In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Sobota VII tygodnia Wielkanocnego
Dz 28,16-20.30-31; J 21,20-25
https://www.swietyjozef.kalisz.pl/main/homilieBiskupa.gif
 

bp Stanisław Napierała, 6 kwietnia 2006 r.

CZŁOWIEK CHORY W RODZINIE - Słowo Biskupa Kaliskiego w czasie Mszy św. w Bazylice św. Józefa w I czwartek miesiąca

I

Nie ma rodziny, w której by ktoś od czasu do czasu nie chorował. Chyba każdy z obecnych tu był przejściowo chorym w swojej rodzinie. Dlatego z doświadczenia wiemy, jaką pomocą w czasie choroby jest rodzina. Chory w rodzinie przede wszystkim czuje, że nie jest sam. Wszyscy w rodzinie interesują się jego stanem zdrowia, współczują mu, chcą mu ulżyć. W środowisku normalnej, miłującej się rodziny, chory prędzej wraca do zdrowia.

Problem chorego w rodzinie pojawia się w swej ostrości w przypadku choroby przewlekłej i nieuleczalnej. Często spotykamy rodziny, gdzie któryś z członków przykuty jest na stałe do łóżka lub do wózka inwalidzkiego z powodu paraliżu, kalectwa, niepełnosprawności fizycznej, umysłowej, psychicznej. Należałoby sobie życzyć, by klimat ciepła i nacechowanej miłością obecności, jaki występuje w chorobie przejściowej, towarzyszył także chorobie chronicznej i nieuleczalnej. Zazwyczaj tak jest, chociaż nie zawsze. Asystencja z miłością przy chorobie nieuleczalnej, przeciągającej się niekiedy na długie lata, wymaga czasem heroizmu. Bywa, że ludzie załamują się i porzucają chorego. Wówczas jego cierpienie i ból stają się jeszcze dotkliwsze. Bywa, że w takiej sytuacji chory zostaje w sposób urzędowy umieszczony w jakimś zakładzie opieki.

Podczas wizytacji pasterskich spotykam przypadki wzruszających relacji członków rodziny do ich chorych. Czasem są to relacje dzieci do schorowanych rodziców, czasem jest to przepiękna miłość małżonka do małżonki, lub na odwrót. Oboje dźwigają ciężki krzyż permanentnej choroby, która na stałe unieruchomiła jedno z nich. Nie oddaliby jednak tego krzyża za nic na świecie. Ich miłość urosła, doznała oczyszczenia, uzdolniła ich, by jedno czyniło siebie darem dla drugiego i tego drugiego przyjmowało jako najcenniejszy dar dla siebie. W takim przypadku nie tyle choroba przykuwa uwagę, ile miłość, która jej towarzyszy. I przypominają się słowa Apostoła Pawła z pierwszego listu do Koryntian: Prawdziwa miłość wszystko zniesie, wszystko przetrzyma, nigdy nie ustanie (por. 1 Kor 13, 7-8).

II

Duże znaczenie w relacji członków rodziny do chorego posiada motywacja, jaką się kierują.

Najgorzej wówczas, gdy brak głębszej motywacji. Wtedy stosunkowo łatwo i szybko chory staje się dla otoczenia ciężarem, trudnością, przeszkodą. Dają mu to odczuć w sposobie bycia z nim, zachowaniem, gestami, słowami, z których zionie zimno. Przy braku głębszej motywacji mogą pojawić się myśli o sięgnięciu po tzw. „rozsądne rozwiązanie”, którym jest „łagodna śmierć”, czyli eutanazja.

Z radością można stwierdzić, że motywacją dominującą w naszych rodzinach jest miłość względem chorego. Przejawia się ona w szczerym zatroskaniu o niego, przebywania z nim, jak tylko to możliwe, szukanie sposobu ulżenia mu w chorobie, we wspólnym przeżywaniu jego losu.

Ludzie wierzący kierują się jeszcze inną motywacją. Wyrasta ona z ich wiary w Boga. Wierzą Chrystusowi, który mówi, że On utożsamia się z człowiekiem chorym. Pomagając choremu, służą Chrystusowi obecnemu w chorym. W ten sposób w chorym członku widzą obecnego w ich rodzinie Chrystusa. Bycie z chorym i dla niego traktują poniekąd jako swoją drogę do Chrystusa - Boga, a nawet jako przywilej i łaskę dopuszczenia ich do udziału w tajemnicy Jezusowego krzyża.

Postawa i zachowanie członków rodziny względem chorego wywiera wielki wpływ na jego postawę. Można mu pomóc dokonać w sobie duchowej przemiany, nawrócenia, pogłębić się w człowieczeństwie, zaakceptować chorobę w duchu wiary i miłości do Chrystusa. Chory napełnia się pokojem, radością wewnętrzną. Czuje wdzięczność, którą na różne sposoby stara się wyrazić rodzinie, także przez modlitwę i ofiarowanie za nich swego cierpienia.

Kierując się motywacją, wyrastającą z miłości oraz z wiary w Boga, cała rodzina chorego przechodzi powoli duchową przemianę. Staje się coraz bardzie tym, czym jest w swej istocie: prawdziwą wspólnotą; wspólnotą osób, miłości, życia. Chory w rodzinie może stać się poniekąd szkołą mądrości i prawdziwego człowieczeństwa.

Patrząc z bliska na chorego, członkowie rodziny mogą w nim dostrzec siebie, swój los, swoją przyszłość. Kiedyś i oni będą chorymi i zdanymi na pomoc innych. Pomagając chorym, uczymy się mądrości życiowej, uczymy się być człowiekiem.

III

Mówiąc o chorym w rodzinie, niepodobna pominąć ludzi posuniętych w latach. Najczęściej to nasi dziadkowie, czy pradziadkowie. Powiedzmy natychmiast: starość nie jest chorobą. Jest jednak tym okresem w życiu człowieka, w którym coraz bardziej zauważa się i odczuwa postępujący ubytek sił, sprawności, większość podatność na choroby. Papież Jan Paweł II starość nazwał czasem, w którym „dopełnia się miara ludzkiego życia”. Zdaniem Papieża, „najbardziej naturalnym środowiskiem przeżywania starości pozostaje to, w którym człowiek w podeszłym wieku czuje się <u siebie> - wśród krewnych, znajomych i przyjaciół, oraz gdzie może być jeszcze w jakiś sposób użytecznym… Dlatego rozwiązaniem idealnym pozostaje obecność człowieka starego w rodzinie” (List do osób w podeszłym wieku).

I przychodzi dzień, gdy na horyzoncie pojawia się jutrzenka zwiastująca początek odejścia chorego z życia ziemskiego do życia wiecznego. Rodzina potrzebuje pomocy. I wówczas pojawiają się ludzie z Hospicjum - wolontariusze. Wspomagają rodzinę w jej trosce o chorego fachową pomocą: lekarską, duszpasterską, psychologiczną. Wchodzą w rodzinę chorego, dodają jej otuchy, nadziei, mocy. Równocześnie wprowadzają ją w wielką rodzinę Hospicjum, która liczy niekiedy kilka tysięcy osób.

Ogromną radością i umocnieniem dla chorego jest Komunia święta. Pan Jezus zanim sparaliżowanemu człowiekowi przywrócił zdrowie ciała, przywrócić mu najpierw zdrowie duszy. „Ufaj, synu, odpuszczają ci się grzechy twoje” (Mt 9,2). Rodzina powinna czynić wszystko, aby chory mógł przyjąć Boga w Komunii św. ilekroć pragnie, nawet codziennie.

IV

Opatrzność dostarczyła nam wzór i przykład przeżywania choroby i cierpienia, starości i umierania. Jest nim Jan Paweł II. Ojciec Święty przyjął chorobę i uczynił ją sposobem życia oraz aktywności. Im bardziej posuwał się w chorobie i kalectwie, tym mocniejsze stawało się jego nauczanie i oddziaływanie. Przeżył swoje człowieczeństwo do końca, we wszystkich jego stadiach i etapach. Pokazał, że nawet umieranie to też życie.

Sześć lat przed śmiercią wyznał: „Głębokim pokojem napełnia mnie myśl o chwili, w której Bóg wezwie mnie do siebie - z życia do życia! Dlatego wypowiadam często i bez najmniejszego odcienia smutku modlitwę, którą kapłan odmawia po liturgii eucharystycznej: W godzinę śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do Siebie. Jest to modlitwa chrześcijańskiej nadziei… Jest to najgłębsze pragnienie ludzkiego serca, nawet wówczas, gdy człowiek nie jest tego świadomy” (List do osób w podeszłym wieku).

V

Czy chorował ktoś w Rodzinie św. Józefa? Z punktu widzenia nauki wiary można dopuścić chorobę nawet u Jezusa, skoro On stał się podobnym do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu. Jeśli Jezus dopuścił do siebie i przyjął cierpienie oraz śmierć, mógł dopuścić też do siebie chorobę. Jak to było w rzeczywistości? Nie wiemy.

W każdym razie Kościół nazywa św. Józefa „nadzieją chorych”. Na pewno chorzy z wielką nadzieją wzywają wstawiennictwa św. Józefa, chociażby dlatego, ponieważ ufają, iż prośbie Józefa Jezus nie odmówi.

VI

Choroba jest jakimś zwiastunem - bliższym lub dalszym - nieuniknionej konieczności, jaką każdy człowiek nosi w sobie. W tym kontekście, jak pocieszająco brzmią słowa, które Jezus mówi w Ewangelii dzisiejszej Liturgii: „Zaprawdę powiadam wam: jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Słowa te poraziły Żydów. Co On mówi - zawołali. On jest opętany! Abraham umarł i prorocy, a On mówi: „Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Kim Ty siebie czynisz? „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: zanim Abraham stał się, Ja jestem” (por. J 8,51-59).

Jezus jest Tym, który jest. Dlatego jest, zanim Abraham stał się. Dlatego przywracał chorym zdrowie, a umarłych wskrzeszał do życia. Dlatego sam przywrócił sobie życie - zmartwychwstał. On jest życiem. On jest zmartwychwstaniem. Dlatego prawdą jest, gdy mówi: „Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. „Kto wierzy we mnie, chociażby umarł żyć będzie”. Chrystus - oto nasza nadzieja; nadzieja i moc dla wszystkich, którzy dźwigają krzyż choroby: nieuleczalnej, długiej choroby.