In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

   Homilia Abpa Stanisława Gądeckiego wygłoszona w I czwartek 4 grudnia 2013 r.

 

Umiłowani Bracia i Siostry w Chrystusie,

Czcigodny Księże Biskupie Edwardzie, Księża Biskupi Stanisławie i Teofilu,

Drodzy Kapłani zgromadzeni na tej Eucharystii,

wszystkie Osoby Życia Konsekrowanego,

wszyscy Wierni Świeccy, w szczególności zaś oczekiwani bardzo przedstawiciele parafialnych rad duszpasterskich całej tutejszej diecezji,

wszyscy Uczestniczący w tej Eucharystii za pośrednictwem Telewizji TRWAM i Radia Maryja, a także tutejszego diecezjalnego Radia Rodzina.

Bardzo serdecznie na początku chciałbym podziękować Ks. Prałatowi Latoniowi za to wprowadzenie w ogólnopolski program duszpasterski, który rozpoczął się z pierwszą niedzielą Adwentu tego roku, dlatego, że ważną rzeczą jest uświadomienie sobie w pierwszej kolejności właśnie przez członków parafialnych rad duszpasterskich, do czego mają się odnosić. To znaczy w jaki sposób ten program ogólnopolski przeniesiony potem na program diecezjalny, miałby stać się także programem parafialnym, dostosowanym do warunków i możliwości każdej z poszczególnych parafii, które często tak bardzo się między sobą różnią. Bardzo się cieszę, że została dotknięta sprawa kerygmatu, czyli praktycznie tego pierwszego głoszenia, pierwszego zasadniczego głoszenia, które można porównać właśnie z ziarnem gorczycy, które zostało wrzucone w ziemię. To pierwsze głoszenie jest kontynuowane potem w drugim głoszeniu czyli praktycznie w katechezie. Nie tak jak w szkole, gdzie po pierwszej klasie przechodzi się do następnych rzeczy i dalej do jeszcze kolejnych, zapominając o tym, co było na początku. Nie, ta siła kerygmatu przechodzi przez wszystkie etapy katechezy, także katechezy dorosłych i dociera do człowieka, aż do końca jego życia. W tym sensie kerygmat jest obecny nie tylko w tej fazie początkowej, ale także w każdej fazie tego naszego wnikania w siebie i w Chrystusa.

Ale po tym wstępie chciałbym odnieść się, myśląc o tych dzisiejszych czytaniach, tylko do dwóch spraw, które są bezpośrednio z nimi związane: do tematu skały i do tematu parafialnych rad duszpasterskich, które mają być skałą, opoką parafii. Ta pierwsza rzecz odkrywa się w Piśmie Św., w Objawieniu jakby w takich czterech odsłonach. Każdy, kto czyta Pismo Św., Stary i Nowy Testament ten łatwo zauważy, że spotykamy tam nauczanie o Bogu, który jest skałą, o Chrystusie, który jest skałą, o Piotrze, który jest skałą, o chrześcijaninie, który jest skałą. To są cztery odsłony jednego i tego samego tematu, które trzeba zrozumieć, żeby przejść potem do tego, kim my właściwie jesteśmy jako parafialne rady duszpasterskie w życiu Kościoła, w tym małym odcinku, który każda parafia stanowi.

I tak po pierwsze: najpierw mówimy, że skałą jest Bóg. To słowo oznacza jednak wiele rzeczywistości, oznacza sam kamień, oznacza twardość kamienia czy krzemień, oznacza także kamieniołom, z którego wyciosuje się kamień. Ale co jest najważniejsze znaczy także podstawę i początek. Bóg jest przede wszystkim podstawą i naszym początkiem. Każdy człowiek wierzący jest wierzący dopóty, dopóki odnosi się do swojego początku, tak jakby do swoich rodziców. W tym właśnie ostatnim znaczeniu Wszechmogącego nazywamy skałą. On bowiem jest początkiem i przyczyną sprawczą wszystkich rzeczy poza Nim samym. Tak mówi Majmonides w Przewodniku błądzących. Budować na Bogu czyli skale znaczy budować mądrze, to wiedzieć, że trwałość domu jakim jest nasze życie zależy od wybranego fundamentu, na którym jest ono budowane. Kiedy wznosimy nasze życie na czymś, co z natury jest nietrwałe, to znaczy na stworzeniu, a nie na Stwórcy, nie możemy oczekiwać trwałości naszego życia, nasze życie staje się zbudowane na piasku. Nie chodzi tutaj o takie czy inne wybrane przez człowieka wartości, tylko chodzi o całe stworzenie, bo wszystko co jest stworzone jest nietrwałe, nie jest wieczne, jest przemijające. Tylko Stwórca jest trwały. Budować na czymkolwiek, co jest związane ze stworzeniami tzn. budować na nietrwałym fundamencie. Gdy przychodzi próba tego fundamentu nietrwałego, przychodzi rozczarowanie i klęska, wtedy wydaje się nam, że ziemia usuwa się nam spod nóg. Kto zaś opiera swoje życie, swoje myślenie, także swoje mówienie i działanie na Stwórcy, wtedy osadza się na czymś nieprzemijającym, na czymś wiecznym. Wtedy jego życie w żaden sposób przez nic nie może być zachwiane, ani nawet rozchwiane, nie może zostać pozbawione sensu. Nawet śmierć nie jest w stanie rozchwiać naszego życia. Jeśli ono jest oparte nie na stworzeniu tylko na Stwórcy. Budować więc na skale czyli na Bogu nie znaczy uciekać przed żywiołami czy katastrofami, które są wpisane w tajemnicę życia ludzkiego. Znaczy tylko tyle, że w trudnych chwilach zawsze możemy oprzeć się na mocy Bożej, że zawsze możemy odnieść się do swojego początku, z którego wyrastamy, i z którego bierzemy kod genetyczny. Znaczy to, że w trudnych chwilach można zawsze złożyć nadzieję w Panu, na zawsze, jak mówił dzisiaj Izajasz, który jest naszą wiekuistą Skałą. Tyle o Bogu jako skale.

Potem przychodzi także Chrystus, który jest skałą ze skały czyli jest Synem z Ojca, który jest opoką. Właśnie On jest także naszą skałą, jak tłumaczy List do Koryntian opisując wędrówkę Ludu Bożego przez pustynię, wszyscy Izraelici pili z towarzyszącej im duchowej skały, a tą skałą był Chrystus. Pili duchowy napój, ponieważ potrzebowali wody. My sami również wędrując przez życie niejednokrotnie nie jesteśmy świadomi tego, że naszej wędrówce towarzyszy obecność Chrystusa, będąca zawsze niegasnącym źródłem naszej siły. Budować na Chrystusie – Skale to znaczy oprzeć wszystkie swoje pragnienia, tęsknoty, marzenia, ambicje i plany na Nim, to znaczy powiedzieć sobie, swojej rodzinie, przyjaciołom, całemu światu, a nade wszystko Chrystusowi: Panie, nie chcę w życiu robić nic przeciwko Tobie, bo Ty wiesz, co jest najlepsze dla mnie. Tylko Ty masz słowa życia wiecznego. Budować na Chrystusie – Skale to znaczy budować także na kimś, kto jest odrzucony. Św. Piotr mówi o Jezusie jako żywym kamieniu czyli żyjącym, kamieniu odrzuconym przez ludzi, ale u Boga drogocennym i wybranym. Kiedy w budowaniu naszego domu życia napotykamy na tych, którzy odrzucają Chrystusa, nie możemy się zniechęcać. Każda mocna wiara musi najpierw przejść przez próby. Wiara żywa musi ciągle wzrastać, ona ciągle musi się konfrontować z niewiarą innych po to właśnie, by stała się naszą wiarą na zawsze.

Potem przychodzi ta trzecia odsłona skały czyli Piotr. Piotr został również nazwany skałą przez Chrystusa, który uczynił go nauczycielem Ludu Bożego. I tę władzę nauczania przekazał mu wyróżniając go pośród wszystkich Apostołów. Właśnie w Cezarei Filipowej powiedział: Ty jesteś Skała. I na tej Skale zbuduję mój Kościół. Jednemu tylko Piotrowi, uczy św. Leon Wielki, zostało powierzone to, co dotyczy wszystkich. Ta władza została powierzona w szczególności Piotrowi, ponieważ przewyższa on godnością wszystkich pasterzy Kościoła. A zatem budować życie na skale razem z Piotrem i na Piotrze to znaczy odnieść się do jego nauczania, do nauczania tego, który jest widzialnym znakiem Zbawcy i naszego Pana. Tę rolę skały wiary i nauki, która czerpie swój autorytet od samego Chrystusa, stolica Piotrowa pełni od wieków, ta stolica, która widziała upadek tylu systemów, tylu teorii, tylu rozmaitych hipotez walących się jedne po drugich, a ona jedyna nadal stoi i od dwóch tysięcy lat daje pewność wielkiej katolickiej rodzinie. Jeżeli rozum, w trosce o swoją domniemaną czystość staje się głuchy na nauczanie stolicy Piotrowej i na jej mądrość wówczas usycha niczym drzewo, którego korzenie nie dosięgają już życiodajnych wód. Traci odwagę prawdy i przez to nie staje się większy, ale staje się mniejszy. W odniesieniu do naszej kultury europejskiej oznacza to, że jeżeli pragnie ona budować jedynie samą siebie przyjmując za podstawę krąg własnych argumentacji i to, co w danej chwili jest dla niej przekonujące, w obawie o swój świecki charakter, odcina się wtedy od korzeni, z których czerpie życie. Wówczas nie staje się wcale bardziej racjonalna i czysta, ale ulega rozpadowi i rozbiciu.

I wreszcie czwartą odsłoną jest to, iż każdy z nas ochrzczonych jest również skałą ze skały tzn. skałą z Ojca, skałą z Chrystusa, skałą z Piotra. Staje się skałą wiary dla siebie i dla innych. Ta wola Boża objawiona w Piśmie Św., która kieruje naszym życiem, jest pewnym kamieniem, na którym wznosi się gmach świętości chrześcijańskiej. Tylko na takim fundamencie można go wznosić wysoko, mimo uderzających w nas burz. Św. Jan od Krzyża uczy, że doskonałe zjednoczenie z Bogiem, a więc świętość, polega na tak całkowitym przekształceniu naszej woli w wolę Boga, by nie było w niej nic przeciwnego woli Najwyższego, lecz aby każdy jej akt był całkowicie podporządkowany upodobaniu Bożemu. Chodzi więc o takie przekształcenie naszej woli przez miłość, która sprawia, że człowiek pragnie, szuka i czyni tylko wolę Boga umiłowanego ponad siebie samego, która rodzi jednakowe chcenie i jednakowe niechcenie, jednakową tożsamość uczuć, pragnień, ideałów i działania. Oparcie na skale wiary objawia się u chrześcijanina najpierw przez czynienie prawdy w miłości. Samo przekazywanie prawdy bez miłości zawiera w sobie jakiś brak. Podobnie jak okazywanie miłości bez prawdy. Prawda i miłość należą do siebie i wzajemnie się warunkują. Miłość bez prawdy jest ślepa, prawda bez miłości jest okrutna. Prawda i miłość stapiają się z sobą w naszym życiu w miarę zbliżania się do Chrystusa. Żyjąc w prawdzie i miłości sprawiamy, że wszystko rośnie na Chrystusie, ku Niemu, który jest naszą Głową.

Tyle wystarczy o tej pierwszej sprawie czyli o kamieniu, o opoce, o opoce, którą jest Bóg, o opoce, którą jest Chrystus, o opoce, którą jest Piotr, o opoce, którą jest chrześcijanin. A teraz druga kwestia czyli konsekwencje tego życia opartego na skale, jaki obserwujemy w jednej z możliwych form zaangażowania świeckich w budowanie Kościoła na polu tzw. parafialnych rad duszpasterskich. Konstytucja dogmatyczna o Kościele w ten sposób kreśli zadania wszystkich świeckich bez wyjątku: szczególnym ich zadaniem jest tak rozświetlać wszystkie sprawy doczesne, z którymi ściśle są związani i tak nimi kierować, aby się ustawicznie dokonywały i rozwijały po myśli Chrystusa i aby służyły chwale Stworzyciela i Odkupiciela. Czyli zadaniem świeckich nie jest pchanie się do prezbiterium, zadaniem świeckich jest uświęcenie miejsca, w którym są, bo prezbiterium może być uświęcone przez kapłanów równie dobrze, natomiast wszystkie te miejsca, w których pracują tak liczni świeccy chrześcijanie, niemożliwe żeby zostały zsakralizowane bez pomocy świeckich. Właściwym zadaniem każdego świeckiego chrześcijanina jest zatem świadczenie przykładem własnego życia zakorzenionego w Chrystusie i przeżywanego w realiach świeckich czyli w rodzinie, w pracy, w kulturze, w badaniach naukowych, w wypełnianiu obowiązków społecznych, ekonomicznych i politycznych. Zaangażowanie się wiernych świeckich w tych przestrzeniach posiada nie tylko znaczenie socjologiczne, ale także teologiczne i kościelne. Przy całym kierowaniu spraw świeckich po myśli Bożej chrześcijanie są świadomi tego, iż w Kościele tak świeccy jak i duchowni, tworzymy z Chrystusem jedno Ciało. Tworzymy jedno Ciało, uczy św. Jan Chryzostom, i ani Ciało od Głowy nie może być odłączone, ani Głowa od Ciała. Przestrzenią jesteśmy oddaleni, lecz miłością jesteśmy złączeni. Takich więzów nawet śmierć nie może rozerwać, choć nawet umrze moje ciało to jednak dusza będzie żyć i pamiętać o swoim ludzie. Z tej racji, kiedy myślimy o Kościele jaki realizuje się w tej przestrzeni parafialnej, dostrzegamy jasno, że parafia nie może być oparta wyłącznie na duszpasterskim charyzmacie proboszcza i wspomagających go księży. Zaangażowanie i doświadczenie wiary ludzi świeckich jest bardzo pomocne dla duchowieństwa,gdyż ludzie świeccy tkwiąc bezpośrednio w świecie, znają doskonale jego troski, lęki, cierpienia. Rada pomaga więc duszpasterzowi rozeznać ewangeliczną glebę, w którą wsiewa się słowo Boże. Parafia nie stanie się skutecznym ośrodkiem ewangelizacji, jeśli nie będzie właśnie miejscem tej harmonijnej i twórczej współpracy duchownych i świeckich. Taka współpraca jest niczym innym jak tworzeniem Kościoła jako wspólnoty. Jest niezbędnym warunkiem ewangelizacji dzisiejszego świata. Stosownie do posiadanej wiedzy, do kompetencji, do autorytetu świeccy mają możność, a niekiedy nawet obowiązek ujawniania swego zdania w sprawach, które dotyczą Kościoła. Odbywać się to powinno właśnie za pośrednictwem parafialnych rad duszpasterskich ustanowionych w tym celu, dla budowania Kościoła w prawdzie i z odwagą i roztropnością, i z szacunkiem, i z miłością wobec każdego, na wzór zresztą owych mężczyzn i kobiet, którzy pomagali Apostołowi Pawłowi w głoszeniu Dobrej Nowiny. Innym słowem idzie o to, by przestać odgrywać rolę pasażerów w łodzi Kościoła, a zająć miejsce załogi.

Tu mogę się podzielić takim doświadczeniem, które jest doświadczeniem prawie, że powszechnym. W parafiach wiejskich, z jakimi do tej pory, przez ponad 20 latmam kontakt, gdy podczas wizytacji parafialnej przychodzi ten moment spotkania z parafialną radą duszpasterską zazwyczaj bywa tak, że zaczyna mówić proboszcz. Nikt się nie wychyla ze świeckich, proboszcz o wszystkim mówi. Więc hamujemy proboszcza i mówimy: niech też powiedzą świeccy, jak wygląda sytuacja duszpasterska w parafii. Coś piąte przez dziesiąte, ale z wielką niechęcią i raczej półgębkiem. Wtedy dla próby mówię: jak buraki w tym roku? Rozlega się krzyk, wszyscy krzyczą jeden przez drugiego i każdy mówi jakie boleści, ile obrodziło, ile kosztuje i czemu tyle kosztuje, czemu tak mało. Wszyscy krzyczą jeden przez drugiego. Trzeba takiego samego zaangażowania w sprawy duszpasterskie, albo sto razy większego dlatego, że buraki dotyczą rzeczywistości, która przemija, a życie wieczne jest czymś, co nie przemija. Dlatego właśnie potrzeba ludzi świeckich, którzy w pełni są przekonani do tego, że największą dobroć jaką mogą świadczyć w swoim życiu jest właśnie przyczyniać się do duchowego rozwoju siebie samego i swoich współbraci. Ta parafialna rada duszpasterska jest potrzebna w każdej parafii, ponieważ każda nawet najmniejsza, stanowi wielowymiarowy organizm, który powinien mieć swoją reprezentację skupiającą ludzi wierzących, mających głębokie doświadczenie wiary w świecie, silnie zjednoczonych z Bogiem, żyjących życiem sakramentalnym i postawą służby. To ona jest od budzenia postaw apostolskich pośród parafian. Wiemy wprawdzie, że rada duszpasterska, jak sama nazwa brzmi concilium wskazuje na rolę doradczą tego ciała, nie na rolę decyzyjną, taką jak np. ma rada miasta, ale niemniej w tym wszystkim ogromną przysługę mogą uczynić członkowie rady duszpasterskiej Kościołowi Bożemu i w ramach swojej parafii, w ramach swego dekanatu właśnie wtedy, kiedy wszystko oceniają przez pryzmat wiary. W celu formowania się do takiej postawy mogą przecież ciągle korzystać ze środków formacyjnych takich jak kongresy, rekolekcje, konferencje, książki, czasopisma i media katolickie służące do głębszego zrozumienia Pisma Św., nauki katolickiej, do pielęgnowania życia duchowego, do znalezienia i wypróbowania stosownych metod. Jakimś oglądem obecnego stanu parafialnych rad duszpasterskich w całej Polsce był właśnie pierwszy krajowy kongres tychże rad, który miał miejsce w Licheniu i zebrał w tym roku ponad tysiąc dwieście przedstawicieli tychże rad z terenu całej Polski. Było to w jakimś sensie budzenie drzemiącego olbrzyma, jakim jest wciąż laikat, bo jeśli w każdej z naszych parafii faktycznie, a nie na papierze istniałaby taka rada, zyskalibyśmy niemal sto tysięcy świeckich przygotowanych do działań apostolskich. Cieszy nas to, że z impulsu poprzedniego ogólnopolskiego programu duszpasterskiego liczba tych parafialnych rad wzrosła czterokrotnie. Niemniej jednak, na co wskazał kongres, współpraca księży ze świeckimi i świeckich z księżmi stanowi ciągle jeszcze problem w naszej ojczyźnie. Potrzeba wielkiej otwartości i większej dojrzałości z obu stron. Mimo, iż prezbiterzy przygotowywani są do takiej współpracy podczas studiów i praktyk i w procesie stałej formacji kapłańskiej, wielu z nich woli dla świętego spokoju uprawiać duszpasterstwo solowe, preferuje obsługiwanie wiernych w pojedynkę. Czasami jest to spowodowane negatywnymi doświadczeniami wyniesionymi ze współpracy w trakcie wcześniejszej pracy duszpasterskiej, ale podobnie bywa z parafianami. Bywają tacy, którzy twierdzą, że duszpasterstwo jest sprawą duchownych, a nie świeckich, lecz istnieją także przykłady niezwykle owocnej współpracy, których nie można nie zauważyć.

Problemem tychże rad duszpasterskich może być, według ostatniego nauczania papieża Franciszka w Evangeliigaudium nie tyle nadmiar aktywności, co przede wszystkim działalność źle przeżywana, bez odpowiedniej motywacji, bez duchowości przenikającej działanie i czyniącej jej upragnionym. Sprawia to, że nasze obowiązki męczą nas ponad granice rozsądku, a czasami prowadzą do choroby. Nie chodzi już o pełen pogody trud, lecz o trud uciążliwy i nie dający zadowolenia, ostatecznie nie akceptowany. Ta duszpasterska acedia może mieć różne przyczyny. Niektórzy popadają w nią, ponieważ podtrzymują projekty nie do zrealizowania i nie przeżywają chętnie tego, co mogliby spokojnie zrobić. Inni dlatego, ponieważ nie akceptują trudnej ewolucji procesów niektórych projektów i chcą, aby wszystko spadło z nieba. Jeszcze inni przywiązują się do swoich projektów i snów o sukcesie podtrzymywanych swoją próżnością. Inni wreszcie, stracili realny kontakt z ludźmi w odpersonalizowanym duszpasterstwie prowadzącym do zwracania większej uwagi na organizację, aniżeli na ludzi tak, że bardziej entuzjazmują się programami, aniżeli samą drogą. Jeszcze inni popadają w acedię, zgorzknienie, ponieważ nie umieją czekać i chcą panować nad rytmem życia. To dzisiejsze pragnienie osiągnięcia natychmiastowych wyników sprawia, że zaangażowani w duszpasterstwie, także w tych parafialnych radach duszpasterskich, nie znoszą łatwo poczucia sprzeczności i widocznej porażki i nie znoszą krzyża. Tyle wystarczy o jednym i o drugim czyli o tej tożsamości skalistej chrześcijanina i o tożsamości skały parafialnej rady duszpasterskiej wewnątrz swojej parafii. Na koniec więc módlmy się: Święty Józefie, stróżu Jezusa i małżonku przeczystej Maryi, pozwól nam odkryć obok siebie Jezusa, przyjmować Go z wdzięcznością i strzec Go wiernie jak Ty to czyniłeś. Maryjo, Gwiazdo Nowej Ewangelizacji, pomóż nam jaśnieć świadectwem wspólnoty, służby, żarliwej i owocnej wiary, sprawiedliwości i miłości do ubogich, aby radość Ewangelii dotarła aż do krańców ziemi.