In English In Italiano Auf Deutsch
/ Home / Biblioteka św. Józefa

Homilia Księdza Biskupa Mariana Florczyka,

biskupa pomocniczego diecezji klieleckiej,

wygłoszona podczas Molidtwy w intencji rodzin i obrony poczętego życia, 4 października 2012

 

Jesteśmy w Sanktuarium Św. Józefa. On nazywany jest przez Kościół jako sługa wierny i roztropny. Od razu rodzi się pytanie: czyim był sługą, komu służył i jak służył.

Dziś to słowo – sługa – budzi w nas wielki niepokój. Boimy się tego słowa. Nikt nie chce być sługą, bo od razy kojarzy mu się to z niewolnictwem. Sługa musi się ciągle podporządkowywać,  ciągle czegoś wyrzekać, ciągle kogoś słuchać.

Okazuje się, że służba nie jest równa służbie. Można służyć dla pieniędzy, dla jakiegoś układu, dla kariery. Można okazać się sługą w partii, czy też w innym stowarzyszeniu. Można służyć dla wygody tylko po to, by więcej mieć i więcej znaczyć. Można sprzedać się na służbę, zatracając wszelkie cechy dobrego człowieczeństwa.

Ale też jest i inna służba – służba służbie nie równa – jest służba, w której człowiek się nie zatraca, która uszlachetnia. I taka służba potrzebna jest rodzinie, potrzebna jest słabym, potrzebna jest narodowi a ostatecznie potrzebna jest każdemu człowiekowi. To służba miłości, wypływająca z samego serca. Taka służba nie ma nic z niewolnictwa, przymusu ani z rozkazu. Jedynym nakazem jest nakaz serca, serce które kocha. Taka służba jest nam bardzo potrzebna.

Zagadnąłem kiedyś matkę niepełnosprawnego dziecka, zagadnąłem z całym współczuciem: Pani pewnie jest bardzo ciężko czuwać przy córce niemal 24 godziny.  A ona ze spokojem, troszkę mnie zawstydzając, odpowiedziała: Proszę Księdza Biskupa, ale jak tak bardzo kocham moją córkę, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ja się przy niej spełniam. Ciekawa służba. Służba serca a nie służba niewolnicy.

 A jak się spełniał św. Józef? To przecież była służba rodzinie, Jezusowi i Maryi. Jan Paweł II, pisząc o Józefie, podkreślał, że stał się on darem z samego siebie, ze swego życia, z serca, zdolności pracy. Stał się darem, bo cały oddał się na służbę Mesjaszowi wzrastającemu  w jego domu. On, Jóżef, swoje życie uczynił służbą. Szkoda, że tak bardzo zatraciliśmy z naszego wzroku tę świętą i pełną miłości służbę św. Józefa.

Służba bez miłości jest egoistyczna, szuka zysku i taka służba posługuje się bardzo często kłamstwem, obojętnością, przymykaniem oczu, oczekując poklasku. Taki sługa staje się celem sam dla siebie, by tylko mnie było dobrze, nic się nie liczy. Natomiast służba z miłości to ciągłe dawanie samego siebie komuś. Taka służba, jako dar z samego siebie, potrzebna jest dziś dzieciom, ale także potrzebna jest rodzinom i małżonkom.

Takim darem z samego siebie był św. Józef. On z miłością przyjął Jezusa jako dziecko. Z wielką miłością troszczył się o Niego, był niezwykłym Opiekunem. Nie dziwi nas to, że inni patrząc na to mówili: Czyż On nie jest synem cieśli?

Takim darem z samego siebie, darem miłości, stał się Maksymilian Maria Kolbe. To miłość wypchnęła go z szeregu tam, na placu obozu, by iść i oddać życie za współwięźnia. Gdyby nie miłość, nie usłyszałby słów westchnienia Franciszka.

Służba egoistyczna zamyka oczy, zatyka uszy, szuka tylko siebie. To tylko miłość pochyla matkę nad płaczącym dzieckiem. Taka matka jest gotowa oddać życie za dziecko. Jeżeli braknie miłości, wszystko staje się niewolą, serce twardnieje. Gdy ojciec ma serce pełne miłości dla swego dziecka też się poświęca. Potrzebna nam jest taka miłość dla dzieci, potrzebna jest w małżeństwie.

I tu rodzi się pytanie. Bo cóż powiedzieć o wzajemnym darze, skoro dziś małżonkowie czy przyszli małżonkowie jeszcze przed  ślubem ustalają, co moje a co twoje. Potem, jeśli chodzi o dziecko: kto się nim zajmie, kto mu będzie służyć, kto będzie pochylał się nad nim?

Zmieniliśmy kategorię służby Może dlatego takie są nasze rodziny, jakie są. Może dlatego tak wiele czuje się niewolnikami. A trzebaby najpierw zapytać o własne serce. Dlatego też rozpada się rodzina i trudno w narodzie znaleźć kogoś, kto by służył.

Mówiono, że władza to służba. Przychodzi nam zatem służyć bardziej korzystnej ideologii i takiej partii, która wepchnie, czy też wyniesie na na szczyty władzy.

Pytam, dlaczego dzieci, ale także i współmałżonkowie dziś czują się samotni? Dlaczego niektórym tak bardzo przeszkadza dziecko, że się je zabija, o nim się zapomina? Jakaż straszna obłuda, niby troska o dzieci, a z drugiej strony stanowi się prawa takie, które pozwalają zabijać dzieci! Komu właściwie służy matka i ojciec?  Komu służy serce? Dlaczego drażni współmałżonek? Dlaczego dla starszych brakuje miejsca w rodzinnym domu? Dlaczego władza zatraciła smak służby w miłości i w prawdzie? Sługa, ten który szuka siebie, woli słuchać słów pochlebnych, gdy się go chwali, nawet jeśli fałszywie.

Józef stał się darem dla rodziny. Był sługą wiernym i roztropnym, a przecież, pomyślmy, jego życie nie było wcale takie łatwe. On tak bardzo kochał Maryję i tu na raz dowiaduje się, że będzie miała dziecko i to bez jego udziału. Co zatem zrobić? Czy jestem zdradzony? Czy oddalić ją i narazić na niebezpieczeństwo, na odtrącenie, na życie poza społeczeństwem? Sprawa bardzo trudna. I kto mu przychodzi z pomocą? Ten, któremu wierzył i któremu ufał. Bóg mówił mu przez anioła: Józefie, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twojej małżonki, nie bój się, zaufaj mi. Wiara ponownie zaowocowała zaufaniem.

Trudno jest wierzyć komuś, kto ciągle kłamie, kto rzuca puste słowa. Trudno jest też takiemu człowiekowi zaufać. Maryja pytała Pana Boga w trudnych sprawach: jak to się stanie, dlaczego? A Józef? Nie mamy zanotowanego żadnego słowa. Bóg tak mówi – dobrze. Józefie, nie bój się.

Wiara nie jest łatwą sprawą. Ileż trudnych wyzwań Bóg stawia przed małżonkami, rodzicami? Trudną sprawą może też być przyjęcie pierwszego, czy kolejnego dziecka. Ale wtedy Bóg mówi: nie bój się. Tak, jak mówił do Józefa, tak jak mówił do Abrahama i Mojżesza. Potem te słowa Jezus powtórzy do Piotra. Piotr chce się wycofać z pójścia za Jezusem i mówi: odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. Piotrze, nie bój się, ludzi będziesz łowił i zaufał Piotr, zostaje. I znów kolejna próba wiary i zaufania, zaparł się Jezusa, ale ufał, w przeciwieństwie do Judasza, że nie wszystko stracone, został i wyznaje Jezusowi: Ty wszystko wiesz, Ty wesz, że Cię kocham. Do kogóż pójdę, Ty masz słowa życia wiecznego.

Rozpoczynamy Rok Wiary w Kościele Katolickim. Niech zatem ten czas, który jest przed nami, będzie refleksją o naszej wierze, o naszej ufności Bogu. Czy mamy taką wiarę, jak Józef i Piotr? Czy ufamy tak, jak Józef, czy raczej łatwiej nam jest zaufać tym, którzy ciągle kłamią, obiecują, a Panu Bogu trudno nam zaufać?

 Św. Józefie, wspomagaj tych, którym ciężko przyjąć nowe życie. Niech usłyszą Boskie Słowo: nie bójcie się. Wspomagaj tych małżonków, którzy mają kłopoty i wzajemnie się denerwują na siebie. Niech przyjmą twoją miłość i na wzór twojej miłości do Maryi. Św. Józefie, sługo wierny i roztropny, wspomagaj nas.