In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

https://www.swietyjozef.kalisz.pl/main/dachau.gif

Bł. Brat Józef Zapłata (1904-1945)

Brat Józef Zapłata urodził się 5 marca 1904 r. w Jerce k. Kościana. Po 5 latach pobytu w Jerce, ojciec Błogosławionego naszego Współbrata przeprowadził się do Turwi, gdzie podjął pracę w tamtejszym dworze. Józef tam też ukończył szkołę powszechną. Po odbyciu służby wojskowej, 14 kwietnia 1927 r. wstąpił do Zgromadzenia Braci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przyjął Go Założyciel - Brat Stanisław Andrzej Kubiak. Dnia 8 września 1928 r. Brat Józef złożył pierwsze śluby zakonne. Konsekrację wieczystą złożył Bożemu Sercu w dniu 10 marca 1938 r.

Obraz Błogosławionego Brata Józefa Zapłaty

Obraz Błogosławionego Brata Józefa Zapłaty w kaplicy domu generalnego

Brat Józef Zapłata urodził się 5 marca 1904 r. w Jerce k. Kościana. Po 5 latach pobytu w Jerce, ojciec Błogosławionego naszego Współbrata przeprowadził się do Turwi, gdzie podjął pracę w tamtejszym dworze. Józef tam też ukończył szkołę powszechną. Po odbyciu służby wojskowej, 14 kwietnia 1927 r. wstąpił do Zgromadzenia Braci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przyjął Go Założyciel - Brat Stanisław Andrzej Kubiak. Dnia 8 września 1928 r. Brat Józef złożył pierwsze śluby zakonne. Konsekrację wieczystą złożył Bożemu Sercu w dniu 10 marca 1938 r.

Pierwszą pracą Błogosławionego Brata Józefa Zapłaty była posługa w Kurii Arcybiskupiej i w Kancelarii Prymasa Polski - Augusta Kard. Hlonda w Poznaniu. Cechowała Jego powaga i głębokie zrozumienie swego powołania zakonnego. W latach trzydziestych został skierowany do pracy we Lwowie, gdzie pełnił służbę zakrystianina w Kościele Św. Elżbiety i przełożonego domu zakonnego. Również przez krótki okres czasu był Mistrzem Nowicjatu Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego.

Dnia 3 października 1939 r. przy rewizji Domu Arcybiskupa Poznańskiego został aresztowany przez gestapo i osadzony w Forcie VII w Poznaniu. Stąd wywieziono Błogosławionego Brata Józefa do Kazimierza Biskupiego, do więzienia w zaadoptowanym na ten cel klasztorze. W sierpniu 1940 r. przewieziono Go do Mathausen, następnie do Gusen, a dnia 8 grudnia 1940 r. - w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, Brat Józef został osadzony w obozie koncentracyjnym w Dachau. Tam otrzymał numer obozowy 22099.

W roku 1945, na 2 miesiące przed wyzwoleniem obozu przez wojska alianckie, na apel dowództwa obozowego, dobrowolnie zgłosił się do pielęgnacji chorych na tyfus plamisty. Idąc na pewną śmierć, wyraził następującą intencję: o szczęśliwy powrót do Ojczyzny po wojnie, Ks. Kardynała Augusta Hlonda - Prymasa Polski.

Bóg Ojciec przyjął Jego ofiarę z młodego, 41-letniego życia. Błogosławiony Brat Józef Zapłata zmarł 19 lutego 1945 r. w Dachau, zaraziwszy się tyfusem od pielęgnowanych przez siebie więźniów. Ciało Jego zostało spalone w krematorium w obozie koncentracyjnym w Dachau.

Przez cały okres powojenny współwięźniowie - kapłani i zakonnicy, zwracali się do Władz Zakonnych Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, aby zbierać materiały o życiu i męczeńskiej śmierci Brata Józefa Zapłaty. W ich przeświadczeniu nasz Współbrat zasługuje na chwałę ołtarzy.

W dniu 13 czerwca 1999 r. wśród 108 Męczenników za wiarę okresu II wojny światowej - Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał uroczystej Beatyfikacji Brata Józefa Zapłaty.

Jak piszą o Błogosławionym Bracie Józefie współwięźniowie, bracia zakonni ze Zgromadzenia i inne osoby: był On zakonnikiem obowiązkowym, gorliwym, wymagającym od siebie i od innych. Cechowała Jego powaga i głębokie zrozumienie swego powołania zakonnego. Na pewno powołanie zakonne Brata Józefa Zapłaty było wymodlone przez Jego kochaną najbliższą rodzinę. Wiernie zachowywał regułę i śluby zakonne, bardzo sumiennie spełniał swoje obowiązki - był wzorem dla swoich Współbraci. Brat Józef był całym sercem oddany Ks. Kard. Augustowi Hlondowi. Gdy wybuchła wojna, z własnej woli czuwał nad opuszczoną Rezydencją Prymasa Polski, aż do dnia aresztowania.

Będąc już w obozie koncentracyjnym w Dachau, jak piszą współwięźniowie, dzięki wrodzonej inteligencji radził sobie w trudnościach, a przede wszystkim w przeciwnościach i chorobie, z pogodnym obliczem zgadzał się z wolą Bożą. Lubił poświęcać się dla drugich, chorym w rewirze spieszył z różnymi posługami. Podczas pobytu w obozie był człowiekiem pobożnym, wiernym Bogu i Ojczyźnie, postępowanie Jego budziło uznanie u współwięźniów. Nie zachwiał się w wierze, nie rozpaczał ani nie przeklinał losu. Przyjmował wszystko jako dopust Boży. Uderzał Jego wielki spokój, zrównoważenie i dobroć. Każdą czynność spełniał sumiennie na większą chwałę Bożą i zbawienie dusz.

Na kilka miesięcy przed wyzwoleniem obozu przez wojska amerykańskie, dobrowolnie zgłosił się do pielęgnowania chorych na tyfus. Decyzja pójścia na blok tyfusowy była świadomym zdecydowaniem się na śmierć. Jeden ze współwięźniów wypowiada się: "Kto wszedł do tych bloków tyfusowych, po zarażeniu się przechodził do nieba jako męczennik z miłości ku Panu Bogu i bliźnim".

W Domu Generalnym została utworzona Izba Pamięci poświęcona Błogosławionemu Bratu Józefowi Zapłacie. Znajdują się w niej cenne pamiątki, jakie pozostały po naszym Współbracie, m.in. akt urodzenia, świadectwo szkolne, zdjęcia z dedykacjami Błogosławionego - z pobytu w klasztorze Braci Serca Jezusowego, modlitewnik, oryginalne listy z obozu koncentracyjnego w Dachau, świadectwa i wspomnienia osób, które znały Brata Józefa Zapłatę i wiele innych materiałów.

W Puszczykowie, przy Domu Macierzystym mieści się Ośrodek Powołaniowy im. Błogosławionego Brata Józefa Zapłaty. Przez cały rok przyjmujemy zgłaszających się kandydatów, którzy pragną pójść za głosem powołania.

 


Homilia Ks. Mariana Balcerka - współwięźnia

Homilia ta została wygłoszona podczas Mszy św. w dniu śmierci Błogosławionego Brata Józefa Zapłaty w Dachau, w jęz. łacińskim. Tłumaczenia dokonał Ojciec dr Gabriel Bartoszewski OFMCap.

"Brat Józef Zapłata, Którego duszę uroczyście poleciliśmy Bogu, pobożnie zasnął w Panu, w szpitalu obozowym 19 lutego 1945 r. Nasz Józef tak przedwcześnie odszedł do wieczności. Urodził się 5 marca 1904 r. we wsi Jerka, powiat Kościan, diecezja poznańska, z pobożnych rodziców. Z racji ubóstwa ukończył ledwie szkołę elementarną. Rodzice dali Mu jednak wspaniały przykład wiary, obyczajów i ducha miłości w służbie Bożej.

Po ukończeniu służby wojskowej wstąpił do pobożnego Stowarszyszenia Serca Jezusowego. Po ukończeniu nowicjatu z polecenia przełożonych został mianowany pisarzem w Kancelarii Prymasa Polski i Kurii Arcybiskupiej, gdzie wszystko co było Mu zlecone, wykonywał z jak największą dokładnością.

Wszyscy, którzy Go znali, zgodnie potwierdzają, że brat Dominik - takie bowiem imię w Zgromadzeniu nosił - poprzez liczne dzieła wykonywane na chwałę Bożą, pozostawił braciom wspaniałe przykłady.

Gdy po dokonanej rewizji w pałacu arcybiskupim 3 października 1939 r. jako jeden z pierwszych został aresztowany. Przewieziono Go do więzienia w Poznaniu, a nieco później przesłano Go do klasztoru w mieście Kazimierz. W sierpniu 1940 r. przewieziono Go do obozu Mathausen, a następnie na jakiś czas do obozu w Gusen i w dniu 8 grudnia 1940 r. do Dachau.

W tym roku (1945) przeszedł wiele utrapień, a organizm Jego był wyczerpany poprzez głód, jednak mimo tego stanu ochotnie posługiwał innym chorym, aby w ten sposób lepiej służyć duszom. Tak z wielką troską służąc chorym sam zaraził się śmiertelną chorobą i w 41 roku życia, jako ofiara miłości bliźniego odszedł do szczęśliwej wieczności.

Dlatego też z ufnością prosimy Boskiego Sędziego, aby ukoronował Go koroną niebieską.

 


Relacja Ks. Franciszka Mączyńskiego /Rzym/

Moje spotkanie z Bratem Józefem Zapłatą było raczej przypadkowe, był prawdopodobnie na izbie 4-tej bloku 28, ja na 1 izbie. Zachodziłem na 4 izbę, by spotkać się z Biskupem Michałem Kozalem. Osobiście nie pamiętam czy z bratem Józefem rozmawiałem. Słyszałem od innych, bliżej mi znanych słowa oceniające Jego zachowanie jako prawdziwego zakonnika. Spośród wielu młodych zakonników wyróżniał się spokojem. Na co dzień nie miałem sposobności na jakąś rozmowę, raczej takie dorywcze spotkania, bo nawet nie spotykaliśmy się w komandzie stałym czy doraźnym.

Słyszałem tylko, że jest przykładnym zakonnikiem, gotowym pomagać zwłaszcza kapłanom starszym wiekiem i potrzebującym pomocy, choćby w pracach fizycznych dla każdego przykrych, przy głodowym wyżywieniu. Zachowanie spokoju w postępowaniu było u wielu więźniów rzeczywistym heroizmem.

 


Relacja Ks. Kard. Adam Kozłowieckiego SI

"Postać śp. Brata Józefa stoi mi bardzo żywo w pamięci, chociaż nigdy nie pracowałem z nim w jednym komandzie (grupie roboczej), ani też nie mieszkałem z Nim na tej samej sali. Dlaczego zatem tak żywo Go pamiętam, trudno mi powiedzieć. Chyba uderzył mnie Jego wielki spokój, zrównoważenie i dobroć, której najlepszym dowodem było ofiarowanie własnej krwi celem ratowania współwięźnia, śp. o. Stanisława Podoleńskiego SJ, Który nabawił się gangreny. Musiał już wtedy być sam bardzo wyczerpany i osłabiony, ponieważ razem z Ojcem Podoleńskim pracował w tzw. "pończoszarni", w której umieszczano więźniów osłabionych. Zresztą umarł w miesiąc po O. Podoleńskim, może nawet zrobiona przez Niego ofiara krwi przyspieszyła i Jego śmierć?"

Urywek listu pisanego do jednego ze Współbraci w dniu 15 marca 1978 r. z Zambii.

 


Testimonia - Br.Michał Marciniak CFCI

T E S T I M O N I A

Brat Michał Marciniak
Naoczny świadek "de vita", ur. 24.09.1911 r. w Żegrowie k. Śmigla,
brat zakonny ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego,
pracował razem z Błogosławionym Bratem Józefem Zapłatą.

A/ Pierwszy raz spotkałem się z Bratem Józefem w 1929 r. w Poznaniu na Ostrowiu Tumskim w naszym domu zakonnym i stykałem się z Nim w Poznaniu przez dwa miesiące. Był zakonnikiem gorliwym, obowiązkowym, wymagającym. Życie prowadził pobożne, jak każdy zakonnik. Uważam, że był wierny Regule Zakonnej. Gorliwy w pobożności. Zachowywał śluby, co wynikało zresztą z Jego postawy i działania. Co do Jego ducha wiary i nadziei, nie umiem nic konkretnego powiedzieć, ale posiadał miłość Boga i Kościoła. Bardzo sumiennie spełniał swoje obowiązki. Gdy wybuchła wojna, czuwał z własnej woli nad opuszczoną Rezydencją Prymasa Polski, gdzie został aresztowany.

B/ Dla ludzi był uprzejmy, w obozie w Dachau ofiarował swoją krew przez transfuzję współwięźniowi - o. Podoleńskiemu SJ - a o tym wiem ze słyszenia. Posiadał cnotę roztropności, bo po przemyśleniu potrafił zmienić decyzję. Przeciwności życia potrafił znosić ze spokojem, z poddaniem się woli Bożej, bo trzeba mieć ducha pokory, żeby po zwolnieniu ze stanowiska przełożonego domu w Poznaniu, pozostać w tym samym domu jako zwykły zakonnik wśród Braci. Sądzę, że Jemu tej cnoty umiarkowania nie brakowało. Był rygorystą w wymaganiach, tak do swojej osoby, jak i innych.

Podporządkowywał się zawsze woli przełożonych i ich decyzjom. Przestrzegał ściśle ślubów zakonnych. Był oddany Zgromadzeniu i swemu domowi zakonnemu.

Słyszałem, że Brat Józef będąc w obozie przeznaczonym do kuchni, jak mógł, tak udzielał pomocy współwięźniom, a na święta umiał postać się o coś dodatkowego.

C/ Wiem ze słyszenia od Współbraci, już po wojnie, że Brat Józef Zapłata był aresztowany w rezydencji arcybiskupiej w Poznaniu, podczas gdy opiekował się opuszczonym pałacem. Powodów aresztowania nie znam. Uważam Go za Męczennika, ponieważ dobrowolnie zgłosił się do pielęgnowania chorych na tyfus, gdy już się zbliżał front amerykański i niedaleko było wyzwolenie. Słyszałem, że mówił, iż swoje życie ofiarowuje za Kardynała Augusta Hlonda, o Jego szczęśliwy powrót po wojnie do Ojczyzny. Sam dla Ks. Kardynała Augusta Hlonda miał wielki szacunek i był mu oddany. Widział w Nim ratunek dla Kościoła w powojennej Polsce. Słyszałem, że Kardynał August Hlond przed swoim wyjazdem z Gniezna do Warszawy, gdy dowiedział się o tym, że znalazł się ktoś, kto oddał za niego swe życie, bardzo się wzruszył. Ks. Kanonik Ignacy Walczewski, który ówcześnie ze mną pracował w Kurii Metropolitalnej w Poznaniu, mówił do mnie: "Zacznijcie coś robić w sprawie Brata Józefa, bo z chwilą śmierci świadków, współwięźniów, znikną dowody Jego męczeństwa".

Sława o Jego męczeństwie ucichła po wojnie, bo młodzi Bracia nie znali Go, a starsi nie podjęli starań o ujawnienie Jego świętości.

 


Testimonia - Ks. Marian Balcerek

T E S T I M O N I A

Ksiądz Marian Balcerek
Naoczny świadek "de Vita aerumnis carceris",
ur. 10 stycznia 1913 r. w Krzywiniu,
emeryt, był więziony razem z Bratem Józefem

A) Do składania zeznań skłania mnie pragnienie powiedzenia prawdy o Jego dobrowolnej ofierze złożenia życia z miłości ku bliźnim, znajdującym się w szpitalu obozowym. Posiadane wiadomości pochodzą z własnych obserwacji. Brata Józefa Zapłatę poznałem w obozie koncentracyjnym w Dachau i spotykałem się z Nim do Jego śmierci. Posiłki jedliśmy przy jednym stole. Wspominał także, że bardzo chętnie chodził do kościoła parafialnego Ojców Benedyktynów w Lubiniu. Podobało mi się, że Brat Józef był oddany całym sercem Kardynałowi Hlondowi. Wyrażał się o Kardynale zawsze z wielkim szacunkiem i dlatego uważam, że Kardynał obdarzał Go wielkim zaufaniem. Mówił, że gdy Kardynał wyjeżdżał z Poznania w chwili wybuchu wojny, Jemu powierzył klucze i opiekę nad rezydencją arcybiskupią. Wyjawił nam, współwięźniom, że ten obowiązek opieki nad pałacem przyjął chętnie i gotów był na wszelkie represje. Brat Józef wspominał także z wdzięcznością lata spędzone w Zgromadzeniu (Braci Serca Jezusowego).

B) Różne upokorzenia przeżywał w duchu wiary i poddania się woli Bożej. W obozie postępowanie Jego budziło uznanie u współwięźniów. Był bardzo miły i szlachetny, był wstydliwy, nie lubił tematów o sprawach nieskromnych. Można przypuszczać, że wyniósł to wychowanie z domu rodzinnego. Myślę, że był świadomy zagrożenia utraty życia, skoro, jak opowiadał, Kardynała Augusta Hlonda zapewniał o wytrwaniu na posterunku do końca.

C) Potwierdzeniem tej postawy było dobrowolne zgłoszenie się do pielęgnacji chorych na tyfus, co było świadomym narażeniem się na śmierć. Współwięźniowie odwodzili Go od tego zamiaru, ponieważ zbliżało się nasze wyzwolenie. On odpowiedział: "Ja wiem co ja robię". Domyślaliśmy się, że to jest Jego ofiara, jaką składał Panu Bogu w intencji szczęśliwego powrotu Księdza Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski. Niemcom na przeszkodzie do zwycięstwa stawała wiara katolicka i polski patriotyzm, dlatego zamykano wszystkich, którzy te cechy posiadali.

W obozie był człowiekiem pobożnym, wiernym Bogu i Ojczyźnie. Nie zachwiał się w wierze. Nie rozpaczał, nie przeklinał. Przyjmował wszystko jako dopust Boży. Nie słyszałem, aby proponowano Mu uwolnienie za cenę odstępstwa od wiary. Nie wiem czy pragnął męczeństwa, ale decyzja pójścia na blok chorych na tyfus była świadomym zdecydowaniem się na śmierć. Śmierć poniósł w obozie w Dachau, na bloku chorych na tyfus. W obliczu śmierci zachował się zgodnie ze swoją postawą chrześcijanina. Został spalony w krematorium w Dachau.

Brata Józefa uważam za człowieka ofiarnej miłości, Który swoje życie potrafił ofiarować za bliźnich. Inni po Jego śmierci wspominali Go z uznaniem dla Jego wiary i poświęcenia.

 


Relacja Br. Walentego Siwy CFCI

Puszczykowo, dnia 28 października 1991 r.

Ja niżej podpisany zaświadczam co następuje:

Brata Józefa Zapłatę znałem od 1927 roku. Był to człowiek bardzo energiczny i pracowity. Będąc później przełożonym domu zakonnego w Poznaniu przy ul. Ostrów Tumski 6, dawał dobry przykład pracowitością i pobożnością i tego też wymagał od swoich współbraci.

Od 1 marca 1939 r. pracowałem razem z Nim w Kurii Arcybiskupiej w Poznaniu, pisząc na maszynie. Podczas pracy żyliśmy w zgodzie i miłości braterskiej. Można było zauważyć u Brata Józefa wiele cnót heroicznych.

Gdy wojska niemieckie wkroczyły do Poznania, Brat Józef ochoczo zgłosił się do Pałacu Księdza Prymasa, by pełnić funkcję furtiana i tam też został aresztowany i wywieziony do obozu w Mathausen, Gusen i wreszcie do Dachau, gdzie przy końcu wojny poświęcił się pielęgnacji chorych na tyfus. Zaraziwszy się, tam też zmarł.

Tyle co wiem o śp. Bracie Józefie Zapłacie.

(-) brat Walenty Siwa

 


Relacja Ks. Alojzego Wietrzykowskiego /1/

Relacja Ks. Alojzego Wietrzykowskiego
zamieszczona w "Przewodniku Katolickim"
nr 36 z dnia 9 września 1962 r.

W kwietniu 1946 r. wracałem do kraju po niemal sześcioletniej tułaczce. Kiedy żegnałem się w Paryżu z przyjaciółmi i znajomymi, zwrócił się do mnie jeden z młodszych kapłanów polskich, który zaledwie przed rokiem wyszedł z obozu koncentracyjnego i prosił mnie, żebym przybywszy do kraju, przekazał Ks. Kardynałowi Hlondowi wieść o Bracie Józefie Zapłacie ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, który przed wojną pracował w Kancelarii Prymasa Polski w Poznaniu, przed samą zaś wojną był furtianem w Domu Prymasowskim.

Brat ten został aresztowany i osadzony w Dachau. Cicho i cierpliwie znosił nieludzkie udręki obozowego życia. Zaprzyjaźniwszy się ze wspomnianym kapłanem, otwierał przed nim często swoją duszę. Mówił wiele o minionych latach swego życia, które spędził w Poznaniu, patrząc z bliska na Postać Wielkiego Prymasa. Uwielbiał Go i był Mu oddany bez reszty. Wiedział, że od pierwszych nieomal dni wojny stał się tułaczem na obczyźnie, a potem został aresztowany i osadzony w więzieniu niemieckim na terenie okupowanej Francji. Uważnie nadsłuchiwał każdej nowej wieści o uwielbianym Kardynale i przeżywał je całą duszą dzieląc się swoimi obawami i nadziejami z młodym kapłanem.

Wyznał mu, że złożył Bogu swoje życie w ofierze, aby Prymas Polski mógł po skończonej zawierusze wojennej powrócić zdrowo i szczęśliwie do wolnej ojczyzny. Rozumiał, jak bardzo będzie On potrzebny Kościołowi.

Brata Józefa dręczyła cicha obawa, czy Bóg przyjmie jego heroiczną ofiarę. Tak bardzo czuł się małym i niegodnym, aby mógł wpływać na bieg Bożych wyroków. Ale trwał niezłomnie w swoim postanowieniu i powtarzał często: "Boże, zabierz mnie z tego świata, mnie Twego pokornego sługę, a dozwól, aby Ksiądz Prymas powrócił do Polski".

Wokoło śmierć sprzątała żniwo. A jego jakby unikała. Aż wybuchła w Dachau epidemia tyfusu. Obozowi kaci zwrócili się do umęczonych więźniów o podjęcie się dobrowolnej opieki nad chorymi.

Każdy wiedział, że groziło to zarażeniem się i śmiercią. Znalazła się grupa ofiarnych dusz, które z narażeniem własnego życia zgodziły służyć chorym. Wśród nich był również Brat Józef Zapłata. Pożegnał się serdecznie ze swoim młodym kapłańskim przyjacielem, dając wyraz radosnej nadziei, że może jednak Bóg przyjmie ofiarę jego życia. Z rozjaśnionym obliczem przekroczył drzwi baraku szpitalnego. Już z niego nie wyszedł żywy. Zaraził się i umarł 19 lutego 1945 r. Pewnie jego ostatnie myśli przy konaniu szukały w dalekim świecie umiłowanego Prymasa, a usta szeptały: "Boże, spraw, aby On powrócił do kraju".

W niedzielę, 5 maja 1946 r. odbywał się w Gnieźnie doroczny odpust Św. Wojciecha. Brał w nim udział po sześcioletniej przerwie Ks. Kardynał Prymas Hlond, powróciwszy szczęśliwie do kraju. Wieczorem, po skończonych uroczystościach odpustowych opowiedziałem Mu przekazane mi szczegóły z obozowego życia i heroicznej śmierci Brata Zapłaty. Słuchał uważnie i z widocznym wzruszeniem. A potem łzy zaszkliły się w Jego oczach, pochylił głowę i począł się cicho modlić. Może polecał Bożemu Miłosierdziu duszę śp. Brata Zapłaty, a może powtarzał za Zbawicielem: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, iżeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i przewidującymi, a objawiłeś je maluczkim. Tak Ojcze, bo tak się spodobało Tobie". (Mt 11,25-26).

(-) Ks. A. Wietrzykowski