In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u
Sobota VII tygodnia Wielkanocnego
Dz 28,16-20.30-31; J 21,20-25

Homilia
Abpa Mariana Gołębiewskiego
na Dzień Męczeństwa
Duchowieństwa Polskiego

J. E. Ks. Abp Marian Gołębiewski

Homilia wygłoszona
w Narodowym Sanktuarium św. Józefa
29 kwietnia 2020 r.

Opłukali swe szaty i w krwi baranka je wybielili
(Ap7,14)

Najczcigodniejsi Księża Biskupi na czele z Biskupem Edwardem, czcigodni i drodzy Bracia Kapłani, Umiłowani w Panu Siostry i Bracia.

1. Gromadzimy się w tym czcigodnym sanktuarium z okazji 75. rocznicy cudownego wyzwolenia kapłanów - więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau - za przyczyną św. Józefa Kaliskiego. Jednocześnie jest to od roku 2005 Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego w czasie II wojny światowej. Stajemy przed wizerunkiem św. Józefa, któremu zawierzamy losy Kościoła powszechnego, polskiego, kaliskiego i jego kapłanów, którzy stoją na straży Ewangelii Chrystusowej, głosząc ją i wyjaśniając ludowi Bożemu w swoich parafiach. Tym bardziej, że dzisiaj też obchodzimy święto św. Katarzyny Sieneńskiej, dziewicy i doktora Kościoła, patronki Europy. Obejmujemy więc naszą modlitwą całą Europę ze wszystkimi jej problemami i wyzwaniami, z pandemią koronawirusa o wymiarze światowym, a w szczególny sposób nasze oczy kierujemy na kapłanów polskich, którzy w czasie II wojny światowej i następnych latach złożyli olbrzymią hekatombę krwi męczeńskiej za Kościół i Ojczyznę. Św. Katarzyna ze Sieny została kanonizowana przez Piusa II w roku 1461, uhonorowana tytułem doktora Kościoła przez papieża Pawła VI w 1970 roku oraz dziesięć lat później ogłoszona współpatronką Europy przez Jana Pawła II. Jej pasmo życia zamyka się w 33 latach. Urodziła się w 1347 roku w Sienie, a zmarła w 1380 w Rzymie. Znamy ją jako misjonarkę odkupienia, występującą nieraz przeciw możnym i panującym, gotową do podejmowania długich podróży i do gromadzenia wokół siebie licznych uczniów. Gorąco nakłaniała papieży do powrotu do Rzymu. Broniła papiestwa w czasie trwania wielkiej schizmy zachodniej. Odznaczała się gorliwością w wysiłkach o polepszenie obyczajów i troską o chorych i uwięzionych.

2. W pierwszym czytaniu wyjętym z Listu świętego Jana Apostoła pada bardzo ważne stwierdzenie: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności". Powiedzieć, że Bóg jest światłością, wcale nie jest jednoznaczne z twierdzeniem, że Go widzimy. „Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [ o Nim] pouczył" (J l, 18) - napisał św. Jan Ewangelista. A jednak Tomasz Merton powie, że Bóg jest światłością, dzięki której w ogóle widzimy. Bóg jest światłością w takim sensie, że oświeca nas, że daje nam tę pewność, której potrzebujemy, abyśmy mogli dostrzec Jego obraz w nas i abyśmy znaleźli drogę prowadzącą nas do Niego poprzez naszą codzienną historię. Nieco dalej w tymże czytaniu pada drugie stwierdzenie: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy". Chodzi o spojrzenie w prawdzie na własne życie. Tak, jesteśmy grzesznikami. Stwierdzenie to wyraża postawę wobec własnej kondycji ludzkiej naznaczonej grzechem, słowem: wobec kondycji grzesznika potrzebującego zbawienia, którego źródłem jest krew Chrystusa. Niezwykle głęboka w swej treści jest dzisiejsza Ewangelia (Mt 11,25-30). Na początku są słowa modlitwy Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom". Bóg jest Panem nieba i ziemi - prawda objawiona już w Starym Testamencie. „Prostaczkowie" to uczniowie, którzy naprawdę słuchali objawionego przez Jezusa orędzia i stali się jak małe dzieci. Dalej Jezus mówi: „ Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić". Równa godność Ojca i Syna, objawiona we wzajemnej relacji między Ojcem i Synem, odegrała istotną rolę w rozwoju chrystologii, czyli nauki o Chrystusie. Jest to jedno z miejsc biblijnych prowadzących do poznania, że Ojciec i Syn są sobie równi na płaszczyźnie istnienia. Jest to fundamentalna prawda naszej wiary, której Kościół od początku bronił przeciwko różnym błędom chrystologicznym, pojawiającym się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Umiłowani w Panu!
3. Sprawując Eucharystię w Dniu Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego modlimy się za tych, którzy Już odpoczywają od swoich trudów". Albowiem księża, którzy przeżyli czas II wojny światowej w niemieckich obozach koncentracyjnych - już nie żyją. Prosimy Miłosiernego Boga, aby ich obdarzył radością wiekuistą, a Męczenników spośród ich grona prosimy o wstawiennictwo za nami, którzy trudząc się i potykając przemierzamy szlaki tej ziemi, byśmy mogli kiedyś z czystym sumieniem stanąć przed Panem życia i śmierci. Stoją więc przed oczyma naszej wyobraźni ci, którzy idąc ku śmierci składali ofiarę z siebie, za Kościół i za lud Boży pozostały w kraju, skazany na eksterminację, wyniszczenie biologiczne, biedę, poniewierkę i upokorzenie. To dzięki ich ofierze - w co osobiście głęboko wierzę - naród polski przetrwał, zachował wiarę pomimo narzuconego mu systemu ateistycznego, trwał przy Kościele i jego pasterzach w trudnej rzeczywistości powojennej Polski. Natomiast ci, którzy pozostali przy życiu, już na końcu wojny, przeżywając tragiczny fakt niepewności co może się z nimi stać, oddali się 22 kwietnia 1945 roku w opiekę św. Józefowi Kaliskiemu, swemu Obrońcy i Orędownikowi, prosili go o cud wyzwolenia i ocalenia. Przyrzekali, że po szczęśliwym powrocie do ojczyzny złożą św. Józefowi „publiczny modlitewny hołd" podczas pielgrzymki do kolegiaty kaliskiej. Inicjatywa aktu zawierzenia wyszła od ks. Jana Adamieckiego z Włocławka, mojego profesora seminaryjnego, a ostateczną wersję tego tekstu przygotował zespół z ks. kan. Franciszkiem Jedwabskim z Poznania i ks. kan. Bolesławem Kunką z Włocławka. W czasie mojego pobytu w seminarium włocławskim ks. prał. B. Kunka był proboszczem parafii katedralnej. Bardzo znana i ceniona postać kapłana w diecezji włocławskiej. Na wstawiennictwo św. Józefa nie trzeba było długo czekać. Bo oto dnia 29 kwietnia 1945 roku żołnierze z patrolu VII Armii Amerykańskiej dowodzonej przez generała Pattona wyzwolili obóz na kilka godzin przed planowaną przez hitlerowców jego całkowitą likwidacją i wymordowaniem pozostających w nim więźniów. Żołnierze amerykańscy sprowadzili okolicznych Niemców, aby zobaczyli co ich rodacy-naziści zgotowali ludziom świeckim i kapłanom katolickim. A ci ze zdumieniem zobaczyli sterty trupów, tysiące ofiar obłędnej ideologii wodza III Rzeszy. Nie da się opisać tego, co działo się w chwili wyzwolenia. Wśród więźniów zapanowała niezwykła radość, że wreszcie po latach kaźni i niewolniczej pracy nastała wolność. Noszę w pamięci żywy obraz tego wydarzenia, który w barwnym opowiadaniu przekazał mi więzień Dachau, a późniejszy biskup koszalińsko- kołobrzeski śp. bp Ignacy Jeż, który był seniorem po objęciu przeze mnie posługi pasterskiej w tej diecezji. Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jedno wspomnienie tego dnia opisane przez abp. K. Majdańskiego, również mojego profesora seminaryjnego. „Nad obozem ciągle krzyk szalonej radości, na dachach wszystkich baraków - flagi narodowe [...] Fala więźniów -już byłych więźniów - po tylu latach biegnie po raz pierwszy po Lagerstrasse, bez popędzania: Los i schnell, z tą jedyną radością w sercu, jaką daje wolność. Otaczają żołnierza alianckiego. To chyba dowódca [...] ten wchodzi na taras Jourhausu, uspokaja entuzjazm i woła: Jesteście wolni! Bogu, nie nam dziękujcie. Kto się umie modlić, niech podziękuje waz ze mną. (Uczynił) znak krzyża i (wypowiedział) słowa „Ojcze nasz". Przez obóz koncentracyjny w Dachau przeszło od roku 1940 do wyzwolenia w dniu 29 kwietnia 1945 roku łącznie 2.794 duchownych z całej Europy. W tej liczbie było 1.780 duchownych z Polski, spośród których zginęło 768. Wśród nich był bł. bp Michał Kozal, biskup pomocniczy włocławski. Z samej diecezji włocławskiej w czasie wojny w różnych obozach i miejscach egzekucji zginęło 220 kapłanów, czyli połowa duchowieństwa diecezji. Największe straty poniosła ówczesna diecezja chełmińska, której duchową spuściznę przejęła diecezja pelplińska. Beatyfikacja bp. Michała Kozala odbyła się w Warszawie 14 czerwca 1987 r. Świadomy tego czym był obóz w Dachau dla duchowieństwa polskiego, wiedziony duchem solidarności ze zmarłymi współbraćmi i ekspiacji, nawiedziłem to miejsce w latach 70. ubiegłego wieku. Zobaczyłem uporządkowane i wysypane tłuczkiem aleje, kaplicę, w której odbywają się nabożeństwa ekumeniczne. Znikły baraki, piece krematoryjne, wieże strażnicze, ogrodzenia z kolczastego drutu i betonu, znikło wszystko, co mogłoby przypominać, że tutaj człowiek człowiekowi stał się wilkiem (homo domini lupus).

Drodzy moi Słuchacze!
4. II wojna światowa doprowadziła do milionów ludzkich tragedii. W szczególny sposób była prześladowana religia i wiara, zarówno przez hitlerowców jak i komunistów. Kapłani polscy początkowo umieszczeni byli w więzieniach miejskich i obozach przejściowych, a później przewieziono ich do obozów koncentracyjnych. Taki los spotkał wspomnianego już bł. bp. M. Kozala, profesorów WSD we Włocławku i alumnów. Najpierw byli więzieni we Włocławku, potem w Lądzie n. Wartą i wreszcie wylądowali w Dachau, skąd wielu już nie wróciło. Natomiast kapłani pracujący w duszpasterstwie na Kresach wschodnich, które w dniu 17 września 1939 roku zostały zajęte przez wojska sowieckie, dzielili los swoich parafian. Kiedy zarządzono wywózki ludności polskiej na Sybir, na daleką północ, do Wołogdy, na Kołymę czy do Kazachstanu, z grupami Polaków często powędrowali kapłani. Wielu z nich nie powróciło. Złożyli swoje kości na „nieludzkiej ziemi". Pozostali na Kresach działali w warunkach duszpasterstwa „konspiracyjnego". Ci, co przeżyli musieli w roku 1945 opuścić rodzinne strony i osiedlić się w Polsce ukształtowanej po wojnie w nowych granicach. Tutaj spotkali się z tymi współbraćmi, którzy powrócili z niemieckich obozów koncentracyjnych. Jaki ich czekał los w odrodzonej ojczyźnie? Czekała ich nowa udręka, szykany ze strony władzy komunistycznej, dla wielu - aresztowania, przesłuchania, prześladowania i więzienia. Wspominam dziś z wielkim szacunkiem bp. Franciszka Korszyńskiego, sufragana włocławskiego, który opisał życie obozowe w swej książce pt. „Jasne promienie w Dachau”. Nie mogę nie wspomnieć ks. dr. Leona Andrzejewskiego, rektora WSD we Włocławku z czasów moich studiów w tej uczelni i ks. prof. Stanisława Librowskiego, który wykładał nam historię Kościoła. To byli więźniowie z Dachau. Jakże dziś nie wspomnieć tu w Kaliszu ks. inf. Stanisława Piotrowskiego, któremu udało się uciec z obozu w Stuthofie, aby potem gorliwie pracować na różnych stanowiskach najpierw w diecezji włocławskiej, a ostanie lata w diecezji kaliskiej. Nie mogę nie wspomnieć ks. prał. W. Szafrańskiego z diecezji włocławskiej, który w czasie okupacji wieziony do Rzeszy wyskoczył z pociągu tuż przed ówczesną granicą polsko-niemiecką, aby wciągnąć się w wir pacy w warunkach okupacyjnych w Grójeckiem. Po wojnie był prefektem młodzieży licealnej miasta Włocławka i przez 40 lat oficjałem sądu biskupiego.

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
5. Ukoronowaniem tego pasma cierpień kapłanów i innych ludzi w Polsce była beatyfikacja 108 męczenników II wojny światowej, dokonana przez Jana Pawła II w Warszawie w czasie podróży apostolskiej do ojczyzny w dniu 13 czerwca 1999 r. Wśród nich znaleźli się kapłani, zakonnicy, siostry zakonne, klerycy i bracia. To ci, którzy „opłukali swe szaty .i w krwi Baranka je wybielili". Mamy więc orędowników w niebie, do których możemy zwracać się z prośbą, by wypraszali łaski dla Kościoła, dla wiernego ludu Bożego, by wypraszać dla niego męstwo w wyznawaniu wiary w czasach epidemii i śmierci wielu braci. Oto refleksje, które zrodziły się w naszych umysłach i sercach w czasie przeżywania Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Wspominaliśmy bohaterów wiary, którzy w sytuacjach ekstremalnych nie zdradzili Chrystusa ani Jego Kościoła. Poszli na śmieć. W większości ich ciała zostały spalone, uleciały z dymem kominów krematoryjnych. Ci, którzy przeżyli skazani byli na konfrontację z systemem totalitarnym, jaki został narzucony Polsce po wojnie. Dzięki męczeńskiej krwi kapłanów, którzy ginęli w obozach i innych miejscach zagłady, pozostali przy życiu kapłani trwali przy prymasie Stefanie Wyszyńskim, którego beatyfikacja została przełożona ze względu na epidemię koronawirusa, przy Kościele, broniąc chrześcijańskiej tradycji naszego narodu. To dzięki męczeńskiej krwi współbraci otrzymali prawo i impuls do odważnego dawania świadectwa Chrystusowi na ziemi polskiej. Nie byli oni samozwańcami, ani uzurpatorami władzy duchowej żądnej rządu dusz, bo ich praca i misja naznaczona była męczeńską krwią tych, którzy ich wyprzedzili na drodze do Pana. Mamy więc prawo chodzić po tej polskiej ziemi z podniesioną głową i głosić Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Szanujmy naszych kapłanów, wspomagajmy ich, bo zasługują na dobre imię i wdzięczność. Nie zasługują na miano tylko pedofilów. Są grzeszni jak wszyscy ludzie, ale są gotowi służyć człowiekowi, pomimo trudności jakie Kościół napotyka w swej misji na co dzień. Do nich Chrystus mówi: „Odwagi, jam zwyciężył świat". Amen.