In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia w święto św. Katarzyny Sieneńskiej, w Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego

Bp Grzegorz Suchodolski
biskup pomocniczy Diecezji Siedleckiej
Bp Grzegorz Suchodolski

Homilia wygłoszona
w Narodowym Sanktuarium św. Józefa
(Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego)
29 kwietnia 2021 r.

Czcigodny Księże Biskupie Damianie, Ojcze i Pasterzu Kościoła Kaliskiego wraz z Biskupem Łukaszem oraz łączącymi się z nami duchowo Biskupami Seniorami Stanisławem i Teofilem. Drodzy Bracia w Chrystusowym kapłaństwie. Drodzy Diakoni, Alumni, Osoby Życia Konsekrowanego. Kochani Bracia i Siostry, zebrani tu w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu oraz łączący się duchowo za pośrednictwem transmisji radiowej i internetowej.

Gromadzi nas dzisiaj przy ołtarzu Chrystusa pamięć o naszych braciach, biskupach i kapłanach, którzy w czasie okupacji sowieckiej i hitlerowskiej, zapłacili najwyższą cenę wierności Bogu i Chrystusowej Winnicy. W naszą eucharystyczną modlitwę włączamy również siostry i braci zakonnych oraz wszystkie osoby życia konsekrowanego, których świadectwo życia i śmierci przypieczętowało wierną miłość do Chrystusa i Jego Kościoła.

Nie sposób wymienić ich tutaj wszystkich z imienia i nazwiska, ale za wiarę i miłość każdego z nich chcemy z głębi serca podziękować, każdego chcemy złożyć na ołtarzu Eucharystii, przytulić do Serca Jezusa i oddać Bożemu Miłosierdziu. W wielu polskich świątyniach, w katedrach, kaplicach, ale także i miejscach zagłady, sprawowane są dzisiaj Msze św. w tych samych intencjach, co nasza. I choć ginęli razem w Dachau, Auschwitz, Ravensbrück czy innych miejscach, to pochodzili przecież z każdego zakątka naszej Ojczyzny, z każdej diecezji i z wielu różnych zgromadzeń.

Jak podaje ks. dr Sławomir Kęszka, delegat Biskupa Kaliskiego ds. podtrzymywania pamięci o męczeństwie duchowieństwa polskiego, ogółem podczas okupacji zginęły 2804 osoby duchowne (biskupi, księża, zakonnicy i siostry zakonne), a 3563 uwięzionych i internowanych przeżyło różne obozy, łagry i więzienia, służąc Kościołowi w Polsce w latach powojennych. Łącznie, stygmatem wojennego męczeństwa i cierpienia dotknięta została ponad połowa polskich duchownych ówczesnego czasu. Część z nich, jak np. bł. biskup Michał Kozal, św. Maksymilian Maria Kolbe, bł. Siostry Nazaretanki z Nowogródka czy duchowni z grupy 108 bł. Męczenników II wojny światowej, zostało już wyniesionych na ołtarze i ma swoje miejsce w liturgicznym kalendarzu poszczególnych diecezji czy zgromadzeń, kolejni, jak chociażby Czcigodny Sługa Boży ks. Jan Macha, czekają na taki moment, a dzień dzisiejszy jest okazją, aby także wszystkim pozostałym oddać naszą wdzięczną pamięć.

Osobiście, ponieważ pochodzę i posługuję na Podlasiu, chciałbym św. Józefowi powiedzieć o 74 aresztowanych i represjonowanych kapłanach diecezji siedleckiej. Nie wszyscy powrócili do domu po obozie. 13 z nich zginęło w Dachau, 11 w Oświęcimiu, 4 na terenie diecezji. W tej ostatniej grupie był m.in. ks. Roman Ryczkowski. W czasie wojny był proboszczem parafii Rudno. 30 maja 1940 roku został aresztowany i razem ze swoimi parafianami zaprowadzony do pobliskiego lasu. Tam, jak mówią źródła, Niemcy podzielili grupę na dwie części. Ks. Ryczkowski trafił do tej, która miała być ocalona. Nie chciał jednak i nie mógł zostawić tych parafian, którzy byli dalej prowadzeni na śmierć. Dołączył do nich, i pomimo kilkukrotnych wezwań oprawców, pozostał z grupą aż do końca. Po dojściu do miejsca, gdzie był wykopany wielki dół, rozumiejąc, że zbliża się koniec, udzielił parafianom rozgrzeszenia, i razem z nimi został rozstrzelany i pogrzebany we wspólnej leśnej mogile. Miał 39 lat życia i 12 lat kapłaństwa.

Moi Drodzy, dwudziesty dziewiąty dzień kwietnia, od siedemdziesięciu sześciu lat, stanowi w kalendarzu martyrologium duchowieństwa polskiego szczególną datę. Wtedy bowiem, w niedzielne popołudnie 1945 roku, na głównej bramie obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie była więziona i gdzie zginęła większa część polskiego duchowieństwa, pojawiła się biała flaga.

Dla 32 tysięcy więźniów, którzy wypełniali wówczas baraki głównej części obozu, oznaczało to, że kończy się „piekło”. Biała flaga, wraz z nadejściem nawet niewielkich oddziałów armii amerykańskiej, oznaczała bowiem oddanie obozu bez walki. Dla uwięzionych oznaczało to koniec strasznych, nieludzkich tortur, pseudomedycznych eksperymentów i pozbawionych wszelkiej ludzkiej godności warunków obozowego życia.

Wśród ocalałych tego dnia było tam także około 900 polskich duchownych. Dla nich jednak ten dzień oznaczał coś więcej niż tylko wyzwolenie obozu. Oto Bóg wysłuchał ich modlitw. Oto przemożne wstawiennictwo św. Józefa okazało się skuteczne. Kilkanaście dni wcześniej zainicjowali bowiem obozową nowennę do swego Przemożnego Patrona i razem z gronem współwięźniów dokonali ufnie aktu zawierzenia. Św. Józef nie zawiódł, i 29 kwietnia, na cztery godziny przed zaplanowaną już i zarządzoną likwidacją obozu, kiedy to wielki pożar miał strawić i unicestwić wszystkich więźniów, uratował wszystkich.

Ocaleni duchowni, jak wiemy złożyli ślub, i od 1948 r. przybywali licznie tu zawsze w tym dniu, aby św. Józefowi dziękować za przeżycie, a miłosierdziu Bożemu oddawać ponad 800 polskich braci kapłanów, którym nie dane było wyjść z obozu zwycięsko. W 2002 r. Konferencja Episkopatu Polski ten dzień, 29 kwietnia, ustanowiła ogólnopolskim Dniem Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Dzisiaj w tej formule przeżywamy go po raz dziewiętnasty.

Drodzy Bracia i Siostry!
„Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności”. Te słowa, zawarte w Liście Świętego Jana Apostoła w dzisiejszym pierwszym czytaniu, z pewnością nie raz były na ustach duchownych w czasach strasznego okupacyjnego terroru. Prawda o światłości pokonującej ciemność dodawała nadziei i pomagała pokonać najtrudniejsze chwile bezsilności, głodu i cierpienia. Nowina, którą usłyszeli od Jezusa Chrystusa była silniejsza od codziennych strasznych nowin obozowego życia. Pielęgnowali ją czule i mężnie, szukając kontaktu z nią podczas sprawowania i karmienia się Najświętszą Eucharystią, kiedy było to tylko możliwe.

„Mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego” – mówili sobie w duchu, powtarzając dalej słowa dzisiejszego czytania, kiedy spotykały ich niezasłużone baty i katusze. „On jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata”, także za grzechy obozowych oprawców.

„On odpuszcza wszystkie winy, leczy wszystkie choroby, życie ratuje od zguby”. Tak z pewnością wołali, wynosząc swoją nadzieję i miłość wysoko ponad poziom brudu obozowego życia.

Jaką musieli mieć wiarę, kiedy w swoje usta wkładali również słowa wyśpiewanego dziś psalmu: „Jak ojciec lituje się nad dziećmi, tak Pan lituje się nad tymi, którzy cześć Mu oddają. Wie On, z czegośmy powstali. Pamięta, że jesteśmy prochem. Lecz łaska Pana jest wieczna”.

„Tak, Ojcze, zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom, gdyż takie było Twoje upodobanie”. Nowina, którą usłyszeli od Jezusa Chrystusa była w nich silniejsza od codziennych strasznych nowin obozowego życia.

A jak my podchodzimy do tych słów? Jak my zdobywamy świętość i heroizm? Co jest naszym obozowym poligonem? Czy dostrzegamy go wokół siebie?

Jeden obraz z ubiegłego tygodnia. U wybrzeży Libii zatonęło 130 migrantów. Stało się to nie po raz pierwszy, i co najgorsze na oczach całego świata, który bezwolnie przez kilka dni przyglądał się śmierci młodych na ogół ludzi. Papież Franciszek podczas niedzielnej modlitwy Regina Caeli  powiedział: "Zastanówmy się nad tą tragedią. To moment wstydu. To moment hańby – mówił papież. Módlmy się za tych braci i siostry, (…). I módlmy się także za tych, którzy mogą pomóc, ale wolą patrzeć w inną stronę". Co by się stało w Dachau, gdyby niewielka 80-osobowa grupa żołnierzy amerykańskich generała Pattona nie chciała wtedy wejść do obozu, w którym było tak wiele dziesiątek tysięcy więźniów i ciągle jeszcze żywy okupant. „Módlmy się także za tych, którzy mogą pomóc, ale wolą patrzeć w inną stronę".

Były proboszcz znanej nam wszystkim wyspy Lampedusa, ks. Stefano Nastasi, mówił: „Na Morzu Śródziemnym trwa ludobójstwo. Po raz enty w dziejach ludzkości dokonuje się tragedia ludzi, którym nikt nie chce pomóc. I choć za każdym razem, kiedy wydarzy się taka tragedia, potępiamy, osądzamy, to nic się nie zmienia. Łzy wzruszenia porywa wiatr obojętności. A przecież wszyscy - mówił dalej ten proboszcz - znajdujemy się na tym samym wywróconym przez fale pontonie; i albo wszyscy utoniemy, albo wszyscy się uratujemy”.

Jak mocno i wymownie brzmią te słowa także dzisiaj, kiedy w liturgii wspominamy Patronkę Europy - św. Katarzynę Sieneńską. „Bóg nie jest obojętny” – uczy papież Franciszek. Obojętny jest świat, obojętna jest Europa, obojętne jest serce, my jesteśmy obojętni, a tymczasem „esencją Boga jest miłosierdzie, które nie jest tylko zobaczeniem czy byciem przejętym, ale i odpowiadaniem poprzez działanie – mówi papież. Bóg wie, czuje i przybiega z pomocą. On nie czeka bezczynnie”. Tego właśnie doświadczyli nasi bracia, duchowni i świeccy, 76 lat temu, w niedzielne popołudnie, 29 kwietnia, w Dachau. I tego doświadczyli wszyscy, którzy dzięki zaangażowaniu, odwadze i męstwu wielu, zostali wyzwoleni ze swoich łagrów, więzień i obozów. Bóg nie jest obojętny.

I taką właśnie świętą, nie obojętną, nie czekającą bezczynnie na rozwój wydarzeń w ówczesnej Europie, była św. Katarzyna ze Sjeny, która nawet do papieży pisała listy, by skłonić ich do powrotu z Awinionu do Rzymu. Każdy ma swój świat, a w tym świecie ma swoje wyzwania. I można być obojętnym, a można być tym, który niesie pomoc, czyni miłosierdzie.

Taki był w obozie w Auschwitz o. Maksymilian Kolbe, taki był wspomniany przeze mnie kapłan z Podlasia ks. Ryczkowski. Tacy byli święci i błogosławieni obozowi Bohaterowie. Taką była Maryja i takim był Józef. Takimi możemy być i my, jeśli tylko odrzucimy wirusa obojętności, wygody i egoizmu. Męstwem dzisiaj jest miłosierdzie okazane najbardziej bezbronnym i pozbawionym nadziei. Obyśmy zadali swój egzamin wiary i miłości nie gorzej niż ci, których dzisiaj w Dniu Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego tu w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu wspominamy. Amen.