In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

Bp Andrzej Dziuba - Homilia wygłoszona w I czwartek 5 marca 2015 r.

Ekscelencjo, najdostojniejszy Arcypasterzu Kaliski, czcigodni Bracia w posłudze biskupiej, drodzy Prezbiterzy we wszystkich godnościach i stopniach posługi, drodzy i drogie Przedstawicielki życia konsekrowanego, to wasz niezwykły rok, w którym Kościół próbuje wam dziękować, a niekiedy także przepraszać; drodzy Pielgrzymi, wszyscy zgromadzeni w tym niezwykłym Sanktuarium, oraz drodzy Zgromadzeni przy głośnikach i przy obrazie, szczególnie Wy rozproszeni w bardzo wielu zakątkach świata.

Dziękujemy Kościołowi za dar dzisiejszego Bożego słowa. To te czytania rozbrzmiewają dzisiaj w całym świecie. Jakby w tych czytaniach odczuwamy powszechność Kościoła. Odczuwamy tę wielką wspólnotę ludzi ochrzczonych, którzy dzisiaj karmieni są tymi fragmentami danego nam przez Boga natchnionego słowa. Szczególnie wymownie wybrzmiewa dzisiaj Łukaszowy fragment o bogaczu i Łazarzu, jedyny na kartach czterech Ewangelii. Łukasz chciał nam dać ten niezwykły obraz, który tak łatwo możemy odnaleźć także dzisiaj bo przecież w świecie tak wiele obok siebie bogactwa i ubóstwa materialnego, ale może jeszcze bardziej ubóstwa duchowego. To przecież pytając się o ten obraz świata możemy powiedzieć i wielu powie z dumą: ludzkość tak się rozwinęła, ma takie możliwości techniczne, że jest w stanie wyżywić wszystkich. A dlaczego nie żywi? Dlaczego są głodni, wręcz umierający z głodu?

Bo ludzie nie chcą się dzielić dobrem, bo ludzie niejednokrotnie uważają, że stanie się to uszczerbkiem w tym, co posiadają. A przecież pamiętamy z Ewangelii: O wiele więcej jest radości w tym, kiedy się daje niż w tym, kiedy się otrzymuje. Zatem pytanie o dramat ubóstwa i nędzy to jest pytanie o serce człowieka, bo ostatecznie każde zło, każdy brak dobra ma swoje źródło w sercu człowieka. Ile na przestrzeni dziejów było rewolucyjnych propozycji przemiany świata: zabrania bogatym, a dania biednym? Ile jest na świecie organizacji międzynarodowych, krajowych i innych, które ponoć zajmują się troską o biednych tworząc niewyobrażalne struktury, niewyobrażalne mechanizmy, a które maja tak mizerne owoce, a nawet są często miejscem korupcji, miejscem nadużyć, miejscem, gdzie zamiast obiecanego dobra szerzy się zło. Ile w świecie obiecano w ideologiach równości między ludźmi? Tymczasem byli równi i równiejsi. To jest to wielkie ciągle pytanie o wnętrze człowieka, o jego zdolność solidarności z drugim, o jego zdolność postrzegania w drugim brata czy siostry.

To ukazane w obrazie Łukaszowym doświadczenie bogatego i biednego to jest także doświadczenie, w którym jakby nie chodzi o krytykę bogactwa, ale chodzi oto, że bogactwo źle pojęte staje się przeszkodą w poprawnym postrzeganiu drugiego człowieka. Chodzi o to bogactwo, które staje często w miejsce Boga, a szczególnie dramatycznym jest to bogactwo, które wykorzystuje się dla niszczenia drugiego człowieka, dla pokazania mu jego małości, czasami w drwinie, w kpinie z jego bogactwa i nędzy. To jest szczególnie dramatyczne zło, które może wypływać z bogactwa, choć samo bogactwo nie jest złem. Bóg każe nam od pierwszych stron Pisma Św. czynić sobie ziemię poddaną, każe wspomagać swoje życie i życie bliskich.

Dlatego to Łukaszowe ukazanie Łazarza i bogatego każe nam spojrzeć jeszcze głębiej w tę odmalowaną prawdę w jakby dwóch scenach: w scenie na ziemi i w scenie po śmierci. Scena na ziemi: jakże wielka bliskość bogactwa i nędzy, jakże wielka prawda bogatego, który nie ma imienia i nie ma swojej historii. To nie jest tylko bogaty z przeszłości. Ilu dziś z powodu bogactwa zrezygnowało ze swojego imienia, a przybrało imię: biznesmen, bogaty, przybrało wiele różnych imion, a zaprzepaściło swoje imię: chrześcijanin. A tymczasem Dzieje Apostolskie mówią, że kiedy zaczęto określać uczniów Jezusa chrześcijanami to ta nazwa była tak nośna, że postrzegano ich jako tych, którzy się naprawdę miłują, którzy dzielą się swoimi dobrami. Tutaj w obrazie Łukaszowym bogaty jakby oddał swoje imię. Bogactwo stało się jego imieniem. Łazarz zaś ze swoim ubóstwem ma przyjaciół, jak mówi Łukasz, w psach. To jest wymowne, że przyjaciółmi Łazarza są nieczyste zwierzęta, które jakby zbliżając się do niego, liżąc jego rany czynią go jeszcze bardziej godnym wyrzucenia poza margines życia. Ale, jak chce powiedzieć Łukasz, to nie narusza jego ostatecznej wielkiej godności, jego ubóstwa i biedy bo przecież Jezus powie sam o sobie: byłem głodny, byłem spragniony, byłem nagi, byłem wyrzucony z mieszkania. I to mówi dziś także o współczesności, aby pokazać Łazarzową prawdę, która jest Jego prawdą, prawdą Jego życia kiedyś i dziś. Z tej prawdy ostatecznie u kresu naszego życia będziemy stawali przed Bogiem w miłości czy jej braku.

Obraz po śmierci: bogaty ma piękny pogrzeb, moc przemówień zapewne, wieńce i kwiaty. Łazarz zaś ma aniołów, bogaty nie ma nikogo. Wszystko, co miał pozostało. Łazarz ma aniołów, którzy zanoszą go na łono Abrahama, aby tam doświadczył owoców swojego życia, aby tam, jak mówił Jeremiasz, otrzymać stosownie do swojego postępowania, do owoców swoich uczynków. Łukasz nie chce mówiąc o dramacie bogacza, który przegrał życie, który utracił wszystko, straszyć nas piekłem, ale Łukasz chce nam powiedzieć, że my często kreujemy sami piekło na ziemi i chce nas przed tym przestrzec wskazując, że ostateczne zło jest w sercu człowieka. Bogacz zostaje egoistą, zostaje samotny, ale jak pamiętamy budzi się w nim jakieś uczucie pamięci o braciach, których chce uchronić przed tym, czego sam doświadcza. I tutaj dotykamy sedna dzisiejszej Ewangelii. To jest ta najważniejsza myśl bo to nie jest Ewangelia ostatecznie o bogactwie o ubóstwie, to nie jest Ewangelia krytyki bogactwa, ani jakiejś apoteozy ubóstwa. To jest Ewangelia, która w tym momencie ma swoje sedno, mianowicie kiedy ów bogacz prosi, aby ktoś z umarłych poszedł i przestrzegł jego braci. Padają mocne słowa: jeśli kto z umarłych pójdzie. To żaden argument, zresztą po zmartwychwstaniu Pana Jezusa, gdy umarły powstał, niewielu w Niego uwierzyło, ale argumentem: mają Mojżesza i proroków, niech ich słuchają.

To jest sedno dzisiejszej Ewangelii: słuchanie Bożego słowa i poprzez Boże słowo kształtowanie swojego życia. Nasze ucho musi usłyszeć Boże słowo i dzięki niemu kształtować swoje czyny i swoje życie bo jeżeli zabraknie słuchania Bożego słowa żaden cud nas nie przekona, żaden cud nie będzie wystarczający ku przemianie naszego życia. Dlatego słuchanie, owa wrażliwość na Boże słowo jest tym darem, który kształtuje człowieka, który, jak mówił Psalmista sprawia, że człowiek otwarty na Boże słowo, ten który chce chodzić drogami Pana, który ufa Panu jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, żywotne, zdolne do wydawania owoców, zdolne do wypełnienia swojej misji. W przeciwnym razie, kiedy ktoś jak bogacz zacznie budować swoje życie w oparciu o siebie, o swoje egoistyczne postawy, jak mówił Psalmista, przegra i jest jak plewa, którą wiatr rozmiata. To jest ta owa wrażliwość lub brak wrażliwości na Boże słowo. To jest zasługiwanie na bycie błogosławionym, jak mówił Jeremiasz, albo bycie przeklętym, to jest pokładanie ufności w Panu i budowanie nadziei, albo upatrywanie wszystkiego w sile własnej, tracenie nadziei i stawanie się dzikim krzakiem na stepie, wybieraniem miejsc pustynnych.

Ta prawda naszej wrażliwości na Boże słowo, ona także musi wydawać owoce w szacunku do drugiego człowieka, bo nie wystarczy w Bożym słowie być wrażliwym na Boga, my mamy być wrażliwi na człowieka, który jest widzialnym obrazem Boga na ziemi. To jest ta szczególna nasza wrażliwość, która winna wypływać z Bożego słowa. Szacunek dla drugiego człowieka, świadomość, że jestem dla drugiego, świadomość, że w czynieniu dobra drugiemu buduję siebie, co więcej, to budowanie siebie, jak mówiła Ewangelia, musi się dokonywać tutaj na ziemi. Bogacz tak jak żył, takie miał życie po śmierci, Łazarz tak jak żył, takie miał życie po śmierci. To jest budowanie w słowie Bożym i w tej wrażliwości, w miłości Boga i ludzi swojej przyszłości i swojego zbawienia, które my budujemy każdego dnia, w każdej chwili, każdym momentem naszego życia. Ten szacunek, ta wrażliwość na drugiego człowieka tu w tym Sanktuarium płynie szczególnie od św. Józefa, tego o niezwykle wrażliwym sercu, tego, który w pełni zaufał Panu, tego, który otrzymując wielki skarb Maryi i Dzieciątka Jezus mógł otrzymać potem skarb Kościoła i stać się jego opiekunem. To Józefowe zatroskanie o poczętego Jezusa noszonego pod sercem Maryi uczy nas z tego Sanktuarium wrażliwości na każde życie, na to poczynające się życie i to, które ma niebawem przekroczyć bramy nieba, aby wejść i tam spotkać oczekujących aniołów.

Ta wrażliwość na życie to jest dotykanie najbardziej subtelnej prawdy człowieka, tej, której nikt nigdy nie opisze do końca, której nie da się do końca zmierzyć, wyliczyć. To jest bowiem dotykanie tajemnicy samego Boga, Dawcy życia zatroskanego, który z taką obawą patrzy na stosowaną dzisiaj przemoc w poczynaniu nowego życia. To jest przemoc. Aż trudno sobie wyobrazić, jak można zastosować przemoc wobec tego niezwykle subtelnego momentu, tego niezwykłego początku. Ale jeśli tam zastosuje się przemoc, z większą odwagą chce się mówić o przemocy w rodzinie, co jest pomówieniem pod adresem rodziny, co jest potwarzą rzuconą tej pięknej wspólnocie matki i ojca, którzy niosą dar macierzyństwa i ojcostwa. A potem łatwo pójść z przemocą wobec kolejnej słabości człowieka jaką jest choroba czy inne dolegliwości.

Zło każde płynie z serca człowieka i dlatego chcemy od św. Józefa, oblubieńca Maryi, opiekuna Jezusa i opiekuna Kościoła, uczyć się tej subtelnej wrażliwości, tej umiejętności, którą mamy, ale która zdaje się być dzisiaj jakby przytłoczona, tej umiejętności bycia człowiekiem ze swoimi emocjami, uczuciami, ale także z bogactwem swojego intelektu, swoich talentów. Być człowiekiem wobec drugiego człowieka. Św. Józef potrafił, jak pamiętamy, być błogosławionym mężem, który pokładał ufność w Panu. On stał się tym, który w swoich owocach posługi stał się niedościgłym przykładem dla nas. Dlatego usilnie błagamy o Jego wstawiennictwo upraszając jego moce, abyśmy w naszych dobrych sercach zatrzymywali Boże słowo i wydawali szlachetne owoce wśród których szczególnym, kładzionym nam do serca jest owoc troski o życie, o rodzinę, owoc troski o to, co jest danym namzadaniem. Pamiętajmy jednak zawsze, zadaniem wspartym Bożą łaską, bo pełnimy je we wspólnocie Kościoła, we wspólnocie tej niepowtarzalnej, której, jak wspomniałem, dziś w tej świątyni jakby obejmuje jego powszechność. Św. Józefie, towarzysz nam na drogach naszego życia i bądź dla nas nie tylko w miesiącu, który tobie poświęcamy, ale zawsze najlepszym przewodnikiem i tym, który uczy nas ufności, a Bóg w ufności nie zawodzi.