In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Zdzisław Brzęk

Tygodnik Niedziela, Edycja Kielecka 18/2004

 

Święty Józef a nasze czasy postępowe

O św. Józefie powiedziano i napisano już tak wiele, że może to wywołać pewne zdziwienie. Wszak jawi się on na kartach Ewangelii przede wszystkim jako mąż milczący, cichy… Być może to, że w tak różny sposób próbuje się wypowiedzieć to, czego on sam nie wyraził i nie pozostawił po sobie w postaci konkretnych słów, to zasługa owoców jego postawy - aż po te najważniejsze, bo zbawcze, w których ma swój znaczący udział jako oblubieniec Maryi, opiekun Jezusa i współpracownik Boga w Jego zbawczym planie wobec ludzkości i świata.
Tak więc nie może dziwić, że piszącemu po raz kolejny o nim towarzyszy niemały dylemat. Bo po cóż otwierać po raz wtóry drzwi już otwarte tej rozległej wiedzy o św. Józefie? A jednak mimo wszystko warto zaryzykować jeszcze jedno spojrzenie na Józefową postać, a być może okaże się to jakimś uzupełnieniem naszego jej dotychczasowego poznania.
Spróbujmy się więc przyjrzeć Oblubieńcowi Maryi w kontekście naszych czasów postępowych. Tu od razu nasuwa się, jakby znaczone pewnym uprzedzeniem, pytanie: cóż ten „biblijny milczek”, tak ktoś dosadnie może go określić, ma do powiedzenia naszym czasom, pełnym ruchu, hałasu i pogoni - Bóg jeden wie za czym?
Pozwólcie, że już na samym początku zakłócę ten tok myślenia. Upoważnia mnie do tego termin, jakim jest określany św. Józef. Chodzi tu o greckie słowo „technon”. Otóż oznacza ono nie tylko „stolarza”, jakim zwykle jest definiowany, ale także inne bardziej czy mniej pokrewne zawody: cieślę, pracownika obróbki drewna, a także: kowala, rzemieślnika, konstruktora, inżyniera, artystę, twórcę, wynalazcę, rzeźbiarza, pracownika obróbki metali, kamieni…
Przyznam szczerze, że tę postać bardzo ożywiła w mojej wyobraźni wizyta w kościele św. Józefa (inna nazwa: kościół Świetej Rodziny), a także zwiedzenie ruin groty - domu Józefa, Maryi i Jezusa w Nazarecie. Było to dużą zasługą naszego świetnego przewodnika - hiszpańskiego salezjanina, biblisty, archeologa, ks. J. M. Verneta. I jemu też niejako zawdzięczam to inne spojrzenie na osobę św. Józefa z racji przeczytania napisanej przez niego książki, utrzymanej w formie powieściowej, pt. Tu, Giuseppe (Ty, Józefie).
Pozwólcie, że przybliżę ją nieco, a tym samym postać Józefa w niej ukazaną. Otóż jest to rodzaj powieściowej biografii, przedstawionej w sposób bardzo realistyczny, z wielkim prawdopodobieństwem co do zaistnienia przedstawionych tam faktów.
Myliłby się ten, kto by twierdził, że jest to jakiś rodzaj fikcji literackiej czy legendy. Musimy pamiętać, że jej autorem jest biblista, archeolog, który swoją wiedzę biblijno-archeologiczną skrupulatnie tu wykorzystał. Jest to pewne przedstawienie postaci Józefa z Nazaretu, który mógł z dużym prawdopodobieństwem właśnie w takiej rzeczywistości żyć i takim być, jak to zostało ukazane.
A jakiż jest ten główny bohater? Jest najpierw młodym chłopcem, zakochanym, odpowiedzialnym, który umie pracować i zarabiać na chleb, co czyni w pocie czoła, a poza tym jest człowiekiem bardzo wrażliwym, smakującym w pięknie stworzenia, poezji…
Nie jest Józef bynajmniej człowiekiem starym, jak to zwykło się jeszcze śpiewać o nim w kolędach i przedstawiać go na obrazach. Jest ukazany w całej prawdzie swej młodości i problemów z nią związanych. Jest człowiekiem „rzeczywistym”, prawdziwym, z wszystkimi komponentami ludzkimi: stanami ducha, różnymi życiowymi próbami, reakcjami, zmaganiami… Taki właśnie Józef ukazuje się nam na drodze dojrzewania do pełni człowieczeństwa i wiary.
Rzecz jasna, trudno sobie wyobrazić Józefa bez wielkiego umiłowania modlitwy, umiłowania ciszy, a to ze względu na klimat „zadziwienia”, w jakim żył z racji tak bliskiego obcowania z Maryją i Jezusem - jak to komentuje św. Bernardyn ze Sieny.
I wydaje się, że takiego właśnie św. Józefa, jaki został ukazany w niniejszej powieści, a tutaj bardzo pobieżnie przedstawiony, winniśmy przyjąć. Wtedy on będzie miał wiele do powiedzenia naszym dzieciom, młodzieży, nam wszystkim, całym tym naszym czasom postępowym.
Dla wielu z nas, zwłaszcza ludzi młodych, nie będzie się więcej jawił jakimś takim nijakim, mało postępowym, mięczakiem… W zestawieniu z herosami i wykreowanymi na bóstwa idolami wydaje się być szarym prostaczkiem, nikim więcej, który jedynie cichością, wiernością i pokorą może się pochwalić, co teraz często nazywane jest „kalectwem”.
A jednak wbrew całemu temu postępowemu myśleniu, tych wszystkich „szpanerów” bije na łeb, na szyję. Czym? Ot, chociażby godnym podziwu stylem odnoszenia się do Maryi. Doskonale rozumiał, że „trzymać się w ryzach” jest główną zaletą i cnotą mężczyzny. I dalej, nie może mu spojrzeć w oczy tchórzliwy i nieodpowiedzialny uciekinier, co zostawia żonę, dzieci… On tylko raz swoją Ukochaną chciał pozostawić, lecz nie z tchórzostwa! Został z Nią na dobre i na złe, bo doskonale wiedział, że miłość małżeńska zobowiązuje i związuje raz na zawsze.
Nie może też spojrzeć mu w oczy żaden z tych mężczyzn, którzy krzykiem, przekleństwami, kłótniami w rodzinie chcą imponować i zaznaczyć swoją władzę.
Ich wszystkich razem i osobno wziętych zawstydza nasz święty Bohater, bo żaden prawdziwy mężczyzna, opiekun, ojciec i wychowawca nie musi swego autorytetu przejawiać w krzykliwy, gwałtowny sposób.
Tak bardzo św. Józef jest podobny do szlachetnego drzewa, którego obróbką się trudził. Tak bardzo jest podobny do ziarna, z którego to drzewo wyrosło, rozrosło się, wydało piękne owoce…
Św. Józef chce powiedzieć naszym czasom, że nie chce być kolorowym słupem ogłoszeniowym, postępowym za wszelką cenę, który opowiada się za wszystkim i głosi wszystko, co nalepiono na jego betonowe czoło!
Św. Józef to taki „święty probierz” naszej autentyczności - tego, co ludzkie i wiary. Tak wiele możemy się od niego nauczyć: dobrego słowa, umiejętności spotkania z drugim, z osobą ukochaną, rodzinnego i chrześcijańskiego szczęścia, a także miłości, cierpienia - słowem: prawdziwego życia i dobrej śmierci.
I jeszcze jednego możemy się od niego uczyć - radości, bo czyż św. Bernardyn ze Sieny nie mówi o nim, że „był on najbardziej radosnym człowiekiem, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi”