, każdego dnia, od kiedy Gianna jest w niebie wznoszę tę modlitwę do Pana Boga i do Joanny: Jezu, Ty który powołałeś pomiędzy Twoimi aniołami i świętymi moją małżonkę i mamę moich dzieci, spraw aby również dzisiaj moje dzieci wzrastały w mądrości i w łasce z Tobą, razem Matką Najświętszą, razem z jej świętą matką, z tymi których kochali, z wszystkimi ludźmi, tak jak Ty wzrastałeś w Twojej Świętej Rodzinie w Nazarecie. I tak, jak ich święta matka troszczyła się o nich każdego dnia, troszcz się o ich zdrowie umysłu i ciała przez Twą łaskę i błogosławieństwo, by i sprawiała, by cieszyli się dobrym zdrowiem. Ona wiedziała, jak to sprawić przez jej pełną miłości troskę. Spraw, by jej dzieci były zawsze godne w każdym dniu ich zycia, godne świętości męczeństwa ich świętej matki. Spraw, abym był zawsze godny świętości mojej małżonki i bym mógł ją zastąpić z Twoją łaską w miłości i w kierowaniu tymi naszymi dziećmi. Również spójrz na mnie, na moje dzieci, i udziel nam łaski, i pewności, i niewypowiedzianego wsparcia, tego wsparcia, którego doświadczył św. Augustyn, gdy jego własna mama odeszła do nieba, gdy pisał: Kiedy byłaś w życiu, ja Ciebie widziałem tutaj na ziemi, teraz, gdy jesteś w niebie czuję cię obecną wszędzie, gdzie jestem. I ty, Gianno, pomagaj mi każdego dnia, nieść mój własny krzyż.  Wyproś mi łaskę, byśmy mogli stać się świętymi. Spraw, byśmy każdego dnia przybliżali się do Ciebie i każdego dnia wchodzili do góry jeden szczebelek mistycznej drabiny jakubowej, gdzie ty, na górze tej drabiny, na nas czekasz i spraw, że gdy Bóg powoła nas do siebie, byśmy byli godni być przy Tobie na zawsze, niech tak się stanie.

 

Centrum spotkania modlitewnego, jak zawsze, była uroczysta, koncelebrowana Eucharystia, której przewodniczył i Słowo Boże wygłosił J. E. Ks. Arcybiskup Józef Michalik – Metropolita Przemyski, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

 

 

 

SŁOWO BISKUPA STANISŁAWA NAPIERAŁY NA ZAKOŃCZENIE MSZY


 

PISAŁ O TYM RÓWNIEŻ: NASZ DZIENNIK, Katarzyna Cegielska

Obudźmy polskie sumienia!

W Polsce ośmiesza się dziś naszą tradycję, godność Polaka, honor, patriotyzm, redukuje się w szkołach lekcje historii. To jest program, który musimy dostrzec i mu się przeciwstawić. Inaczej będzie przybywać ludzi wykorzenionych, których można popychać i przesadzać, jak się chce. Zwracał na to uwagę w czwartek wieczorem ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, który był głównym celebransem comiesięcznej Mszy św. w intencji rodziny i życia poczętego w sanktuarium Świętego Józefa w Kaliszu.

Transmitowaną przez Radio Maryja i Telewizję Trwam Mszę Świętą w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu koncelebrowało kilkudziesięciu kapłanów, a wśród nich dyrektor Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk CSsR. Spotkanie modlitewne było wielkim wołaniem o pomoc polskiej rodzinie, bo - jak podkreślił w homilii ks. abp Józef Michalik - ma ona wielką wartość, jest tym miejscem, gdzie przechowuje się tradycję, gdzie człowiek uczy się kultury. Metropolita przemyski zaznaczył, że trzeba ją uzdrowić na wzór rodziny z Nazaretu, w której panowały pokora, prostota, uwielbienie Boga, gdzie drugi człowiek był jak Chrystus. - To jest bardzo radykalne wyzwanie, ale jeśli byśmy się tym przejęli, moglibyśmy być spokojni o losy Ojczyzny naszej, Kościoła, wiary - podkreślił ksiądz arcybiskup i przestrzegł, że dziś nadchodzi wielki atak na rodzinę, a ona jest zostawiona sama sobie. - W Polsce wsparcie dla rodziny jest na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej - zaznaczył z bólem ks. abp Michalik. Ubolewał też, że chociaż od 20 lat na wszystkich spotkaniach Episkopatu Polski i rządu ten temat jest poruszany, to pomoc rodzinie wygląda jak wygląda. - Ciągle są obietnice, a skutek jest jaki jest. Musi się obudzić opinia społeczna. Ale nie tylko opinia polityków i społeczników. Trzeba, aby w każdym z nas obudziło się sumienie - podkreślił przewodniczący KEP.
Kaznodzieja zaznaczył, że rodzina to wielka i święta sprawa, która dla sił zła jest niewygodna i przez nie atakowana. Zorganizowane w struktury i całe systemy zło chce znieważyć rodzinę, narzucić jej styl luźnego życia, osłabić psychicznie człowieka i powiedzieć mu, iż nie warto podejmować zobowiązania na całe życie, nie warto podejmować zobowiązań między mężczyzną a kobietą, bo może być "jednopłciowe małżeństwo", alarmował ks. abp Michalik. - Zepsuć Boży plan to jest nieszczęście. Nie wolno nam tego wpuścić do sumień, do naszych myśli, nie wolno pozwolić na przekroczenie naszego sumienia nowoczesnym ideologiom - przestrzegał ksiądz arcybiskup.
Gospodarz spotkania ks. bp Stanisław Napierała na zakończenie Mszy św. podziękował kaznodziei za naukę zdrowego myślenia. - Ludzkie sumienia zostały zdeprawowane, a pierwsza i główna tego przyczyna leży w myśleniu - zaznaczył ordynariusz kaliski.
Gościem modlitewnego spotkania w Kaliszu była Gianna Emanuela Molla, najmłodsza córka św. Joanny. Dokładnie siedem lat temu relikwie jej kanonizowanej mamy zostały wprowadzone do kaliskiego sanktuarium i została zapoczątkowana tradycja modlitw w intencji rodzin i poczętego życia. - Ośmielam się powiedzieć, że dziś pani weszła tu jako żywa relikwia - mówił ks. bp Stanisław Napierała, zwracając się do Gianny Emanueli. - Cieszę się, że dała pani świadectwo o swojej świętej mamie z takim entuzjazmem, radością i siłą przekonania - dziękował pasterz Kościoła kaliskiego. Mówiąc o swej świętej matce, Gianna Emanuela podkreśliła, że dzięki niej mogła przyjechać do Kalisza, gdyż zawdzięcza jej życie. - Życie to najcenniejszy dar, najbardziej święty i mamy obowiązek je czcić, szanować, chronić oraz bronić - mówiła Gianna Emanuela Molla. - Pan Bóg ukochał moją mamę i wybrał ją spośród wielu świętych matek, które są w Niebie. A ona potrafiła odpowiedzieć na tę miłość. Stała się święta poprzez przykład życia i pokazała, że świętość dostępna jest dla wszystkich - zaznaczyła córka św. Joanny, zaś o swoim ojcu Piotrze powiedziała, że był złotym tatą, godnym swej świętej małżonki.