In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Powr?do strony g?wnej
Więźniowie Dachau
Uratowani przez św. Józefa
Pielgrzymowanie księży, byłych więźniów Dachau, do św. Józefa Kaliskiego
Wejdź do kaplicy męczeństwa i wdzięczności
Akt oddania się w opiekę św. Józefowi
Błogosławieni męczennicy
Wspomnienia z Dachau
Dowiedz się więcej
Aktualności
O Sanktuarium
Historia Sanktuarium
Kult św. Józefa
Relikwie
Zabytki
Skarbiec
Tablice pamiątkowe
Świadectwa
Modlitwy
Biblioteka św. Józefa
Więźniowie Dachau
Jan Paweł II w Kaliszu
Homilie Biskupa Kaliskiego
Rozmowy z Kustoszem
Stały konfesjonał
Pielgrzymki
Dom Pielgrzyma
Dane teleadresowe
Grupy Duszpasterskie
Intencje mszalne
Ogłoszenia duszpasterskie
Porządek nabożeństw
Posługa sakramentalna
Usługi pogrzebowe
Kapłani o pracownicy
Kapituła
Pielgrzymki i wyjazdy z parafii
Galeria
Rodzina Św. Józefa
Pierwsze Czwartki u Św. Józefa
Bł. Edmund Bojanowski
Otoczmy troską życie
 
https://www.swietyjozef.kalisz.pl/main/dachau.gif

Bł. ks. Antoni Świadek (1909-1945)

Bł. ks. Antoni ŚwiadekAntoni Świadek (ur. 27 marca 1909 w Pobiedziskach, zm. 25 stycznia 1945 w Dachau) - polski duchowny katolicki, błogosławiony Kościoła katolickiego. Ukończył seminarium duchowne w Poznaniu. Był wikariuszem kościoła farnego w Bydgoszczy oraz kapelanem harcerskim i wojskowym.

Kapelan organizacji młodzieżowych w Bydgoszczy, kapłan wyjątkowej żarliwości apostolskiej. "Miłość do Matki Bożej charakteryzowała całe jego życie". Został aresztowany w lipcu 1942 r. i przewieziony do Dachau. "Był jedną z tych wyjątkowych dusz kapłańskich, które słoneczną pogodą ducha, czystością charakteru i głębią życia równocześnie pociągają, ale i onieśmielają, i zawstydzają" (ks. Jan Ziółkowski). Zmarł 25 stycznia 1945 r. w Dachau w następstwie udręk obozowych, z różańcem w dłoni.

Bł. Antoni beatyfikowany został 13 czerwca 1999 r. w Warszawie przez papieża Jana Pawła II i należy do grona 108 polskich męczenników II wojny światowej.

Wspomnienie liturgiczne ks. Antoniego Świadka przypada 21 stycznia.


 

Urodził się w 27.iii.1909 r. w Pobiedziskach, w woj. poznańskim, w rodzinie kołodzieja – czyli rzemieślnika zajmującego się wyrobem drewnianych wozów, sań i części do nich, głównie kół, zawodu dziś w zasadzie nie istniejącego - Władysława i Władysławy, z domu Mieleszyńskiej. Niedługo po urodzeniu rodzice przenieśli się do Kępna i tam spędził lata dziecinne i młodzieńcze.

Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum w Kępnie - dziś Liceum Ogólnokształcącego Nr I im. mjra Henryka Sucharskiego. Dał się poznać jako uczeń aktywny: udzielał się w Sodalicji Mariańskiej (łac. Congregatio Mariana), czyli katolickiego stowarzyszenia świeckich pragnących łączyć życie chrześcijańskie ze studiami, której został pierwszym prezesem, oraz w harcerstwie. W 1928 r. złożył egzamin dojrzałości.

Zaraz po maturze zgłosił się do seminarium duchownego w Poznaniu. Przyjęto go: jego prefekt gimnazjalny ks. Feliks Kwade (ur. 1900 – zm. Szczecin), wystawił mu opinię wzorowego ucznia. Ojcem duchowym seminarium był wówczas ks. Michał Kozal, późniejszy biskup i błogosławiony, który miał wielki wpływ na duchowość swoich wychowanków, w tym Antoniego.

Wiele lat później koledzy z czasów seminaryjnych zapamiętali w szczególności jego pracowitość, pobożność i silny charakter. Dużo wobec siebe wymagał, będąc wyrozumiałym wobec błędów innych. Nie zapamiętano go wszelako z jakiś nadzwyczajnych zdolności. 10.VI.1933 r. przyjął święcenia kapłańskie, z rąk Prymasa Augusta kard. Hlonda (1881, Brzęczkowice – 1948, Warszawa). Tego samego roku został wikariuszem w bydgoskim farnym kościele św. Marcina i Mikołaja (dziś katedra diecezji bydgoskiej). Pełnił obowiązki kapelana harcerskiego i wojskowego. Udzielał się zwłaszcza w harcerstwie – nawiązując tym samym niejako do czasów gimnazjalnych – m.in. jeździł z młodzieżą na obozy, zajmując się kształtowaniem jej charakterów i sumień…

W 1937 r. został przydzielony jako substytut (sprawujący, w zastępstwie, powinności proboszcza) do kościoła filialnego pw. św. Stanisława Biskupa w Bydgoszczy, na przedmieściu Siernieczek, formalnie pozostając wikariuszem kościoła farnego, z zadaniem zorganizowania parafii. Szybko zdobył szacunek nowej owczarni. Ze szczególnym zamiłowaniem pracował wśród dzieci i młodzieży. Zorganizował duże zespoły „Krucjaty Eucharystycznej”, dzieła św. Urszuli Ledóchowskiej (zgromadził w nich około 1.5 tys. dzieci!). Urządzał z nimi i dla nich przedstawienia teatralne. W latach 1937-1939 wybudował plebanię przy kościele.

Po najeździe Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. dobrowolnie zgłosił się do wojska (zapewne był to jeden z oddziałów Armii Pomorze, choć autorowi niniejszego opracowania nie udało się tego zweryfikować) i został kapelanem. Nie wiadomo jak wyglądał szlak bojowy jednostki, do której go przypisano (na przykład, nie wiadomo, czy wziął udział w bitwie nad Bzurą?) – wiadomo, że pozostał z nią do końca, czyli do rozwiązania.

W jakiś sposób uniknął też internowania. Wiadomo, że przez pewien czas pracował w szpitalu dla polskich jeńców, choć nie wiadomo gdzie. Później powrócił do Bydgoszczy, szczególnie naznaczonej w pierwszych miesiącach okupacji terrorem niemieckim - w ciągu pierwszych czterech miesięcy okupacji Niemcy zamordowali w tajnych lub publicznych egzekucjach około 5000 osób, z czego od 1500 do 1900 pochodziło z samej Bydgoszczy. Jednym z nich był inny wikariusz parafii farnej w Bydgoszczy, ks. Jan Jakubowski (1910 - 1939, Bydgoszcz). Mimo tego starał się w okupacyjnych warunkach kontynuować działalność duszpasterską. Wbrew nakazom władz hitlerowskich, aby wszystkie obrzędy liturgiczne sprawowane były po niemiecku, podczas nabożeństw i pogrzebów często posługiwał się językiem polskim. Spowiadał po polsku, przygotowywał potajemnie po polsku dzieci do pierwszej Komunii Świętej. Opiekował się też ubogimi, w szczególności rodzinami z małymi dziećmi - własnej matce miał nawet odebrać kawałek mydła, by zanieść go potrzebującym - oraz spotykał z młodzieżą, którą znał z poprzedniej pracy w organizacjach. Ta działalność nie uszła uwadze Niemców, którzy region bydgoski przyłączyli bezpośrednio do Rzeszy. Zadenuncjowany przez jedną z mieszkanek Siernieczek (o polskim nazwisku), której spowiedzi wysłuchał po polsku, został latem 1942 r. aresztowany przez gestapo i osadzony w bydgoskim więzieniu. Tam potraktowano go szczególnie brutalnie, m.in. zmuszając do pchania ciężkich wózków załadowanych piaskiem, w rezultacie czego zachorował na przepuklinę (łac. hernia).

7.X.1942 r. wywieziono go do niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager) Dachau, gdzie na ramieniu wytatuowano mu numer obozowy: 37193.

W obozie przebywał już wówczas m.in. jego dawny ojciec duchowny z seminarium, bp Kozal, który odszedł do Pana w 1943 r. (beatyfikowany w 1987 r.), a także przyjaciel z czasów seminaryjnych ks. Wacław Kamiński (1906, Kościeszki/Rzeszyn - 1984, Gąsawa). Początkowo przydzielono mu stosunkowo – jak na warunki obozowe – łatwą pracę i w komandzie odzieżowym (niem. Bekleidungslager) zajmował się sortowaniem odzieży, dzięki czemu mógł zaopatrywać współwięźniów w bieliznę. Ale już wkrótce, bo w x.1942 r., zachorował na dur brzuszny (łac. typhus abdominalis), zwany też tyfusem brzusznym, wywoływany zarazkami Salmonelli, i przeniesiony został - wraz z innymi ofiarami epidemii - do „szpitala” obozowego („rewiru”) i w zasadzie odizolowany. W obozie rozeszła się pogłoska o jego śmierci – za jego duszę odprawiano już modlitwy - ale po dłuższej chorobie, dzięki paczkom z zewnątrz, wyzdrowiał. Wrócił do komanda odzieżowego i skierowany został do składnicy materiałów odzieżowych i skór. Potem przeniesiono go do pracy na plantacjach, przy zwożeniu wikliny, a w końcu pracował w obozowym komandzie transportowym. Uczyniono go nawet przełożonym tej ostatniej brygady.

Kiedy front wschodni odciął dopływ paczek, w obozie zaczęło brakować bielizny i środków dezynfekujących i znów pojawiła się epidemia tyfusu. Antoni pod koniec 1944 r. był izbowym (odpowiedzialnym za porządek) 30 bloku, w trzeciej izbie tyfuśników, czyli osób chorujących na tyfus. I wtedy zachorował po raz wtóry.

8.I.1945 r. został przeniesiony do „rewiru” dla chorych. Miał zapalenie płuc i z dnia na dzień temperatura rosła. Był niespokojny, trzeba było go przywiązywać do łóżka – wreszcie lekarze stwierdzili tyfus (dur) plamisty (łac. typhus exanthematicus), przenoszony przez wszy i pchły. Wspomniany już ks. Wacław Kamiński, odwiedzał go, modlił się z nim i potajemnie przynosił mu Komunię św. Koledzy wystarali się także o zastrzyki Cebionu (nazwa leku firmy Merck, kwasu askorbinowego, popularnej witaminy C), przynosili mu cukier gronowy, a nawet kompot i ciasto. I chociaż w dzień wydawało się, że czuje się o wiele lepiej, nocami koszmar powracał. Choroba szybko czyniła spustoszenie organizmu. Antoni znosił jej przebieg z głębokim poddaniem się woli Boga. Odszedł do Pana 25.I.1945 r. „Miłość do Matki Bożej charakteryzowała całe jego życie”, mówili o nim przyjaciele – rzeczywiście, do końca odmawiał różaniec i z nim w dłoniach wydał ostatni oddech.

Jego zwłoki rzucono na stos ciał do baraku pogrzebowego – trupiarni (niem. Totenkammer), a po paru dniach pochowano w zbiorowej mogile poza obozem, w pobliżu wsi Deutenhofen – Niemcom zabrakło koksu na spalenie w obozowym piecu krematoryjnym…

Wieczorem 27.I w kaplicy obozowej ks. Aleksander Woźny (1910, Uzarzewo – 1983, Poznań) odprawił Mszę świętą żałobną – potajemnie, bowiem Polakom nie było wolno odprawiać Mszy św., aczkolwiek od 1944 r. nastąpiło pewne rozluźnienie i kapłani przetrzymywani w Dachau zaczęli odprawiać skrycie nabożeństwa - a kolega z lat seminaryjnych ks. Jan Ziółkowski (1903, Janowiec Wlkp. – 1972, Gniezno) wygłosił kazanie. Powiedział wówczas:

Na godzinę wyrwaliśmy się z własnej męki obozowego życia, by requiem aeternam wymodlić dla tego, który tej męki ostatnią wypił już kroplę. Czyny człowieka stają się prawdziwie wielkie dopiero wtedy, gdy źródłem ich są szlachetne pobudki i intencje. A właśnie wielkość Zmarłego leżała w nim samym. Niezłomny kapłan, bo niezłomna płonęła w jego duszy wiara. Gorący Polak, w którym palił się znicz wiary i nadziei w sprawiedliwość dziejową i którego ożywiała niezmierna tęsknota za pracą na niwie ojczystej, jak i w Winnicy Pańskiej; prawdziwie dobry człowiek o czułym i niezmiernie uczynnym sercu i pogodnym umyśle; tkliwy i wdzięczny syn, który matkę miał za najcenniejszy skarb na świecie. Nie byłem tym, któremu Zmarły pozwolił zaglądać w swoje sumienie, a jednak nie waham się powiedzieć: zaprawdę, chciałbym kiedyś jak on zgasnąć i z takim jak on sumieniem stanąć przed Sędzią i z takich, jak jego wina, być sądzonym”.

Po wypędzeniu Niemców przez armię rosyjską z Bydgoszczy rada parafialna kościoła św. Stanisława Biskupa przedłożyła władzom miejskim prośbę o przemianowanie jednej z sąsiednich ulic (ul. Kaplicznej) na ul. ks. Antoniego Świadka. Rosyjscy namiestnicy – komunaziści – wydali wszelako negatywną opinię. Wdzięczni parafianie wszelako wystawili byłemu substytutowi w 1948 r. tablicę pamiątkową w kościele.

W 1991 r. znalazł się w grupie 108 polskich męczenników za wiarę, zamordowanych podczas II wojny światowej, objętych postępowaniem beatyfikacyjnym.

13.VI.1999 r. został beatyfikowany w Warszawie przez papieża Jana Pawła II.

Tuż przed beatyfikacją, 7.VI.1999 r., Jan Paweł II odwiedził Bydgoszcz. W homilii wygłoszonej tego dnia mówił:

»Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie«Mt 5, 10 […]

[Dwudzieste stulecie zapisało] wielką martyrologię. […] Iluż ich było w okresie drugiej wojny światowej i w czasie panowania totalitarnego systemu komunistycznego! Cierpieli i oddawali życie w hitlerowskich czy też sowieckich obozach zagłady. […] ‘A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby nieznani żołnierze wielkiej sprawy Bożej’ — napisałem w liście apostolskim ‘Tertio millennio adveniente’n. 37. I dobrze, że się o nich mówi na ziemi polskiej, bo ta ziemia zaznała wyjątkowego udziału w tej [wielkiej współczesnej martyrologii]. Dobrze, że się to mówi w Bydgoszczy! Oni wszyscy dali świadectwo wierności Chrystusowi pomimo przerażających swoim okrucieństwem cierpień. Krew ich spłynęła na naszą ziemię i użyźniła ją na wzrost i na żniwo. Wydaje ona owoc stokrotny w naszym narodzie, który wiernie stoi przy Chrystusie i Ewangelii.

Trwajmy nieustannie w jedności z nimi. Dziękujmy Bogu, że zwycięsko przeszli przez trudy: ‘Bóg […] doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę’Mdr 3, 6. Oni stanowią dla nas wzór do naśladowania, z ich krwi winniśmy czerpać moce do codziennej ofiary, jaką mamy składać Bogu z naszego życia. Są dla nas przykładem, byśmy tak jak oni odważnie dawali świadectwo wierności Krzyżowi Chrystusa…

Spacer wirtualny w Sanktuarium Św. Józefa w Kaliszu
Spacer wirtualny w Sanktuarium Św. Józefa w Kaliszu
          UWAGA !!!
          MSZA ŚW.
     O DOBREGO MĘŻA I ŻONĘ
   21 GRUDNIA BĘDZIE
        WYJĄTKOWO
     O GODZ. 18.00
 

 

 

Pierwsze Czwartki u Św. Józefa