In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. Tomasz Górecki MSF
www.nazaret.opoka.net

Katecheza 1:
Mężczyzna w zamyśle Bożym

Ks. Rodzaju (1, 27) podaje opis stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety. Mężczyzna i kobieta uzupełniają się nawzajem. Mimo że Adam i Ewa są nadzy, wcale się siebie nie wstydzą, mają do siebie szacunek, nie kryją się przed sobą, nie muszą sobie udowadniać siły i wyższości, nie muszą się nawzajem obwiniać, nie muszą sobie nawzajem imponować; po prostu się szanują.

Ten harmonijny związek nie trwa długo. Ewa daje się skusić. Wąż nalega, by zjadła owoc z drzewa, a potem ten owoc daje i Adamowi. Zazwyczaj w różnych baśniach jest motyw czegoś tajemniczego, jakieś pomieszczenie, gdzie nie wolno wchodzić. Wtedy okazuje się, że człowieka tam najbardziej ciągnie. Tyle że baśnie kończą się w ten sposób, że wejście do takiego pomieszczenia, powoduje, że historia zaczyna się rozwijać, tam tworzy się jakiś postęp. Natomiast w Biblii od tego momentu zaczyna się desperacja; zerwanie owocu powoduje nieszczęście, które jest przeniesione na nas wszystkich.

To, co mnie fascynuje w tym fragmencie Pisma Świętego w kontekście zamysłu Boga wobec mężczyzny to odpowiedzialność mężczyzny za kobietę. Mężczyzna jest tym, który jest odpowiedzialny za rodzinę wobec Boga. I rzeczywiście, po zjedzeniu owocu, kiedy oboje się chowają przed Panem Bogiem, Bóg szuka człowieka, ale woła Adama, nie woła Ewy, chociaż ma świadomość, kto dał się skusić. Bóg woła zawsze mężczyznę, żeby zapytać go, co się dzieje w Twoim domu, w Twojej rodzinie. Wyjaśnij mi, co się stało, że twoja kobieta uległa takiej pokusie.

Zauważcie, że Bóg, który szuka człowieka, woła go: „Adamie gdzie jesteś”. Adam odpowiada: „Usłyszałem Twój głos, przestraszyłem się i ukryłem, bo jestem nagi” Adam boi się pokazać Bogu i kryje się przed nim. Mężczyzna spycha swoją własną winę na kobietę. Kiedy Bóg pyta „gdzie jesteś”, Adam nie opowiada, co się stało, lecz mówi w okrągły sposób: „Kobieta, którą mi dałeś, dała mi owoc i skusiła mnie”. On się jak gdyby nie przyznaje do tej winy. To ona jest winna, nie ja. Dlaczego Adam się kryje? Dlatego, że każdemu mężczyźnie bardzo jest trudno znieść prawdę o sobie samym, a jeszcze pokazać ją Bogu. Nie mówię już o pokazaniu prawdy swojej żonie czy swoim najbliższym. Bardzo chętnie my, mężczyźni kryjemy się za swoją fasadą, dlatego to pytanie Boga „gdzie jesteś?” jest bardzo aktualne również i dzisiaj. Każdy mężczyzna powinien pozwolić, by Bóg zadał pytanie „gdzie jesteś, czy naprawdę, mężczyzno, jesteś sobą? Czy rzeczywiście, mężczyzno, robisz to, do czego ja cię powołałem, do czego cię stworzyłem? Gdzie są twoje myśli, mężczyzno? Czy możesz wytrzymać ze sobą takim, jakim jesteś?” Czy też uciekasz przed sobą w pracę, niektórzy w alkohol albo daleko od rodziny, gdzieś na działkę, do samochodu. Tych ucieczek znamy bardzo wiele, po pracy przed telewizor, bo muszę się rozerwać, posiedzieć chwilę, odpocząć, zostawcie mnie albo idę do swojego pokoju, albo chcę chwilę sam poleżeć niż z żoną, tym bardziej z dziećmi się pobawić (bo jakby ona od rana za mało się pobawiła)?

Mężczyzna może stać się tylko wtedy prawdziwy, kiedy zadaje sobie te pytania. Ja sam sobie często stawiam to pytanie „gdzie jesteś?”, kończąc poranną medytację. Czy rzeczywiście jestem na swoim miejscu? Czy ja odpowiadam Panu Bogu na to powołanie, na ten zamysł Boga wobec mnie. Muszę sobie to pytanie często zadawać i muszę przestać się kryć przed samym sobą. Tylko wtedy odważę się wyrazić zgodę na to, jaki jestem naprawdę, na moją nagość, będę mógł przyjąć prawdę o sobie, że nie zawsze jestem doskonały, mimo że się staram, że wiele rzeczy mi się nie udaje, że sam też nie potrafię przebić się i zrobić wiele, że często jestem rozdarty, że jestem silny i słaby jednocześnie, że jestem pełen namiętności, że jestem tchórzliwy i robię uniki, że nadal, mimo że mam tyle lat, ciągle dojrzewam do tego by stać się mężczyzną, jeszcze tym mężczyzną nie jestem, przynajmniej nie takim, jakim chciałby mnie widzieć Bóg.

Kiedy Bóg pyta Adama, czy zjadł zakazany owoc z drzewa, Adam robi to, co często robimy w naszych rodzinach, kiedy siebie nawzajem nie rozumiemy; „Nie ja jestem winny, ale ty”. I wtedy nasze serce gdzieś tam ucieka i diabeł się wtedy cieszy. On podkopuje jakby naszą miłość, prawdę o nas samych. Jest to cecha charakterystyczna dla niektórych mężczyzn, którzy wypierają się własnej winy, zrzucając ją na innych. Adam nie tylko zwala winę na żonę, tak naprawdę zwala winę na Pana Boga. „Ta niewiasta, którą Ty mi dałeś”. W sumie ja jestem niewinny. To Pan Bóg dał kobietę i przez nią jest tyle kłopotów.

Z drugiej strony mężczyzna sam sobie nie poradzi. Chociaż broni się przed wzięciem odpowiedzialności za swoje działanie, z drugiej strony tęskni za kobietą, tęskni, by wreszcie zapanował spokój, żeby nie wytykać sobie palcami, kto zawinił. Mężczyzna odczuwa tęsknotę za kobietę. Sam w sobie mężczyzna jest jednością, gdy stanowi jedno ciało z kobietą. A jednocześnie w relacji z kobietą doświadcza rozdarcia wewnętrznego i to rozdarcie skłania go do uważania jej za winną, a nie siebie.

Księga Rodzaju pięknie opowiada o tym, jak Bóg stworzył człowieka na swój obraz, stworzył mężczyznę i kobietę. Dlatego, żeby zrozumieć, jaki jest dar Boga w stosunku do mężczyzny, musimy sobie uświadomić, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta muszą sięgnąć do owego początku, aby zrozumieć sens swego istnienia, aby odczytać to powołanie, które Stwórca nam ofiarowuje każdego dnia, jakie Stwórca wpisał w naszą naturę. Z woli Bożej mają stworzyć jedno ciało i to jest ich wspólny cel. Ale równocześnie stwarzając człowieka jako mężczyznę i kobietę, Bóg dał mu odrębne powołanie. A wiec inny jest zamysł Boży w stosunku do kobiety, a inny jest w stosunku do mężczyzny. Jest ta różnorodność, a jednocześnie wzajemne uzupełnianie. Noszenie w sobie cech męskich czy kobiecych i to stanowi pewną całość. Jeśli nie odczytamy do końca specyfiki powołania każdego z nas, nie będziemy potrafili zrozumieć człowieka ani tych rzeczywistości, które są mu najbliższe, a więc małżeństwa, rodziny czy też życia zakonnego. Papież Jan Paweł II komentując słowa św. Pawła Listu do Kolosan zwracał się do mężczyzn, mówiąc: „Mężowie bądźcie odpowiedzialni, zasługujcie prawdziwie na zaufanie waszych małżonek i waszych dzieci”. Stwórca dał mężczyźnie pomoc jemu podobną, ale zauważmy, że ta pomoc jemu podobna niejednokrotnie potrafi się zwrócić przeciwko niemu samemu. Dzisiaj widać zwracanie się przeciwko mężczyźnie we wszystkich ruchach feministycznych, w różnych naukach, gdzie często przedstawia się mężczyznę jako swego wroga. Pierwotną harmonię między mężczyzną i kobietą, naruszoną przez grzech pierworodny, odbudowuje się z wielkim trudem, mimo że Chrystus poniósł już ofiarę i wszystkich nas odkupił. Mimo tego na co dzień doświadczamy tego, jak trudno jest zachować równowagę między tymi dwoma światami, światem mężczyzny i światem kobiety.

Tradycyjna koncepcja powołania mężczyzny w kościele odnosiła się zwykle do osób, które chciały poświęcić się służbie Bogu w kapłaństwie czy życiu zakonnym, natomiast koncepcja biblijna powołania, na której opierają się współcześnie teolodzy nie uprawnia do takiego zawężenia. Każdy z nas jest powołany. Analizując Stary Testament zauważamy, że powołanie łączy się zawsze z pewnym posłannictwem. Jeżeli Bóg kogoś powołuje, to ma w tym jakiś cel i wtedy posyła np. proroków czy innych ludzi. Powołanie jest zatem apelem do człowieka, którego Bóg sobie wybrał i przeznacza do jakichś zadań specjalnych w ramach jego planów zbawienia i w związku z przeznaczeniem jego ludu. Faktycznie każde powołanie do życia rodzinnego czy życia zakonnego zawiera w sobie trzy istotne elementy:

  • wybranie Boże jako źródło powołania, tzn. że to Bóg nas wybiera,
  • wypełnienie określonej woli Bożej, czyli wypełnienie określonego celu, jaki Bóg stawia mężczyźnie czy kobiecie
  • osobisty apel do najgłębszych warstw świadomości danej osoby.

Ten osobisty apel, czyli to osobiste spotkanie z Bogiem sprawia, że nasze życie może się radykalnie zmienić, kiedy ja doświadczę tego osobistego spotkania z Chrystusem, wtedy to powołanie staje się dla mnie o wiele bardziej wyraźne i przejrzyste. Ja wtedy wiem, kim jestem, kiedy i co mam robić. Kiedy mówimy o powołaniu nauczyciela czy lekarza, to o ileż bardziej powinnyśmy ujmować ojcostwo w kategoriach powołania. Być ojcem to jest właśnie zamysł Boży w stosunku do mężczyzny. To jest jeden z największych darów, celów i zadań, jakie Bóg wyznaczył człowiekowi.

W „Familiaris Consortio” Jan Paweł II mówi: „Mężczyzna ukazując i przeżywając na ziemi Ojcostwo samego Boga, powołany jest do zabezpieczenia równego rozwoju wszystkim członkom swojej rodziny. Spełni to zadanie poprzez:

  • odpowiedzialność za poczęte życie, czyniące kobietę matką, a mężczyznę ojcem
  • wychowanie dziecka w ścisłej współpracy z małżonką
  • praca, która przede wszystkim uwzględnia dobro rodziny, która nigdy nie rozbija rodziny, ale ją utwierdza w spójni i w stałości
  • świadectwo dojrzałego życia chrześcijańskiego, które skutecznie wprowadza dzieci w żywe doświadczenie Chrystusa i Kościoła”.