In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia ks. bpa Mieczysława Cisłow wygłoszona w I czwartek, 6 listopada 2014 r. w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Umiłowani w Chrystusie Panu Siostry i Bracia,
Pasterz idzie za jedną owcą, zostawiając dziewięćdziesiąt dziewięć idzie na pustynię, aby ją odnaleźć. Chrystus wyraźnie w Ewangelii wskazał, którzy są tą zagubioną owcą. To są ci, do których szedł: grzesznicy, celnicy, cudzołożnicy, ci, którzy się źle mieli. Szedł do nich i wielka była radość, kiedy pozwolili się odnaleźć i szli później za Jezusem. Stawiamy sobie jedynie pytanie: dlaczego Bogu tak zależy na zagubionej owcy? To kiedyś św. Jan Paweł II powtarzał: nikt nie jest stracony dla Chrystusa. On szedł również do tych zagubionych i odnajdywał ich. Dzisiaj w czytaniu mamy taką odnalezioną owcę. Jest nią Szaweł z Tarsu, prześladowca Chrystusa, który stał się naczyniem wybranym, którego Chrystus odnalazł, a on przyjął miłość Chrystusa, przyjął Jego światło, przyjął orędzie zbawienia, bo w Nim odnalazł spełnienie się wszystkich obietnic starotestamentalnych. Dzisiaj, kiedy wsłuchiwaliśmy się w słowo nawróconego św. Pawła, słowo tego wybranego naczynia, który poniósł to słowo Chrystusowe poganom, ażeby wśród nich również szukać tej zagubionej owcy, to przychodzi nam od razu na myśl cały świat judaizmu. Świat tych, z których wyszedł Jezus co do ciała, świat tych, którzy nieśli Objawienie Boże, którzy przyjęli słowo Boże, którzy stali się tą wybraną oliwką, w którą Bóg wszczepił dziczkę pogan. Wiemy w jaki sposób od czasów Soboru Watykańskiego II Kościół rozwija tę myśl o starotestamentalnych korzeniach chrześcijaństwa, o korzeniach judaistycznych. Ile zostało w ciągu pięćdziesięciu lat już uczynione dla tej samoświadomości Kościoła swoich korzeni starotestamentalnych? Wszystkie pontyfikaty począwszy od Jana XXIII, poprzez papieża Pawła VI, a później pontyfikat Jana Pawła II to szczególne wcielanie w życie Kościoła orędzia soborowego zawartego w różnych Konstytucjach, ale także w Deklaracji Nostra aetate o dialogu międzyreligijnym, a zwłaszcza o dialogu z judaizmem. I te gesty i słowa papieży: odwiedzanie synagog, wizyta w Izraelu, słowa o starszych braciach Żydach, słowa o pojednaniu poprzez stawanie w prawdzie win Kościoła zaciągniętych także w stosunku do córek i synów Izraela. To również gesty tej przyjaźni jaką okazywał św. Jan Paweł II wobec Żydów, mając w świadomości ich tragiczny los nie tylko w czasie ostatniej wojny, ale również przez całe dwa tysiące lat Kościoła.

Dzisiaj, wspominając św. Pawła, myślimy o tym dziedzictwie i chcemy również przywoływać w naszych wspólnotach te słowa, które są owocem orędzia soborowego, chociażby te słowa, że judaizm nie jest religią zewnętrzną w stosunku do chrześcijaństwa, ale wewnętrzną.Papieże powtarzali słowa o tej głębokiej więzi, o wspólnym dziedzictwie Objawienia starotestamentalnego, o Torze, a więc o Piśmie Świętym Starego Testamentu, o Dekalogu, o Psalmach, którymi modli się Kościół. To są te wspólne wartości. Chodzi o to, byśmy powracali do wspólnoty tych Bożych wartości, które nas jednoczą. I dzisiaj św. Paweł staje przed nami, on, który wybrał Jezusa Chrystusa ponad te wszystkie wartości, ale one w jakiś sposób się zespalają w Jezusie Chrystusie. Dzisiaj stajemy z pytaniem przed Jezusem, przed Jego słowem, przed Ewangelią: dlaczego człowiek jest taką wartością, że tak zależy na nim Bogu? Dlatego, że Bóg nas stworzył, jak mówi nam już pierwsza Księga Objawienia starotestamentalnego, stworzył nas na swój obraz i podobieństwo i przeznaczył nas do wiecznej wspólnoty z Nim. Bóg wskazał nam drogę do osiągnięcia celu. Tą drogą są Boże przykazania i tą drogą dla nas chrześcijan jest nauka Jezusa Chrystusa. Kiedy w Polsce trwała dyskusja na temat preambuły do obecnej Konstytucji, kiedy zależało nam na wpisie o wartościach chrześcijańskich, ks. Józef Tischner zapytany co to są te wartości chrześcijańskie powiedział: wartości chrześcijańskie to Kazanie na Górze i miłość nieprzyjaciół. Tak jak Jezus mówi: daję wam przykazanie nowe.To nowe przykazanie to miłość Boga i bliźniego jak siebie samego, ale i miłość nieprzyjaciół, przebaczenie im. To jest sedno chrześcijaństwa. To jest trudna miłość, ale kiedy chcemy tutaj myśleć również w tym Sanktuarium o małżeństwie i rodzinie to wiemy, że chrześcijańska rodzina musi żyć tymi wartościami, które są wartościami chrześcijańskimi: błogosławieństwami na Górze i przykazaniem miłości przebaczającej. Kazanie na Górze to odpowiedź na dziedzictwo grzechu pierworodnego, jak św. Jan określa je to chaos pożądliwości ciała, to chaos pożądliwości oczu i pycha żywota. Pożądliwości ciała, które mogą zniewolić człowieka, także w małżeństwie, i nie tylko w wymiarze płciowości, ale w wielu innych. Pożądliwość oczu, która dzisiaj wyraża się chciwością, pazernością świata, za wszelką cenę materialnym urządzeniem się i niestety taki ideał czasami przyświeca młodym i pycha człowieka, która nie pozwala wyciągnąć dłoni pojednawczej z prośbą: wybacz mi, albo też z przebaczeniem: przebaczam ci.

Dzisiaj słyszeliśmy już wiele treści pięknych przed liturgią wypowiedzianych w konferencji pani Profesor. Chciałbym dopowiedzieć jeszcze wspomnienie o jednym wymiarze konkurencyjności wobec małżeństwa tej kultury egoizmu. Nie tak dawno w mediach słyszałem dyskusję kobiet dotkniętych chorobą nowotworową piersi. Są to kobiety doświadczone trudnym losem, mówiły o swoich wszystkich lękach, o lęku przed śmiercią, o lęku przed chemioterapią, o operacjach, ale mówiły, że coraz więcej lęku jest u polskich kobiet pozostawienia ich przez męża. I to jest właśnie sedno tego dramatu, kiedy bierze górę egoizm, w tym wypadku mężczyzny, któremu nie odpowiada już żona dotknięta chorobą, cierpieniem, która może dzisiaj nie reprezentuje tej atrakcyjności, która go pociągała w młodości. I dzisiaj ją zostawia pomimo, że ślubował, miłość, wierność, obecność. Kultura egoizmu dzisiaj przenika umysły i serca naszych rodaków i to odbija się mocno na więzach małżeńskich i rodzinnych. Dzisiaj rodzina przeżywa kult ego, który sączy się do umysłów i serc różnymi kanałami, nie tylko medialnymi, bo kanałami również pseudofilozofii, ideologii, brudnego biznesu, reklamy, mody, publicystyki. A przecież wszystkiego my uczymy się w rodzinie. Tutaj dzieci otrzymują wychowanie zgodnie z rodzicielskim systemem wartości, z ich światopoglądem, religią, obyczajami, patriotyzmem, z tymi wartościami chrześcijańskimi naszej rodziny. A żyjemy w kraju o kulturze i dziedzictwie chrześcijańskim dlatego te wartości mają prawo do obecności w życiu publicznym, w edukacji, w parlamencie, w mediach. Owszem, potrzeba wychowania nam młodego pokolenia do poszanowania przekonań innych, do szacunku dla obcego, dla solidarności międzyludzkiej z potrzebującymi niezależnie do jakiej społeczności przynależą. A my Polacy potrafimy okazać solidarność z cierpiącymi niedostatki wskutek kataklizmów, wojen czy prześladowania. To jest część etosu polskiego, liczy się człowiek, a nie jego przynależność rasowa, narodowa, kulturowa czy religijna.

Potrzeba nam dzisiaj tej obecności wartości chrześcijańskich w naszym życiu.Wobec wielu prób eliminowania niech wspomożycielami naszej troski będą ci, którzy kiedyś może ulegli tej filozofii, tej ideologii oczyszczenia życia społecznego z wartości chrześcijańskich, ale później zrozumieli ślepy zaułek, ku któremu te przemiany czy te procesy i działania mogą prowadzić. Z pewnością wielu z nas tutaj obecnych zna tekst jednego z polskich myślicieli śp. Leszka Kołakowskiego, który był swego czasu wyznawcą marksizmu, a później zrozumiał miałkość tego systemu, jego pustkę, jego paradoksy. Pozostawił tę filozofię, poszukiwał i przyszedł tak blisko Chrystusa. Około pięćdziesiąt lat temu w ateistycznym czasopiśmie zapisał słowa, które już wówczas otwierały go na osobę Chrystusa. W tym czasopiśmie pisał: wszelka próba unieważnienia Jezusa, usunięcia Go z naszej kultury, pod takim oto pretekstem, na takiej oto zasadzie, iż nie wierzymy w tego Boga, w którego On wierzył, wszelka taka próba jest śmieszna i jałowa. Próba taka jest dziełem ludzi ciemnych, którzy wyobrażają sobie, że sam prostacko zapisany ateizm nie tylko może wystarczyć jako pogląd na świat, ale może ponadto upoważnić do tego, by dowolnie wedle swego doktrynerskiego zamysłu okrawać tradycję kulturalną wyjaławiając ją z najżywotniejszych soków. I dalej pisał: osoba i nauki Jezusa Chrystusa nie mogą zostać usunięte z naszej kultury, ani unieważnione jeśli kultura ta ma istnieć i tworzyć się nadal. To fragment pochodzący z artykułu z roku 1965. Rok przed śmiercią ukazała się kolejna wypowiedź tegoż filozofa, niekwestionowanego autorytetu w naszym społeczeństwie. W tej wypowiedzi mamy prawie, że wyznanie wiary: dzisiejszy bezbożny świat postrzegany jest jako przygnębiający, wiekuisty chaos, jest on pozbawiony wszelkiego sensu i kierunku, wszelkiej struktury i wszelkich znaków orientacyjnych. Nie widuje się już radosnych ateistów. Świat, gdzie człowiek zdał się na własne siły i uznał się za wolnego prawodawcę w kwestiach dobra i zła, gdzie oswobodziwszy się z łańcuchów Bożej niewoli miał nadzieję odzyskać utraconą godność, ten właśnie świat przerodził się w miejsce niekończącej się udręki i troski. Nieobecność Boga stała się stale otwartą raną europejskiego ducha. Słowa te brzmią w jakiejś analogii swojej do słów św. Pawła, nawróconego, tak bardzo też i te słowa wspierają w naszej trosce o to, żeby nasza kultura nie została pozbawiona Chrystusa, pozbawiona chrześcijańskich wartości. Stajemy wobec ciągłych wyzwań cywilizacyjnych i społecznych.

Ks. Kard. Prymas Stefan Wyszyński, sługa Boży, przemawiając do młodzieży sześćdziesiąt trzy lata temu mówił: kiedy stoicie na rozstajnych drogach zmiennych czasów nie lękajcie się zmian, gdyż są one zwykłym udziałem postępu. Pamiętajcie jednak, że w prawdziwym postępie nie wszystko się odmienia. Niezmienną pozostaje miłość Boga ku człowiekowi oraz natura ludzka z wrodzonym jej głodem Boga, piękna, dobra i prawdy. Niezmienny jest porządek łaski płynący ze zbawczego dzieła krzyża. Niezmienna jest natura dążenia człowieka ku braciom. Komentując te słowa nieżyjący już dzisiaj, ale znany w całej Polsce i zagranicą, Ks. Abp. Józef Życiński mówił: słowa wielkiego Prymasa przypominały niezmienne wartości: miłość, prawdę, braterstwo wówczas, gdy w deklaracjach polityków straszono wrogiem klasowym, w więzieniach zaś umieszczano osoby, które jeszcze niedawno narażały swe życie w obronie wolności Ojczyzny. Z perspektywy półwiecza możemy stwierdzić, że świat budowany na duchowych wartościach okazał swoją trwałość i piękno. Rozpadł się natomiast nadzwyczaj szybko świat ideologicznych sloganów, w których zapowiadano budowę najsprawiedliwszego ustroju. Podobnie i dzisiaj naprzeciw świata podstawowych ludzkich wartości będzie narastał zarówno krzykliwy świat reklam, jak i świat pustych deklaracji agresywnych polityków, publicystów, ideologów. Nam zaś trzeba w stylu Prymasa Tysiąclecia trwać z Maryją u stóp Chrystusowego krzyża, aby dawać wyraz naszej trosce o wartości, które Bóg zawierzył naszemu pokoleniu w procesie przemian ogarniających kontynent europejski.

Drodzy młodzi, studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, przed wami życie. Jan Paweł II pozdrawiał młodych, waszych rówieśników, a więc jak gdyby zza grobu i was:jesteście wiosną Kościoła, jesteście nadzieją Chrystusa, tak jak jesteście nadzieją waszych rodziców i nadzieją Ojczyzny. I wy, drodzy młodzi, niesiecie w swoich sercach młodzieńczych wielką nadzieję na udane życie, na zrealizowanie tych ideałów, które przywiodły was do studiów w katolickiej, kościelnej uczelni, do tych ideałów, które wyrażają się w waszym życiu wiernością Chrystusowej nauce, wiernością Ewangelii, kształtowaniem w sobie człowieczeństwa w świetle tej prawdy o godności człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, odkupionego przez Chrystusa za cenę Jego krzyżowej śmierci. Również niesiecie nadzieję, że kto wybrał Chrystusa, poszedł za Jego Ewangelią, za przesłaniem z Kazania na Górze i za przykazaniem miłości Boga i człowieka z tym trudnym wymogiem miłowania nieprzyjaciół, że życia się nie przegrywa. Dlatego wzrastajcie w blaskach mądrości Ewangelii, ale też bądźcie świadomi tych wszystkich zagrożeń, które niesie cywilizacja. Prymas Wyszyński mówił, że przemiany są nieuchronne, ale też trzeba pamiętać o tych rzeczach niezmiennych i w naturze ludzkiej, ale też w Bożej mądrości, Bożej łasce, która wychodzi naprzeciw potrzebom człowieka. Pytajmy jedynie dzisiaj, jaką owcą my jesteśmy w tym stadzie Chrystusa, czy wśród tych dziewięćdziesięciu dziewięciu czy może jesteśmy tą owcą gdzieś zagubioną, którą Chrystus ma odnaleźć. To pytanie każdy do siebie odnosi.

Kiedy wspominałem Ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego, to jeszcze jeden fragment godzien jest przytoczenia, fragment jego wypowiedzi do młodzieży akademickiej. Czterdzieści dwa lata temu przemawiając w Warszawie do młodzieży akademickiej mówił bardzo mocne słowa stawiając jej pytanie: jakiej chcesz Polski? Stańcie teraz wobec rzeczywistości rodzimej i zapytajcie każdy siebie: jakiej ja chcę Polski? Czy zastanawiałem się nad tym kiedykolwiek? Młodzieży, czy chcesz, aby Polska była pijana, czy chcesz Polski przepitej? Już raz była przepita, a sytuacja się powtarza. Statystyka z ubiegłego roku podaje, że 7,5 litra alkoholu przypada na jednego statystycznego Polaka. Czy zdajesz sobie sprawę do czego mogą doprowadzić naród pijani obywatele, rozpite rodziny, pijani szefowie w biurach, fabrykach, urzędach, nietrzeźwi kierowcy autobusów, samochodów, pociągów? Czy takiej chcesz Polski? Czy chcesz Polski rozwiązłej? Czy chcesz, by twoja siostra była poniewierana przez chłopaków, jak to się niestety coraz częściej widzi na ulicach? Czy chcesz, aby twoich braci i siostry demoralizowano przez filmy, telewizję, Internet? Tylu dobrych i zdolnych specjalistów pracuje w tej produkcji. Jest to tym większe nieszczęście, że ich talenty nie są właściwie wykorzystane. Czy chcesz Polski bezdzietnej, w której tak wiele nienarodzonych Polaków idzie do kanałów? Czy chcesz Polski bez wiary w Boga i ludzi, a więc bez ideałów, bez porywów i wzlotów, bez zdolności do poświęcenia i ofiary? Nawet na froncie w obliczu wroga trzeba w coś wierzyć, aby być zdolnym do bohaterstwa.Wiara i poświęcenie są potrzebne nie tylko na froncie wojennym, lecz także na froncie pracy, obowiązku, zawodu, nauki, codziennego trudu i wysiłku. Wszędzie potrzebna jest wiara ludzi w Boga żywego.

Kiedy dzisiaj razem z ojcami synodalnymi zastanawiamy się nad sytuacją rodziny, nie tylko polskiej, ale europejskiej i światowej, to uświadamiamy sobie, że nie wystarczą same przepisy, choć są konieczne, zabezpieczające trwałość i byt małżeństwa i rodziny i warunki ekonomiczne, ale przede wszystkim te duchowe, moralne, przede wszystkim trwałość rodziny musi być budowana na Bogu. Bogiem ma być rodzina silna. Rodzina ma być budowana na Dekalogu, na Bożych przykazaniach, a nasza chrześcijańska rodzina ma być budowana na Kazaniu na Górze, tak jak wspomniałem. I dlatego wzrastajcie, drodzy młodzi, w wierze i miłości. W wierze, która wciąż jest poszukująca. Prawem naszego umysłu jest stawiać pytania, choć niektóre przyprawiają nas o ciemne noce wiary, o różne kryzysy i zwątpienia. Ks. Kard. Grocholewski obchodząc pięćdziesiątą rocznicę swojego kapłaństwa w katedrze lubelskiej mówił: ciemna noc wiary ma swoją pozytywną stronę. Tak jak w nocy widzimy gwiazdy na nieboskłonie, których nie widzimy w dzień, gdyż w dzień patrzymy w ziemię, bo nas słońce niekiedy razi, tak w nocy wiary dostrzegamy te elementy horyzontu i nieboskłonu, których nie widzimy wtedy, kiedy przechodzimy obojętnie z jakąś rutyną naszej wiary. Dlatego potrzeba wzrastania w wierze, żebyśmy nie byli ignorantami religijnymi. Potrzeba wiedzy, bo dzisiaj w wielkim stopniu niewiara, ateizm, agresja przeciwko religii rodzi się z ignorancji, z nieznajomości Kościoła, także tajemnicy Boga, Ewangelii. Często ludzie odrzucają Boga takiego, w którego my nie wierzymy, bo jest to fałszywy obraz Boga, odrzucają fałszywy obraz Kościoła, który niekiedy taki nie jest, bo ten obraz jest preparowany przez media, które nie zawsze są życzliwe religii i Kościołowi. Trzeba krytycznie patrzeć na to, co dociera do waszego umysłu, umieć selekcjonować. Wiara również rodzi się z łaski, jest łaską w naszym życiu, trzeba ją wymodlić. Nawet wtedy, kiedy przychodzi ciemna noc tej wiary trzeba, żeby jak najwięcej było w was modlitwy. Ojciec św. Jan Paweł II dwadzieścia lat temu ogłosił Rok Rodziny. Wydał na ten rok List do Rodzin i w tym Liście na samym wstępie pisał: trzeba, żeby modlitwa stała się dominantą Roku Rodziny w Kościele, modlitwa rodziny, modlitwa za rodziny, modlitwa z rodzinami. Dzisiaj wokół dyskusji okołosynodalnej potrzeba nam więcej modlitwy, a mniej dyskusji. Potrzeba modlitwy również w waszym życiu wiary, potrzeba modlitwy o wiarę: Panie, przymnóż mi wiary. I mamy nadzieję, że te wartości będą kształtowały młode pokolenie Polaków, aby byli herosami wiary i herosami miłości bo taki jest cel wiary. Kiedy dzisiaj jesteśmy świadkami zagłady chrześcijan na Bliskim Wschodzie, to jesteśmy jednocześnie świadkami bohaterstwa chrześcijan, którzy nas niekiedy zawstydzają. Mam na myśli miasto Malula w Syrii, w którym młodzi odnalezieni w krajówce postawieni przed lufami karabinów stanęli przed wyborem: wyrzeknijcie się Chrystusa, a darujemy wam życie. I jeden z tych młodych, dwudziestolatek, mówi: nie wyrzekniemy się Chrystusa, strzelajcie. Strzelono. Zginęli chłopcy na miejscu, dziewczyna zraniona padła na ziemię, przeżyła, złożyła świadectwo heroizmu wiary tych młodych Syryjczyków. Nie wyrzekniemy się Chrystusa. Amen