In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia Biskupa Warszawsko-Praskiego Henryka Hosera

wygłoszona w I czwartek miesiąca, 3 stycznia 2013

 

„Ziemia ujrzała swego Zbawiciela”

Ten wizerunek, który oglądamy, który kontemplujemy w okresie Bożego Narodzenia zwłaszcza, kiedy to święty czas tego Bożego Narodzenia jest nam dany, by zgłębiać tajemnice Boże obecne w życiu ludzkim, zapraszają nas do tego, by przybliżyć się do tego, co widzimy, by zrozumieć to, co widzimy i słyszymy i by zmienić się pod wpływem tego, czego doświadczamy. A przecież widzimy tam niezwykłe postacie, najdroższe, jakie Bóg stworzył. I te postaci, które chcą być z nami, chcą nam przekazać całą mądrość życiową, tę mądrość życiową, której tak nam jest często brak, której co raz rzadziej doświadczamy i którą tak łatwo potrafimy zagubić.

 

  1. Prawdziwe małżeństwo, prawdziwe macierzyństwo, prawdziwe ojcostwo.

Święta Rodzina to nie była rodzina pozorna, to nie była rodzina zastępcza. To była najprawdziwsza rodzina, która skupia w sobie to, co jest najistotniejsze w życiu małżeńskim i rodzinnym. Jest tam wśród nich św. Józef, a więc patron tego Sanktuarium, którego Bóg wybrał na małżonka Maryi. Po co? Po to, by zapewnić Jezusowi ojcowską opiekę. Ojcostwo św. Józefa dokonuje się przez małżeństwo z Maryją. I tutaj znowu te określenia jak najbardziej są prawdziwe, bo przecież św. Józef dowiaduje się od Anioła, że Maryja jest jego małżonką i  że nie ma się obawiać przyjąć ją do swego domu. Z drugiej zaś strony to Maryja mu mówi, że jest ojcem Jezusa, gdy się zwraca do Jezusa samego mówiąc, że: Ja i ojciec Twój z bólem serca szukaliśmy Ciebie.

Prawdziwe małżeństwo, prawdziwe macierzyństwo i prawdziwe ojcostwo. Dlaczego? Dlatego, że to rodzicielstwo jest zakorzenione w rodzicielstwie Boga samego, który jest Ojcem wszelkich rzeczy i który jest Ojcem wszelkiego rodzicielstwa. A zatem, gdy rodzina powstaje, dzieje się to wówczas, gdy pojawia się w małżeństwie dziecko. Nie ma prawdziwej rodziny, podstawowej rodziny, bez dziecka. I tu w tej rodzinie dziecko jest. Wszyscy, którzy Go otaczają, a zwłaszcza Ci, którzy noszą w sobie tę ogromną tajemnicę, z którą się zmagają, bo zarówno Maryja jak i Józef musieli odkrywać Bóstwo w tym Dziecku, które było ich, bo przecież było prawdziwym człowiekiem, zachowywało się jak człowiek, miało potrzeby każdego dziecko, bo przecież wzrastało, wychowywało się, wzrastało w mądrości, w łasce u Boga i ludzi, a więc rozwijało się duchowo, a jednocześnie uwierzyć, że ten Syn Człowieczy jest jednocześnie Synem Bożym, jest również drogą trudnej wiary Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa. Nie wyobrażajmy sobie, że ich wiara była łatwa, ich wiara była trudniejsza od naszej, bo mieli przed sobą ogrom tajemnicy Bożej, z którą się zmagali, by w nią wejść, by ją zrozumieć, by nią żyć.

To małżeństwo Maryi i Józefa było konieczne dla naszego zbawienia, bo przecież z małżeństwa Adama i Ewy rozlało się zło po całym świecie, rozlało się i rozlewa nadal w postaci tego, co nazywamy grzechem pierworodnym. I stąd zaistniało nowe małżeństwo, nowa rodzina, z której świętość rozlewa się na całą ziemię. A więc jest to jednocześnie dzieło zbawienia, gdzie zaistniała i jest aktywna wola oczyszczenia i uświęcenia rodziny, tego sanktuarium miłości i kolebki życia.

Drodzy Bracia i Siostry, jak sprawował swoje ojcostwo św. Józef? Przede wszystkim sprawował je jako ten, który umie siebie dawać. Cała jego ojcowska służba to było dawanie się Dziecku i Matce. On tylko żył tym, by Dziecku i Matce służyć. I do św. Józefa, do ojca zwraca się Anioł w niebezpieczeństwie i mu mówi: Bierz Dziecię i Jego Matkę, i uciekaj do Egiptu, bo Herod chce je zabić. Gdy nastąpiła śmierć Heroda, znowu Anioł zwraca się nie do kogo innego, tylko do Józefa: Bierz Dziecko i Matkę i wracaj do Nazaretu, bo już Mu niebezpieczeństwo nie grozi. A więc jest to wymiar służby tak trudnej, bo spowodowanej między innymi świadomością, że to są najwyższe Skarby, które Bóg człowiekowi powierzył, to Dziecko, które poczęło się dla Józefa w sposób niezrozumiały, które było dramatem w pewnym momencie jego życia. Ale dowiadujemy się, że Józef był człowiekiem sprawiedliwym.

 

  1. Józef sprawiedliwy i miłość oblubieńcza

Co to znaczy w wyrażeniu Ewangelii, że był sprawiedliwy? To znaczy, że wnikał, wpisywał się w sprawiedliwość Bożą, identyfikował się ze sprawiedliwością Bożą. Dla niego sposób działania był dokładnie taki, jak działa sprawiedliwość Boża. A więc również, by nikogo nie krzywdzić, by być prawdziwym i by służyć tylko dobru, a nie złu.

Termin sprawiedliwy w Starym Testamencie był tym samym, którego dziś używamy jako termin święty. W Nowym Testamencie oznacza ludzi świętych, wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, a więc tych, którzy odkrywają wolę Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela i tą wolą chcą żyć. Na tym polega świętość i sprawiedliwość. Ojcostwo św. Józefa było pełnym, wyłącznym i maksymalnym w jego możliwościach oddaniem się Dziecku i Matce. Jeden z Ojców Kościoła, Orygenes, powiedział, że Bóg wybrał go, aby strzegł porządku przy narodzeniu się Pana. Strzegł porządku, stąd custos, jak go nazywamy, Redemptoris Custos, jak nazwał go Ojciec Święty Jan Paweł II, ten Opiekun Zbawiciela.

Ojcostwo św. Józefa, wyrażające się w całkowitej służbie i niemalże w ponadludzkiej ofierze z siebie, ze swego serca, ze wszystkich swoich zdolności nazywa się w małżeństwie postawą oblubieńczą, która realizuje się w ojcostwie i macierzyństwie. Co to znaczy miłość oblubieńcza, o której tak często przypominał i mówił bł. Jan Paweł II? To znaczy, że miłość polega na tym, iż pierwszym naszym zadaniem, naszą ambicją, naszą troską jest dobro człowieka, którego kocha, żyje tylko i wyłącznie dla niego. I wymiana takiego daru osobowego, gdy druga strona żyje również po to, by kochać męża, mąż, by kochać żonę, by żyć dla jej dobra, ona, by żyć dla jego dobra jest miłością oblubieńczą, która ma niezwykłe znaczenie w obowiązkach wychowawczych rodziny.

 

  1. Rodzicielstwo duchowe

Drodzy Bracia i Siostry, służba życiu, jaka jest powierzona rodzinie, składa się z dwóch wymiarów. Pierwszym to jest zrodzenie dziecka, ale drugim to jest jego wychowanie. Zrodzenie jest ojcostwem czy macierzyństwem, rodzicielstwem fizycznym. Wychowanie jest natomiast rodzicielstwem duchowym. I w Bożym spojrzeniu, w Bożej ekonomii zbawienia, jak to mówimy, ważniejsze jest rodzicielstwo duchowe, niż rodzicielstwo fizyczne. Jezus to sam powiedział: Któż jest moim bratem, moją siostrą, moją matką? Ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go.  A więc Jezus powiedział, że to ojcostwo, macierzyństwo, rodzicielstwo, pokrewieństwo duchowe jest ważniejsze, niż więzy ciała i krwi. I to dzisiaj musimy sobie zapamiętać, jak ważną rolę odgrywa rodzina w rodzicielstwie duchowym, bez którego nie ma zdrowego społeczeństwa, nie ma zdrowej cywilizacji, nie ma zdrowej kultury. Dla nas jest to niezwykle ważna informacja, by żyć takim duchowym rodzicielstwem, które jest najwyższym stopieniem dojrzałości ludzkiej. Ludzie niedojrzali nie potrafią pełnić funkcji ojca i matki, nie potrafią tworzyć, nie potrafią budować swego rodzicielstwa duchowego.

Stąd też, gdy zastanawiamy się dzisiaj nad kryzysem rodziny, który ma swoje przyczyny wewnętrzne w naszej mentalności współczesnej, który ma swoje przyczyny i w tym, że przestaliśmy dostrzegać jego istotne cele i zadania. Młodzi ludzie nie wiedzą, co to znaczy być małżeństwem, co to znaczy tworzyć rodzinę, po co wychodzić za mąż, po co się żenić, nie rozumieją zupełnie wymogu trwałości takiego związku sakramentalnego, który jest absolutnie konieczny, by rodzicielstwo duchowe mogło się zrealizować. Ci młodzi mają tyle przeszkód wewnętrznych, by samemu tworzyć małżeństwo i rodziny. Ale przecież liczba sił przeciwnych, tych, którzy chcą rodzinę usunąć z centrum życia człowieka przez proponowanie form zastępczych, jakichś form, które nie mają żadnych cech, konstytutywnych, podstawowych cech tego, czym jest małżeństwo i rodzina, które przecież zostały stworzone wraz ze stworzeniem człowieka, jest ogromna. Człowiek był stworzony w relacjach. A tymi najważniejszymi relacjami, które z resztą usposabiają nas do tego, aby mieć dojrzałe relacje z Bogiem, to jest miłość ojcowska i małżeńska, to jest miłość rodzicielska.

Co jest najważniejszym czynnikiem wychowawczym w rodzinie? Nie głoszone kazania, nie słowa, których mamy nadmiar, a czasami niedomiar, ale przede wszystkim jakość życia małżeńskiego. Jeżeli dziecko widzi, że ojciec szanuje matkę, że matka szanuje ojca, jeżeli dziecko widzi, że oni się kochają, i że jest to właśnie miłość oblubieńcza, że jeden żyje dla drugiego, wówczas to jest zjawiskiem, rzeczywistością, którą możemy nazwać miłością matrycową. To na tej matrycy miłości małżeńskiej rodziców dziecko zaczyna wzrastać, nabywa pewności siebie, nabywa zaufania do innych, bo ta miłość wzajemna ojca i matki dopiero przekłada się na miłość rodzicielską. Tu jest być może centrum tego, czym rodzina powinna żyć i jak powinna się rozwijać.

 

  1. Dar płodności fizycznej i duchowej.

I teraz warto zauważyć, że miłość i kolebka życia, w których streszcza się życie rodziny, jest jednocześnie otrzymaniem daru płodności. Znów konieczne jest, byśmy przekonali się i wrócili do tego, że dar płodności jest darem Bożym, że dar płodności wiąże nas w jakiś sposób i jak najbardziej szlachetny ze stwórczym działaniem człowieka. Stąd nazywamy płodność ludzką prokreacją. Kreacją jest stworzenie świata, człowieka i wszystkiego, co istnieje, a prokreacją jest uczestnictwo w tym wielkim, Bożym dziele. Stąd też płodność, miłość małżeńska, wyraża się w różnych formach służenia życiu. Gdy przyjmiemy je jako dar Boży, jako coś, co jest dane, ale może być utracone, wówczas zaczniemy szanować płodność ludzką. Bo jeśli mówimy dzisiaj, iż co raz więcej jest małżeństw niepłodnych, to przyczyn tego stanu jest wiele. Ale wśród nich jest i taka: brak szacunku dla płodności, niszczenie płodności męskiej i kobiecej, zwłaszcza kobiecej, bo jest słaba, bo jest bardzo w czasie ograniczona i w związku z tym łatwiej ją zniszczyć. A więc szacunek dla tego daru i takie zachowania odpowiedzialne, by tego daru nie zniszczyć jest odpowiedzią na Boże zaproszenie, by żyć pełnią życia i by to życie rozwijać, i by to życie innym ofiarować.

Ojciec Święty Jan Paweł II miał świadomość sytuacji małżeństw niepłodnych. Pisał: Z tej perspektywy, bogatej w wartości i zadania dla wszystkich, niech czerpią zachętę ci zwłaszcza małżonkowie, którzy doświadczają bezpłodności fizycznej. Ale nie jest im odmówiona płodność duchowa. Bo nawet przy wszystkich postępach medycyny zawsze będzie jakaś kategoria ludzi, którzy pozostaną bezpłodni. I oni nie są skazani na sterylność dlatego, że prawdziwa miłość ludzka jest twórcza, jest miłością kreatywną i każdy powinien mieć do niej dostęp. Przecież również ludzie żyjący w celibacie konsekrowanym dla Królestwa Niebieskiego są powołani do tego, by byli uczestnikami duchowego rodzicielstwa, duchowego ojcostwa, duchowego macierzyństwa. Przecież naszym  księży ojcami i nazywamy siostry zakonne matkami, dlaczego? Dlatego, że właśnie żyją duchowym rodzicielstwem. I bez tego wymiaru, również w życiu konsekrowanym, nie ma ludzkiej dojrzałości. Bo każdy może zostać starym kawalerem czy starą panną. A więc, gdy odkrywamy wielkie zakresy, ten wielki obszar ludzkie płodności, wówczas powinniśmy ją szanować taką, jaką dał nam Bóg dla odpowiedzialności za życie.

Nie będę wchodził w szczegóły, w jaki sposób płodność niszczymy, w jaki sposób przyczyniamy się do tego, że jest liczba niepłodnych małżeństw większa, niż kiedyś, gdzie do tych przyczyn, na które nie mamy bezpośredniego wpływu, różnych chorób organizmu, płodność jest przecież zjawiskiem również fizjologicznym, niezwykle skomplikowanym i wymagającym bardzo wielu jednocześnie istniejących czynników, aby zaistniała, a więc jej niszczenie jest rzeczywiście skrajnym barbarzyństwem. Gdy płodność zaczyna się niszczyć, nie szanuje się życia dziecka. Nie chciana płodność to są również niechciane dzieci nazywane eufemistycznie niechcianymi ciążami, czy też to są dzieci, które znajdujemy w Oknach Życia. Bo przecież oddanie własnego dziecka komuś na wychowanie świadczy, że ktoś nie jest w stanie, nie potrafi zapewnić temu dziecku rodzicielstwa duchowego, wychowania.

I teraz, jest tyle małżeństw niepłodnych, a tyle osieroconych dzieci. Matka Teresa, która o tym często mówiła, i słyszałem to oświadczanie z jej własnych ust, powiedziała: Każde dziecko, które się poczyna, bez względu na to, czy ma rodziców, czy też rodziców nie ma, gdzieś w Opatrzności Bożej powinno znaleźć ludzi, którzy się nim zajmą. Nie powinno być na świecie sierot, bo wszyscy inni powinni się otwierać nie tylko na własną, osobistą płodność biologiczną, ale również mieć niezwykle szerokie serce na potrzeby osieroconych innych dzieci. I zdarza się właśnie w rodzinach wielodzietnych, że te rodziny zdobywają się na adopcję jeszcze dzieci innych, osieroconych, niemających własnych rodziców lub porzuconych. Nasze serca są ciasne, nasze serca są skamieniałe. I gdy uświadomimy sobie, jak wielkim darem jest miłość, jak wielkim darem jest płodność, jak wielkim darem jest dziecko, to byśmy zmienili życie nasze kraju, naszego narodu, naszego kontynentu.

W jednym z wywiadów niedawno powiedziałem: Wydaje nam się, że żeby być trzeba najpierw mieć. Ale prawdą jest, i to rozumieją ludy w tak zwanych krajach misyjnych, w których pracowałem 21 lat, że żeby mieć trzeba najpierw być. Bardzo głęboka mądrość życiowa, o której ciągle mówił Ojciec Święty Jan Paweł II.

Płodność rodziny, że wrócę do bł. Jana Pawła II, winna być świadoma swej nieustannej twórczości, cudownego owocu ducha Bożego, który otwiera oczy serca na odkrywanie nowych potrzeb i cierpień naszego społeczeństwa. W ten sposób poszerza się niepomiernie horyzont ojcostwa i macierzyństwa rodzin chrześcijańskich. Ich miłość, płodna duchowo, podejmuje wyzwanie tych i innych naglących potrzeb naszych czasów.

Chrystus Pan wraz rodzinami i przez nie nadal ma współczucie dla rzesz. Ta litość Jezusa nad tymi, którzy byli zgubieni, jak owce bez pasterza albo zgłodniali na pustyni, ona chce się realizować poprzez życie rodzinne, poprzez promieniowanie naszych rodzin na swoje otoczenie.

 

Drodzy Bracia i Siostry, zwracamy się znowu do tego sprawiedliwego św. Józefa, heroicznego ojca, przykładu najbardziej świętego ojcostwa, jaki był zrealizowany w ziemskich warunkach. Ten św. Józef, który nigdy słowa swego nie zostawił w Ewangeliach, był milczący, ale to jemu powierzył Bóg to, co w oczach Bożych było najdroższe i co powinno być w naszych oczach najdroższe. Niech św. Józef otwiera nam tajemnice Boskiego serca, które przecież wylewają się na nasze życie, niech św. Józef  uczy nas mądrości, niech uczy nas tego, bez czego ojcostwo jest niedostateczne lub nieistniejące, odpowiedzialności za innych. Gdy ta odpowiedzialność wróci w serca mężczyzn i ojców, świat się stanie inny.

Dzisiaj oduczamy się odpowiedzialności, oduczamy się tej ważnej maksymy, która mówi, iż najbardziej czułym wskaźnikiem  prawdziwej miłości jest wierność, nic innego, tylko wierność. Jeżeli tego nie zrozumiemy, wówczas nic trwałego w życiu nie zbudujemy.

Panno Wierna – mówimy do Matki Bożej – i wierny św. Józefie, módlcie się za nami. Amen.