In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

ks. Marek Dziewiecki

Zaufał Jej bezwarunkowo
- Wzór postawy wobec kobiety

Fragment konferencji wygłoszonej podczas XXXVI Sympozjum Józefologicznego

Cechą św. Józefa jest to, iż jest mężem Maryi (Mt 1, 16). Św. Mateusz Ewangelista wyjaśnia, że „po zaślubinach Maryi z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt, 1, 18-19).

Od początku swego małżeństwa z Maryją Józef staje w obliczu sytuacji, która przeraziłaby chyba każdego mężczyznę, która również jego wystawia na najwyższą próbę zaufania do Boga i do człowieka. Oto zanim zamieszkał ze swoją Małżonką, młody i zakochany Józef odkrywa, że wybranka jego serca oczekuje narodzin dziecka. Ponieważ był to początek ciąży, to Józef nie mógł tego faktu dostrzec z zewnątrz. Z pewnością o wszystkim powiedziała mu wprost Maryja. Z pewnością też opisała mu niezwykłe okoliczności zwiastowania anielskiego i poczęcia Dziecka, które nosiła w swoim łonie. Dla każdego z nas jest jednak oczywiste, że to, co Józef usłyszał od swojej Małżonki, brzmiało zupełnie nieprawdopodobnie. Pierwszą jego reakcją musiało być zdziwienie, zaskoczenie, niepokój oraz bolesne powątpiewanie. Z początku Józef miał prawo mieć tysiące pytań i dopuścić do serca wiele dziwnych myśli i hipotez. Nie mógł przecież w punkcie wyjścia rozumieć całej tej historii, której do końca nie rozumiała nawet Maryja.

Jestem przekonany, że ci młodzi małżonkowie rozmawiali ze sobą wiele dni i nocy. Z pewnością razem się modlili i wspólnie próbowali zrozumieć historię, która ich oboje wystawiała na najwyższą próbę wiary wobec Boga oraz na najwyższą próbę wzajemnego zaufania. Zachowanie Józefa świadczy o tym, że uwierzył on w to, co niewiarygodne. Jego Żona oczekuje dziecka, którego Ojcem nie jest człowiek. Takie zawierzenie wyjaśnieniom Żony mogło być możliwe tylko pod jednym warunkiem: dla Józefa było zupełnie oczywiste, że Maryja to Ktoś absolutnie wyjątkowy i niezwykły, kto zasługuje na nieograniczone i bezwarunkowe zaufanie.

Jeśli jednak Józef miał aż takie zaufanie wobec Maryi, to skąd wziął się jego zamysł, by Ją opuścić? Otóż ten zamiar nie był wynikiem powątpiewania Józefa w niewinność swojej Małżonki, ale był wyrazem niepewności co do roli, jaka mu przypada w zaistniałej sytuacji. Czy może jeszcze traktować jako swoją Żonę kogoś, kogo Bóg wybrał na Matkę Swojego Syna? Czy nie jest to znak, że Maryja nieskończenie przewyższa Jego marzenia i że stoi ponad wszelkimi więziami międzyludzkimi? Czy Józef ma prawo udawać w obliczu otoczenia, że jest prawdziwym ojcem Jej niezwykłego Dziecka? To właśnie pod wpływem tego typu pytań i wątpliwości Józef chce zostawić Maryi wolną rękę.

Pytania te były dla Józefa tym bardziej zasadne i aktualne, że jego Żona nie została jeszcze przyprowadzona do jego domu. W tej sytuacji pozostawienie Jej wolnej ręki byłoby tym łatwiejsze. Z drugiej strony według ówczesnych obyczajów współżycie seksualne w okresie między zawarciem małżeństwa, a przyprowadzeniem małżonki do własnego domu nie było uznawane za poważny problem moralny. Poczęte w tym okresie dziecko było uznawane za prawowite. W oczach zewnętrznego środowiska zaistniała sytuacja była zatem problemem wyłącznie dla Józefa, bo tylko on wiedział, że nie jest rzeczywistym ojcem Dziecka, które się poczęło. Być może również Maryja miała wątpliwości co do tego, w jaki sposób powinien się teraz zachować Jej małżonek i czy wolą Bożą nie było to, aby Ona sama wychowywała Syna, który począł się z Boga, a nie z woli człowieka. Nic więc dziwnego, że Józef był bliski decyzji o dyskretnym opuszczeniu swojej Żony. Najwyraźniej bał się traktować siebie jako męża kogoś tak niezwykłego i tak niesłychanie wyróżnionego przez Boga, jak Maryja.

Właśnie wtedy interweniuje Bóg. „Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 18-25).

Józef otrzymuje wyraźną odpowiedź z góry. Odpowiedź ze strony Boga jest konkretna i jednoznaczna. Józef ma nadal być mężem Maryi i uchodzić oficjalnie za ojca Jej Syna. Temu właśnie Synowi ma nadać imię, a był to właśnie przywilej ojca, znak władzy ojcowskiej i oficjalny wobec środowiska zewnętrznego znak uznania dziecka za swoje. Odtąd Józef jest już spokojny i ma jasność sytuacji oraz pewność co do swojego zadania: ma być mężem Maryi oraz przybranym ojcem Jej Syna.

Możemy w uzasadniony sposób przypuszczać, że Maryja sugerowała Józefowi to samo, co Bóg. Poprzez wiarę i modlitwę potrafiła Ona przecież w sposób niezwykły wczuwać się w wolę Boga i odczytywać Jego plany. Sen, który miał Józef, z pewnością współgrał z tym, o czym rozmawiał z Maryją. Jej słowa i Jej postawa były dla niego warunkiem uwierzenia w głos Boży oraz warunkiem przyjęcia woli Bożej. Żeby uwierzyć w dziewicze macierzyństwo Maryi Józef musiał być nie tylko niezwykle, wręcz nadludzko pewny Jej uczciwości, czystości i wierności. Musiał też sam być niezwykle uczciwy i czysty. Inaczej nie uwierzyłby w Jej czystość i prawdomówność.

Ewangelia wyjaśnia, że Józef przyjął Maryję do swego domu, „lecz nie zbliżał się do Niej aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 25). Tekst ten nie sugeruje, że później małżonkowie współżyli ze sobą. Cytowany fragment Ewangelii znaczy natomiast, że Józef i Maryja stopniowo odkrywali sens ich wspólnej historii i wolę Bożą wobec nich. Obydwoje potrzebowali czasu, by dorastać do zadań i do formy życia, do której Bóg ich powołał.

Ewangelia nie sugeruje jakiejś magicznej dojrzałości i nadludzkiej świadomości Józefa. On potrzebował czasu, by odkrywać i rozumieć absolutnie niepowtarzalną sytuację, w której się znalazł. W zwykłym małżeństwie żona nie przestaje być żoną, gdy staje się matką. Przeciwnie, jej dojrzałość polega właśnie na tym, że harmonijnie i dojrzale łączy swoje bycie żoną z zadaniami matki. Zasada ta zostaje zawieszona w przypadku Maryi. Ona nie rodzi dziecka swojego męża, lecz rodzi Syna Bożego. Odtąd skupia się całkowicie na swoim macierzyństwie. Odtąd - jako jedyna kobieta w historii ludzkości - osiąga pełnię swoich marzeń i aspiracji, a także pełnię radości w kontakcie z Synem. W konsekwencji w kontakcie z Józefem szuka niezwykłej przyjaźni i wsparcia, ale nie jednoczy się z nim tak, jak żona z mężem, bo już nie Józef, ale Jej Syn jest dla Niej Kimś najważniejszym i stanowi absolutne centrum Jej życia. Nie oznacza to, że z Józefem łączy Ją odtąd jakaś mniejsza miłość czy mniejsza więź. Oznacza to natomiast, że ich wzajemna więź rośnie w głąb, staje się jeszcze bardziej niezwykła, jeszcze bardziej bezinteresowna niż dotąd. W konsekwencji to, co ich teraz łączy, staje się coraz bardziej podobne do tej więzi, jaką mają ci, którzy są już w niebie.