In English In Italiano Auf Deutsch
top
/ Home / Pierwsze Czwartki u św. Józefa

Ks. Łukasz Przybyła

Nabożeństwo w Kaplicy Cudownego Obrazu

5 stycznia 2012

Witaj, Święty Józefie! Bądź przez nas wszystkich dziś uczczony w Twoim domu, w tym Polskim Nazarecie. Witamy Cię, nasz Patronie, Orędowniku, Przemożny Obrońco, witamy Cię nasza nadziejo! Tak – NADZIEJO – bo dziś chcemy zobaczyć w Tobie tę cnotę, której każdemu z nas potrzeba. I tak jak poznaliśmy w Tobie i nauczyliśmy się od Ciebie już tak wielu przymiotów, tak dziś pragniemy wniknąć w cnotę nadziei, że jest Bóg i On kocha nas.

Wchodząc w Nowy Rok – mamy nadzieję na lepsze jutro, nie chcemy tracić nadziei w tej, wydawać by się mogło bez-nadziei. Chcemy być ludźmi nadziei! Przychodzimy do Ciebie – również – w nadziei, że nas wysłuchasz, że nas uspokoisz, że dodasz po ludzku sił i napełnisz nadzieją, która była w Tobie. A potrzebowałeś jej wiele w tym trudnym położeniu, w którym znalazłeś się na początku wspólnej drogi z Maryją, Twoją Małżonką.

Chcemy dziś poczuć bicie Twojego serca w tym czasie, w którym Ewangelie tak szczegółowo przedstawiają Twoją obecność i działanie, i przejąć od Ciebie choćby cząstkę nadziei, która  była w Tobie.

Potrzebujemy jej bardzo, bo Nowy Rok się rozpoczął i nie wiemy, co przyniesie jutro… Nie wiemy, jakie będzie ono dla naszych małżeństw, rodzin, dla naszych dzieci i naszej młodzieży, dla naszych miejsc pracy, dla społeczeństwa i Ojczyzny. Boimy się często, czy sprostamy zadaniom, które przed nami i czy nie utracimy wiary, nadziei i miłości… Bo przecież mamy tak wiele pokus, aby żyć w lęku, tak wiele powodów, by stracić radość życia. Bywają nimi trudności w życiu małżeńsko-rodzinnym, nagłe osłabienie zdrowia naszego lub kogoś spośród bliskich, czyjaś śmierć, utrata pracy, trudności w poczęciu upragnionego dziecka, ciągła myśl o tym „czy wystarczy nam do jutra”, czy będziemy mogli otwarcie wyznawać wiarę w Boga i w różnych miejscach mogli kontemplować krzyż… Tak wiele jest spraw, które mogą w nas zrodzić rozpacz.

A rozpacz to choroba nadziei. Wiemy, że brak nadziei potrafi być tak potworny, że doprowadza człowieka do depresji, a nawet rezygnacji z istnienia. „Nie widzę już sensu” – mówi człowiek zrozpaczony. „Wszystko skończone”. „Nie ma już żadnej nadziei”. Najtrudniej jest zwłaszcza wtedy, gdy ktoś swój ból przeżywa w poczuciu absolutnego osamotnienia. Stąd słusznie zauważył ktoś niegdyś, że: „Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem” (ks. Józef Tischner). Wiemy, jak bardzo w momentach rozpaczy potrzebna jest bliskość drugiego, jak ważny jest bliski przyjaciel.

Jak różne bywają przyczyny rozpaczy, tak też różne są ludzkie nadzieje. Ale wszystkim rodzajom nadziei wspólne jest to, że nadzieja spodziewa się zawsze jakiegoś dobra. I to charakteryzowało Ciebie, Sw. Józefie. Przewidywałeś dobro, które Bóg przewidział w swoich planach względem Ciebie i Maryi. Ufałeś w każdym położeniu i pomimo wszystko. Sprostałeś ogromnej próbie. Sam, mając zupełnie inne plany i marzenia, uwierzyłeś i przyjął powołanie i zadania do wykonania w tej postaci, którą wybrał dla Ciebie Bóg.

Doświadczenia, które Cię dotknęły na początku wspólnej drogi z Maryją i Jezusem pod Jej Sercem, zbliżyły Cię do każdego człowieka przeżywającego w swoim życiu troski, wątpliwości a nawet rozpacz. Chyba nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo Ty św. Józefie, rozumiesz nas, gdy znajdujemy się w sytuacji trudnej, zwłaszcza gdy chodzi o zagrożoną miłość, o kryzys w rodzinie, o położenie nazywane nieraz: „sytuacją bez wyjścia”.

Wiemy, że Ty w swoim położeniu zaufałeś Bogu bardziej, niż racjom rozumu. „Wbrew nadziei uwierzyłeś nadziei” i uczyniłeś tak, „jak Ci polecił Anioł Pański”. Podobnie jak Maryja, wypowiedziałeś Bogu „tak” – niech się dzieje w moim życiu według woli Pana Boga.

Bóg jest i kocha nas! Pan Jezus narodził się, by dać nam Niebo! Ty, św. Józefie to wiedziałeś i w to wierzyłeś. I jeśli szukać źródła wielkości nadziei, jaką miałeś, to jest ona właśnie w relacji z Bogiem – Ojcem Niebieskim i Synem, danym Tobie w Ojcowską opiekę. Obietnice dane przez Boga od pokoleń, że ludzie będą z Nim przebywać w chwale, w Niebie oraz doświadczenie tego, że Bóg jest i kocha Ciebie, dawały Ci niezłomną nadzieję wśród wszystkich ziemskich doświadczeń -wygnania, tułaczki, ucieczki do Egiptu, trudach ubogiego życia w Nazarecie – nic z tego nie zdołało zniechęcić Ciebie i załamać.

Wyjątkowa podniosłość cnoty nadziei, którą sobą ukazujesz, polega na tym, że wskazuje ona na Boga jako na dobro najwyższe. A dzięki zasługom Jezusa Chrystusa, którego Opiekunem się stałeś, nadzieja pozwala uważać to właśnie Dobro za cel możliwy do osiągnięcia.

Minęło 2000 lat, a Twoja św. Józefie postawa ciągle wytycza jedyną możliwą drogę do szczęścia. Jesteś  patronem naszej codzienności rodzinnej w sytuacjach wymagających heroizmu. A takich nie brakuje w naszym życiu. Trzeba jednak wierzyć, że nawet największe doświadczenia: trudności materialne, nieporozumienia, cierpienie, śmierć męża, żony, mogą być objęte nadzieją. Dlaczego? Ponieważ wierzymy Chrystusowi, który zmartwychwstał i obiecał nam to samo.

Oto najgłębsze źródło nadziei – darmowa miłość Boża okazana nam, słabym, grzesznym. Oto konkretne światło, które rozprasza ciemności naszej nieudolności, grzechu, zniechęcenia, beznadziejności, dramatów. Jeżeli pokładamy nadzieję w
Chrystusie, On uzdalnia nas do miłości podobnej do tej, którą On okazał, umierając na krzyżu. Wtedy miłość w życiu małżeńskim i rodzinnym jest możliwa. Dzięki Jego mocy możemy zwyciężyć swą małość, a ściślej mówiąc, to Bóg może zwyciężać w naszym życiu, w najbardziej nawet dramatycznych sytuacjach.

Trzeba nam otworzyć serce na Boga, współmałżonka, dzieci, uwierzyć, że miłość jest możliwa. A wtedy dzieją się małe i wielkie cuda. Następuje odnowa życia małżeńskiego, powrót do pierwotnej miłości, spełnienie w relacjach małżeńskich, macierzyństwie i ojcostwie.

Mówią czasem ludzie, że życie człowieka nie jest usłane samymi różami. Czasem dają o sobie znać także i kolce. Bywają chwile zwątpienia i braku nadziei. Przechodzimy przez taki lub inny kryzys. Martwimy się o rodzinę, o najbliższych, o siebie samych. Trosk na tym świecie nie brakuje nikomu. Nie zawsze wiemy co i jak należy zrobić. Którą drogą pójść.

Dziś, tu w Kaliszu, spotykamy człowieka, który potrafi nas zrozumieć: św. Józef – Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny i Opiekun Zbawiciela.

Dziękujemy dziś Panu Bogu za dar Patrona tych ludzi, którzy gubią się w swoim życiu i tracą nadzieję. Nie lękajmy się nigdy zawierzać kłopotliwych sytuacji św. Józefowi! Przeciwnie, z wiarą i ufnością powierzajmy Mu wszelkie trudne sprawy, szczególnie te związane z życiem rodzinnym! Jego przecież, św. Józefa, wybrał sam Bóg na Opiekuna Zbawiciela. Święty Józef wie jak i gdzie, a przede wszystkim u Kogo w życiu należy szukać nadziei i jakie drogi ku niej prowadzą.

Ucz nas wszystkich, Święty Opiekunie Rodzin, jak Ty przyjmować trudną często wolę Boga. Pokaż, w jaki sposób wypełniać nasze powołanie do odnawiania w sobie Bożego obrazu i podobieństwa, tak, byśmy jak Ty, stawali się podobni do Ojca Niebieskiego przez miłość wobec naszych Braci i Sióstr, w nadziei, że jest Bóg i On kocha nas.