In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Poniedziałek V tygodnia Wielkiego Postu
Dn 13,41-62; J 8,1-11

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

Kaplica św. Józefa

 

Na tle wieków zapisanych w murach średniowiecznego prezbiterium dzieje barokowej kaplicy św. Józefa wydają się nieodległe. Aż do 1783 r. obraz św. Rodziny był umieszczony na jednym z filarów kościoła. Katastrofa budowlana z tego samego roku zniszczyła co prawda dawną postać świątyni, ale jednocześnie otworzyła nowy rozdział w dziejach kolegiaty i kultu św. Józefa

Kiedy po zawaleniu się gotyckich murów opadły tumany kurzu, wydawało się, że to już koniec historii tego miejsca. O mały włos zrezygnowano by z odbudowy, przenosząc to, co pozostało, do pobliskiego kościoła pojezuickiego (obecnie kościół Garnizonowy). Na gruzowisku, wśród ocalałych ścian, nietknięty stał jedynie ołtarz z cudownym obrazem. Mimo problemów materialnych znalazł się człowiek, który miał siły, by podjąć się tego zadania. Był to ówczesny prałat i kustosz kolegiaty ks. Stanisław Kłossowski. Ze znanego dzisiaj jedynie z fotografii portretu duchownego patrzy dobrotliwy staruszek. To jednak on, wędrując po Polsce w towarzystwie organisty Marczyńskiego, zebrał kwotę, która nie tylko wystarczyła na postawienie nowej świątyni, ale również na jej wspaniałe wyposażenie. Około 1798 r. większa część prac była już zakończona. Nowy kościół był większy o dobudowane przęsło i wysoką wieżę, ale również o nową kaplicę postawioną specjalnie dla kultu św. Józefa.

 

Brama do nieba

Złocony ołtarz, srebrne sukienki, a w tej wspaniałej oprawie skromny wizerunek św. Rodziny. Czy to sprzeczność? W ten właśnie sposób chciano wyrazić myśl, że ukazani na obrazie ziemscy Wędrowcy należeli do innego, niebiańskiego świata. Takie też jest znaczenie srebrnych sukienek (fachowo zwanych aplikacjami) i koron; pierwsze, rokokowe, fundacji wojewody trockiego Jędrzeja Ogińskiego, w 1983 r. zostały skradzione. Nie mniej interesująca jest wymowa samego ołtarza. Wierni, zwykli ludzie, zebrali na jego budowę 12000 ówczesnych złotych. Jeśli dokładnie przyjrzymy się  drewnianej strukturze, okaże się, że ołtarz ma postać wspaniałej bramy, z której dążą ku widzowi trzy niebiańskie postaci. Historia ich życia opisana jest w czterech ewangeliach, dlatego w ołtarzu znalazło się miejsce na złocone rzeźby ewangelistów: Marka, Mateusza, Łukasza i Jana. To oni, jako twórcy pierwszej „biografii” św. Rodziny, prezentują ją wiernym. Jak rozpoznać konkretnego ewangelistę? Św. Jan jako najmłodszy nigdy nie ma brody i towarzyszy mu orzeł. U stóp Marka widać pysk lwa, Łukasza – wołu, a Mateusz stoi na konsoli ozdobionej uskrzydloną głową anielską. Ewangeliści jakby podpierali kolumny ołtarza, w czym można się dopatrywać aluzji do znaczenia Pisma św. Opisując życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, w czwórkę dali podwaliny pod religię chrześcijańską, nazywaną często religią objawionej księgi. Całość wieńczy obraz pędzla J. Godzkiego  „Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny” – scena przedstawia moment, kiedy święta otrzymuje z rąk Dzieciątka Jezus niewidzialną obrączkę. Gdy cudowny obraz jest zamknięty, na zasuwie pojawia się „Pokłon Trzech Królów” z XIX w. Za tabernakulum widać umęczoną twarz Jezusa dźwigającego krzyż.

 

W podziękowaniu

Do dzisiaj wokół obrazu i na ścianach nawy prowadzącej do kaplicy połyskują liczne złote i srebrne wota. Już pod koniec XVIII w. ich zbiór liczył prawie tysiąc sztuk. I choć materialnych form podziękowań za otrzymane łaski ciągle przybywa – różańców, korali, medali, odznaczeń, brosz etc. – warto przypomnieć, że kaplica była dwukrotnie okradana. W ten sposób bezpowrotnie przepadła m.in. pamiątka złożona w 1756 r. przez Radę Miejską Kalisza ze słowami zawierzenia grodu nad Prosną św. Józefowi. W 1865 r. wszystkich wotów zawieszonych na ołtarzu w tzw. pasy było łącznie 320 sztuk.

Oprócz wielu darów nie zachowały się niestety trzy dywany „krzyżowej” roboty, zdobiące ściany kaplicy. Jeden z nich przedstawiał herb województwa kaliskiego na czarnym tle. Dar wykonały i u stóp Józefa złożyły najzamożniejsze kaliszanki.

 

Znikające malowidła

Od chwili powstania kaplicy każde pokolenie kaliszan próbowało ozdobić wnętrze kryjące cudowny wizerunek. W XIX stuleciu wielokrotnie zmieniała się kolorystyka kaplicy. W 1831 r. Ewa z Lipińskich Trafkowska za kwotę ówczesnych 2000 zł ufundowała malowidła w kopule. Z wdzięczności kanonicy kolegiaccy zobowiązali się raz do roku odprawiać nabożeństwo za duszę jej męża Wojciecha. Polichromie, pędzla niejakiego Zendrowicza, nie cieszyły długo oka. Już w 1874 r. zostały po prostu zamalowane. Sprawa wywołała ożywione dyskusje. Zaprotestował Adam Chodyński. W odpowiedzi Józef Chrzanowski, budowniczy Guberni Kaliskiej, nazwał dzieło Zendrowicza „bohomazem”. Dopiero wielki remont z 1893 r. sprawił, że na sklepieniu kopuły ponownie zagościły starotestamentowe sceny. Pracami kierował malarz Powalski o nieznanym imieniu. Podczas remontu, dokonanego z inicjatywy ks. Pawelskiego, we wnętrzu kaplicy pojawił się witraż oraz „lamperie” z palonego dębu z grawerowanymi „tuflami”.

Ówcześni zwracali uwagę na złe oświetlenie kaplicy; narzekano, że poszczególne sceny nie były czytelne. Z drugiej strony zauważono, że „mrok ten nadaje świętemu przybytkowi niezwykłej powagi i ducha podnosi”. Słowa te najlepiej oddają charakterystyczny dla XIX w. sposób widzenia: w sakralnych wnętrzach preferowano ciemną kolorystykę, ponieważ uważano, że tylko taka sprzyja modlitwie. Fotografia z 1895 r. pokazuje wnętrze z balustradą nawiązującą do sztuki XVIII w. i arabeskowymi malowidłami  o cechach dziewiętnastowiecznych. Ówczesnym elementem wyposażenia są lampy naftowe ze szklanymi kloszami, różnego rodzaju ozdobne dodatki, takie jak wisiorki przy świecznikach oraz serwetki i wazoniki z kwiatami.

Wystrój ponownie zmieniono między 1906 a 1907 r. Tym razem ściany przyozdobiono malowanym kobiercem z motywem białych orłów i kwiatów św. Józefa – lilii, a pod niewielkim oknem wypełnionym witrażem pojawił się wdzięczny anioł ze wstęgą „Idźcie do Józefa”. Jak można przypuszczać, wtedy również przy wejściu sprawiono dwie kunsztowne wieczne lampki.

Polichromie wzbudziły szereg kontrowersji, za to – jak podkreślono w ówczesnej prasie – ołtarz „odnowiony został nadzwyczaj dokładnie i stylowo, co prawdziwy zaszczyt przynosi młodej firmie pozłotniczej p. Władysława Młynarskiego w Kaliszu”. Ostatnim elementem wystroju sprzed I wojny światowej była ręcznie kuta balustrada z 1912 r., oddzielająca kaplicę od nawy kościoła. Z pocz. XX w. pochodzą też zapewne metalowe lampki w kształcie kwiatów lilii.

Restauracja w 1906 r. (taka data widnieje nad wyjściową arkadą) nie przyniosła jednak końca perypetiom z malarskim wystrojem kaplicy. W niewiadomym okresie polichromie w kopule znowu znikły pod warstwami farby. Odkryto je ponownie i konserwowano w latach 50. ubiegłego wieku. Wtedy też przywrócono barokową kolorystykę ołtarza. W tej postaci kaplica – ponownie restaurowana 30 lat później – nadal cieszy oko kaliszan i pielgrzymów tłumnie przybywających do kolegiaty, aby prosić o pomoc św. Józefa.