In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Sobota IX tygodnia Okresu Zwykłego
2 Tm 4,1-8; Mk 12,3 8-44

Maciej Błachowicz, ks. Łukasz Przybyła

Krypta w podziemiach Bazyliki św. Józefa

Ponieważ krypty kościelne są w większości niedostępne, jedynym miejscem w Kaliszu, gdzie można zobaczyć jak dawniej chowano ludzi są podziemia Kolegiaty Wniebowzięcia NMP, czyli Kościoła Św. Józefa. Kiedy ogląda się te podziemia, można przeżyć wielkie rozczarowanie, ponieważ jest to niewielkie pomieszczenie. Znajduje się tam tylko kilka trumien. To nie było pierwotnie. Dawniej krypty były szczelnie zapełnione trumnami, ale kiedy ustał zwyczaj chowania po kościołach, często te stare pochówki likwidowano. W tym wypadku o pozostawieniu trzech trumien zadecydowała ranga i zasługi pochowanych tam osób.

 

Najważniejszą osobą pochowaną w podziemiach kościoła Św. Józefa jest arcybiskup Stanisław Karnkowski (1520 – 1603 r), prymas Polski, pochowany pierwotnie w Kościele Jezuickim, czyli obecnym Garnizonowym. Kiedy pod koniec XVIII w. Kościół został przekazany ewangelikom, ciało arcybiskupa przeniesiono do podziemi kościoła Św. Józefa, gdzie spoczywa ono do dnia dzisiejszego, mimo że nagrobek nadal jest w kościele Garnizonowym. Przez wiele lat nie wiedziano, że jest to Stanisław Karnkowski. Dopiero na początku XX wieku badacz Mieczysław Rawita Witanowski otworzył trumnę i znalazł w niej oprócz szczątków kostnych także szczątki płaszcza z herbem arcybiskupa, co dowodziło, że jest to faktycznie sam arcybiskup.

Druga interesująca trumna należy do ks. Stanisława Kłossowskiego (zm. 1798 r). To był kustosz Kościoła Kolegiackiego, wielki propagator kultu świętego Józefa. Był również wielkim mecenasem sztuki. W 1783, kiedy to wskutek próby przebudowy runęła cała południowa część Kolegiaty Kalsikiej wraz z elewacją frontową, a kronikarz notuje, że zabiła dziada kościelnego, który czuwał, czy też spał pod kościołem, ks. Kłossowski odbudował ją w roku 1792, ze składek całego społeczeństwa Kalisza, nadając jej styl późnego baroku. Wtedy to dobudowano wieżę wysoką z zegarem na cztery strony i niewielką sygnaturką nad nawą główną. Dobudowano też kaplicę, w której umieszczono obraz św. Rodziny, który do czasu przeniesienia w nowe miejsce był oparty na filarze po lewej stronie kościoła. Ten ksiądz jako zasłużona osoba, został pozostawiony w krypcie. Z nim związana jest ciekawa kwestia – jego trumna jest bardzo mała. Jedna wersja tłumaczy to tym, że ksiądz musiał być bardzo niskiego wzrostu, druga wersja, że po zniszczeniu się starej trumny, kości przełożono do mniejszej.

Trzeci zachowany pochówek to pochówek biskupa Andrzej Wołłowicza (1.XII.1750 - 9.III.1822). Od 1819 był to pierwszy biskup ordynariusz kujawsko – kaliski, który rezydował w Kaliszu. Wcześniej był rektorem Hospicjum św. Stanisława w Rzymie, kanonikiem płockim i warszawskim oraz senatorem Królestwa Polskiego. Jego pochówek jest o tyle ciekawy, że biskup został poddany bardzo dobrej balsamizacji albo też na skutek warunków panujących w krypcie jego ciało zachowało się w stanie właściwie idealnym jako mumia. Można zobaczyć indywidualne rysy twarzy. Zachowały się wszystkie elementy jego ubioru – czyli strój biskupi, atłasowe buciki, nakrycie głowy zwane piuską. Z tym ciałem jest o tyle ciekawie, że nie wiemy czy on był poddany balsamizacji, ale wiemy, że zastosowano technikę sprzyjającą balsamizacji – tzn. cała trumna wyłożona jest wiórkami z drewna, te wiórki chłoną wilgoć. One są idealnie zachowane. O ile szaty biskupa straciły swoją barwę i przyjęły kolor charakterystyczny dla pochówków – kolor zeschłej, herbacianej róży, wiórki mają nadal swoją naturalną barwę.

 

W tej krypcie ukryta jest jeszcze jedna ciekawostka. Znajdują się w niej gliniane naczynia dużych rozmiarów z literami alfabetu od A do Z i z siedemnastowiecznymi datami. Gdybyśmy takie urny otworzyli, w niektórych znaleźlibyśmy piasek i kości. Kiedy ludzie grzebali zmarłych w kościołach, z czasem podziemia wypełniały się olbrzymią ilością ciał. Kiedy nie było już miejsca, bo wszystko było wypełnione trumnami, przenoszono kości na cmentarze przy kościele, a w przypadku zasłużonych osób ciała starano się jakoś zabezpieczyć.

Te urny w krypcie nie są z Kościoła Św. Józefa. One pochodzą z kościoła Garnizonowego. Pierwotnie w tych urnach byli złożeni zasłużeni dla zakonu Jezuici. Wśród nich znalazł się nawet angielski Jezuita. Ojcowie Jezuici, kiedy robili porządki w kryptach, przenieśli kości. Wykonano urny. Wygospodarowano trochę miejsca. Pytanie skąd ten alfabet na urnach? To symbol nieskończoności, nieśmiertelności – A do Z.

Podziemia w Kościele Św. Józefa są jedynymi tak zachowanymi, które można zobaczyć. Wszystkie inne są właściwie niedostępne.