In Englisch In Italiano Auf Deutsch
Dom Pielgrzyma im. Św. Józefa
Dołącz do nas na Facebook'u

Niedziela, 2 Grudnia 2012

Moja rodzina żyje wiarą

2 grudnia 2012 podczas Diecezjalnego Dnia Świętości Życia rozstrzygnięto dwa konkursy przygotowane przez Wydział Duszpasterstwa Rodzin Kurii Diecezjalnej w Kaliszu. Celem obu konkursów było przygotowanie uczniów do głębszego przeżycia Roku Wiary, motywowanie do refleksji na temat wiary w rodzinie, podejmowanie konkretnych działań pogłębiających wiarę w rodzinach (modlitwa, celebracja Słowa Bożego, literatura religijna, itp.), wskazywanie roli rodziny w kształtowaniu wiary człowieka oraz pobudzanie wrażliwości i aktywności artystycznej, wśród dzieci.

W konkursie literackim dla uczniów gimnazjum pt.: „Moja rodzina żyje wiarą" wyróżnione zostały z pośród 20 uczestników dwie nasze parafianki, uczennice Klaudia Janik  zajmując III miejsce i Anna Mąkowska zajmując I miejsce. Laureatki obu konkursów odebra ly nagrody i dyplomy z rąk Księdza Biskupa Biskupa Edwarda.

Poniżej prezentujemy ich prace

 

Anna Mąkowska kl. III c

Opiekun: Izabela Przysiecka

Piszę do Ciebie pierwszy raz. Jak wiesz mam 19 lat i niedługo będę zdawać maturę. Nigdy nie czułam potrzeby, by z Tobą korespondować. Dopiero teraz, kiedy powołałeś do siebie mojego małego braciszka - Kubusia. Jednocześnie chcę w tym liście podziękować Ci za moich rodziców, którzy wskazali mi drogę do Ciebie. Jestem Ci wdzięczna również za to, że mogłam poznać i obdarzyć prawdziwą miłością Mateusza. Ty jeden wiesz, ile to zła wyrządziłam drugiemu człowiekowi, Ty jeden wiesz, jak bardzo teraz za to żałuję, Ty jeden wiesz, ile moich łez wypłakałam w poduszkę…

Teraz po tych wszystkich latach widzę jak bardzo potrzebowałam mamy i taty. Ty mówiłeś przez nich, a ja nie chciałam ich słuchać. Pamiętasz, jaka byłam dawniej nadąsana, że mam iść do Kościoła na mszę, na spotkanie z Tobą. Albo kiedy chodziłam na różne nabożeństwa tylko z powodu wycieczek lub innych nagród. Z perspektywy czasu, dostrzegam, że było to pozbawione sensu. Wspólne modlitwy wieczorne i rozważanie Twojego Słowa z danego dnia uważałam za męczarnię. Wolałam w tym czasie czytać książkę, czy grać na komputerze. Marzyłam o tym, by być dorosłą. Walczyłam o niezależność i chciałam być samodzielna. Teraz mogę z całkowitą świadomością napisać, że krytykowanie, karcenie i zabranianie mi niektórych rzeczy przez rodziców, stało się moim wybawieniem do całkowitego zepsucia mojego wnętrza przez współczesny świat. Media i prasa propagują antykoncepcję, „pozbywanie się” niechcianych dzieci, odchodzenie od wiary katolickiej. Doceniam to, że mnie jako „małolacie” nie wolno było chodzić na niektóre imprezy, czy dyskoteki. Zawsze zazdrościłam tym koleżankom, które nie miały żadnych ograniczeń. Chodziły gdzie chciały i zadawały się z kim sobie wymarzyły. Teraz, niektóre z nich są narkomankami, alkoholiczkami lub „pannami z dzieckiem” zostawione przez tych, którzy zapewniali je o swojej miłości do nich. Są to straszne skutki  „bezstresowego wychowania”.

Dziękuję ci za rodziców, którzy pokazywali mi swoją miłość każdego dnia. Również wtedy kiedy wstawałam lewą nogą, miałam kiepski humor, czy byłam zła jak osa. Oni karali mnie i uczyli odpowiedzialności. Ta wspólna msza niedzielna, modlitwa i rozważanie w niedzielę rano Pisma Świętego pomagało mi odkrywać Ciebie. Mogłam zbliżać się do ciebie krok po kroku. Skrótacja Twojego Słowa nie tylko pomagała rozwiązywać rzeczy trudne, ale również pokazywała mi moje grzechy i słabości. Ty wiesz co kryje się pod mianem „moje serce”. Ile w nim brudu i chęci władzy. Ty pozwoliłeś mi się nawracać w takich środowiskach jak moja rodzima, szkoła, przyjaciele, wrogowie. Postawiłeś wielu ludzi na mojej drodze życia i każdy pełni ważną rolę – przybliża mnie do Ciebie.

Dzięki Tobie, który przemawiałeś do mnie przez moich rodziców byłam w pewnym sensie przygotowana na odejście Kubusia do Nieba. Ja wiem, że on jest święty. Bardzo lubił śpiewać ze mną przy gitarze różne piosenki religijne. Bardzo lubił wspólne modlitwy i rozmowy o Tobie, czy danym fragmencie z Pisma Świętego. Mógł wtedy zadawać niekończące się pytania. Kochałam go. Ale przyszedł dzień kiedy bardzo ciężko zachorował. Wtedy musiałeś odczuć o ile więcej się modliłam i błagałam Cię, abyś dał mu zdrowie, by mógł zostać z nami na ziemi . Ale Twoja wola była inna. Pragnąłeś by Jakub, był z Tobą „tam w górze”. Potem przez okrągły tydzień zadawałam ci pytanie „Dlaczego on? Przecież miał dopiero pięć lat…”. Chciałam by wrócił, jednakże miałam świadomość, że miałeś w tym Swój cel. W tym trudnym okresie pomógł mi znajomy ksiądz moich rodziców. Powiedział mi, że Ty nie dajesz człowiekowi tak ciężkiego krzyża, że nie mógłby go unieść. Jestem mu bardzo wdzięczna za te słowa, które wznieciły we mnie nadzieję, że wciąż mnie kochasz bez względu na moje uczynki. Śmierć mojego braciszka nie jest karą za zło przeze mnie wyrządzone, lecz wyrazem Twojego zaufania do moich rodziców, że nie odwrócą się od Ciebie.

Moim wielkim krzyżem była nieakceptacja mojego życia, takim jakie ono jest. Dużo czasu przeklęczałam na modlitwie, Byś wskazał mi „tego”, którego mi przeznaczyłeś. Miałam myśli, że może zapomniałeś o mnie, że przestałeś interesować się moim życiem i przyszłością. Jednak pewnego dnia postawiłeś na mojej drodze Mateusza. Od tego czasu wiem, że mam dla kogo żyć, że jestem komuś potrzebna. Każdego dnia dajesz nam się nawzajem poznawać i cieszyć się, że jesteśmy razem. W małżeństwie moich rodziców widziałam tą wielką miłość. Miłość, która potrafi przebaczyć. Chcę uczyć się od nich jak mam budować dobrą relację z człowiekiem, któremu pragnę poświęcić całe swoje życie.

Z perspektywy czasu dostrzegam, że te wszystkie modlitwy, msze święte, wspólnie spędzony czas, czy rozważanie Twojego Słowa, przygotowały mnie do zaakceptowania Twojej woli i pomysłu na moje życie. Jestem pewna, że zatroszczysz się o mnie i dasz mi w „prezencie” wszystko co jest mi potrzebne. Muszę tylko wykazać się cierpliwością, bo Ty dajesz wszystko w swoim czasie. Wiedz o tym, że chcę Cię zawsze kochać i być Tobie wierna. Nawet wtedy kiedy karcisz mnie za zło, które popełniam. Teraz już wiem, że czynisz to dla mojego dobra tak jak w dzieciństwie, moi kochani rodzice.

Twoja córka Ania

 

 

Klaudia Faustyna Janik, Klasa II A

Opiekun : Izabela Przysiecka

Kiedy 21 października 1995 roku w Bazylice św. Józefa w Kaliszu moi Rodzice wypowiedzieli sobie sakramentalne TAK - nie było to tylko złożenie przysięgi. W tym dniu dwoje kochających się ludzi założyło nową rodzinę, którą postanowili zawierzyć opiece Rodziny Świętej. Od tej pory ich, i jak się potem okazało także i moje życie, ugruntowało się w wierze, która jest jednym z najistotniejszych elementów naszego rodzinnego domu.

W Sanktuarium św. Józefa, w moim kościele parafialnym, jest obraz, który przedstawia młodych małżonków, Józefa i Maryję, trzymających za ręce małego Jezusa. To wyraźny znak odnoszący nas do tego, że miłość małżonków musi być zakorzeniona w Bogu, na wierze w Niego, w Nim ma mieć swój początek i z Niego ma ogarniać wschodzące życie – potomstwo. Od tej bowiem miłości i relacji z Bogiem ojców i matek, a przy tym od ich stosunku do życia, zależy kształt wychowania młodego pokolenia – ich dzieci.

I tak, 16 października 1998 roku - w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Papieża, na świat przyszłam JA. Przepełnieni radością z cudu narodzin i zafascynowani osobą św. Siostry Faustyny Kowalskiej moi Rodzice postanowili, że zostanie Ona moją patronką. Wierząc w jej wstawiennictwo przez cały okres mojego dzieciństwa często modlili się do  Niej, zanosząc prośby czasami wydawać by się mogło bardzo prozaiczne. Jednak zdarzały się też trudne momenty w życiu mojej Rodziny i wtedy w wierze w Boga, wspólnej modlitwie, także tej za wstawiennictwem św. Siostry Faustyny, odczuwaliśmy nieustanną obecność i opiekę Opatrzności Bożej.

 Okres dzieciństwa minął bardzo radośnie i nadszedł czas wieku szkolnego.

Kiedy przygotowywałam się do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej moi Rodzice i Dziadkowie byli nieustannie ze mną. Razem przeżywaliśmy tą piękną chwilę, która nastąpiła 13 maja 2007 roku. Jest to kolejna data, która towarzyszyła bł. Janowi Pawłowi II – była to bowiem rocznica Objawienia się Matki Bożej w Fatimie, a także rocznica zamachu na Naszego Ukochanego Ojca Świętego. Zbieżność tych wszystkich dni pozwalała nam wszystkim jeszcze bardziej przylgnąć do Pana Boga i zaufać Jemu bez względu na wszystko.

I tak od dnia moich narodzin najważniejsze daty mojego życia przeplatają się z ważnymi wydarzeniami z życia Papieża Polaka, dla którego Rodzina zakorzeniona w wierze w Boga i Panu Bogu była świętością i przyszłością narodu. Potwierdziły to słowa wypowiedziane przez Ojca Świętego 16 czerwca 1999 roku w Wadowicach:

„Z synowskim oddaniem całuję próg domu rodzinnego, wyrażając wdzięczność Opatrzności Bożej za dar życia przekazany mi przez drogich Rodziców, za ciepło rodzinnego gniazda, za miłość moich najbliższych, która dawała poczucie bezpieczeństwa i mocy, nawet wtedy, gdy przychodziło zetknąć się z doświadczeniem śmierci i trudami codziennego życia w trudnych czasach.”

Troska Ojca Świętego o rodzinę i o jej zakorzenienie w wierze przejawiała się również w tym, że to właśnie rodzinie poświęcił najwięcej miejsca w swoim nauczaniu. Udzielał rad ojcom, matkom, dzieciom, małżonkom – całym rodzinom. Wskazywał na te wartości, jakie sam wyniósł ze swojego domu rodzinnego. Rodzina to dom, którego fundamenty oparte są na miłości wzajemnej i miłości do Boga. To szacunek i zrozumienie. „Słowa czwartego przykazania skierowane są do dzieci, do synów i córek. Mówią: "Czcij ojca i matkę". Z równą siłą jednak odnoszą się do rodziców: "Pamiętaj, abyś prawdziwie zasługiwał na tę cześć". Bądź godny imienia ojca! Bądź godna imienia matki!” Według tych wskazań moja Rodzina zawsze starała się żyć i postępować, by jeszcze bardziej wierzyć Panu Bogu.

Troska o rodzinę i jej wiarę towarzyszyła Ojcu Świętemu od zawsze. Bolało Go, gdy widział ludzi budujących swoją rodzinę nie na Bożej skale sakramentalnej, wzajemnej miłości i odpowiedzialności, lecz na sypkim, kruchym piasku własnych sił. Niejako przedłużeniem tej myśli były słowa wypowiedziane podczas pielgrzymki Ojca Świętego do Kalisza. Papież Polak nie wahał się wtedy zawierzyć Bogu siebie i swoją Rodzinę. Przeżywał swoją codzienność u boku Jezusa, ale i z Jezusem, wiedząc, że tylko On jest źródłem siły i mądrości małżeńskiej i rodzicielskiej: „Drodzy Bracia i Siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina.”

Dlatego wracając często do tych słów, wiem jak ważna jest dla mnie moja Rodzina i ile znaczy w niej wiara praktykowana na różne sposoby.

Kiedy pod koniec ubiegłego roku zdecydowałam się pójść w Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę, moi Rodzice byli bardzo zadowoleni z takiej decyzji. Umocniło ich to w przekonaniu, że przekazali mi najważniejsze wartości chrześcijańskie i że idę tą samą drogą wiary, którą oni  rozpoczęli wspólnie przed siedemnastoma laty.  Zawsze żyliśmy według tradycji naszej wiary i wiem, że zawsze mogę na liczyć na nich, jak i na Tego, w Którym ufność położyliśmy. Kiedy po trudach ciężkiej pielgrzymkowej wędrówki dotarłam przed Oblicze Matki Bożej – Rodzice byli tam ze mną.

To najpiękniejsze chwile, jakie mogą się przydarzyć Rodzicom i ich dzieciom, kiedy kroczą razem jedną drogą: drogą miłości i wiary!

„Rodzino Święta, Przykładem nam służ,

Napełnij miłością serca i wiary nas ucz…”