In English In Italiano Auf Deutsch
top
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Bp Stanisław Stefanek

Homilia do rodzin wygłoszona w I Czartek Miesiąca w ramach X Międzynarodowego Kongresu Józefologicznego

Bardzo nam drogi i dostojny pasterzu Kościoła Kaliskiego Biskupie Stanisławie, Biskupie Teofilu, bracie we wspólnocie misji pasterskiej, kapłańskiej, umiłowani bracia i siostry, czciciele świętego Józefa, czciciele świętej Rodziny, zatroskani o rodzinę ludzką, gromadzący się tu, w tym Sanktuarium każdego miesiąca w I. Czwartek.

Ten czwartkowy wieczór został wpisany w wyjątkowo bogaty program, to X. Kongres Józefologiczny i wszystkie wymiary tej bogatej oferty, którą przygotowali organizatorzy. A dzisiaj modlą się z nami profesorowie, wykładowcy i wszyscy którzy przez pośrednictwo stacji radiowych, przez telewizję Trwam docierają da naszej wspólnoty modlitwą, a my chcemy ich pozdrowić i obdarzyć rozważaniem tych słów, których wysłuchaliśmy. W sposób szczególny dziś opiekuję się i przewodzi naszej modlitwie patronka – święta Terasa w towarzystwie swoich rodziców. O nich pisała wiele, gdy odsłaniania swoje serce i uczyła nas dróg prostej drogi umiłowania Jezusa, trafienia w serce Kościoła, maleńka, prosta droga. Zapraszała nas wtedy do domu rodzinnego, przedstawiała atmosferę i tych, którzy otrzymali od Boga misję przekazywania życia.

Od 19 października ubiegłego roku, możemy razem ze świętą, małą córeczką wielbić rodziców Ludwika i Zele Martin. Dzisiaj obecni pośród nas w sposób najbardziej realny w znaku relikwii i tak będzie zawsze w Sanktuarium św. Józefa. Co za poszerzenie szansy, ażeby ogarnąć troską rodziny nie tylko o Europę, nie tylko tych, którzy są nam najbliżej, jako sąsiedzi, ale i też posłać na cały świat to orędzie, które ze skromnego domu, a potem z klasztoru, przez pośrednictwo misjonarki, przez pośrednictwo doktora Kościoła świętej Teresy do nas, Kościół, kieruje?

Mamy dzisiaj też, najdrożsi, bardzo zasadniczą, ważną, pomoc, którą trzeba zawsze uwzględnić, gdy gromadzimy się na Liturgii, to jest pomoc natchnionych autorów: Nechemiasza i fragment Ewangelii świętego Łukasza. Trzeba i tam zatrzymać się przez chwilę i zapytać, jaki byłby ten główny motyw naszej medytacji, o czym byśmy tu powinni pamiętać, dotykając jakimś maleńkim tylko fragmentem tego bogatego w treść spotkania, jakim jest X. Kongres Józefologiczny, spotkania z osobą, z dziełem, z miejscem w dziele Zbawienia świętego Józefa, patrona rodzin.

Prawo Boże, naród Izraela rozproszony, zniszczony niewolą babilońską, trzeba odbudować życie społeczne. Od czego zaczynają? Od Prawa Bożego, od Prawdy Bożej. Zrobili wszystko, ażeby dotarło do uszu, ażeby było zrozumiałe, ażeby lud mógł wołać: „Amen! Amen! Niech się tak stanie! Panie, tak będziemy żyć. Tak będziemy postępować”. Jest to przepiękny, od tamtych czasów, starożytnych, przed Chrystusowych czasów, do dzisiaj znak: „Amen!”. Aż do tego momentu, kiedy wypowiadamy „Amen” bardzo skromnie, bardzo dyskretnie, gdy zapraszamy Pana Jezusa w Komunii do siebie. To „Amen” powinno przede wszystkim być głośno w tej chwili wypowiadane przez całe narody: „Chcemy, by Pan nami rządził. Chcemy się trzymać prawdy Bożej”. To powinien być nieustanny chór, to powinna być sprawność, którą się współczesnym społeczeństwom w sposób szczególny podpowiada jako lekarstwo na wszelką odbudowę, jeżeli cokolwiek zostało zniszczone, jeżeli gdziekolwiek pojawiły się gruzy, przede wszystkim moralne, ale również i te, jakie się działy ze świątynią Jerozolimską, również materialna strona świątyni została zniszczona. Trzeba najpierw powiedzieć Bogu „Amen”. Przyjąć Boga, a dopiero potem podjąć szczegółowe zadania. To Nechemiasz.

I wreszcie Chrystus, już wprost uzbraja nas w misję ewangelizacyjną. Wysyła, to jest właściwie, można powiedzieć, dzień dyplomu, dzień nominacji. Ciekawe uposażenie. Nic nie zabrać ze sobą, tzn. całkowicie uzależnić się od społeczeństwa. Od tego, czy będę nakarmiony i czy będę miał gdzie głowę skłonić. Wydawałoby się, i Chrystus poddaje prawdę Ewangelii pod niezwykle surowy osąd albo kapryśne reakcje społeczeństwa, wysyłając swoich emisariuszy, swoich Apostołów. A przecież dał im instrukcję szczegółową: „Jeżeli prawda Boża, z którą pójdziecie dotrze, to na tym zyskają ci, którzy mają serca otwarte. A jeżeli nie, ani nawet honorarium się nie spodziewajcie, ani nawet najskromniejszego posiłku, chociaż macie do tego prawo”. Prawdę Bożą trzeba poddać próbie. Próbie misjonarza i próbie społecznej. Ona musi być absolutnie bezinteresowna. I dlatego z jednej strony jest zaproszenie: „Siądź, przyjmij gościnę”, a z drugiej jest polecenie: „Nie miej żadnych zabezpieczeń. Bądź wolny.” Z więzią z Bogiem możesz swobodnie przejść przez różne nastroje, aprobaty i odrzucenia. To lektura dzisiejsza. To bardzo ważna również lektura wkomponowana w program Kongresu Józefologicznego.

A teraz święty Józef. Oczywiście tylko w małym wąskim, wymiarze mogę dotknąć dwóch fragmentów tej wielkiej nauki o świętym Józefie. Pierwszy – służyć wypełnieniu Bożego planu, nie tworzyć własnego ładu, słuchać Boga, podporządkować osobiste pragnienia Jego świętej woli. Przecież on był tak bardzo zależny, skromny rzemieślnik. A potem, kiedy podjął się misji, którą wyznaczył mu Bóg. Z jednej strony cesarz wyznaczył jakieś szczegółowe, administracyjne zarządzenia, rejestracje, podróże, by się zapisać i z drugiej strony przemoc Heroda – grozi dziecku. Zupełnie uzależniony, zupełnie bezbronny święty Józef, ale jeszcze bardziej musiał odpowiedzieć na to Boże wezwanie. Gdy stanęła przy nim jego małżonka – Maryja i to dwukrotnie. Najpierw, by przyjąć małżonkę dziewicę. Z postanowienia, z Bożego natchnienia Dziewica. Wrócimy do tego momentu jeszcze w drugim punkcie.

Przecież święty Józef musiał tę prawdę wewnętrznie przyjąć, przylgnąć do tej prawdy. On, który tak głęboko tkwił w tradycji Izraela, a w tejże tradycji każdy ojciec, każdy mężczyzna przede wszystkim chciał mieć syna, chciał mieć dziecko. A potem święty Józef po raz drugi staje przed Bożą tajemnicą. Ma przyjąć Matkę Dziewiczą, tę, która poczęła z Ducha Świętego. Boża tajemnica. Do tego stopnia czuł się niegodny dotykania wielkich spraw, że próbował dyskretnie usunąć się z tej misji, która go przerastała według jego ludzkich osądów. „Nie lękaj się.” Jakie więc były argumenty, którym posłużył się święty Józef? Świadomość, że jest to Boże wezwanie, i miłość, niezwykle żywa miłość, która rodzi zaufanie, która wywołuje zauroczenie, która jest źródłem pokoju w kontakcie z najbliższymi, w kontakcie z najbliższą osobą. Miłość do małżonki. Wierność Bogu, Jego posłannictwu.

I tu znów trzeba by wrócić do tego Nechemiaszowego „Amen”. Bogu się mówi „Amen”! Gdzie On wyznacza nam los, nasz, osobisty. Ile osób, ile ludzi, młodych, utalentowanych, błądzi po najszlachetniejszych zamiarach, po najszlachetniejszych intencjach, błądzi nie docierając do celu. Dlaczego? Bo ciągle mówi: „Po mojemu, według mojego pragnienia, według mojego odczucia, według mojego rozeznania, według moich planów”. Nie mogą się oderwać od siebie. Zmarnują całe życie na poszukiwaniu. A jeszcze gorzej, gdy przychodzą autorytety zewnętrzne i próbują nas namówić, byśmy tworzyli, nie tylko życie osobiste, ale i społeczne, wręcz całą światową strukturę, światową budowę tworzyli według własnych pomysłów.

Oczywiście mamy do dyspozycji cały szereg narzędzi, które upoważniają nas, tak mówią, do rządzenia światem. Ci sami ludzie, teraz to widzimy z bliska, którzy miesiącami nie potrafią wybrać jednego urzędnika odpowiedzialnego, no chociażby za media. I już właściwie nie wiadomo kto, gdzie i jakie kompetencje może wykorzystać. Przy takim jednym, drobnym problemie. Nie mówię o innych kłopotach. Nie radzą sobie ci ludzi. Zgłaszają pretensje do stanowienia o Bożych planach i Bożym prawie. Co więcej, chcą decydować o życiu i śmierci, dobru i złu. Skąd ta niezwykła zawziętość ludzi najbardziej nieporadnych? A dlaczego są tak nieporadni? Popatrzmy skąd biorą się kompetencje, tych, którzy chcą stanowić o życiu i śmierci i legalizować wszystkie gesty przeciw Bogu Stwórcy. Skąd pochodzą kompetencje? Z głosu wyborców. A głosy wyborców trzeba zdobyć przy pomocy reklamy, tzn. przy pomocy kampanii wyborczej, na którą trzeba mieć pieniądze. I w ten sposób zaciąga się podwójny kredyt, ten ekonomiczny i ten społeczny. Wobec tego sprawowanie władzy polega na spłacaniu tego kredytu, na obydwóch poziomach. Nie liczą się argumenty, znaczy nie liczy się prawda, tylko liczą się głosy. A przy tym zapanowało jeszcze w naszych strukturach życia społecznego myślenie kolektywne. My nawet nie zdajemy sobie sprawy. Dawno pożegnaliśmy się ze słowem kolektyw, a jesteśmy wszyscy zanurzeni w logice kolektywnej. Stąd te rady nadzorcze, stąd te ciągłe najrozmaitsze komisje, stąd te gromady ekspertów. Niby władza jednoosobowa i ręce związane tysiącem opinii, tysiącem rozmaitych decyzji i dziesiątkami tysięcy paragrafów. W ten sposób odpowiedzialność się rozmywa i w ten sposób odpowiedzialność nie dotyka tych, którzy najbardziej nabroili, tzn. stworzyli nurt sprzeciwiający się Bogu, nurt prawny, kulturowy, nawet badań naukowych.

Wiele zaangażowano, żeby Boga Stwórcę obalić, chociażby te trzy interesujące nas płaszczyzny. Najpierw zaatakowano więź małżeńską, wprowadzono rozwody. Kto miał prawo naruszać jedność sakramentalnego przymierza? Parlamenty. Potem targnięto się na życie człowieka nienarodzonego. Kto miał prawo zabijać osobę? Parlamenty. A teraz wprost podpowiada nam się produkcję człowieka przez pozaustrojowe, przez poza małżeńskie, poza miłosne, poza ludzkie warunki. In vitro. Kto to robi? Parlamenty. Bo mamy prawo. Bo tak my uzurpujemy sobie prawo. Odezwała się niedawno Amerykanka, która przeżyła brutalny zabieg aborcji. Tam znów wróciło takie prawo, że nawet ośmiomiesięczne dziecko można zabić w łonie matki przy pomocy substancji trującej. Ona przeżyła i w tej chwili daje świadectwo. Mówi tak: „Jeżeli aborcja jest wyłącznie prawem kobiety, to gdzie były moje prawa?”. Ona, kobieta. Nie było tam radykalnej feministki, krzyczącej o tym, że „gwałci się moje prawo”. „Przecież miałabym być zabita w imię prawa kobiet”. I dalej upomina: „Są rzeczy...”, bo ona była słaba. I dlatego mocni mieli prawo ją zabić, bo ona była nienarodzona. Zwraca się do nas i mówi: „Są rzeczy, których można uczyć się tylko od najsłabszych pośród nas. I gdy pozbywacie się ich, tych najsłabszych, to wy najbardziej tracicie”. Wspaniałe świadectwo. Ufam, że będzie popularyzowane, bo jest to krzyk. Po tym niemym krzyku Natchansona, najbardziej chyba wyrazisty, wyjaśniający porządek.

Nikogo się tu nie atakuje. Nikomu nie odbiera się kompetencji. Tylko porządkuje! Pilnujcie w tym trójdzielnym ładzie władzy. Pilnujcie swojej odpowiedzialności. Panu Bogu należy mówić: Amen! Od czasów Soboru Watykańskiego, pojawiło się jeszcze nowe zjawisko, dosyć charakterystyczne. Zwłaszcza gdy papież Paweł VI przygotowywał tę swoją profetyczną encyklikę „Humane vitae”, gdy przygotowywał głos Kościoła, który miał uporządkować myślenie o małżeństwie, rodzinie, miłości, wtedy nie tylko zgłosiło się bardzo wielu ekspertów od różnych dziedzin, aby Papieżowi podpowiadać, ale zgłosiło się wielu chętnych po Pieczęć Rybaka. Niech Papież postawi pieczęć nieomylnego urzędu nauczycielskiego na środkach antykoncepcyjnych, na rozwodach, na zabijaniu nienarodzonych. Niech to zaaprobuje. I ciekawe. Przecież ci ludzie, te środowiska i związane z nimi media, bardzo strzegą swojej niezależności. Podkreślają bez przerwy świeckość, autonomię. Podkreślają cały czas naukowe źródła swoich twierdzeń. Ci sami ludzie, akurat oni, chcą zaangażować i teologów, a nawet pasterzy, do grona swoich zwolenników. I to, co niszczą w rodzinie, to, co tak nagłaśniają, jako wolność kobiety, to, co tak bardzo burzy jedność społeczną, bo rozbita rodzina, to kruche ogniwo, zniszczone ogniwo więzi społecznej, ten program chcą opatrzyć autorytetem Kościoła i najchętniej w tych gremiach mieliby i teologów, i biskupów. To jest nowe zjawisko. Ludzi, którzy gardzą nami i nagle, w rozmaity sposób, próbują nas wystawić jako listek figowy, żeby zasłonić swoje niecne cele. Bardzo ważny punkt i to jest punkt niezwykle delikatny, bo posługuje się często językiem Ewangelii, posługuję się niekiedy takim jakby argumentem wziętym wprost z wewnątrz życia Kościoła, jak troska o drugiego człowieka, jak szacunek, współczucie, jak miłość itd. Cały słownik ewangeliczny. Po to tylko, żeby udowodnić, że „my”, a nie Bóg rządzi. Jeżeli ktokolwiek chciałby usłyszeć coś, co by nie było skrótową odpowiedzią na ten temat ze strony Kościoła, to usłyszy tylko dzisiejszego Nechemiasza. „Amen! Boga trzeba słuchać, nie ludzi.” Drugi błąd.

Więź małżeńska. Był piękny wykład przed Eucharystią o tych małżonkach i o ich zakorzenieniu w Bogu, o misji, która podjęta zaowocowała dziewięciorgiem dzieci. Wydawałoby się, że święty Józef tym bardzo bliskim w relacji małżeńskiej życiu właściwie stoi z boku. Miłość mężczyzny i kobiety. Prawdziwy mężczyzna. Nawet ikonografia starożytna i współczesna nie miała odwagi mówić o świętym Józefie mąż, małżonek. To Pismo Święte, to natchniony tekst, mówi prosto. A ikonografia woli go widzieć jako opiekuna, odpowiednio starszego i w tej relacji poza małżeńskiej, żeby jakoś poradzić sobie z tą naszą ludzką, obciążoną grzechem pierworodnym, wyobraźnią.

Ojciec Święty Jan Paweł II właśnie w tym właśnie przedziale myślenia zostawił nam wspaniały tekst o świętym Józefie „Redemptoris Custos”. I pisze: „O ile Maryja była ustrzeżona od nieporządku grzechu, o tyle Józef był na wskroś zwykłym człowiekiem”. Więc jego postawa jest osiągalna dla zwykłych ludzi. A na czym polega ta postawa? Na tym, że przyjął małżonkę i jest świadkiem komunii małżeńskiej, dojrzałej, wyzwolonej od egoizmu przeżywania płciowości oraz głębokiej, opartej na Bogu komunii. Święty Józef, najbardziej dojrzały mężczyzna, nawet można powiedzieć, że to jest ten, który mocą Ducha Świętego, jako młody mężczyzna, wręcz nazwano go młodym chłopakiem, nie zatrzymał się na progu emocji, ale normalne reakcje swojego ciała całkowicie podporządkował swej woli, skierowanej ku podjęciu i wypełnieniu swojego powołania, w takim kształcie, w jakim Bóg je zadał. Obarczony tym wszystkim, co skaza grzechu pierworodnego nam przyniosła, równocześnie pełni, w sposób odpowiedzialny, rolę męża Dziewicy, męża Matki, która poczęła z Ducha Świętego. I w imię tej odpowiedzialności podjął trud samoposiadania, samopanowania. Dziewiczość serca zrozumiał jako swoje męskie powołanie i w ten sposób osiągnął prawdziwą wolność i prawdziwą męskość.

W ostatnim słowie wrócę jeszcze raz, zachęcę do studiowania świętego Józefa jako mężczyzny, który kocha do końca, kocha wszystkimi wymiarami swojej męskiej osoby. Ale chciałbym jeszcze raz wrócić do tej Gianny, która uratowała się przed śmiercią... nie ona, Opatrzność, Bóg ją uratował i która właśnie do mężczyzn zwraca się właśnie w ten sposób: „Panowie, jesteście stworzeni do wielkich rzeczy, jesteście stworzeni, by stawiać czoło i być mężczyzną, jesteście stworzeni po to, by bronić kobiet i dzieci, a nie po to, by stać bezczynnie i odwracać głowę, gdy wiecie, że dochodzi do morderstwa waszego dziecka, by usuwać się. Nie jesteście po to, by wykorzystywać kobiety i pozostawiać je same sobie z ich wyjątkowo trudną i niekiedy nie do przezwyciężenia emocji, tą sytuacją. Panowie, jesteście po to, by być dobrymi, wspaniałymi, łaskawymi, silnymi, by stać w obronie”. Dodaje jeszcze do polityków: „Chciałabym dopowiedzieć – jesteście stworzeni do wielkich rzeczy, takich, jak polityka społeczna. Jesteście po to, by bronić tego, co właściwe i dobre. Stoi przed wami młoda kobieta i prosi was: bądźcie mężczyznami”.

Szkoła prawdziwej męskości – święty Józef. Szkoła. A my o nim ciągle mówimy opiekun, patron. Czy był ktoś, kto nadał świętemu Józefowi tytuł profesora? Odważyłby się ktoś? Rady wydziałów, komisje senackie natychmiast by powiedziały: „Żadnego dorobku naukowego”. Józef nie zostawił jednego słowa. Nie tylko nie napisał, nie powiedział! No to jak? Nie możemy go zaprosić do grona. Chociaż już X. Kongres Józefologiczny w wyniku wybitnych profesorów i teologów. Ani słowa. To kim on był? Świadkiem, wzorem, ideałem, mistrzem. A chociażby taka społecznie ważna dziedzina, pedagogika. Chociażby takie ważne programy, jak systemy wychowawcze, programy wychowawcze. Czego potrzebują? Wzorców. Młodzi potrzebują ideałów. I odnosząc się do tych dwóch skromnych fragmentów dzisiejszej medytacji od razu mógłbym powiedzieć: no to zakładajmy szkołę pedagogiki z tym wyspecjalizowaniu się, ku pedagogice społecznej i pedagogice rodzinnej. To zapraszajmy tu, do Kalisza, całe rzesze nie tylko małżonków, ale i młodych. Niech przestudiują świętego Józefa. Pasterz Kaliski, intuicją Ducha Świętego wiedziony, otworzył Instytut Józefologiczny, jest Centrum. Uruchomiono również popularyzację, bardzo nowoczesną popularyzację dorobku naukową tego centrum. Jest to chociażby comiesięczna transmisja przez radia, jedno i drugie, i przez telewizję Trwam programu z Sanktuarium, ale najważniejsze będzie to, by każdy młody człowiek wiedział, że formowanie, że pedagogika, to jest przede wszystkim Amen powiedziane Bogu! Aby móc powiedzieć Bogu: Amen, trzeba klęknąć przed Najświętszym Sakramentem, trzeba klęknąć przed świętym Józefem i powiedzieć: prowadź mnie do Jezusa, bo jesteś Jego ojcem, bo jesteś przez realne małżeństwo z Matką Boga nazwany Ojcem, pełniłeś rolę Ojca i poczęty z Ducha Świętego Syn Boży był też twoim Synem. Amen.