In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia Ks. Bpa Adama Baba
wygłoszona w trakcie nabożeństwa
w intencji rodzin
i obrony poczętego życia

Ks. Bp Adam Bab
Bp_Adam_Bab

Homilia wygłoszona
w Narodowym Sanktuarium św. Józefa
(Pierwszy Czwartek miesiąca)
4 lutego 2021 r.

Eucharystyczna szkoła Słowa Bożego

Podczas każdej Eucharystii jesteśmy karmieni Słowem Bożym, przez nas Bóg mógł działać i objawiać się. Dzisiejsza Ewangelia opowiadająca o rozesłaniu Apostołów i nam przypomina, że nic z tego, co otrzymaliśmy od Boga, nawet jeśli były to interwencje, które nas uleczyły, uzdrowiły, to zawsze jest to łaska też dla innych. Jesteśmy posłani, aby dać świadectwo, że żywy Bóg jest z nami, działa i troszczy się. To ubóstwo dotyczące wyposażenia rozesłanych Apostołów przypomina, że najcenniejszą sprawą, którą mamy jest nasze świadectwo, doświadczenie Boga żywego i prawdziwego. Tym nade wszystko dysponujemy i nie mogą przesłonić tego żadne najmądrzejsze strategie, środki czy inne ludzkie środki oddziaływania. To ubóstwo w posłudze dawania świadectwa jest też znakiem przejrzystości, że nie zależy nam na niczym innym, jak tylko na tym, aby ktoś poznał tego samego Boga i uwierzył Jego miłości. To dawanie świadectwa zostało nazwane „wzywaniem do nawrócenia” - gdyż nie da się otworzyć na miłość Bożą tkwiąc w grzechu, ale właśnie bezradność wobec grzechu jest pokonywana przez dobrą nowinę o Bogu, który do grzesznika przychodzi ze swoim miłosierdziem.

Posłuszeństwo Słowu Bożemu na wzór św. Józefa

Uczymy się wypełnić Słowo Pana i uczynić Jego świadkami tutaj właśnie na wzór świętego Józefa. Jest człowiekiem całkowicie zależnym od Boga, od Jego słowa, od Jego poleceń. W Ewangelii mamy odnotowane cztery takie Boże interwencje: przed zamieszkaniem razem, nakaz ucieczki do Egiptu, nakaz powrotu, nakaz zamieszkania w Galilei - wybrał Nazaret. Moglibyśmy zaryzykować stwierdzenie, że Józef jest jakby niewolnikiem Słowa Bożego. To co się dzieje w Jego życiu dzieje się ze względu na Maryję i jej Syna. Służy im będąc posłusznym Słowu Bożemu. Ojciec Święty Franciszek ogłaszając Rok św. Józefa chce przypomnieć, że ten najpotężniejszy stróż i opiekun Kościoła jest tak skuteczny w tej trosce, gdyż tak cały należy do Jezusa i Maryi. Tak Go pochłonęło posłuszeństwo Słowu Bożemu. Taką lekcję od świętego Józefa odbieramy i my wysłuchując Ewangelii o rozesłaniu Apostołów, aby głosili Królestwo Boże i wzywali do nawrócenia. Ów ewangeliczny brak trzosa, torby, nadmiaru sukien jest w służbie świadectwa, w służbie transparentności Słowa Bożego. Ubóstwo w dawaniu świadectwa ma uwiarygadniać to, że jesteśmy pochłonięci posłuszeństwem Słowu Bożemu. I co dzisiaj bardzo ważne to pochłonięcie nie rozmywa naszej podmiotowości, nie tłamsi wolności, nie pozbawia nas możliwości samospełnienia i samorealizacji. Takie było świadectwo św. Józefa. Papież Franciszek w „Patris Corde” tak streścił tę totalną zależność opiekuna Jezusa i Maryi cytując św. Pawła VI: „Jego ojcostwo wyrażało się konkretnie w tym, że „uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w Świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu”.

Kto dziś czeka na świadectwo
totalnej zależności od Boga?

Kochani Bracia i Siostry! Czy taki model życia można jeszcze ogłaszać światu? Na naszych oczach jest on definiowany jako nieludzki, jako skrajnie niehumanitarny...

Pozwólcie proszę, że przy Was wejdę w taki wirtualny dialog z Kasią, która za pomocą mediów społecznościowych zadała mi takie pytanie:
„Ale przecież ważniejsze jest skazywanie Kobiet na tortury. To jest rozwiązanie? Księże Biskupie, zmusiłby Ksiądz kobietę w swojej rodzinie do noszenia i rodzenia płodu z wodogłowiem? Zmusiłby ksiądz do takich tortur? Czy naprawdę zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci które umrą i nie mają szansy na przeżycie jest w porządku jeśli tego nie chcą?”

Droga Kasiu!
Skoro używasz takich słów na opisanie sytuacji kobiety / rodziców, którzy dowiedzieli się, że ich dziecko jest bardzo poważnie zaburzone w rozwoju to się domyślam, że bardzo nie jest Ci obojętny ich los. Ale i Ty i ja tylko po części możemy sobie wyobrazić, co przeżywają i co czują. Ile w tym lęku przed cierpieniem i dziecka, i swoim... Co do tego się zgadzamy, że sytuacja jest bardzo dramatyczna i wierz mi los rodziców będących w takiej sytuacji naprawdę nie jest mi obojętny. Różnimy się tym, że Ty w prawie do zadania śmierci takiemu dziecku widzisz rozwiązanie, które przyniesie ulgę matce, rodzicom, czy też bliskim takich osób. Ja natomiast nie widzę w zadawaniu śmierci wybawienia od cierpienia, lęku. Dla mnie śmierć nie jest drogą do wolności od cierpienia... Pewnie mi odpowiesz, że mam prawo tak myśleć, ale są inni, którzy myślą inaczej i właśnie w śmierci widzą rozwiązanie problemu. Nie powinni funkcjonować jakby pod presją mojej opinii. Sama w innym miejscu dodałaś: przecież Bóg uczynił nas wolnymi. To tak, jak byś chciała powiedzieć: skoro jesteśmy wolni to każdy czyn, który rodzi się z wolnego namysłu, nie wymuszonego jest dobry, bo jest owocem działania sumienia, które nie jest niczym skrępowane. Jeśli w tym dramacie jedni rodzice zdecydują się przyjąć śmiertelne chore dziecko i będą z nim do końca jego życia, czyli na przykład przez pierwsze dwie godziny po urodzeniu to zrobią tak samo dobrze, jak Ci, którzy podejmą decyzję przeciwną i skrócą cierpienia i dziecka i swoje przerywając jego życie przed narodzeniem. Ważne jest, żeby nikt nie nakazywał lub zakazywał jakiejś decyzji sumienia w tak dramatycznej sytuacji. Wydaje się to bardziej dojrzałe, humanitarne i szanujące ludzką wolność oraz sumienie.

Wiesz Kasia, ale sytuacji dramatycznych w życiu człowieka jest więcej i mają one miejsce nie tylko przy Zespole Edwardsa czy Zespole Pataua, Smitha, Lemlego czy Opitza. Zapytałaś mnie: Księże Biskupie, zmusiłby Ksiądz kobietę w swojej rodzinie do noszenia i rodzenia płodu z wodogłowiem? Chcę i ja Tobie zadać pytanie: czy gdyby w twojej rodzinie znalazł się człowiek śmiertelnie chory np. na nowotwór zachorowałby tata, mama, twój mąż i z lęku przed cierpieniem powiedziałby, że chce sobie odebrać życie, bo i tak umrze z powodu tej choroby, to zgodziłabyś się na to? Jeśli jego i ciebie Bóg stworzył wolnymi, to czy zaakceptujesz taką decyzję sumienia? On nawet może więcej, bo sam decyduje o kresie swojego cierpienia... to lepsze niż decydowanie o cierpieniu dziecka za dziecko.

Widzisz Kasiu, te sytuacje odsłaniają taką prawdę, że my ludzie stajemy wobec wyzwań większych niż nasze możliwości... Jeśli w jednym miejscu uznamy, że śmierć jest ratunkiem, że śmierć jest wybawicielem, to będziemy się musieli zgodzić także w innych sytuacjach... Rodzi się wiec pytanie, jeśli nie śmierć to co? Kasiu odpowiem Ci, i Ty i ja, jeśli będziemy bardzo blisko tych osób, jeśli ich nie zostawimy samymi, udźwigną te sytuacje większe od nich. To co się jawi jako tortura - jak to nazwałaś, będzie cierpieniem do udźwignięcia. Są na to przykłady: historia Pana Janusza Świtaja z Jastrzębia Zdroju czy małej Hani, która urodziła się dla Ani i Sebastiana z Kraśnika.

Świadectwo Kasi i Sebastian nawiązujące do wiary
jako sposobu przeżycia swojej historii

I chcę Ci powiedzieć, że Bóg, któremu stawiamy pytania, dlaczego dopuszcza do takich sytuacji jest Bogiem bliskim człowiekowi i pomaga udźwignąć to, co przerasta jego ludzkie siły. To Zbawiciel, który nie stosuje śmierci, On śmierć pokonał. Ty jesteś wolna, możesz mu uwierzyć i nigdy nie nazywać śmierci wybawicielem, albo Go odrzucić i sięgać po śmierć jako wybawiciela, czyniąc to raz legalnie, raz nielegalnie...

Mamy misję
- radykalnie pokazać przynależność do Chrystusa

Wracam Kochani do Was z tej wirtualnej rozmowy z Kasią. Ile ich jest wokół nas, w tych marszach, które przetaczają się przez polskie ulice. Nie mamy dla nich innej odpowiedzi niż ta: „Jezus Chrystus pomaga udźwignąć ludzkie dramaty, jeśli nie chcemy pomagać sobie sięgając po śmierć”. Żeby jednak nie były teorią, potrzeba aby owe „Kasie” spotkały ludzi totalnie posłusznych Słowu Bożemu, jak św. Józef. Takimi chcemy być wychodząc stąd od św. Józefa...