In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Piotr Szubarczyk
Purpura męczeństwa
Duchowieństwo polskie w Dachau


Nasz Dziennik 29-04-2005


Dachau to niewielkie niemieckie miasto, porównywalne wielkością z Wołominem czy Bielawą. Położone na północ od Monachium, niczym się specjalnie nie wyróżnia wśród innych bawarskich miast. Pewnie znane by dziś było z przemysłu elektronicznego (zakłady Telefunken) i z produkcji wywrotek, gdyby nie historia lat 1933-1945, która sprawiła, że nazwa miasta znajduje się obecnie na liście UNESCO, co nie jest wszakże powodem do dumy dla tutejszych mieszkańców. Od 40 lat jest to także znane na całym świecie miejsce pamięci - muzeum, pomniki, domy modlitwy.
W marcu 1933 r., dwa miesiące po tym, jak prezydent Paul von Hindenburg powołał Adolfa Hitlera na kanclerza Rzeszy, w pobliżu Dachau otwarto obóz koncentracyjny dla "wrogów narodu niemieckiego". Było to możliwe po ogłoszeniu dekretu "o ochronie narodu niemieckiego" (w lutym 1933 r.), ograniczającego drastycznie podstawowe prawa obywatelskie w zakresie religii i swobody poglądów politycznych. Nie był to pierwszy obóz koncentracyjny w Niemczech, ale spośród tych pierwszych na pewno najbardziej znany; także dlatego że działał nieprzerwanie przez 12 lat, aż do 29 kwietnia 1945 r., gdy ostatnich jego więźniów wyzwoliły wojska amerykańskie.
60. rocznica wyzwolenia więźniów obozu w Dachau to dobra okazja, by przypomnieć, czym był niemiecki obóz koncentracyjny (KL Konzentrationslager), szczególnie po tym, jak po styczniowych uroczystościach na terenie dawnego obozu Auschwitz-Birkenau pojawiły się w światowych mediach nieprzypadkowe, haniebne określenia w rodzaju "polski obóz koncentracyjny".
Konzentrationslager to była

"instytucja"
państwa niemieckiego (Deutsches Reich), utrzymywana z budżetu tego państwa, w okresie rządów w Niemczech (1933-1945) socjalistów z partii NSDAP Adolfa Hitlera, którzy uzyskali władzę dzięki poparciu niemieckich wyborców. Niemieckie obozy koncentracyjne przeznaczone były do eksterminacji różnych grup ludzi z powodu ich rasy, narodowości, religii, przekonań politycznych lub stanu zdrowia. Ludzi tych zabijano, kaleczono lub powodowano ich śmierć poprzez wyniszczającą pracę w ekstremalnie trudnych warunkach, na rzecz niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Nie było "polskich" obozów koncentracyjnych. Równie dobrze można by dziś mówić o obozach "francuskich" (Natzweiler-Struthof), "czeskich" (Theresienstadt), "holenderskich" (Hertogenbosch), "litewskich" (Kaunas), "łotewskich" (Kaiserwald) czy "estońskich" (Vaivara). W wielu państwach okupowanej przez Niemców Europy powstawały obozy koncentracyjne, w których zabijano ludzi uznanych za "wrogów państwa niemieckiego" - ze względu na swą narodowość, na przynależność do "elementów przywódczych" swojego narodu, na wyznawaną religię. Stosowano też szczególnie okrutny rodzaj eutanazji wobec "elementów nieprzydatnych" - ludzi chorych, kalekich, wymagających opieki i miłosierdzia.

KL Dachau
uwięził w okresie swej działalności około 250 tys. ludzi różnych narodowości, wśród nich kilkanaście tysięcy Polaków. Prawie 60 proc. z tej liczby straciło w obozie życie. Więźniów zmuszano do wyniszczającej pracy w przemyśle zbrojeniowym i w kamieniołomach. O szczególnej surowości regulaminu decydował m.in. fakt, że mieścił się tu ośrodek szkolenia esesmanów, funkcjonariuszy załóg obozowych. W Dachau wszystko musiało być "wzorcowe" - i udręka, i śmierć.

Zamordowana diecezja
Niemieckie obozy koncentracyjne miały swoje "specjalności". Wiadomo, że obozy położone na terenie tzw. Generalnego Gubernatorstwa realizowały plan wyniszczenia Żydów, zwożonych tu z całej okupowanej Europy. W Dachau zwraca uwagę szczególnie duża grupa księży katolickich, wśród których najliczniejsi byli Polacy - 1780 księży diecezjalnych i braci zakonnych z całej Polski, głównie z terenów wcielonych jesienią 1939 r. do Rzeszy. Z tej liczby prawie 800 poniosło tu męczeńską śmierć. Dokładnie tylu kapłanów miały przed wojną największe polskie diecezje - krakowska, lwowska, przemyska czy warszawska. Według ustaleń ks. Wiktora Jacewicza ("Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymsko-katolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939-1945"), w czasie wojny aż 6367 księży i zakonników polskich było represjonowanych przez obu okupantów - Niemców i Sowietów, z czego śmierć poniosło 1847 księży, 850 braci zakonnych i prawie 300 sióstr. W sumie z rąk okupantów, przede wszystkim Niemców, zginęło około 3 tys. polskich duchownych. Najwięcej z diecezji włocławskiej (nazywanej dziś "diecezją męczenników") i chełmińskiej, czyli z Pomorza. Z tych wyliczeń wynika, że co czwarta ofiara umierała w Dachau. Miejsce to zasługuje więc na szczególną pamięć Polaków.

Męczennicy czasu wojny
13 czerwca 1999 r. Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował pierwszą grupę 108 polskich męczenników czasu II wojny światowej. Okazało się wówczas, że miejscem ich śmierci były przede wszystkim niemieckie obozy koncentracyjne: Auschwitz, Sachsenhausen, Stutthof, a przede wszystkim Dachau (46 osób). Obecnie trwa proces beatyfikacyjny drugiej grupy męczenników (122 osoby). Tu również spotykamy liczną grupę z Dachau.

Błogosławiony
Michał Kozal jest najbardziej znanym polskim męczennikiem z Dachau. Wybitny teolog, biskup pomocniczy włocławski, ojciec duchowny i profesor seminarium duchownego w Gnieźnie, później jego rektor, nie opuścił swej diecezji mimo groźby utraty życia. Zarządzał nią do listopada 1939 r. Aresztowany przez Niemców i uwięziony w Dachau, umarł tam w opinii świętości 26 stycznia 1941 r. Ojciec Święty beatyfikował sługę Bożego w roku 1987.

Kapłan i harcerz
Błogosławiony ks. Stefan Wincenty Frelichowski umierał na dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu. Mógł żyć, ale dobrowolnie poszedł opiekować się współwięźniami chorymi na tyfus. Przedtem znany był w obozie z heroicznej wierności cnotom kapłańskim. Opiekował się słabszymi więźniami, odprawiał zakazane w obozie Msze św. i udzielał sakramentów. Pielęgnował cnoty nie tylko kapłańskie. Był wybitnym, ideowym instruktorem harcerskim. Dziś jest patronem polskiego harcerstwa. W styczniu 1939 r. napisał w swoim pamiętniku, że drużyna harcerska powinna dawać swym członkom "coś więcej niż samą karność, trochę wiedzy polowej i przyjemne obozy". Powinna dać przede wszystkim "pełne wychowanie obywatela, znającego dobrze swoje obowiązki dla Ojczyzny". Miłość do Boga, wynikające z niej powinności wobec bliźnich i cnota miłości Ojczyzny były tymi wartościami, które pomogły wielu ludziom dostrzec w obozowym cierpieniu plan Boży. Jednym pomogły przetrwać, by świadczyć; innym pomogły w śmierci godnej chrześcijanina.
Podobnie umierał ojciec Hilary Januszewski, karmelita. Gdy więźniowie żyli już nadzieją szybkiego wyzwolenia, poszedł dobrowolnie zaopiekować się umierającymi z powodu tyfusu i sam padł ofiarą epidemii.
Ksiądz Józef Pawłowski, rektor seminarium z Kielc, umierał uwięziony w Dachau za to, że ratował życie Żydom, a takie "przestępstwa" w okupowanej Polsce karano śmiercią.

Zostańcie z Bogiem...
Ksiądz Henryk Kaczorowski, rektor seminarium duchownego we Włocławku, poniósł śmierć po obozowej selekcji, gdy uznano, że nie nadaje się już do pracy. Trafił do grupy obozowych "inwalidów". Każdy z nich wiedział, że to wyrok śmierci. Oczekiwanie na śmierć, poniżenie, skrajne udręczenie. A jednak współwięzień ks. Władysław Sarnik zapamiętał ostatnie chwile księdza rektora nie w poniżeniu, lecz w pełni jego człowieczeństwa: "Wychodzi z izby, niezmiernie wychudzony, w obozowych pasiakach - człowiek widmo. Szeroko otwartymi oczami rozejrzał się i spostrzegł mnie, stojącego za bramą. Gdy esesmani byli czymś zajęci, podszedł ku mnie do samej bramy. Był przejęty, wzruszony. 'Powiedz wszystkim, aby się nie smucili. My się nie łudzimy. My wiemy, co nas czeka. Dominus regit me et nihil mihi deerit. Przyjmujemy z rąk Bożych to, co nas czeka. Módlcie się za nas, byśmy wytrwali, a my również modlić się będziemy za was - tam'. I tu wskazał ręką ku niebu. Na pożegnanie zdążył jeszcze zawołać: 'Zostańcie z Bogiem!'".

Nie tylko kapłani
W Dachau ginęli nie tylko kapłani. Wśród więźniów, którzy pozostawili po sobie piękną pamięć, wymienia się Stanisława Starowieyskiego, prezesa Akcji Katolickiej w diecezji lubelskiej. Właśnie za działalność w Akcji został aresztowany i osadzony w Dachau. Umierał w noc Zmartwychwstania Pańskiego 1941 r. Zachowało się o nim następujące świadectwo: "Był apostołem i w obozie. Iluż ludziom ułatwił spowiedź św. Był nie tylko ośrodkiem pomocy duchowej, ale też organizował pomoc materialną, wielkodusznie dzieląc się z bardziej potrzebującymi".
Takich przykładów z Dachau można by podawać bardzo dużo. Zachowały się liczne wspomnienia i zachowali się żywi świadkowie. Wbrew najczarniejszym przewidywaniom Niemcy nie zdążyli zamordować wszystkich więźniów przed nadejściem wojsk amerykańskich.

Sługa Boży
Podajmy jeszcze jeden przykład - kapłana, sługi Bożego w trwającym od 17 września 2003 r. procesie beatyfikacyjnym drugiej grupy polskich męczenników czasu wojny.
Ksiądz Paweł Prabucki był dziekanem i proboszczem w Gostkowie (diecezja chełmińska). Gdy wybuchła wojna, był także kapelanem wojskowym. Mimo ostrzeżeń o niebezpieczeństwie wrócił do swojej parafii. Po aresztowaniu przeszedł przez obozy śmierci w Stutthof i Sachsenhausen. Budził szacunek nawet obozowych oprawców. W Dachau, dokąd trafił w grudniu 1940 r., nazywali go "Oberpriester" ("nadksiądz"). To on odprawił w obozie pierwszą Mszę św., podnosił na duchu tych, którzy tracili nadzieję. Umarł z powodu skrajnego wycieńczenia 30 sierpnia 1942 r. W intencji takich jak on modlimy się o pomyślność trwającego procesu.

"Wycierpiała Polska wszystko"...
Prymas Polski ksiądz kardynał August Hlond - przebywający w okresie wojny m.in. w Rzymie i tam działający na rzecz sprawy polskiej w Stolicy Apostolskiej - mówił o więźniach Dachau ze wzruszeniem i najwyższym szacunkiem. W zachowanym liście do księży uratowanych z obozu (10 VI 1945) pisał, dzieląc się swoją radością i zarazem nadzieją na dobrą przyszłość kraju, wbrew ustalonemu właśnie porządkowi jałtańskiemu:
"Otrzymaliście moją depeszę? Był to pierwszy krzyk radości, który wyrwał mi się z duszy po otrzymaniu konkretnych informacji o Waszym wyzwoleniu. Trudno słowami wyrazić moje szczęście i to głębokie uczucie ulgi. Jakże dziękowałem Bogu i Matce Najświętszej, że przynajmniej Wasza garstka przebyła okropności obozu! (...) Ale przy końcowym rachunku silny skurcz serca, że Was przecież tak niewielu (...). Kościoły nasze pokryły się po raz pierwszy purpurą męczeńską (...)".