In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

Dom księży, dom pielgrzymów

Tekst: Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

W latach peerelu dzieci przychodziły tutaj na lekcje religii, na parterze mieszkali ludzie z „kwaterunku”. Po modernizacji dawna funkcja obiektu zostanie przywrócona i jednocześnie rozszerzona. Tzw. dom księży przy pl. Jana Pawła II stanie się również domem pielgrzyma.

Po nadbudowie i założeniu tynków w odcieniu ciepłej kawy z mlekiem dom jest bardziej widoczny. Fasada, ustawiona lekkim skosem do ulicy, prowadzi wprost na pl. św. Józefa. Tutaj łączy się z domem parafialnym. Dalej stoi dzwonnica, która wyłania się tuż przy prezbiterium kolegiaty. Wszystkie budynki pochodzą z podobnego, bardzo ważnego dla kształtowania urbanistycznej tkanki miasta okresu wyznaczonego przez działalność Sylwestra Szpilowskiego (ok. 1790 – 1832) i Franciszka Reinsteina (1792 – 1853). To dzięki ich pracy Kalisz w drugiej dekady XIX w. zaczął się przemieniać, zyskał rozmach i klasycystyczny szyk.

Dom jak kulisa

Dom księży jest być może najbardziej niepozornym przypomnieniem o tamtym czasie szalonej, bo tak widocznej, ale równocześnie starannie zaplanowanej rozbudowy. Postawiony w 1819 r. jako budynek dwukondygnacyjny (parter i piętro) z wysoką piwnicą, jeśli się wyróżniał, to raczej skromnością opracowania elewacji. Flankowany przez dwie kolumny portal, gzyms i koronująca attyka (zdobna ścianka) – to niemal cała dekoracja ściany. O ukrytej atrakcyjności takiego rozwiązania decydowało co innego – otoczenie. Aż do odzyskania niepodległości w pejzażu tej części miasta dominowały wysmukła wieża kolegiaty św. Józefa i potężna bryła pięciokopułowej cerkwi św. św. Piotra i Pawła, stojąca w miejscu dawnego pedetu. Pozostałe budowle mogły pełnić i pełniły jedynie funkcję scenograficznego sztafażu, dyskretnego tła dla dwóch głównych aktorów. Ustawienie domu księży, nieco na skos, zdradza jeszcze jeden zamysł architekta Sylwestra Szpilowskiego, projektanta budynku. Wystarczy stanąć pośrodku obecnego pl. Kilińskiego, mniej więcej na wysokości przejścia dla pieszych, i spojrzeć na elewację. Wzrok zostanie skierowany w głąb, na najbardziej reprezentacyjny i kiedyś, i dzisiaj plac miasta – pl. św. Józefa. Dzięki temu prostemu zabiegowi architekt uzyskał niemal teatralny efekt wyodrębnienia i zarazem otwarcia nowej przestrzeni w mieście. Dom księży w tej operacji odegrał rolę scenograficznej kulisy odkrywającej widok na piękny, w czasach Szpilowskiego nowy fragment miasta, rozpościerający się od strony wjazdu z kierunku na Warszawę. Wartość tego rozwiązania docenia się jeszcze bardziej, jeśli przypomnieć, że długie wieki placu św. Józefa nie było. Aż do porządków z czasów Królestwa Kongresowego gęsto wypełniały je domki kolegiackie (tj. należące do duchowieństwa kolegiaty). Dopiero decyzja o ich wyburzeniu, idąca równolegle z myślą o postawieniu domu dla księży, domu dla kapituły (dzisiaj budynek parafialny przy pl. św. Józefa z oknem biskupim) i obecnej, murowanej dzwonnicy, ukształtowała otwierany plac. Co ciekawe, mimo że budowle służyły Kościołowi, postawiono je z pieniędzy państwowych, widząc korzyści w architektonicznym myśleniu o mieście.

Interesująca nas budowla jest ciekawa z jeszcze jednego względu. Została postawiona na planie trapezu, którego podstawę widzimy jako fasadę. Tylko taka forma mieściła się pomiędzy ulicą Przedmieścia Toruńskiego (pl. Kilińskiego, dawniej Zamkowego, z jego części został wykrojony pl. Jana Pawła II) a linią dawnych murów obronnych miasta.

Dom pełen staroci

Co znajdowało się w środku? Od czasu obecnego remontu, odpowiedzi na to pytanie można szukać już tylko we wspomnieniach. Dzieci, które w peerelu przychodziły tutaj na lekcje religii, widziały nagromadzenie sprzętów z różnych epok, które w połączeniu z półmrokiem klatki schodowej i korytarzy miały siłę przenoszenia w czasie. Na piętrze, oprócz mieszkań dla księży, znajdowały się dwie sale. W większej wisiał secesyjny mosiężny żyrandol z motywem lilii jakby wyjętym z obrazu świętego Józefa. Ciekawscy zerkali na dwa osiemnastowieczne portrety kasztelanowej (dzisiaj zaginiony) i biskupa (obecnie w MOZK) oraz obraz z leżącą Marią Magdaleną. Dzieci siedziały w przedwojennych ławkach, tylko krzesło katechety wyróżniało się ozdobnym secesyjnym wzorkiem. W tym niecodziennym zestawieniu wspaniałego, prawie pałacowego żyrandola oraz bardzo prostych drewnianych stołów i krzeseł tkwiła tajemnica tego miejsca, przynosząca wrażenie czegoś kościelnego, uroczystego, zarazem bardzo ascetycznego. Mniej sentymentalni powiedzą „staroświecka rupieciarnia” i też będą mieli rację. Od zawsze urok takich „innych światów” najmocniej potrafiły docenić dzieci. Podwórze wybrukowane kocimi łbami oraz salka Towarzystwa Śpiewaczego Echo obok dopełniały atmosferę całości.

Przebudowa pod okiem konserwatora kolejne remonty domu były przeprowadzane jeszcze w XIX w., w międzywojniu i w czasie okupacji hitlerowskiej. Dopiero jednak obecne prace połączono z tak dalece idącą modernizacją. Nadbudowane piętro jest znakiem nowego rozwiązania wnętrza. Zmiany wiążą się z planami parafii, która w budynku, oprócz mieszkań dla księży, planuje na poddaszu urządzenie pokoi dla pielgrzymów i turystów. Ma to być tania baza noclegowa dla ok. 50 osób. Skorzystać ma zatem całe miasto, w którym od lat brakuje noclegów bez wygód, za to z wygodnym łóżkiem i łazienką. Na parterze znajdzie się kuchnia z jadalnią. Najbardziej spektakularna wydaje się sala multimedialno-konferencyjna, zaprojektowana jako otwarta przestrzeń z galeriami na piętrze. Pobrzmiewają w tym rozwiązaniu echa architektury pałacowej, co podkreślone zostanie elementami wystroju z półkolumnami.

Dom księży w nowej aranżacji zrobił się jasny i widny, przystosowany do współczesności. Można na niego patrzeć także jak na przykład współdziałania gospodarza obiektu (parafia św. Józefa) i konserwatora. Na daleko idące zmiany zgodzono się, ale przy zachowaniu starego detalu architektonicznego, także wielkości oraz kształtu otworów okiennych i drzwiowych. Prace poprzedziły szczegółowe studia konserwatorskie i inwentaryzacje. Oddzielnego opracowania doczekały się tynki na elewacjach. Dopiero po tych analizach przystąpiono do obecnego remontu. Historię tego miejsca odtąd będzie można rozpoznać po szczegółach: zachowanych wspaniałych schodach z motywem winorośli, prowadzących na piętro, odkrytych fragmentach starych murów w piwnicach oraz po fasadzie, na której powtórzono skromną pierwotną dekorację.