In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Ks. dr Robert Pisula

Z JEZUSEM CHRYSTUSEM ZAWSZE RODZI SIĘ I ODRADZA RADOŚĆ

- o tym, co z Adhortacji Evangelii Gaudium powinniśmy wziąć na duszpasterski warsztat w pierwszym rzędzie. Konferencja wygłoszona w I czwartek 2 stycznia 2014 r.

Ze względu na obszerność tekstu i ograniczony czas, moja wypowiedź będzie  zachętą do osobistej, szczegółowej i pogłębionej lektury adhortacji. Aby nie ulec pokusie subiektywnego doboru tego, co mi się podoba i co mnie wydaje się tam ważne, postaram się przedstawić w koniecznym skrócie całość tematyki dokumentu, pozostawiając słuchaczom decyzję, co powinni wziąć na duszpasterski warsztat w pierwszym rzędzie. Adhortacja ma dwojaki charakter: jest najpierw dokumentem podsumowującym Synod Biskupów zwołany przez Benedykta XVI nt. nowej ewangelizacji i opiera się na rekomendacjach Ojców synodalnych. Ale jest on jednocześnie, według zgodnej opinii komentatorów, dokumentem programowym pontyfikatu papieża Franciszka. Cel adhortacji określa sam autor: chce dać „niektóre wytyczne, które mogą pobudzić i ukierunkować w całym Kościele nowy etap ewangelizacyjny, pełen zapału i dynamizmu” (17). Metoda, którą się posługuje Ojciec Święty pisząc adhortację to ta sama wg. której mówi też swoje homilie: w centrum znajduje się ogłoszenie radości Ewangelii, dobrej nowiny, kerygmy. Dopiero na drugim miejscu stawia krytyczą diagnozę kondycji społecznej i moralnej naszych czasów. Na końcu podaje receptę i wskazuje konkretny kierunek zaangażowania. Szczególnym rysem tego dokumentu jest wielokrotne odniesienie papieża do własnego doświadczenia duszpasterskiego, oraz jego bardzo osobisty ton. Dam przykład, który mnie bardzo poruszył: Dziękuję za piękny przykład, jaki mi daje tylu chrześcijan ofiarujących z radością swoje życie i czas. Świadectwo to ubogaca mnie i podtrzymuje w moim osobistym dążeniu do przezwyciężenia egoizmu, by się jeszcze bardziej poświęcić (76). W miarę czytania adhortacji staje się oczywiste, że jest ona papieską aktualizacją dogmatycznej konstytucji Soboru Watykańskiego II o Kościele „Lumen gentium”. Mówi o tym zresztą sam autor w nr 17. Tam znajdziemy także listę 7 głównych kwestii, którymi zamierza zająć się Ojciec Święty. W naszej prezentacji pójdziemy tym śladem.

1) REFORMA KOŚCIOŁA WYCHODZĄCEGO NA MISJĘ

Przez cały dokument przewija się jak refren, na różne sposoby wyrażana przez papieża zasada prymatu łaski, która powinna być światłem przewodnim, oświecającym nieustannie nasze refleksje o ewangelizacji (112): Zbawienie ofiarowane nam przez Boga jest dziełem Jego miłosierdzia. Nie ma takiego ludzkiego działania, niezależnie od tego jak mogłoby być dobre, przez które moglibyśmy zasłużyć na tak wielki dar. Bóg jedynie z łaski pociąga nas ku sobie, by nas ze sobą zjednoczyć (przyp.79). Posyła swojego Ducha do naszych serc, aby uczynić nas swoimi dziećmi, aby nas przemienić i uzdolnić do udzielenia naszym życiem odpowiedzi na Jego miłość. Kościół jest posłany przez Jezusa Chrystusa jako sakrament zbawienia ofiarowanego przez Boga (112). Chociaż misja ta domaga się z naszej strony ofiarnego zaangażowania, błędem byłoby pojmowanie jej jako heroicznego zadania osobistego, ponieważ jest to przede wszystkim Jego dzieło, niezależnie od tego, co możemy odkryć i pojąć. Jezus jest «pierwszym i największym głosicielem Ewangelii» (12). Papież dostrzega niebezpieczeństwo, które nazywa prometejskim neopelagianizmem ludzi, którzy w ostateczności liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy, albo ponieważ są niewzruszenie wierni pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych. W konsekwencji w duszpasterstwie zamiast ewangelizowania pojawia się analiza i krytyka innych, a zamiast ułatwiania dostępu do łaski – traci się energię na kontrole (94).

W misyjnej reformie Kościoła, jaką  proponuje Ojciec Święty, inicjatywa należy do Boga. Do nas natomiast należy: Podjąć inicjatywę, włączyć się, towarzyszyć, przynosić owoce i świętować (23) – oto program tej reformy (por. 27-32). Zatrzymam się na pierwszym elemencie. Podjęcie inicjatywy polega - w przekonaniu papieża - na nawróceniu, które określa mianem duszpasterskiego i misyjnego, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są. Obecnie nie potrzeba nam «zwyczajnego administrowania» (przyp.21). Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji» (przyp.22). (25). To nawrócenie polega na koniecznym przejściu «od duszpasterstwa zwykłego zachowywania stanu rzeczy do duszpasterstwa zdecydowanie misyjnego» (przyp.18), które Franciszek nazywa także duszpasterstwem w kluczu misyjnym: Duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium duszpasterskiego, że «zawsze się tak robiło» (33) – ile razy to słyszeliśmy! Papież przyznaje, że jeśli część ochrzczonych nie doświadcza swojej przynależności do Kościoła, to jest to także spowodowane przez mało gościnne struktury i klimat w niektórych naszych parafiach i wspólnotach, albo przez biurokratyczne podejście do zwykłych czy też złożonych problemów życia naszych ludów. W wielu miejscach aspekt administracyjny bierze górę nad duszpasterskim, jak również sakramentalizacja bez innych form ewangelizacji (63). W praktyce ta opcja misyjna, o której marzy papież Franciszek (27) powinna przemienić zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne i dostosować je do ewangelizowania współczesnego świata: należy sprawić, by struktury stały się bardziej misyjne, by duszpasterstwo zwyczajne we wszystkich swych formach było bardziej ekspansywne i otwarte, by doprowadziło pracujących w duszpasterstwie do nieustannego przyjmowania postawy «wyjścia» i w ten sposób sprzyjało pozytywnej odpowiedzi ze strony tych wszystkich, którym Jezus ofiaruje swoją przyjaźń. W ten sposób Kościół «wyruszający w drogę» będzie Kościołem otwartych drzwi (46) (także w sensie dosłownym!): Kościół nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego trudnym życiem (47). Taka misyjna Kościoła jest ryzykowna - przyznaje Ojciec Święty – bo nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem (45). Przywołajmy w tym miejscu słynny już obraz, wielokrotnie używany przez Franciszka: wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła zatroskanego o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur. Jeśli coś ma wywoływać święte oburzenie, niepokoić i przyprawiać o wyrzuty sumienia, to niech będzie to fakt, że tylu naszych braci żyje pozbawionych siły, światła i pociechy wypływającej z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia. Mam nadzieję, że bardziej od lęku przed pomyłką kierować się będziemy lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami, które czynią z nas nieubłaganych sędziów, lękiem przed przyzwyczajeniami, dzięki którym czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «Wy dajcie im jeść!» (Mk 6, 37) (49). Reforma misyjna Kościoła powinna dokonać się na wszystkich poziomach Kościoła. Franciszek rozpoczyna jej omawianie „od dołu”, to znaczy od parafii, poprzez inne instytucje kościelne, wspólnoty i ruchy, następnie diecezje, aż po Stolicę Apostolską („nawrócenie papiestwa”). Papież potwierdza podstawową rolę parafii, o której mówi, że nie jest strukturą przestarzałą, ponieważ ma wielką elastyczność i może przyjąć bardzo różne formy, wymagające otwarcia i misyjnej kreatywności ze strony duszpasterza i wspólnoty (…) Parafia jest formą obecności Kościoła na danym terytorium, środowiskiem słuchania Słowa, wzrostu życia chrześcijańskiego, dialogu, przepowiadania, ofiarnej miłości, adoracji i celebracji (przyp.27). (…) Jest wspólnotą wspólnot, sanktuarium, gdzie spragnieni przychodzą i piją, by dalej kroczyć drogą, jest centrum stałego misyjnego posyłania (28).

2) POKUSY PRACUJĄCYCH W DUSZPASTERSTWIE

Papież przeprowadza diagnozę sytuacji osób zajmujących się duszpasterstwem i przedstawia ją w formie 4 pokus, zagrożeń, chorób (4XNIE), na które podaje swoją receptę (TAK).

1) Egoistyczna acedia, czyli duchowe lenistwo, letarg, bezwład, paraliż, które dotykają wielu zaangażowanych w ewangelizację – mówi papież chociażby się modlili. Jej objawy: przesadne (obsesyjne) zatroskanie o osobiste przestrzenie autonomii i odprężenia u wielu pracujących w duszpasterstwie, w tym u osób konsekrowanych, które prowadzą do przeżywania własnych zadań jedynie jako dodatku do życia, jakby nie były one częścią ich tożsamości (78) - stawiają opór, by dogłębnie zasmakować w misji i ogarnięci są paraliżującą acedią (81). Jej przyczyny: uciążliwy, niedający zadowolenia i ostatecznie nieakceptowany trud (…), przeżywany źle, bez odpowiedniej motywacji, bez duchowości przenikającej działanie i czyniącej je upragnionym (82) – ci, warto sięgnąć do 82 punktu! Jej straszne skutki:  «szary pragmatyzm codziennego życia Kościoła, w którym pozornie wszystko postępuje normalnie, podczas gdy w rzeczywistości wiara się wyczerpuje i stacza w miernotę» (przyp.63) - psychologia grobu, która stopniowo zamienia chrześcijan w muzealne mumie - rozczarowani rzeczywistością, Kościołem lub samymi sobą, przeżywają nieustanną pokusę przywiązania do słodkawego smutku bez nadziei, który opanowuje serce jako «najtęższy z eliksirów złego ducha» (przyp.64). Powołani do oświecania i komunikowania życia, w końcu ulegają fascynacji rzeczami rodzącymi jedynie ciemność i znużenie oraz osłabiającymi dynamizm apostolski (83) W konsekwencji: ci, którzy zwykle oskarżają  świat o teoretyczny relatywizm, sami żyją nim w sposób praktyczny: „praktyczny relatywizm polega na działaniu, tak jakby Bóg nie istniał, na decydowaniu, tak jakby nie było ubogich, na marzeniach, jakby inni nie istnieli, na pracowaniu tak, jakby nie istnieli ci, którzy jeszcze nie otrzymali orędzia. Warto zauważyć fakt, że nawet osoby pozornie dysponujące solidnymi przekonaniami doktrynalnymi i duchowymi, często popadają w styl życia prowadzący do zapewnienia sobie bezpieczeństwa materialnego, do zdobywania władzy i ludzkiej chwały osiąganych za wszelką cenę, zamiast dawania życie za innych w misji” (80). Papież wskazuje także złudne dla tej choroby lekarstwo, jakimi mogą być niektóre wydarzenia religijne, nie wynikające z życia duchowego i nie prowadzące do spotkania z innymi, do zaangażowania w świecie, do pasji ewangelizowania (78).

2) Jałowy pesymizm, który rodzi się, gdy nie widzimy owoców naszej posługi. Ojciec Święty używa tutaj obrazu duchowej pustyni, przyznaje jej istnienie, ale wskazuje, że jest ona także szansą: «właśnie wychodząc od doświadczenia tej pustyni, od tej pustki, możemy odkryć na nowo radość wiary, jej życiowe znaczenie dla nas, mężczyzn i kobiet. Na pustyni odkrywa się wartość tego, co jest niezbędne do życia; i tak we współczesnym świecie istnieją niezliczone znaki pragnienia Boga, ostatecznego sensu życia, często wyrażane w formie ukrytej czy negatywnej (86)

3) Duchowa światowość - podstawowe dla Franciszka określenie, którym posługiwał się wielokrotnie jako biskup Buonos Aires. Duchowa światowość jest przez papieża przeciwstawiana duchowości misyjnej.

Jej definicję znajdujemy w pkt. 93: Światowość duchowa, kryjąca się za pozorami religijności, a nawet miłości Kościoła, polega na szukaniu chwały ludzkiej i osobistych korzyści zamiast chwały Pana. To Jezus zarzucał faryzeuszom: «Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?» (J 5, 44). Chodzi o subtelny sposób szukania «własnego pożytku, a nie – Chrystusa Jezusa» (Flp 2, 21) (…) Ponieważ łączy się ze staraniem o zachowanie pozorów, nie zawsze towarzyszą jej grzechy publiczne i na zewnątrz wszystko wydaje się poprawne... Ujawnia się w wielu postawach pozornie przeciwstawnych, które łączy roszczenie do «zdominowania przestrzeni Kościoła», nie ma prawdziwego zainteresowania ani Jezusem Chrystusem, ani też innymi ludźmi. Franciszek wymienia następujące: u niektórych zauważa się ostentacyjną troskę o liturgię, o doktrynę i prestiż Kościoła, ale nie przejmują się oni rzeczywistym wprowadzeniem Ewangelii w życie Ludu Bożego i w konkretne potrzeby dziejowe. W ten sposób życie Kościoła zamienia się w obiekt muzealny albo własność niewielu. U innych ta sama światowość duchowa kryje się za fascynacją możliwościami ukazania zdobyczy społecznych i politycznych lub za próżnością związaną z zarządzaniem sprawami praktycznymi albo zachwytem nad dynamiką docenienia samego siebie i samorealizacji. Może również wyrażać się w różnych sposobach dostrzegania samego siebie jako uczestnika intensywnego życia społecznego pełnego podróży, zebrań, kolacji, przyjęć. Może także przyjmować formę menedżerskiego funkcjonalizmu, pełnego statystyk, planowania i podsumowań, gdzie głównym beneficjentem nie jest Lud Boży, lecz raczej Kościół jako organizacja. Jeśli jesteśmy jako duszpasterze zarażanie tą chorobą, zadawalamy się posiadaniem jakiejś władzy i wolimy być raczej generałami pokonanych wojsk niż zwykłymi żołnierzami nadal walczącego oddziału (96). Kto popadł w tę światowość, spogląda z wysoka i z daleka, odrzuca proroctwo braci, dyskredytuje stawiających mu pytania, podkreśla nieustannie błędy innych i ma obsesję na punkcie pozorów (…) w następstwie czego nie uczy się ze swych grzechów ani nie jest prawdziwie otwarty na przebaczenie. Jest to straszliwe zepsucie z pozorami dobra (99).

4) Wojna domowa pomiędzy braćmi z powodu zawiści i zazdrości! Niektórzy przestają żyć przynależnością do Kościoła całym sercem, aby pogłębiać ducha sporu. Należą bardziej do tej czy innej grupy, która czuje się różna czy specjalna niż do całego Kościoła z jego bogatą różnorodnością (98) Dlatego z taką przykrością widzę, jak w niektórych wspólnotach chrześcijańskich, a nawet między osobami konsekrowanymi, istnieją różne formy nienawiści, podziału, oszczerstwa, zniesławienia, zemsty, zazdrości, pragnienia narzucenia za wszelką cenę własnych idei, aż do prześladowań, wydających się bezlitosnym polowaniem na czarownice. Kogo chcemy ewangelizować takimi postawami? (100)

Nowe relacje w Chrystusie

Receptą na wymienione zagrożenia, jaką podaje Ojciec Święty jest wejście w braterskie relacje, oparte na Chrystusie: Na tym polega prawdziwe uzdrowienie, ponieważ sposób odnoszenia się do innych, który rzeczywiście nas uzdrawia, a nie osłabia, to mistyczne, kontemplatywne braterstwo, umiejące spoglądać na świętą wielkość bliźniego, odkryć Boga w każdym człowieku, znosić uciążliwości życia razem, trzymając się miłości Bożej, otworzyć serce na miłość Bożą, by szukać szczęścia innych, tak jak szuka go ich dobry Ojciec. Tu i teraz, a także tam, gdzie stanowią «małą trzódkę» (Łk 12, 32), uczniowie Pana są powołani do życia jako wspólnota, która byłaby solą ziemi i światłem świata (92).  Trzeba - mówi Franciszek - nauczyć się odkrywania Jezusa w twarzach innych, w ich głosie, w ich prośbach. A także nauczyć się cierpieć, obejmując ukrzyżowanego Jezusa, gdy spotykamy się z niesprawiedliwą agresją lub niewdzięcznością, niestrudzenie wybierając braterstwo (przyp.69) (91) Papież przyznaje, że należy w Kościele stworzyć odpowiednie miejsca, by motywować i uzdrawiać osoby pracujące w duszpasterstwie, «miejsca dla odnowy własnej wiary w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa, dla podzielenia się własnymi najgłębszymi pytaniami i codziennymi troskami, do głębokiego i przeprowadzonego według ewangelicznych kryteriów rozeznania dotyczącego własnego życia i doświadczenia (77)

3) KOŚCIÓŁ POJMOWANY JAKO CAŁOŚĆ LUDU BOŻEGO, KTÓRY EWANGELIZUJE

Soborowe określenie Kościoła jako Ludu Bożego jest ulubionym obrazem Kościoła papieża Franciszka: Bycie Kościołem oznacza bycie Ludem Bożym, zgodnie z wielkim planem miłości Ojca. Pociąga to za sobą bycie zaczynem Bożym pośród ludzkości (114). Wobec wielu synodalnych propozycji zdefiniowania ewangelizacji papież mówi, że «żadna niepełna i niedoskonała definicja nie może zadośćuczynić bogatej, wielostronnej i dynamicznej rzeczywistości, jaką jest ewangelizacja, żeby nie zaistniało równocześnie niebezpieczeństwo osłabienia jej sensu lub nawet zniekształcenia» (176). Proponuje określenie bardzo szerokie: Ewangelizowanie dla papieża oznacza uobecnianie Królestwa Bożego w świecie. Ewangelizacja nie jest propagandą własnej grupy wyznaniowej (prozelityzmem), lecz jest głoszeniem Chrystusa,  zarówno świadectwem życia jak i słowem (św. Franciszek: jeśli trzeba także słowami) - ewangelizacja powinna się zaczynać od samego siebie - jej celem jest wewnętrzna przemiana, czyli nawrócenie. Papież przestrzega też przed sakramentalizacją bez ewangelizacji. Każdy ochrzczony, niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia wykształcenia w wierze, jest aktywnym podmiotem ewangelizacji i czymś niestosownym byłoby myślenie o schemacie ewangelizacji prowadzonej przez wykwalifikowanych pracowników, podczas gdy reszta wiernego ludu byłaby tylko odbiorcą ich działań  (119) - każdy chrześcijanin jest misjonarzem w takiej mierze, w jakiej spotkał się z miłością Boga w Chrystusie Jezusie. Serce twoje wie, że życie nie jest takie samo bez Niego, dlatego to, co odkryłeś, to, co pomaga ci żyć i co daje ci nadzieję, powinieneś przekazywać innym. Nasza niedoskonałość nie powinna stanowić wymówki. Przeciwnie, misja stanowi stały bodziec, aby nie godzić się z przeciętnością i stale wzrastać. W tym kontekście Franciszek wspomina, że ewangelizacji zagraża klerykalizacja (102-109): gdy mówimy o władzy kapłańskiej, «mówimy tu o funkcji, nie zaś o godności i świętości». Kapłaństwo służebne jest jednym ze środków, jakimi Jezus posługuje się w służbie swojego ludu, ale wielka godność pochodzi z Chrztu dostępnego wszystkim. Upodobnienie kapłana do Chrystusa – Głowy – czyli jako głównego źródła łaski, nie zakłada wyniesienia, stawiającego go na szczycie całej reszty. W Kościele funkcje «nie stanowią o wyższości jednych nad drugimi» (104). Papież postuluje podkreślenie roli i geniuszu kobiety w Kościele, ale bez jej klerykalizacji. Wbrew temu, co często słyszymy, dopuszczenie kobiet do udziału w sakramentalnym kapłaństwie byłoby kolejnym wyrazem ich niedowartościowania, podczas gdy mają one do wypełnienia w Kościele rolę szczególną i niedostępną dla mężczyzn, ze względu na ich szczególne dary (103-104). Sporo miejsca poświęca właściwemu rozumieniu ewangelizacji pojmowanej jako inkulturacja, przez którą Kościół wprowadza narody z ich kulturami do swej własnej wspólnoty: chrześcijaństwo nie dysponuje jedynym wzorcem kulturowym, lecz «pozostając w pełni sobą i dochowując bezwarunkowej wierności orędziu ewangelicznemu i kościelnej tradycji, będzie przybierało także oblicze różnych kultur i narodów, w których zostanie przyjęte i zapuści korzenie» (116). W procesie inkulturacji, Kościół nie tylko daje, ale również otrzymuje, bowiem każda kultura proponuje wartości i pozytywne formy, które mogą ubogacić sposób głoszenia, pojmowania i przeżywania Ewangelii. Myślenie o chrześcijaństwie monokulturowym byłoby dla papieża sprzeczne z logiką Wcielenia. Chociaż to prawda, że niektóre kultury ściśle powiązały się z przepowiadaniem Ewangelii i z rozwojem myśli chrześcijańskiej, to jednak orędzie objawione nie utożsamia się z żadną z nich i posiada treść ponadkulturową. Właśnie dlatego jest możliwe głoszenie ewangelii w każdej kulturze! Ale dlatego też w ewangelizacji nowych kultur, nie trzeba koniecznie wraz z propozycją ewangeliczną narzucać określonej formy kulturowej, choćby była ona nawet piękna i starożytna. (…) Ostatecznie powinno się dążyć do tego, żeby przepowiadanie Ewangelii, wyrażonej w kategoriach właściwych dla kultury, gdzie jest ona głoszona, prowadziło do nowej syntezy z tą kulturą (129)

Istotne miejsce w Ludzie Bożym, który ewangelizuje przyznaje papież różnorakim charyzmatom, ruchom i wspólnotom, które nazywa darem dla odnawiania i budowania Kościoła (130). Podobnie jak dla jego poprzedników, jasnym znakiem autentyczności jakiegoś charyzmatu jest dla Franciszka jego eklezjalność, to znaczy jego zdolność do harmonijnego włączenia się w życie świętego Ludu Bożego dla dobra wszystkich. Jednocześnie Ojciec Święty przestrzega przed zastępowaniem, czy gaszeniem działania Ducha Świętego, który jest zarówno Dawcą różnorodności, wielości, wielorakości, jak i Tym, który  urzeczywistnia jedność w Kościele. Natomiast kiedy to my domagamy się różnorodności i zamykamy się w naszych ciasnych schematach, prowokujemy podział, a z drugiej strony – kiedy to my chcemy budować jedność dzięki naszym ludzkim planom – ostatecznie narzucamy uniformizm i homogenizację (131). Papież Franciszek odnajduje siłę czynnie ewangelizującą, także w pobożności ludowej, która jest owocem kultury głęboko przemienionej przez Ewangelię (126) i autentycznym wyrazem spontanicznej działalności misyjnej Ludu Bożego (122). Ojciec Święty apeluje, aby nie lekceważyć, nie ograniczać, ani nie żądać kontroli tej siły misyjnej (por. 124): byłoby to nieuznawaniem dzieła Ducha Świętego (126). Franciszek wskazuje wreszcie, że podstawową i najpowszechniejszą formą ewangelizacji jest ta, która dokonuje się od osoby do osoby. Jest to nieformalne przepowiadanie słowa, które może się dokonywać podczas rozmowy (…). Być uczniem znaczy być zawsze gotowym, by nieść innym miłość Jezusa, a dzieje się to spontanicznie w jakimkolwiek miejscu, na ulicy, na placu, przy pracy, na drodze (127)

4) HOMILIA I JEJ PRZYGOTOWANIE

Nad tym tematem Ojciec Święty zatrzymuje się na dłużej, proponując kapłanom  metodę przygotowania homilii. Homilia jako szczególne przepowiadanie w kontekście zgromadzenia eucharystycznego, jest nie tyle okazją do medytacji i katechezy, co raczej dialogiem między Bogiem a Jego ludem (137). Papież posługuje się tutaj obrazem dialogu matki z dzieckiem (130): dziecko ufa, że wszystko, o czym jest pouczane, służy jego dobru, ponieważ wie, że jest kochane, ze swej strony matka  przyjmuje to wszystko, co Bóg zasiał w jej dziecku, wsłuchuje się w jego troski i uczy się od niego. Podobnie dzieje się w homilii: Duch, który inspirował Ewangelie, działa także w Ludzie Bożym. Oto są dwa źródła homilii: Słowo Boże, które znajduje swoje echo w zgromadzeniu: Kaznodzieja powinien także słuchać ludu, aby odkryć to, co wierni powinni usłyszeć. Kaznodzieja jest człowiekiem kontemplującym Słowo, a także kontemplującym lud (…) Chodzi o powiązanie przesłania tekstu biblijnego z ludzką sytuacją, z tym, czym ludzie żyją, z doświadczeniem potrzebującym światła Słowa (154). Przypomnijmy, że nigdy nie trzeba odpowiadać na pytania, których nikt sobie nie stawia (155). Komunikacja i dialog jakim jest homilia może zostać pomniejszony – zdaniem papieża – poprzez przepowiadanie czysto moralizujące lub indoktrynujące, również i to, które przemienia się w lekcję egzegezy. Wyzwanie homilii polega na przekazaniu syntezy ewangelicznego orędzia, a nie idei czy wartości niepowiązanych ze sobą. Gdzie jest twoja synteza, tam jest twoje serce. Różnica między ukazaniem syntezy a ukazaniem niepowiązanych ze sobą idei jest taka sama, jak między nudą a żarem serca (143). Na temat przygotowania do homilii papież Franciszek mówi: Niektórzy proboszczowie  twierdzą, że nie jest to możliwe z powodu licznych obowiązków, które muszą spełniać. Jednakże ośmielam się prosić, aby w każdym tygodniu poświęcić temu zadaniu wystarczająco długi czas osobisty i wspólnotowy, nawet gdyby trzeba było przeznaczyć mniej czasu na inne zadania, choćby i ważne (…) Kaznodzieja, który się nie przygotowuje (...) jest nieuczciwy i nieodpowiedzialny wobec otrzymanych darów. (145)

Według Franciszka homilia, podobnie jak cała ewangelizacja powinna się karmić Słowem Bożym – przez słuchanie go, rozważanie, przeżywanie, celebrowanie i świadczenie o nim. Pismo Święte jest źródłem ewangelizacji. Dlatego trzeba stale formować się do słuchania Słowa. Kościół nie ewangelizuje, jeśli nie pozwala się nieustannie ewangelizować. Jest rzeczą nieodzowną, aby Słowo Boże stawało się coraz bardziej sercem wszelkiej działalności kościelnej (174). W tym miejscu nie sposób przekazać sposobu przygotowania homilii, jaki proponuje nam Ojciec Święty. W tym celu polecam serdecznie uwadze wszystkich prezbiterów pkt. 145 – 171. Chciałbym jedynie przytoczyć kilka uwag, które dotknęły mnie w sposób szczególny. Ktokolwiek chce przepowiadać, najpierw powinien być gotów, by poruszyło go Słowo i by stało się ono rzeczywistością w jego konkretnym życiu (…)  Z tego powodu, przed przygotowaniem konkretnie tego, co powiemy w kazaniu, powinniśmy jako pierwsi pozwolić się zranić temu Słowu (150) - Ale jeśli pasterz nie zatrzyma się na słuchaniu Słowa w postawie szczerego otwarcia, jeśli nie pozwoli, by dotknęło ono jego życia, by je zakwestionowało, by go zachęcało, by go zmobilizowało, jeśli nie poświęca czasu, by modlić się Słowem, wtedy stanie się fałszywym prorokiem, oszustem lub pustym szarlatanem 151 - Dobra homilia, jak powiadał mi stary mistrz, powinna zawierać «jedną myśl, jedno uczucie i jeden obraz» (157). Jeśli chodzi o treść homilii, to – zdaniem papieża - centralną pozycję zajmuje tutaj kerygma, czyli fundamentalne przesłanie o osobistej miłości Boga, który stał się człowiekiem, wydał samego siebie za nas, i jako żyjący ofiaruje swoje zbawienie i swoją przyjaźń (128). Franciszek trierdzi, że powinna zajmować centralne miejsce w działalności ewangelizacyjnej i w każdej próbie odnowy Kościoła (164). Papież wielokrotnie w adhortacji daje nam próbki tego pierwszego przepowiadania: Jezus Chrystus cię kocha, dał swoje życie, aby cię zbawić, a teraz jest żywy u twego boku codziennie, aby cię oświecić, umocnić i wyzwolić (164).  Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, iż to orędzie jest «pierwsze», bo jest tylko na początku bycia chrześcijaninem, a potem zostaje zastąpione katechezą , papież Franciszek stanowczo twierdzi, że kerygma jest pierwsza w sensie jakościowym, ponieważ jest głównym orędziem, tym, do którego trzeba stale powracać i słuchać na różne sposoby i które trzeba stale głosić podczas katechezy w tej czy innej formie, na wszystkich jej etapach. Co, więcej, dotyczy to nie tylko świeckich, ale także kapłanów, którzy sami muszą być nieustannie ewangelizowani. W tym miejscu pozwolę sobie na przywołanie osobistego doświadczenia. Zostaliśmy kiedyś posłani, aby ewangelizować „po dwóch”. Naszą misją było odwiedzanie księży i przepowiadanie im kerygmatu. Najczęstszą reakcją, jaką spotykaliśmy były słowa: „ale ja to wiem...”. Problem w tym, że tej treści nie można znać raz na zawsze, ale my trzeba ją słyszeć nieustannie w nowy sposób i w nowych okolicznościach naszego życia. Mówi papież: Nie można myśleć, że w katechezie należałoby zaniechać kerygmy na rzecz formacji, która miałaby być bardziej «solidna». Nie ma nic bardziej solidnego, bardziej głębokiego, bardziej pewnego, bardziej treściwego i bardziej mądrego od przepowiadania początkowego. Cała formacja chrześcijańska jest przede wszystkim pogłębieniem kerygmy, która coraz bardziej i doskonalej się ukonkretnia i nigdy nie przestaje rzucać światła na pracę katechetyczną oraz pozwala odpowiednio zrozumieć znaczenie jakiegokolwiek tematu poruszanego w katechezie. Jest to orędzie odpowiadające na żarliwe pragnienie nieskończoności, które drzemie w każdym ludzkim sercu. (165) Ojciec Święty przestrzega przed sprowadzaniem homilii jedynie do kwestii moralnych czy drugorzędnych aspektów:  (…) w głoszeniu Ewangelii konieczne jest zachowanie należytej proporcji. (…) Kiedy przepowiadanie jest wierne Ewangelii, wyraźnie widać centralny charakter niektórych prawd i staje się jasne, że chrześcijańskie przepowiadanie moralne nie jest stoicką etyką; jest czymś więcej niż jakąś ascezą, nie jest zwykłą filozofią praktyczną ani katalogiem grzechów i błędów. Ewangelia zaprasza przede wszystkim, byśmy odpowiedzieli Bogu, który nas kocha i nas zbawia, rozpoznając Go w innych i wychodząc poza samych siebie, by szukać dobra wszystkich. To zaproszenie nie może być przysłonięte w żadnych okolicznościach! Jeśli to zaproszenie nie jaśnieje mocno i pociągająco, moralnej budowli Kościoła grozi, że stanie się zamkiem z papieru, a to jest naszym najgorszym niebezpieczeństwem. Wówczas bowiem nie będzie głoszona Ewangelia, lecz niektóre akcenty doktrynalne lub moralne wywodzące się z określonych opcji ideologicznych. Orędziu grozić będzie utrata jego świeżości i nie będzie już miało «zapachu Ewangelii». (39) Mówiąc o katechezie, papież podkreśla, że powinna ona być mistagogią. To oznacza dla papieża zasadniczo dwie rzeczy: niezbędną progresywność formacji, w którym uczestniczy cała wspólnota, oraz dowartościowanie liturgicznych znaków inicjacji chrześcijańskiej (166). Chodzi papieżowi o pedagogikę prowadzącą osoby, krok po kroku, do pełnego przyswojenia sobie tajemnicy. Aby dojść do dojrzałości, czyli aby osiągnąć zdolność do naprawdę wolnych i odpowiedzialnych decyzji, nieodzowny jest czas i ogromna cierpliwość (171)

5) SPOŁECZNA INTEGRACJA UBOGICH

Ojciec Święty zwraca nam uwagę, że głoszona przez Kościół kerygma      posiada nieuchronnie treść społeczną: w samym sercu Ewangelii znajduje się życie wspólnotowe i zaangażowanie się na rzecz innych. Treść pierwszego przepowiadania ma natychmiastową reperkusję moralną, której centrum jest miłość (177).  Jeśli nie zostanie on odpowiednio ukazany ten społeczny wymiar ewangelizacji, to grozi nam zniekształcenie autentycznego i pełnego znaczenia misji ewangelizacyjnej  (176). Kościół powinien dotrzeć do wszystkich ludzi, bez wyjątku. Ale kogo powinien uprzywilejować? - pyta papież i odpowiada: Gdy czytamy Ewangelię, znajdujemy jasne wskazanie: nie tyle przyjaciele i bogaci sąsiedzi, lecz przede wszystkim ubodzy i chorzy, ci, którzy często są pogardzani i zapomniani, «ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć» (Łk 14, 14). Nie powinno być wątpliwości ani tłumaczeń osłabiających to tak jasne przesłanie. Dzisiaj i zawsze «ubodzy są uprzywilejowanymi adresatami Ewangelii» (48). W tym miejscu wydaje mi się potrzebne ukazać właściwy sens papieskiej „opcji na rzecz ubogich”, której nie wolno interpretować w kluczu wyłącznie humanistycznym (bez Boga), czy wprost marksistowskim (przeciw Bogu), lecz w kluczu Wcielenia. W pkt. 198 papież pisze tak: Dla Kościoła opcja na rzecz ubogich jest bardziej kategorią teologiczną niż kulturową, socjologiczną, polityczną czy filozoficzną. (…) Opcja ta – nauczał Benedykt XVI – «zawiera się w chrystologicznej wierze w tego Boga, który dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić». Tak więc, chrześcijanin zwracając się do człowieka na różny sposób ubogiego, spotyka swojego Pana, który urodził się w żłobie i umarł na krzyżu, rozpoznaje w ubogim cierpiącego Chrystusa, nawet jeśli pozornie nie przynosi to mu żadnych namacalnych i natychmiastowych korzyści (210). Podobnie jak reforma liturgii po Soborze karze kapłanowi zwracać się w kierunku zebranego ludu, nie po to, aby odwrócić się od Chrystusa, lecz wręcz przeciwnie: aby zwrócić się ku Chrystusowi, której jest obecny w braciach. Mówi papież: Słowo Boże poucza, że w bracie znajdujemy nieustanną kontynuację Wcielenia (179). Dlatego tak ważne dla Franciszka jest nie tylko zaradzić jakiejś ludzkiej biedzie, ale spotkać się z człowiekiem ubogim: spojrzeć mu w oczy, dotknąć jego ręki, wejść z nim w bliską relacje, okazać czułość (aula Pawła VI …): Ubogi, gdy jest kochany, «uważany jest za coś cennego», a to odróżnia opcję na rzecz ubogich od jakiejkolwiek ideologii, od jakiejkolwiek próby wykorzystania ubogich w celach osobistych lub politycznych (199). Dlatego – pisze papież - pragnę Kościoła ubogiego dla ubogich. Oni mogą nas wiele nauczyć (...), dzięki własnym cierpieniom znają Chrystusa cierpiącego. Trzeba, abyśmy wszyscy pozwolili się przez nich ewangelizować. Nowa ewangelizacja jest zaproszeniem do uznania zbawczej mocy ich egzystencji i do postawienia jej w centrum drogi Kościoła. Jesteśmy wezwani do odkrycia w nich Chrystusa, do użyczenia im naszego głosu w ich sprawach, ale także do bycia ich przyjaciółmi, słuchania ich, zrozumienia ich i przyjęcia tajemniczej mądrości, którą Bóg chce nam przekazać przez nich (198). Ojciec Święty wymienia stare i nowe formy ubóstwa i słabości: bezdomni, narkomani, uchodźcy, ludy tubylcze, coraz bardziej samotne i opuszczone osoby w podeszłym wieku itd. (210). Wśród tych bezbronnych, o których Kościół chce się troszczyć ze szczególną miłością, są również dzieci mające się narodzić. Społeczne przyzwolenie na ich zabijanie pozbawi nas – zdaniem papieża - solidnych i trwałych fundamentów do obrony praw człowieka, które będą wtedy zawsze uzależnione od korzyści tych, którzy aktualnie sprawują władzę. Aby uznać nienaruszalną wartość każdego ludzkiego życia nie trzeba uciekać się do religii, wystarczy sam rozum (213). Znawcy społecznej nauki Kościoła podkreślają, że papież w adhortacji zachęca do zmiany sposobu myślenia o ekonomii i finansach. Według niego kwestie, które powinny nadać kształt polityce ekonomicznej to godność każdej osoby ludzkiej, oraz dobro wspólnie, rozumiane jako branie pod uwagę tego, co się dzieje z najsłabszym (203). Franciszek powołuje się na kryterium Romana Guardiniego: «Jedyną miarą, którą możemy przykładać do jakiejś epoki, jest pytanie, w jakim stopniu mogła się w tej epoce rozwinąć – odpowiednio do cech odrębnych tej epoki – istota ludzka» (224). Papież wskazuje, iż otwarcie na transcendencję mogłoby uformować nową mentalność polityczną i ekonomiczną, która pomogłaby przezwyciężyć absolutną dychotomię między ekonomią a społecznym dobrem wspólnym. (…) Proszę Boga, - pisze Franciszek - by rosła liczba polityków zdolnych do podjęcia autentycznego dialogu ukierunkowanego na skuteczne uzdrowienie głębokich korzeni, a nie zewnętrznych przejawów chorób naszego świata! Polityka, tak bardzo oczerniana, jest powołaniem wzniosłym, jest jedną z najcenniejszych form miłości, ponieważ szuka dobra wspólnego (205).

6) POKÓJ I DIALOG SPOŁECZNY

Ojciec Święty podaje cztery zasady, których zastosowanie może stanowić drogę wiodącą do pokoju w każdym narodzie i na całym świecie – omawia i pokazuje ich źródło w Ewangelii (221). Zasada prymatu czasu procesów nad przestrzenią władzy: pozwala pracować na dłuższą metę, bez obsesji na punkcie natychmiastowych rezultatów (notowań popularności) przynoszących łatwy polityczny zysk – szybki i ulotny. Zasada prymatu jedności nad konfliktem: konflikt można ignorować, wejść w niego i stać się jego zakładnikami, lub przyjąć i rozwiązać go (rozwijanie komunii pośród różnic). Zasada prymatu rzeczywistości nad ideą (gimnastyki nad kosmetyką):  unikanie różnych form ukrywania i maskowania rzeczywistości za fasadą ideologii. Zasada prymatu całości nad częścią: nie trzeba zbytnio upierać się przy sprawach szczegółowych, zawsze poszerzać spojrzenie, by rozpoznać większe dobro, przynoszące korzyści wszystkim - ale trzeba to czynić, unikając pokusy ucieczki, wykorzenienia, należy zapuścić korzenie w urodzajnej ziemi i w historii własnego miejsca, będącego Bożym darem. Dla papieża Franciszka dialog społeczny jest jedną z form ewangelizacji. W naszych czasach wskazuje Kościołowi trzy szczególne środowiska dialogu, w których powinien być obecny, by spełnić posługę w zakresie pełnego rozwoju człowieka i osiągnąć dobro wspólne (238):

dialog z państwami, ze społeczeństwem;

dialog z kulturami i nauką ;

dialog z innymi wierzącymi nienależącymi do Kościoła katolickiego,

Ojciec Święty podkreśla ciężar antyświadectwa podziału między chrześcijanami - zaangażowanie na rzecz jedności, ułatwiającej przyjęcie Jezusa Chrystusa, przestaje być czystą dyplomacją lub działaniem pod przymusem, lecz przemienia się w nieodzowną drogę ewangelizacji.           

Szczególną rolę przyznaje Franciszek dialogowi z judaizmem: Jako chrześcijanie nie możemy uważać judaizmu za obcą religię ani nie możemy zaliczać Żydów do tych, którzy są wezwani do porzucenia bożków, aby nawrócić się do prawdziwego Boga (por. 1 Tes 1, 9) (247)

7) DUCHOWE MOTYWACJE ZAANGAŻOWANIA MISYJNEGO

Na zakończenie adhortacji Ojciec Święty proponuje nam motywacje dla zaangażowania misyjnego, choć sam stwierdza, że żadna motywacja nie będzie wystarczająca, jeśli w sercach nie żarzy się ogień Ducha (261). Pierwszą motywacją do ewangelizacji jest miłość Jezusa, jaką przyjęliśmy, doświadczenie bycia zbawionym przez Niego, skłaniające nas, by Go jeszcze bardziej kochać. Lecz cóż to za miłość, która nie odczuwa potrzeby mówienia o ukochanej istocie, ukazywania jej, starania się, by inni ją poznali? Jeśli nie odczuwamy głębokiego pragnienia, by ją przekazywać, musimy zatrzymać się na modlitwie, by nas ponownie zafascynowała. Musimy błagać codziennie o Jego łaskę, aby otworzyła nasze oziębłe serce i dokonała wstrząsu w naszym letnim i powierzchownym życiu (264) Bo osoba, która nie jest przekonana, która nie jest entuzjastą, która nie jest pewna tego i zakochana w tym co głosi, nie przekonuje nikogo (266). Kolejną motywacją dla ewangelizacji jest smak duchowej przyjemności życia razem z braćmi w Chrystusie (268), co wymaga odważnej rezygnacji z poszukiwania osobistych lub wspólnotowych środków ochronnych, pozwalających nam zachować dystans w stosunku do innych: Jezus jednak chce, abyśmy dotykali ludzkiej nędzy, abyśmy dotykali cierpiącego ciała innych, tak abyśmy rzeczywiście chcieli wejść w kontakt z konkretnym życiem innych i poznali moc czułości. Gdy to czynimy, życie zawsze się nam komplikuje, lecz przeżywamy głębokie, cudowne doświadczenie bycia ludem, doświadczenie przynależności do ludu (270). Franciszek przypomina nam prostą prawdę, której każdy z nas mógł oświadczyć przynajmniej raz w życiu, że nie żyjemy lepiej, uciekając od innych, kryjąc się, odmawiając dzielenia się i zamykając się we własnej wygodzie. Jest to nic innego jak powolne samobójstwo (272) (…) gdy ktoś oddziela swój obowiązek od życia prywatnego, wtedy wszystko staje się szare, i będzie on nieustannie szukał uznania albo skupi się na własnych potrzebach (273). Aby dzielić życie z ludźmi i wielkodusznie dać siebie, musimy uznać, że każda osoba jest godna naszego poświęcenia (…) jeśli uda mi się pomóc żyć lepiej jednej osobie, to już wystarczy, aby uzasadnić dar mojego życia (...) Osiągamy pełnię, gdy łamiemy bariery, a nasze serce napełnia się twarzami i imionami! (274)

Tajemnicze działanie Zmartwychwstałego i Jego Ducha

Trzecim motywem misyjnego zaangażowania jest dla papieża Franciszka doświadczenie wewnętrznej pewności, że Bóg może działać w każdych okolicznościach, nawet pośród widocznych niepowodzeń. (…) Oznacza to wiedzieć z całą pewnością, że kto się ofiaruje i oddaje Bogu z miłości, z pewnością będzie przynosił obfity owoc (por. J 15, 5). Taka płodność wielokrotnie jest niewidzialna, nieuchwytna, nie podlega rachunkowości. Ktoś jest przekonany, że jego życie przyniesie owoc, ale nie zamierza wiedzieć: jak ani gdzie, ani kiedy. Ma pewność, że nie zatraci się żaden z jego uczynków spełnionych z miłości, nie zatraci się żadna ze szczerych trosk o innych, nie zatraci się żaden akt miłości względem Boga, nie zatraci się żadne ofiarne zmęczenie, nie zatraci się żadna bolesna cierpliwość (…) Może Pan posłuży się naszym zaangażowaniem, by udzielić błogosławieństw w innym miejscu świata, dokąd nigdy nie pójdziemy. Duch Święty działa, jak chce, kiedy chce i gdzie chce; my oddajemy samych siebie, nie zamierzając oglądać widocznych rezultatów. Wiemy tylko, że nasz dar z siebie jest konieczny. Nauczmy się odpoczywać w czułości ramion Ojca, pośród naszego ofiarnego i twórczego zaangażowania. Idźmy naprzód, dajmy z siebie wszystko, ale pozwólmy, aby to On uczynił nasze wysiłki tak owocnymi, jak Jemu się podoba (279)

Niech tak się stanie!